Swoją historię opisywałam w innym temacie ale nie chcę tutaj mówić o niej... Pokrótce wygląda to wszystko tak iż 4 miesiące temu bez podania konkretnego powodu po prawie roku związku zostawił mnie chłopak. Zamilkł... Kochał bardzo, zapewniał o tym codziennie ale czy tak było??? Minęła rozpacz, chęć zrobienia wszystkiego, żeby tylko znów być razem.... Zrozumiałam, że nic dla niego tak naprawdę nie znaczyłam.
Od kilku dni czuję się okropnie nie mam na nic ochoty, nic mnie nie cieszy... czuję się po prostu samotna wśród tłumu... Są znajomi, są imprezy, są chętnie bliżej mnie poznać ale ja nie potrafię się zaangażować... robię jakąś tam nadzieje i zwyczajnie przestaje się odzywać. Nie wiem dlaczego tak jest... jakaś blokada czy co?? Nie potrafię sobie poradzić teraz sama ze sobą. Ciągle mam w głowie myśl iż nigdy nie spotkam tej swojej drugiej połowy, że jestem już za stara na miłość... Wszyscy wokół kogoś mają tylko ja wolny strzelec... czy coś ze mną nie tak??
Jak sobie poradzić z tą samotnością, brakiem bliskiej osoby, brakiem poczucia, że ktoś mnie kocha bez względu na wszystko?