Jest 13:48 w poniedziałek, a ja siedzę w domu przed komputerem z lampką czerwonego wina, (zresztą nie pierwszą dziś) i czytam wątek na tym forum o najgłupszych rzeczach jakie dziewczyny kiedyś zrobiły zaśmiewając się do siebie i czując pomału uderzenia ciepła w głowie spowodowane tym pysznym, półsłodkim winem po 24,99.
Więc rozluźniona chciałabym mieć tu kogoś bliskiego pod ręką aby się wreszcie pozbyć tego z myśli i wygadać wreszcie, ale nie mogę, brak mi tego powiernika, który byłby w stanie to zrozumieć.
Jestem zakochana. Brałam pod uwagę, że jest to zwykłe zauroczenie, ale zauroczenia to ja już przerabiałam i w porównaniu z tym to jak czerwone wino - wspaniałe i upojne swoją drogą, w porównaniu do naprawdę mocnej wódki z red bullem. Czyli coś co szaleje w głowie i w żyłach i w myślach i w mięśniach. Nie znoszę tego uczucia i kocham je jednocześnie.
Tak więc tak. Jestem kobietą już nie najmłodszą, jestem kobietą świadomą i światową. Jestem kobietą zaręczoną, kochaną szanowaną i cenioną przez przyjaciół. Jestem w związku przez ponad siedem lat. Mój narzeczony jest wspaniałym mężczyzną. Jest dobry, wierny, bardzo inteligentny, charyzmatyczny i przystojny, ma w dodatku świetną dobrze płatną pracę i jest rozrywkowy, lubiany w towarzystwie, ma wiele zainteresowań, zawsze dba o mnie i liczy się z moim zdaniem. Kocha mnie bardzo, co widzę w jego zachowaniu i w decyzjach jakie podejmuje na co dzień. Zamierzamy pobrać się jeszcze w tym roku najlepiej w jakiś szalony i nietypowy sposób, co jest spełnieniem moich marzeń jako opcji dnia w białej sukience. Brzmi jak ideał prawda? Co jakiś czas spotykam dziewczęta, kobiety, które patrząc na nas bez zastanowienia chciałyby zmienić moją wartę przy jego boku, co tylko i wyłącznie mnie cieszy i upewnia w tym, że dokonałam dobrego wyboru.
Jednak mimo, że kocham mojego mężczyznę nie spełnia się w bardzo ważnej jednej roli, roli kochanka. Miłość fizyczna mogłaby praktycznie nie istnieć. I to nie jest tak, że ja mam jakieś wybujałe żądania o nie, chociaż dawniej z innymi kochankami seks na galopującym rumaku nie był dla mnie nie do osiągnięcia, teraz, przy mym mężczyźnie błagam o jakiekolwiek zainteresowanie, a kiedy je dostaję mogę zrobić naprawdę wiele, żeby się odwdzięczyć. Oczywiście, że rozmawiam, oczywiście że akceptuję każdy pomysł, oczywiście, że jestem wyrozumiałą i cierpliwa, w końcu kocham, prawda?
Ale nagle, ni z tego ni z owego siedzę tutaj przed monitorem i jestem zakochana.
I nienawidzę tego w sobie.
Inny mężczyzna, zupełnie inny siedzi mi w głowie, jak jakiś czerw i wyjada mi myśli i ściąga na siebie uwagę. I staram się go odrzucić i nie potrafię. Ten inny mężczyzna ma swoją rodzinę, którą kocha i ceni ją jak sądzę. Zupełnie zwykły człowiek, taki typ, którego mijasz na ulicy i już nie pamiętasz jego twarzy, taki przechodzień po prostu wziął ostrze i wbił się w moje serce i jak jakiś chirurg skalpelem wyciął tam swoje imię. I to nie jest tak, że wczoraj. To jest tak od wielu wielu miesięcy, wkrótce minie rok jak budzę się i zasypiam z jego twarzą na moich powiekach. Próbowałam zapomnieć o nim i zetrzeć jego oczy z moich myśli, wciąż i wciąż bezskutecznie...
Już wino mi się kończy a ja ciągle nie przeszłam do rzeczy. Chociaż nie, już do tej rzeczy przeszłam, o głupia ja. Spotkałam się z nim. I sam fakt, że on chciał się ze mną spotkać świadczy o tym, że i on myślał o mnie w sposób, w jaki nie powinien, prawda? Tym tokiem właśnie się kierowałam na tym tajnym spotkaniu, takim trochę niezręcznym , podczas którego w duszy mi grały jakieś anielskie chóry i alkohol, jak zwykle winien największym nieszczęściom świata, on ten alkohol i miłość oczywiście, i uczyniłam to, i pocałowałam tego mężczyznę. Tego, który do mnie nie należy. Tego, którego nie mam prawa dotknąć. I on odwzajemnił ten pocałunek. Ten i następny i następny i jeszcze jeden, aż nie uciekłam do domu przerażona jednocześnie i jednocześnie tańcząca ponad chmurami w rozkoszy.
I nie wiem co dalej. I nie chcę aby to zmieniło się w coś więcej a jednocześnie pragnę tego nie mojego mężczyzny jak nigdy nikogo przed nim i chce z nim przebywać i chcę i chcę i chcę...
I wściekam się na siebie, i ile bym dała żeby o nim więcej już nie myśleć i zapomnieć, że kiedykolwiek go znałam. Jak się odkochać jeśli już prawie przez rok nie mogę go wyrzucić z myśli. Bo go tam nie chcę, choć go pragnę. Jak przestać to czuć?...