netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Próbuję się odkochać

115 odpowiedzi31 473 wyświetleniazałożony przez glupia, 27.08.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Próbuję się odkochać

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 116 ]

1 Ostatnio edytowany przez glupia (2012-08-27 14:40:18)

Temat: Próbuję się odkochać

Jest 13:48 w poniedziałek, a ja siedzę w domu przed komputerem z lampką czerwonego wina, (zresztą nie pierwszą dziś) i czytam wątek na tym forum o najgłupszych rzeczach jakie dziewczyny kiedyś zrobiły zaśmiewając się do siebie i czując pomału uderzenia ciepła w głowie spowodowane tym pysznym, półsłodkim winem po 24,99.

Więc rozluźniona chciałabym mieć tu kogoś bliskiego pod ręką aby się wreszcie pozbyć tego z myśli i wygadać wreszcie, ale nie mogę, brak mi tego powiernika, który byłby w stanie to zrozumieć.

Jestem zakochana. Brałam pod uwagę, że jest to zwykłe zauroczenie, ale zauroczenia to ja już przerabiałam i w porównaniu z tym to jak czerwone wino - wspaniałe i upojne swoją drogą, w porównaniu do naprawdę mocnej wódki z red bullem. Czyli coś co szaleje w głowie i w żyłach i w myślach i w mięśniach. Nie znoszę tego uczucia i kocham je jednocześnie.

Tak więc tak. Jestem kobietą już nie najmłodszą, jestem kobietą świadomą i światową. Jestem kobietą zaręczoną, kochaną szanowaną i cenioną przez przyjaciół. Jestem w związku przez ponad siedem lat. Mój narzeczony jest wspaniałym mężczyzną. Jest dobry, wierny, bardzo inteligentny, charyzmatyczny i przystojny, ma w dodatku świetną dobrze płatną pracę i jest rozrywkowy, lubiany w towarzystwie, ma wiele zainteresowań, zawsze dba o mnie i liczy się z moim zdaniem. Kocha mnie bardzo, co widzę w jego zachowaniu i w decyzjach jakie podejmuje na co dzień. Zamierzamy pobrać się jeszcze w tym roku najlepiej w jakiś szalony i nietypowy sposób, co jest spełnieniem moich marzeń jako opcji dnia w białej sukience. Brzmi jak ideał prawda? Co jakiś czas spotykam dziewczęta, kobiety, które patrząc na nas bez zastanowienia chciałyby zmienić moją wartę przy jego boku, co tylko i wyłącznie mnie cieszy i upewnia w tym, że dokonałam dobrego wyboru.

Jednak mimo, że kocham mojego mężczyznę nie spełnia się w bardzo ważnej jednej roli, roli kochanka. Miłość fizyczna mogłaby praktycznie nie istnieć. I to nie jest tak, że ja mam jakieś wybujałe żądania o nie, chociaż dawniej z innymi kochankami seks na galopującym rumaku nie był dla mnie nie do osiągnięcia, teraz, przy mym mężczyźnie błagam o jakiekolwiek zainteresowanie, a kiedy je dostaję mogę zrobić naprawdę wiele, żeby się odwdzięczyć. Oczywiście, że rozmawiam, oczywiście że akceptuję każdy pomysł, oczywiście, że jestem wyrozumiałą i cierpliwa, w końcu kocham, prawda?

Ale nagle, ni z tego ni z owego siedzę tutaj przed monitorem i jestem zakochana.

I nienawidzę tego w sobie.

Inny mężczyzna, zupełnie inny siedzi mi w głowie, jak jakiś czerw i wyjada mi myśli i ściąga na siebie uwagę. I staram się go odrzucić i nie potrafię. Ten inny mężczyzna ma swoją rodzinę, którą kocha i ceni ją jak sądzę. Zupełnie zwykły człowiek, taki typ, którego mijasz na ulicy i już nie pamiętasz jego twarzy, taki przechodzień po prostu wziął ostrze i wbił się w moje serce i jak jakiś chirurg skalpelem wyciął tam swoje imię. I to nie jest tak, że wczoraj. To jest tak od wielu wielu miesięcy, wkrótce minie rok jak budzę się i zasypiam z jego twarzą na moich powiekach. Próbowałam zapomnieć o nim i zetrzeć jego oczy z moich myśli, wciąż i wciąż bezskutecznie...

Już wino mi się kończy a ja ciągle nie przeszłam do rzeczy. Chociaż nie, już do tej rzeczy przeszłam, o głupia ja. Spotkałam się z nim. I sam fakt, że on chciał się ze mną spotkać świadczy o tym, że i on myślał o mnie w sposób, w jaki nie powinien, prawda? Tym tokiem właśnie się kierowałam na tym tajnym spotkaniu, takim trochę niezręcznym , podczas którego w duszy mi grały jakieś anielskie chóry i alkohol, jak zwykle winien największym nieszczęściom świata, on ten alkohol i miłość oczywiście, i uczyniłam to, i pocałowałam tego mężczyznę. Tego, który do mnie nie należy. Tego, którego nie mam prawa dotknąć. I on odwzajemnił ten pocałunek. Ten i następny i następny i jeszcze jeden, aż nie uciekłam do domu przerażona jednocześnie i jednocześnie tańcząca ponad chmurami w rozkoszy.

I nie wiem co dalej. I nie chcę aby to zmieniło się w coś więcej a jednocześnie pragnę tego nie mojego mężczyzny jak nigdy nikogo przed nim i chce z nim przebywać i chcę i chcę i chcę...
I wściekam się na siebie, i ile bym dała żeby o nim więcej już nie myśleć i zapomnieć, że kiedykolwiek go znałam. Jak się odkochać jeśli już prawie przez rok nie mogę go wyrzucić z myśli. Bo go tam nie chcę, choć go pragnę. Jak przestać to czuć?...

2

Odp: Próbuję się odkochać

Czym bardziej chcemy o kims zapomnieć tym bardziej pcha On sie nam nie proszony do głowy. Jestem w bardzo podobnej sytuacji jak chcesz pogadać napisz na prv

3

Odp: Próbuję się odkochać

Mam bardzo podobnie, choć na szczęście nie pocałowałam nigdy tej przeciętnej i szpetnej pokraki.

Zapomnieć nie mogę...

Wchodzę na to forum, czytam, uświadamiam sobie, ile mogę stracić, pomaga na trochę..., a potem gdy znowu mnie bierze ...wchodzę na to forum, czytam, uświadamiam sobie, ile mogę stracić, pomaga na trochę...i tak w kółko...

Zapłaciłabym, gdyby to można było z mózgu wymazać jak w "zakochanym bez pamięci".

Cóż widocznie taki mój los - tłumaczę sobie, że kiedyś mi przejdzie...albo rzucę się na przeciętną i szpetną pokrakę i zacałuję...a potem będę żałować po kres czasu...i wegetować na gruzach swojego wcześniejszego małżeńskiego szczęścia.

Zakochanie to jednak żałosna, bolesna i zdecydowanie przereklamowana sprawa.

Nie jesteś sama.

Jak znajdziesz antidotum to daj znać, gdyż z natury rzeczy będąc zdolniejsza ode mnie i dodatkowo wzmocniona trunkiem szlachetnym znaleźć możesz jakieś wyjście z sytuacji.

4

Odp: Próbuję się odkochać

"Przeciętna i szpetna pokraka" rozbawiła mnie niemiłosiernie! Też bym zapłaciła! Boże, ale zapłaciłabym też za bezkarną noc z tym przeciętnym nie moim mężczyzną. Wcale się nie cieszę, że jesteście w podobnej sytuacji, bo nie chciałabym nikomu tego życzyć... Chociaż... Wszystkim chciałabym życzyć doświadczenia tego uczucia, tego szalonego galopu myśli w nieskończoność, które i tak rozbijają się na jego postaci i jego ustach... Szlachetny trunek raczej nie pomaga, wręcz przeciwnie, jedyne o czym myślę to wyrzucić telefon przez okno, aby nie wysłać mu smsa z naiwną treścią: "Jak tam?"

5

Odp: Próbuję się odkochać

Wiesz co - pokraka właśnie zaoferowała mi swego czasu pieniądze, czym dotknęła mnie do głębi (jestem przecież przyzwoitą kobietą - mogłabym tylko dla rozkoszy;-) Teraz trzymam się od pokraki z daleka, bo ogólnie - sytuacja jest zbyt napięta, żebym mogła chociaż obojętnie spojrzeć w te jego seksowne ślipia.

Jeśli masz tylko okazję, to jak będziesz w nastroju wyskocz z czymś podobnie skandalicznym i nieobliczalnym wobec przedmiotu swego pożądania. Jest duża szansa, że tak go zaskoczysz, że dokumentnie wszystko spieprzysz, a wtedy w obwodzie zostanie Ci już tylko kochany narzeczony...

Mogłabyś przecież zachować się tak desperacko, żałośnie i nieobliczalnie jak ubóstwiana przeze mnie pokraka. On się wystraszy i obrazi, a ty pogodzisz ze smutnym faktem, że zostałaś odtrącona.

Tak, to jest dobry plan. Może okazać się również dość skuteczny (no chyba, że przejrzy Cię na wskroś albo brakuje mu instynktu samozachowawczego).

Ze swej strony - w zasadzie jestem niezwykle wdzięczna pokrace za to że publicznie zachował się wprost skandalicznie.
Okazało się to wielkoduszne i bardzo szlachetne z jego strony.
Teraz cokolwiek bym nie zrobiła i tak nic nie zmienię, ale czuję, a chciałabym przestać...

6

Odp: Próbuję się odkochać

To o zapłaceniu za noc było raczej przenośnią, zapewne nie przeszłyby mi takie słowa przez usta smile Mi nie chodzi przecież, aby zrazić go do siebie, tylko o to aby więcej już o nim nie rozmyślać. Gdybym w jakiś sposób zachowała się skandalicznie tak jak podpowiadasz, nie dość, że czułabym się źle, bo wciąż bym o nim myślała to jeszcze skrajnie głupio byłoby mi gdyby on myślał o mnie jak szalonej desperatce, no nie wiem jak to wytłumaczyć.

Dziś mój narzeczony wyjeżdża z miasta na tydzień, staram się zaplanować sobie każdy dzień i wieczór na pracę i spotkania z przyjaciółmi, żeby tylko nie mieć czasu ani możliwości zrobienia czegoś niewłaściwego...

7

Odp: Próbuję się odkochać

Wow.. czytam Twój opis glupia i... jakbym czytała własne myśli..
Matko, myślałam, że tylko ja jestem taka durna żeby się zakochać w kimś starszym, żonatym, dzieciatym sama będąc krótko po ślubie i w ciąży...
Tzn... jak to uczucie się pojawiło, to jeszcze nie byłam w ciąży, a potem zwaliło mi się na głowę wszystko - ten facet, kryzys z mężem (wynikający pewnie z tego co w moim sercu, chociaż, może kolejność była inna... teraz już nie wiem) i nieplanowane dziecko..
Podobnie jak trudnodarmo nie pocałowałam nigdy, chociaż pragnę tego bardzo.. i on też niestety.. nie tylko tego zresztą pragniemy oboje.
Ale teraz i tak nic z tego nie wyjdzie, no bo dziecko - może jak potem wrócę do formy, to już zapomnę... z jednej strony na to liczę, ale z drugiej .. ehh... poczuć jego dotyk, zapach sad

8

Odp: Próbuję się odkochać

Dobrze sobie to wszystko przeczytac. Glupia mi ktos zaproponował wczesniej przeczytanie Twojego postu "podobny wiek i taki sam problem" tylko ze ja juz po tym slubie. A tak samo jak ty sie przed nim broniłam i myslalam ze po slubie przejdzie i M. zostanie wyrzucony z mojej glowy. Nic z tych rzeczy. Mam wrazenie ze podchodzisz do tego z dystansem, moze to tylko złudzenie, albo latwiej Ci pisac w ten sposob a moze to wino bylo przyczyna. Potrzeba Ci motyli i uginających sie kolan bo to dziala jak narkotyk co naukowcy juz dawno udowodnili. Kochasz go czy potrzebujesz mocnych wrazen, bo seks z narzeczonym jest nudny? Kobiety po 30 maja największe parcie na szklo jesli chodzi o seks i widze to sama po sobie...Glupia Ty a ja nie mądrzejsza...pozdrawiam Okropna.

9 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-08-30 17:46:48)

Odp: Próbuję się odkochać

Hej kobiety! A nie uważacie, że czasem po prostu tak jest, że bierze się ślub z jakimś mężczyzną, potem są dzieci, dom, kredyt, ułożone życie, a potem zakochuje się w kimś innym?

Wtedy na pytanie "Czy nie kochasz swojego obecnego męża?" odpowiadacie "Nieprawda!", a jednak jesteście zakochane w kimś innym, ale nie chcecie zrobić mężowi ani rodzinie krzywdy, nie chcecie zniszczyć miłości męża? Nie czujecie "motylków" do swojego męża, a jednak na pytanie "Czy nie kochasz?" odpowiecie "Nieprawda!".

A może da się jednak żyć w małżeństwie, a oprócz tego czuć w sobie tę drugą miłość? Może da się z tym żyć... kochając dwóch? Na pewno niejeden filozof z tym tematem się mierzył...

Może być też tak, że jeśli oprócz małżeństwa w sercu tli się jeszcze jakaś miłość, to będziecie pełniej żyć z mężem. To chyba jest tylko możliwe, jeśli mąż nie wie o tej drugiej miłości. Jeśli wie to pewnie cierpi, bo pewnie ciągle myśli, że Wy myślicie o tym drugim.

Proponuję Wam szanować i kochać swoich meżów/narzeczonych. Proponuję nie zabijać tej drugiej miłości.


Do "glupia" -- a dawniej było dużo seksu, a teraz kochacie się mało, czy on po prostu ma niskie libido, a Ty wysokie? Poza tym pomyśl -- gdyby nie było tej drugiej miłości (tego "zwykłego przechodnia") to jak byś się czuła przy braku zainteresowania męża? Ta druga miłość chyba powoduje, że nie jesteś przez to nieszczęśliwa. Jak leżysz w nocy obok narzeczonego/męża, nie możesz zasnąć, bo nie ma seksu, to nie wylewasz goryczy na męża, tylko myślisz o tej drugiej miłości.

10

Odp: Próbuję się odkochać

a moze to nie milosc tylko pojawily sie problemy dnia codziennego rutyna w zwiazku i tak tylko wam sie wydaje ze to juz milosc?

11 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-08-30 18:37:39)

Odp: Próbuję się odkochać

No właśnie agnieta1987 -- nie zawsze można sprawdzić co jest miłością, a co nie jest. Jak kogoś nie ma, jest zauroczenie, to nie wiemy czy oprócz zauroczenia jest miłość dopóki rutyna nas nie dopadnie. Z drugiej strony jeśli już nas dopadła rutyna, to też nie wiemy, czy jest miłość dopóki się nie straci tego co się ma. Wydaje mi się, że takie to są dylematy.

Być może w sytuacji, gdy ktoś się zakochał poza swoim małżeństwem trzeba myśleć tak -- "Czy gdyby kochanek się nie pojawił, to zostawiłabym swojego obecnego męża?". Jeśli nie zostawiłabyś, to znaczy, że małżeństwo nie jest takie złe. Gdy odpowiesz, że chciałabyś rozejść się z mężem niezależnie czy masz kochanka, czy go nie masz to wtedy można zrezygnować z dalszej wspólnej drogi z mężem.

Ale czy z tego powodu, że małżeństwo jest w miarę szczęśliwe, ma jakieś tam kłopoty, to trzeba go rozwalać? Każde małżeństwo ma kłopoty.

Ale czy z tego powodu, że małżeństwo jest w miarę szczęśliwe, to trzeba od razu tę drugą miłość co się pojawiła ukatrupić?

12

Odp: Próbuję się odkochać

oj powiem ci ze nie zawsze wystarczy myslenie,ja pisalam kiedys smsy z kolega,przystojny,mily,mowil komplementy itp.moj maz domyslij sie ze cos jest nie tak i wiele razy probowal rozmawiac ale zawsze mowilam ze przesadza i nic mnie nie laczy z tym chlopakiem ,bo w sunie to tak bylo to byly tylko smsy.ja zaczelam coraz czesciej zastanawiac sie co ja tu robie z moim mezem,nie mam czasu dla siebie a on nawet nie umie dostrzec tego co ja robie.po kilku tygodniach wyjechalam do pracy z nastawieniem ze podejme decyzje czy chce dalej trac w tym malzenstwie i wrocilam do meza i dzieci jeszcze bedac w pracy zerwalam calkowity kontakt z tamtym kolega.bardzo dlugo rozmawialismy z mezem,jak sie potem okazalo on rowniez czul sie troche odrzucony i nie doceniany.teraz choc brakuje nam czasu wspolnego to wiem ze w odpowiednim momencie umialam powiedziec stop i zawrocic na odpowiednia droge.tamtemu powiedzialam ze obiecalam mezowi ze nie bede z nim pisac i on uszanowal moja decyzje,czasem sie spotykamy przypadkiem i rozmawiamy co slychac ale zadne z nas nie wraca do tamtych smsow.Kocham mojego pawla ale tez wiem ze mozna sie pogubic w natloku codziennosci,braku czasu dla siebie.mlodzi za malo czasz poswiecaja tylko dla siebie i to zle sie odbija na zwiazku,pojawia sie ktos z zewnatrz kto ma ten czas widzi i mowi o naszych walorach a nam odrazu sie wydaje ze kochamx ta osobe i wszystko chcemx dla niej zostawic a przy tym drugim kiedys tez pojawi sie codziennosc i rutyna

13

Odp: Próbuję się odkochać

normalnie pisze jak stara marudna baba ale tak jest w tym naszym doroslym zyciu

14

Odp: Próbuję się odkochać
agnieta1987 napisał/a:

i wszystko chcemx dla niej zostawic a przy tym drugim kiedys tez pojawi sie codziennosc i rutyna

A no właśnie! Ja nie znam pięknych małżeństw... ciągle zakochanych, zauroczonych sobą. Co gorsze jest bardzo mało takich, co siebie nawzajem szanują.

15

Odp: Próbuję się odkochać

O matko ja mam to samo z tą różnicą że byłam z nim 2.5 roku i za chiny ludu nie potrafię przestać go kochać. Ciągle jest w moich myślach w moim sercu.Tęsknię za Nim potwornie,dlaczego nie można tego wymazać jak gumką do ścierania????Byłoby tak prosto

16

Odp: Próbuję się odkochać

nela a teraz jestes z kims w zwiazku?

17

Odp: Próbuję się odkochać

Sam22 - jak Ty mądrze piszesz, aż miło czytać smile

sam22 napisał/a:

Może być też tak, że jeśli oprócz małżeństwa w sercu tli się jeszcze jakaś miłość, to będziecie pełniej żyć z mężem. \

Bardzo ciekawe spostrzeżenie - nie myślałam nigdy o tym, że taki stan można utrzymywać i dzięki tym chwilom uniesień z kimś innym budować szczęśliwszy związek z mężem.

Ja np. po zakochaniu się w innym czułam, że jestem nieszczęśliwa z mężem, a gdy ten drugi obsypywał mnie komplementami, to byłam cała w skowronkach - jak nastolatka smile Przyznam, że minęło już trochę czasu jak taki układ się ciągnie i trochę to wszystko przycichło. W mężu odnajduję na nowo pokłady dobroci i miłości, chociaż widzę też dużo więcej wad niż wcześniej, no i z tym pociągiem fizycznym nie jest za dobrze... A gdy rozmawiam z tym drugim czuję, że go pociągam, czuję się kobieco jak nigdy i wiem, że mąż mi tego nie da.

Więc może coś jest w tych dwóch źródłach "miłości" (może raczej uczucia) i warto dbać aby żadne z nich nie wyschło.

18

Odp: Próbuję się odkochać

Oshi! W stanach właśnie ukazuje się książka, w której dowodzą, że niedestruktywne dla małżeństwa romanse tylko poprawiają to małżeństwo.

Skoro masz jakiś romans na dnie serca, to niekoniecznie musisz to pielęgnować, ale ja bym tego nie zabijał, zwłaszcza, że nie szkodzi twojemu małżeństwu, czyli Ty sama dajesz sobie z tym radę.

Po zakochaniu w tym drugim nie czułaś się szczęśliwa z mężem? A przed zakochaniem czułaś się szczęśliwa? Tutaj raczej chodzi o to jakie jest wasze małżeństwo. Teraz ten drugi cię adoruje, czujesz się dowartościowana, czujesz jakąś miłość, to i dla męża będziesz chyba milsza, łatwiej zniesiesz jego wady.

Teraz dostrzegasz wady męża? Może wcześniej nie chciałaś ich nawet widzieć, aby nie pogarszać sytuacji.

Poza tym gdybyś była z tym drugim, to stalibyście się za jakiś czas takim normalnym, trudnym małżeństwem, przyzwyczajonym do siebie.

19

Odp: Próbuję się odkochać

Tak, przed zakochaniem czułam się szczęśliwa, spełniona i do głowy mi nie przyszło, że mogę kiedykolwiek spojrzeć na innego faceta. Nawet jeśli ktoś mnie tam czasem adorował, to potem tylko opowiadałam o tym mężowi i się z tego śmiałam. A wady? Części może nie widziałam, inne owszem, ale nie przeszkadzały mi - przechodziłam koło nich obojętnie, akceptowałam je.

A teraz.. hm .. niektóre z tych wad doprowadzają mnie do szału, ćwiczę cierpliwość jak mogę. Mąż dobrze wie, co mnie denerwuje, ale twierdzi, że i moje jakieś zachowania go denerwują, więc się nie zmieni. Więc pozostaje mi to na nowo zaakceptować i zacząć ignorować (ale to jest jak np z psem szczekającym bez przerwy za oknem - póki tego nie zauważasz to zlewa się z innymi dźwiękami, a jak się raz na tym skupisz, to nie słyszysz niczego innego).

"Teraz ten drugi cię adoruje, czujesz się dowartościowana, czujesz jakąś miłość, to i dla męża będziesz chyba milsza, łatwiej zniesiesz jego wady. " - tak to faktycznie działało na samym początku... hmmm może ma tu wpływ też częstość moich rozmów z moim adoratorem, bo wcześniej to było codziennie, a teraz są większe przestoje i gdy zbyt długo się nie odzywa, to i ja mam gorszy nastrój i odbijam to na mężu.

Nawet nie zakładam, że mogłabym być z tym drugim, on ma żonę, dziecko, nie chcę tego rozbijać.. ale przyznam, że zdarzają się momenty w których zastanawiałam się, czy nie łatwiej byłoby mi samej.. Ale raz, że nie mam odwagi, dwa, że liczę na to, że uda mi się odbudować to co czułam do męża. Chcę to odbudować.

20

Odp: Próbuję się odkochać
sam22 napisał/a:

Oshi! W stanach właśnie ukazuje się książka, w której dowodzą, że niedestruktywne dla małżeństwa romanse tylko poprawiają to małżeństwo.

Skoro masz jakiś romans na dnie serca, to niekoniecznie musisz to pielęgnować, ale ja bym tego nie zabijał, zwłaszcza, że nie szkodzi twojemu małżeństwu, czyli Ty sama dajesz sobie z tym radę.

Po zakochaniu w tym drugim nie czułaś się szczęśliwa z mężem? A przed zakochaniem czułaś się szczęśliwa? Tutaj raczej chodzi o to jakie jest wasze małżeństwo. Teraz ten drugi cię adoruje, czujesz się dowartościowana, czujesz jakąś miłość, to i dla męża będziesz chyba milsza, łatwiej zniesiesz jego wady.

Teraz dostrzegasz wady męża? Może wcześniej nie chciałaś ich nawet widzieć, aby nie pogarszać sytuacji.

Poza tym gdybyś była z tym drugim, to stalibyście się za jakiś czas takim normalnym, trudnym małżeństwem, przyzwyczajonym do siebie.

OSHI- czesto zdaje sie na jego przemyslenia......................

21

Odp: Próbuję się odkochać
oishi napisał/a:

Tak, przed zakochaniem czułam się szczęśliwa, spełniona i do głowy mi nie przyszło, że mogę kiedykolwiek spojrzeć na innego faceta. ....  A teraz.. hm .. niektóre z tych wad doprowadzają mnie do szału, ćwiczę cierpliwość jak mogę.

Jak to w małżeńśtwie. Każdy ma wady, które denerwują to drugie.



hmmm może ma tu wpływ też częstość moich rozmów z moim adoratorem, bo wcześniej to było codziennie, a teraz są większe przestoje i gdy zbyt długo się nie odzywa

Czyli lepiej być z mężem.



Nawet nie zakładam, że mogłabym być z tym drugim, on ma żonę, dziecko, nie chcę tego rozbijać..

Oczywiście, że nie! Nie możesz wpływać na jego małżeństwo. To nie twoje sprawy. Co najwyżej on może odejść od żony z własnej woli. I powinien tę decyzję podejmować tak, jakbyś Ty nigdy nie istniała.



ale przyznam, że zdarzają się momenty w których zastanawiałam się, czy nie łatwiej byłoby mi samej.. Ale raz, że nie mam odwagi, dwa, że liczę na to, że uda mi się odbudować to co czułam do męża. Chcę to odbudować.

No właśnie! To jest sendo sprawy -- czy gdyby nie było adoratora, to czy odeszłabyś od męża? Tutaj gra jest pomiędzy Tobą a mężem, a adoratora zostaw poza tym, bo inaczej zrobisz błąd -- ty zabijesz swoje małżeństwo, a on powie, że jednak zostaje z żoną.

22

Odp: Próbuję się odkochać

OSHI- czesto zdaje sie na jego przemyslenia......................

Ja czytałem OSHO ("O" na końcu) -- 7 ciał człowieka i jeszcze jakieś inne rzeczy.

23

Odp: Próbuję się odkochać

Wielka Księga Sekretów + DVD - Osho,

Księga zrozumienia. Własna droga do wolności - Osh

Księga ego - Osho,

Tajemnice życia -
Jednak mi najbardziej ,pomogla wlasna droga do wolnosci i goraco polecam.

24

Odp: Próbuję się odkochać
sam22 napisał/a:

Tutaj gra jest pomiędzy Tobą a mężem, a adoratora zostaw poza tym, bo inaczej zrobisz błąd -- ty zabijesz swoje małżeństwo, a on powie, że jednak zostaje z żoną.

Tak, wiem, udało mi się to w końcu uświadomić i oddzielić od siebie te dwa uczucia.

Czy bym odeszła? Były chwile, że tak. Ale przetrwałam je. W tej chwili jest już lepiej i nie - nie odeszłam bym. Co będzie dalej czas pokaże - czasem zmienia się to z dnia na dzień.

Znam OSHO, cośtam czytałam, przymierzam się do następnej. Ale ile by się nie przeczytało i nie wiedziało człowiek traci głowę dla kilku chwil uniesień...

25 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-08-31 16:45:34)

Odp: Próbuję się odkochać
oishi napisał/a:

Tak, wiem, udało mi się to w końcu uświadomić i oddzielić od siebie te dwa uczucia.

Czy bym odeszła? Były chwile, że tak. Ale przetrwałam je. W tej chwili jest już lepiej i nie - nie odeszłam bym. Co będzie dalej czas pokaże - czasem zmienia się to z dnia na dzień.

Wiem, znam to wszystko. Też przez to przeszedłem. Trudno się o tym mówi, bo od razu powiedzą, że się nie kocha własnej żony czy męża...



Znam OSHO, cośtam czytałam, przymierzam się do następnej. Ale ile by się nie przeczytało i nie wiedziało człowiek traci głowę dla kilku chwil uniesień...

Uniesienia są wspaniałe, byle innym nie zaszkodzić. Jeśli checie i macie czas to rzućcie okiem na taką to opowieść:

http://magnokraft.ufonauci.cba.pl/Opowiesc_o_ZYCIU.html

Opowieść o życiu (informacja o działaniu karmy, czyli konsekwencjach wyborów własnych)
Autor: człowiek z planety Ziemia - Nikt

26

Odp: Próbuję się odkochać

Potrzeba mi motyli i uginających się kolan! To cała prawda, na to wygląda.
Ukochany wyjechał, a ja wieczorami uciekam w zgubną, magiczną krainę alkoholu.

Kiedy odkryłam w sobie to uczucie, byłam szczęśliwa z moim ukochanym, i co ważne wciąż jestem, i nie, nie odeszłabym i odejść nie chcę.
Nasze życie erotyczne nigdy nie obfitowało w fajerwerki, ale wiedziałam od zawsze, że tak jest i będzie, i zgodziłam się na to. Czasem tylko coś mnie ukłuje z żalu, ale prędko przechodzi, nie czuję się niedoceniana ani niekobieca.
Ale czy to jest powodem wykiełkowania tej drugiej miłości? Być może, nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie.

Jednak ja, w pełni sprawna umysłowo i fizycznie kobieta, czuję się nieszczęśliwa przez to drugie uczucie, przez tę namiętność, przez te drzazgę w sercu, przez świadomość krzywdy, jaką wyrządzam narzeczonemu, mężczyźnie, który chce ze mną spędzić całe swoje życie, ze mną! Nienawidzę siebie za te pragnienia, za ten egoizm, za te wyrachowane kłamstwa.

Ja nie chcę pielęgnować w sobie tego uczucia, nie chcę smakować tej słodyczy, jaką czuję wymawiając imię tego mojego "przechodnia". Chcę, by to mój narzeczony był ostatnią osobą, o której myślę, zanim zasnę.
Ja nie chcę pragnąć tamtych ramion i ust, nie chcę czuć tego dreszczu pożądania, gdy poczuję tamten zapach, ja nie chcę by radość sprawiały mi upojne chwile skradzione innej kobiecie.

Ja próbuję się odkochać.

27

Odp: Próbuję się odkochać
glupia napisał/a:

Potrzeba mi motyli i uginających się kolan! To cała prawda, na to wygląda.
Ukochany wyjechał, a ja wieczorami uciekam w zgubną, magiczną krainę alkoholu.

Kiedy odkryłam w sobie to uczucie, byłam szczęśliwa z moim ukochanym, i co ważne wciąż jestem, i nie, nie odeszłabym i odejść nie chcę.
Nasze życie erotyczne nigdy nie obfitowało w fajerwerki, ale wiedziałam od zawsze, że tak jest i będzie, i zgodziłam się na to. Czasem tylko coś mnie ukłuje z żalu, ale prędko przechodzi, nie czuję się niedoceniana ani niekobieca.
Ale czy to jest powodem wykiełkowania tej drugiej miłości? Być może, nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie.

Jednak ja, w pełni sprawna umysłowo i fizycznie kobieta, czuję się nieszczęśliwa przez to drugie uczucie, przez tę namiętność, przez te drzazgę w sercu, przez świadomość krzywdy, jaką wyrządzam narzeczonemu, mężczyźnie, który chce ze mną spędzić całe swoje życie, ze mną! Nienawidzę siebie za te pragnienia, za ten egoizm, za te wyrachowane kłamstwa.

Ja nie chcę pielęgnować w sobie tego uczucia, nie chcę smakować tej słodyczy, jaką czuję wymawiając imię tego mojego "przechodnia". Chcę, by to mój narzeczony był ostatnią osobą, o której myślę, zanim zasnę.
Ja nie chcę pragnąć tamtych ramion i ust, nie chcę czuć tego dreszczu pożądania, gdy poczuję tamten zapach, ja nie chcę by radość sprawiały mi upojne chwile skradzione innej kobiecie.

Ja próbuję się odkochać.

Bardzo, bardzo pięknie napisane. Jakże ja Ci zazdroszczę. Talentu.

Wiesz, coś mi się widzi, że jesteś nad samą przepaścią.

Skąd wiem o tym?

Dziś myślałam dzień cały o tym, że nie powinnam ulec wieczorem, że nie powinnam zjeść serniczka.

Myślałam i myślałam, że ten serniczek taki byłby smakowity, ale nie będzie, bo niezdrowy.

I co? Tak się nakręciłam od samego myślenia, że jak wpadłam do domu to bezwstydnie spałaszowałam cały serniczek wiedeński.

Nie idź tą drogą dziewczyno. Żadnej poezji. Wytłumacz sobie brutalnie, wulgarnie i bezwzględnie, że to żadna miłość nie jest tylko chuć okrutna, bezsensowna i potencjalnie bardzo szkodliwa.

Ani kroku więcej. Żadnych poezji.

28

Odp: Próbuję się odkochać

Trudnodarmo mądrą kobietą jesteś! Czy serniczek smakował tak bardzo jak na to liczyłaś, że nie będzie?

Uderzam głową w mur, uderzam nosem w stół, wstrzymuję powietrze udając, że to zaraz zniknie, że mi przejdą te wszystkie myśli. Jedyne, do czego się jeszcze nie posunęłam to obgryzanie paznokci, chociaż jeśli dalej tak pójdzie to nie wykluczam tej opcji jako skuteczny sposób na oszpecenie się (może w tym nadzieja!).

To żadna miłość nie jest, miłość nie może być taka słodko-gorzka.

I żadnej poezji. Kurna.

29

Odp: Próbuję się odkochać

a probowalas definitywnie zerwac kontakt z tamtym mezczyzna?skoro kochasz narzeczonego to moze poprostu masz ochote na chwile zapomnienia z tamtym a to nie zadne zakochanie?

30

Odp: Próbuję się odkochać

Siedzę i czytam posty na tym forum i nie mogę się nadziwić, ile jest podobnych do mojej sytuacji. Każda inna, każda serce rozdzielająca a w sumie wszystkie takie same.
Kobiece serca są chyba jakieś źle skonstruowane, jakiś błąd mamy w oprogramowaniu, czy jakieś zmęczenie materiału nas dopada. Dziwne tylko, że jeszcze mnie nikt tu nie zjechał z góry na dół, chociaż może właśnie powinien.
Agnieta, nie, nie zerwałam kontaktu, ponieważ jestem słaba i z natury grzeszna. Chcę zapomnieć o tym mężczyźnie, a jednocześnie czerpię przyjemność z tego, że i on o mnie myśli.
Dam sobie jednak szanse na spokojne przemyślenie tego tematu, takie myślenie tym razem bez podtekstów. Właśnie pakuję plecak i z samego rana w Bieszczady ruszam. Jedyne co mi teraz potrzebne to cisza i samotność, no i może nieco mniejsza dostępność do alkoholu. Pochodzę, pomyślę i zakończę to, zerwę kontakt, albo rzucę się w wir grzechu. Wiem tylko, że jeśli nie podejmę decyzji to zwariuję i jakichś szkód narobię. Trudno, jakoś się w tę sytuację wpakowałam, jakoś się z niej wyciągnę. Twardym trzeba być. Nie zakochanym.

31

Odp: Próbuję się odkochać
agnieta1987 napisał/a:

nela a teraz jestes z kims w zwiazku?

Nie, obecnie jestem sama

32

Odp: Próbuję się odkochać

Kiedy odkryłam w sobie to uczucie, byłam szczęśliwa z moim ukochanym, i co ważne wciąż jestem, i nie, nie odeszłabym i odejść nie chcę. Nasze życie erotyczne nigdy nie obfitowało w fajerwerki, ale wiedziałam od zawsze, że tak jest i będzie, i zgodziłam się na to. Czasem tylko coś mnie ukłuje z żalu, ale prędko przechodzi, nie czuję się niedoceniana ani niekobieca.

No i super! Tak trzymaj. Twój narzeczony i Ty możecie iść razem przez życie i być szczęsliwymi i się kochać.



Ale czy to jest powodem wykiełkowania tej drugiej miłości?

Moim zdaniem nie. Nie ma się wpływu na wykiełkowanie miłości, ani na to czy ona urośnie. Co najwyżej możesz zerwać kontakt, ale tego nie zrobisz.



Jednak ja, w pełni sprawna umysłowo i fizycznie kobieta, czuję się nieszczęśliwa przez to drugie uczucie, przez tę namiętność, przez te drzazgę w sercu, przez świadomość krzywdy, jaką wyrządzam narzeczonemu, mężczyźnie, który chce ze mną spędzić całe swoje życie, ze mną! Nienawidzę siebie za te pragnienia, za ten egoizm, za te wyrachowane kłamstwa.

Zakończ z tą nienawiścią do siebie. Może za parę lat ta druga miłość się osłabi i będzie dobrze.




Ja nie chcę pielęgnować w sobie tego uczucia, nie chcę smakować tej słodyczy, jaką czuję wymawiając imię tego mojego "przechodnia". Chcę, by to mój narzeczony był ostatnią osobą, o której myślę, zanim zasnę. Ja nie chcę pragnąć tamtych ramion i ust, nie chcę czuć tego dreszczu pożądania, gdy poczuję tamten zapach, ja nie chcę by radość sprawiały mi upojne chwile skradzione innej kobiecie.

Ale tak jest i nic na to nie poradzisz. Tak trzeba z tym żyć, aby nikogo nie skrzywdzić i będzie dobrze.

33 Ostatnio edytowany przez oishi (2012-09-01 18:01:02)

Odp: Próbuję się odkochać

sam22 - pisałeś, że też przez coś podobnego przeszedłeś, tak?

sam22 napisał/a:

Ale tak jest i nic na to nie poradzisz. Tak trzeba z tym żyć, aby nikogo nie skrzywdzić i będzie dobrze.

I Ty i z tym żyjesz?

Ja podobnie jak autorka tematu - nie wyobrażam sobie aby zakończyć znajomość, ale żyć z tym? To takie trudne.
Wiem.... nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale model jest taki, że należy kochać jedną osobę, być z jedną do końca życia - rozwód jest be, poligamia jest be, pałanie uczuciem do osoby która do nas nie należy jest be.. Ciężko jest myśleć inaczej, więc jak coś się tli na dnie serca, to logiczne, że pojawiają się wyrzuty sumienia..

34

Odp: Próbuję się odkochać
glupia napisał/a:

nie, nie zerwałam kontaktu, ponieważ jestem słaba i z natury grzeszna. Chcę zapomnieć o tym mężczyźnie, a jednocześnie czerpię przyjemność z tego, że i on o mnie myśli.

Otóż to - ja też czuję się zbyt słaba by powiedzieć dość. Nie umiem.. nie chcę.. co więcej, chce podsycać jego pożądanie i mieć pewność, że nie wytrzyma beze mnie zbyt długo - tak jak ja nie mogę bez niego...Okropne to.

35

Odp: Próbuję się odkochać

Mam nadzieję, że nasza utalentowana literacko ofiara nieszczęśliwej i zbędnej miłości powróci z Bieszczad z konstruktywnymi przemyśleniami.

Co do mnie - moje konstruktywne przemyślenia obejmowały wyjaśnienie sprawy i ewentualne spieprzenie sobie życia. "Najwyżej popełnię samobójstwo" - konstatowałam nieodmiennie - "ale przynajmniej będę miała spokój" (na marginesie - teraz już rozumiem dlaczego w religiach wschodnich ludzie pracują nad pozbyciem się wszelkich namiętności).

Przypełzłam zatem do szpetnego gada, którego wcześniej z trudem odtrącałam wiele razy i trzęsąc się jak galareta, napędzana noradrenaliną (naprawdę nigdy w życiu tak nie miałam - zwykle jestem pewna siebie i nadzwyczaj śmiała) zaczęłam bełkotać, że chciałabym z nim porozmawiać (na tym etapie naprawdę chciałam tylko spokojnie porozmawiać - w publicznym miejscu).

Gad odruchowo zaskoczył i wkurzył się okrutnie. Kiedy zobaczyłam jego reakcję natychmiast przeprosiłam go, odwróciłam się i szybko odeszłam. W życiu nie byłam tak zestresowana i nie czułam się tak żałośnie. Jednak pomogło. Zbłaźnienie się jednak pomaga. Człowiek nabiera dystansu.

Teraz robię wszystko, żeby padalca nie widywać. Widzę go jednak od czasu do czasu (choć robię wszystko aby go unikać) i za każdym razem mam totalnie rozpieprzony cały dzień. Próbuję o nim nie myśleć, ale nie wychodzi, jeśli go przypadkiem spotkam. Gdyby to było możliwe zniweczyłabym wszelkie możliwości widywania go.

Padalec jednak wydaje się czasami wyłazić specjalnie w moim kierunku, ale jakby nie w moim. Łypie oczkami, podchodzi, a ja mam potem spieprzony dzień cały, bo nie chcę go widzieć i jednocześnie - bardzo chcę! Nie chcę o nim myśleć, a jednocześnie - bardzo chcę!

Z opisów w internecie zorientowałam się, że chyba oto po raz pierwszy w życiu jestem zakochana, bo w życiu nie byłam tak niestabilna i nielogiczna. Z resztą - gdyby to była tylko chuć to mogłabym ją z sukcesem zaspokoić z innym (w zasadzie znalazłabym nawet dość szybko - pomijając Męża oczywiście - jeszcze ze dwóch chętnych i atrakcyjnych fizycznie samców). To jednak co mnie gnębi to monotematyczna obsesja o szpetnym, starym padalcu.

Na podstawie doświadczeń osobniczych wiem już, że najlepiej o serniczku nie myśleć i nie mieć go nawet w zasięgu (a już szczególnie - nie oglądać, bo sam widok niesłychanie pobudza apetyt).

Co do Glupiej - nie wiem do jakich wniosków dojdzie w swej miłosnej udręce, jednak bardzo niepokojącym mi się wydało, że o smak serniczka spytała.

Odpowiem jednak - był o wiele lepszy niż mogłam to sobie wyobrazić, a jednak nie wart tego, aby go jeść, bo przecież bezsensownie dla chwili przyjemności rujnować sobie zdrowie.

Czymże jednak jest moje zdrowie wobec perspektywy samobójstwa?

36

Odp: Próbuję się odkochać

Witam...
Cały dzień siedzę i patrzę po forach i stronach internetowych o zdradzie...
Wszędzie mówią, że nie można kochać dwóch mężczyzn, a tu trafiam na Twój wpis...
Jestem mężatką od 6 lat. Mam idealnego męża, nie jedna kobieta mi tego zazdrości. Mało powiedziane: mam idealne małżeństwo.
Do dziś znajomi wspominają nasze wesele jako jedno z najlepszych na jakich byli, ale...
Zawsze jest to, ale...
Wszystkie jest piękne na pozór. Wewnątrz już od jakiś 4 lat wszystko się sypie i na zmianę raz On, a drugim razem Ja próbujemy to naprawić.
Tak szczerze to ja uciekłam przed miłością w małżeństwo. Po trudnym związku nie sądziłam, że będę umiała tak kogoś jeszcze pokochać. Mój mąż tak bardzo mnie kochał i czekał... Pomógł mi podnieść się i był przy mnie w najgorszych chwilach w moim życiu. Za to jestem mu wdzięczna. Miałam nadzieję, że uda mi się go pokochać i można powiedzieć, że nawet tak się stało.
Rutyna i codzienność zrobiły swoje, choć nie jesteśmy typowym małżeństwem.
Jednakże od pewnego czasu zaczęliśmy się od siebie oddalać. Nawet do końca nie wiem co było tego przyczyną.
Coś pękło.
Jakieś dwa lata temu zdradziłam go, ale to był nie znaczący epizod w moim życiu. Mimo to uświadomił mi jaki skarb mam przy sobie i że powinnam o niego dbać. Nawet poszliśmy na kurs tańca by znów się do siebie zbliżyć.
Zdrada na mnie nie miała dużego wpływu, ale zmieniła mojego męża. Wszystko się zmieniło.
Nie świadomie psychicznie mnie dręczył. Co jakiś czas wracał do tego. Im bardziej ja się starałam, tym bardziej On był wredny. W końcu poddałam się i zaczęliśmy żyć dniem dzisiejszym. O dziwo zaczęło się wszystko sklejać. Zaczęliśmy myśleć o dziecku i  dalszym życiu...
Do pewnego dnia... Kiedy poznałam Jego... Przeciętny chłopak... Nawet nie w moim guście... Zakochałam się... Do dziś nie umiem mu tego wyznać...
Próbowałam zapomnieć... Jednakże, gdy długo go nie widziałam, to cierpiałam. Do tego stopnia, że wyżywałam się na wszystkich wokół.
Pogodziłam to sobie... W końcu wystarczało mi tylko, żebym mogła raz na jakiś czas go zobaczyć.
Niestety mąż zna mnie lepiej niż ja sama siebie. Poczuł, że coś jest nie tak. Zaczęło się piekło...
Stwierdziłam, że muszę o nim zapomnieć, w końcu jestem mężatką.
Zerwałam kontakt i wszelkiego rodzaju spotkania...
Do czasu...
Przypadkiem znów się spotkaliśmy... Moje serce zaczęło walić jak głupie... Na jego widok znów się uśmiecham, a w oczach mam blask.
Okazało się, że On mnie kocha i choć nie powiedziałam mu tego nigdy, po moim spojrzeniu wie, że ja jego też...
Wie, że jestem mężatką i że będzie musiał pogodzić się, iż nasza miłość nie ma prawa.... ale tak samo jak i ja, nie wyobraża sobie, że mógłby już więcej mnie nie zobaczyć...

37

Odp: Próbuję się odkochać

Nie wiem co teraz zrobić...
Chciałabym zostawić wszystko dla niego...
Boję się tylko, że ani On, ani Ja, ani nasza miłość nie wytrzyma presji ludzi...
Wszyscy obwinią jego, że moje idealne małżeństwo się rozpadło...
Jak widzę w jego wzroku cierpienie, a ze względu na sytuację, często tak jest, to jakby ktoś wbił sztylet w moje serce i ciągle nim poruszał...

38

Odp: Próbuję się odkochać
Zmora napisał/a:

Nie wiem co teraz zrobić...
Chciałabym zostawić wszystko dla niego...
Boję się tylko, że ani On, ani Ja, ani nasza miłość nie wytrzyma presji ludzi...
Wszyscy obwinią jego, że moje idealne małżeństwo się rozpadło...
Jak widzę w jego wzroku cierpienie, a ze względu na sytuację, często tak jest, to jakby ktoś wbił sztylet w moje serce i ciągle nim poruszał...

Tak, tak - rozumiem dobrze - idziesz tą samą drogą. Jeśli masz okazję przeczytaj sobie proszę "Psychologię miłości"...tam jako takie odpowiedzi są...

39

Odp: Próbuję się odkochać

dziewczyny nie znacie swojej granicy na ile mozecie sie zblizyc do kogos ale nie zakochac?jak sie ma nascie lat to zakochuje sie od jednego jego spojrzenia a nie jak sie jest ustatkowana zona i kocha sie tego meza swojego a moze sie myle

40 Ostatnio edytowany przez trudnodarmo (2012-09-01 22:42:47)

Odp: Próbuję się odkochać
agnieta1987 napisał/a:

dziewczyny nie znacie swojej granicy na ile mozecie sie zblizyc do kogos ale nie zakochac?jak sie ma nascie lat to zakochuje sie od jednego jego spojrzenia a nie jak sie jest ustatkowana zona i kocha sie tego meza swojego a moze sie myle

Kwestia doświadczeń życiowych. Problem w tym, że niektórzy zakochują się pierwszy raz jak mają naście lat a niektórzy jak mają dzieścia czy dzieści. Jak można znać granicę, jeśli się gdzieś nigdy nie było?

A kochać można i bez zakochania. Znam z autopsji - najpierw koleżeństwo, potem przyjaźń i związek fizyczny przechodzący w miłość. Jak masz taki schemat tworzenia związku to można zauroczenia ani zakochania nie doświadczyć latami (no i dziwią Cię wszyscy ci śmieszni idioci, którzy biegają z amokiem w oczach oraz opowiadają o jakiś nieokiełznanych namiętnościach, które prowadzą do wielu zabawnych debilizmów).

41 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-02 01:37:08)

Odp: Próbuję się odkochać
oishi napisał/a:
sam22 napisał/a:

Ale tak jest i nic na to nie poradzisz. Tak trzeba z tym żyć, aby nikogo nie skrzywdzić i będzie dobrze.

I Ty i z tym żyjesz?

Tak, żyję z tym. Ona też z tym żyje. Oboje w swoich małżeńśtwach, tak samo dobrych małżeństwach jak większość na świecie. Jesteśmy tak daleko od siebie, że nie ma szans na spotkanie "w realu".  Napisz maila do mnie jak chcesz.


Ja podobnie jak autorka tematu - nie wyobrażam sobie aby zakończyć znajomość, ale żyć z tym? To takie trudne.
Wiem.... nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale model jest taki, że należy kochać jedną osobę, być z jedną do końca życia - rozwód jest be, poligamia jest be, pałanie uczuciem do osoby która do nas nie należy jest be.. Ciężko jest myśleć inaczej, więc jak coś się tli na dnie serca, to logiczne, że pojawiają się wyrzuty sumienia..

Rozwód jest "be", ponieważ skrzywdziłabyś swojego męża. Poza tym pewnie go kochasz. Nie rozwiodłabyś się gdyby nie było tej drugiej miłości. Postanowiliście kiedyś iść razem przez życie, obiecałaś to jemu, tak musi być.

Pałanie uczuciem do osoby, która do nas nie należy jest "be"? A dlaczegóż to? Kto tak powiedział? W kościele tego wymagają? A na jakiej podstawie? Kto śmie zabraniać jakiejkolwiek miłości? Nie wolno krzywdzić nikogo, ale z tego nie wynika, że trzeba zabijać swoje uczucia.

Wyrzuty sumienia... jesteś pewna, że sumienia, a nie rozumu? Problem pojawia się, gdy ktoś z powodu tej miłości cierpi.

Poza tym ile małżeństw jest zawieranych, gdzie oboje do siebie pałają takim uczuciem, które Ty chcesz zwalczyć? Ile osób trafia na tę jedyną, którą tak właśnie się kocha? A dawniej jak było, że rodzice dobierali młodych ludzi w pary, brali ślub, a pewnie kochali kogo innego? Ile młodych ludzi ślubuje sobie zastanawiając się czy dobrze robią?

Życie nie jest takie proste jak się wydaje. Każdy popełnia błędy. Czasami przyzwyczajenia społeczne, opinie rodziców, kościoła, nauczycieli, naszych bliskich wcale nie wskazują jak należy uczciwie i szczęśliwie żyć. Czy ja robię źle? Zobaczę w chwili śmierci.

W kościele ślubujesz "miłość, wierność i uczciwość". W jaki sposób można zagwarantować, że miłość nie zginie? Jak zagwarantować, że się nikogo innego nie pokocha? Ok... wierność i uczciwość zależą od własnej woli, ale miłość raczej nie. Ktokolwiek uważa inaczej powinien dać konretne odpowiedzi -- jak pokochać i jak się odkochać.

42

Odp: Próbuję się odkochać

Może to głupio zabrzmi, ale ja w dniu ślubu bałam się, zaczęłam panikować i zastanawiałam się czy dobrze robię. Wszystkie moje wątpliwości odegnałam, powtarzając sobie, że obiecałam, że teraz już za późno żeby się wycofać. Co powiem rodzinie, znajomym. Co powiem przede wszystkim jemu. Człowiekowi, który tak mocno mnie kochał.
Wiele razy miałam żal do siebie, że nie potrafię tego odwzajemnić. Widząc blask w jego oczach cierpiałam. Nigdy nie chciałam zranić kogoś tak bardzo jak sama zostałam zraniona. Łatwo mi było pogodzić się z myślą, że ja nie będę w stanie nikogo już pokochać, ani nikomu tak zawierzyć. Trudniej było wzbudzić wiarę w osobie, która Ciebie kocha, że Ty ją też...
Tak jak ktoś napisał. Można pokochać kogoś bez zauroczenia, bez iskry w oku. Jednakże przychodzi taki moment gdzie zadajesz sobie pytanie czy to aby na pewno jest miłość, czy nie jest to tylko przyzwyczajenie.
Jest to dużo łatwiejsze uczucie. Godzisz się z losem i z tym co Ci przynosi...
Gdy zaczynasz kochać tak naprawdę... do tego stopnia, że brak obecności drugiej osoby, powoduje, że Tobie brakuje powietrza jest inaczej...
Dbasz o tę miłość, chronisz ją... Robisz wszystko, żeby nie widzieć łez w jej oczach...
Kochasz ją do tego stopnia, że pozwalasz jej odejść, jeśli wiesz, że nie możecie być razem.

43

Odp: Próbuję się odkochać

Ja boje się przyznać sama przed sobą co czuje do mężczyzny, którego poznałam przypadkiem rok temu.
Mam tylko jedną przyjaciółkę, która mnie zna jak nikt inny...
Powiedziała mi, że od tamtego nieszczęśliwego momentu, gdy pierwszy raz zakochałam się bez pamięci w chłopaku, któremu poświęciłam wszystko, do tamtego pamiętnego dnia nie widziała tego błysku w moich oczach. Na jego widok dusza zaczęła śpiewać... Przez dosłownie 5 minut byłam tak szczęśliwa jak nigdy... a przynajmniej nie przez ostatnich 8 lat. Jej słowa przeraziły mnie...
Za wszelką cenę próbowałam go od siebie odsunąć. Próbowałam ratować moje małżeństwo, ale jednak tak jak Ona powiedziała, już nigdy nie będę tą samą osobą...

44

Odp: Próbuję się odkochać

Sądziłam, że to tylko jednostronne uczucie. Nie jestem pięknością, w której mogliby kochać się wszyscy faceci...
Dałam spokój i sobie i jemu... Serce wciąż go wspominało, ale w końcu jestem mężatką i przysięgałam. Poza tym obiecałam mężowi, że nigdy go nie zostawię.
Ta obietnica ciąży mi teraz...
Wiem, że nie zbuduje szczęścia, na czyimś nie szczęściu...
Ja i mój mąż żyjemy w wegetacji. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Nawet zaczęliśmy się starać o dziecko, żeby ratować nasze małżeństwo.
Jakieś trzy tygodnie temu moja miłość wyznała mi co czuje... i od tej pory ciężko mi żyć...

45

Odp: Próbuję się odkochać

Jak pogodzić się z życiem, pozwalając mu odejść?
Jak żyć dalej bez jego uśmiechu, jego wzroku?
Jak pozwolić mu odejść?
A może przewrócić życie swoje i jego?
Jak zranić faceta, który nie zasługuje na to?
Którego jedyną winą w życiu było to, że mnie poznał, pokochał i ożenił się ze mną...
Jak powiedzieć całemu światu, rodzinie mojej, rodzinie męża i rodzinie jego...
On jest katolikiem, cała jego rodzina jest wierząca... Z resztą moja też...
Jeszcze do tej pory nie było w rodzinie rozwodu....
Tak bardzo chcę z nim porozmawiać...

46

Odp: Próbuję się odkochać

Zmora, ja normalnie czytać nie mogę jak Ty się męczysz. Ja przynajmniej wiem (a przynajmniej wydaje mi się, że wiem), czego powinnam się trzymać. Męża naprawdę kocham i mamy bardzo udane małżeństwo, ale jak Padalca zobaczę (a on czasem wyłazi jakby w moim kierunku i patrzy na mnie badawczo, a ja nie mogę od niego wzroku oderwać), to normalnie katastrofa. Dochodzę do siebie później kilka godzin. Analizuję każdy jego gest, każde słowo, każde drgnienie mięśni na jego twarzy. Koszmar. I uwielbiam go. I nie znoszę zarazem.

Gdyby to było możliwe to zdecydowanie chciałabym mieć harem. Nie obchodziła by mnie opinia rodziny, znajomych i kościoła. Wszyscy mogliby mnie potępić bylebym ja sama i moi wybrańcy byli szczęśliwi.
Świat jednak nie działa w ten sposób, a utraty Męża nawet wyobrazić sobie nie mogę.

Też się zmieniłam. Wiele osób z najbliższego otoczenia mi to mówi, że zmiana jest bardzo duża, sama też tą zmianę czuję - zmienił mi się punkt widzenia na bardzo wiele spraw. Zliberalniałam do bólu.

47 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-02 23:50:07)

Odp: Próbuję się odkochać

trudnodarmo -- twoja historia jest fascynująca, czytam z zapartym tchem; spotkaliście się przypadkowo, czy znałaś go wiele lat?

a Ty zmora? jak to było u Ciebie? w jaki sposób zakochałaś się w tym drugim chłopaku?

Jeśli ta druga miłość, którą chcecie zabić, bo niszczy obecny związek, powstała nagle jak uderzenie pioruna i dotyczy człowieka, którego w zasadzie w ogóle nie znacie, to może być wzbudzone sztucznie uczucie -- w USA opisała to Eve Lorgen (http://evelorgen.com/wp/). Tam ludzie nawet po jednym spojrzeniu gdzieś w markecie, czy na chodniku popadali w tak skrajne uczucie, że byli natychmiast gotowi rzucać całe swoje życie, pracę, małżeństwo. Celem takiej manipulacji jest spowodowanie huśtawki emocjonalnej od miłości i radości, po totalny dół, depresję, i przypuszczają że można w ten sposób z człowieka odessać energię. Poszukam, czy ktoś po polsku o tym pisał.

Przed podejmowaniem jakiś kroków powinno się chyba ze dwa lata poczekać (tyle w USA trwały historie miłosne). Powinno się unikać niskich uczuć (żal, złość) -- dlatego uważam, że nie powinno się zabijać tej miłości, bo to wyniszczająca walka z sobą.

Nie można też nikogo krzywdzić -- ani drugich rodzin, ani swojej.

48 Ostatnio edytowany przez Zmora (2012-09-03 02:36:45)

Odp: Próbuję się odkochać

Poznałam go na dyskotece. Zaprosił mnie do tańca. Speszył mnie do tego stopnia, że nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Był to tylko jeden taniec, a ja już wiedziałam, że to nie ostatnie nasze spotkanie... 
Od trzech tygodni praktycznie nie sypiam, mało jem i nie mogę normalnie funkcjonować.
Wszyscy zaczynają się zastanawiać co się ze mną dzieje. Niknę w oczach i bardzo często się zamyślam.
Coraz bardziej odsuwam się od męża. Nie mam ochoty na rozmowy, ani na jego towarzystwo.
To On jest w mojej myśli w każdej minucie mojego życia...

49

Odp: Próbuję się odkochać

Dużo o tym myślę i wiem, że decyzja, którą podejmę nie będzie łatwa, ani przyjemna.
Kogoś na pewno skrzywdzę...
Chciała bym móc lepiej go poznać...
To nie jest proste.

50

Odp: Próbuję się odkochać

Jeśli chodzi o moje małżeństwo to sadzę, że to tylko kwestia czasu...
Niestety, ale nie przetrwa...
Mój mąż widzi, że coś jest nie tak.
Nie umie do mnie dotrzeć... Czasami wydaje mi się, że chyba nawet nie chce...
Ciągle tylko ma do mnie pretensje i wyrzuty...
Nie umiemy spędzić ze sobą dnia, żeby się nie kłócić...
Choć ostatnio ja nawet nie mam ochoty na kłótnie z nim i zamykam się w sobie.

51 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-09-03 08:16:27)

Odp: Próbuję się odkochać
Zmora napisał/a:

Poznałam go na dyskotece. Zaprosił mnie do tańca. Speszył mnie do tego stopnia, że nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Był to tylko jeden taniec, a ja już wiedziałam, że to nie ostatnie nasze spotkanie... 
Od trzech tygodni praktycznie nie sypiam, mało jem i nie mogę normalnie funkcjonować.
Wszyscy zaczynają się zastanawiać co się ze mną dzieje. Niknę w oczach i bardzo często się zamyślam.
Coraz bardziej odsuwam się od męża. Nie mam ochoty na rozmowy, ani na jego towarzystwo.
To On jest w mojej myśli w każdej minucie mojego życia...

przemysl swoje zycie, swpoje wartości i potrzeby i zastanów się, czego chcesz, czego ci brakuje, co potrzebujesz...

i podejmij decyzje

52

Odp: Próbuję się odkochać

trudnodarmo ja nie napisalam ze sa idiotami.poprostu kiedys pisalam z kolega sms spotykalismy sie czasem przypadkiem  ale z czasem ja myslalam o nim chcialam go widywac itp.wtedy powiedzialam sobie dosc!!!udalo mi sie wyjechac do Niemiec wykasowalam jego numer pytal potem czemu,powiedzialam ze obiecalam mezowi ze zerwe z nim kontakt bo sie coraz czesciej lape na tym ze mysle o nim itp.on to uszanowal i choc nigdy nie bylo mowy o jakim kolwiek uczuciu czy czyms miedzy nami to mialam taka swoje blokade etyczna ze powinnam to zakonczyc.nie zrobilo to na mnie zbyt duzego wrazenia a uswiadomilam sobie ile moge stracic przez to przypadkowe spotkanie.teraz czasem spotykam sie z tamtym przypadkiem na ulicy on napoczatku mowil ze szkoda bo moglo byc fajnie...ale ja wiem ze fajnie na chwile a potem jak ja bym miala spojrzec mojemu mezowi w oczy czy mowic kocham cie i jestes jedynym mezczyzna w moim zyciu?!skoro sie wymaga od kogos lojalnosci i wiernosci to powinno sie dawac to samo ni sadzicie?Ja wcale nie oceniam ani nie potepiam,to wolny wybor kazdego.A to co napisalam to tylko moje zdanie

53 Ostatnio edytowany przez Zmora (2012-09-03 14:00:22)

Odp: Próbuję się odkochać

Można powiedzieć, że ja decyzję podjęłam.
Nie wiem czy podejmuje dobrą decyzję, ale wiem, że niestety to jedyna droga...
Moje małżeństwo rozpada się, nie od dziś...
Obaj jeszcze jesteśmy młodzi i każde z nas może jeszcze ułożyć sobie życie.
Wiem, że jeżeli nie każe mu odejść, przyjdzie czas kiedy mnie znienawidzi i będzie miał pretensje.
Bez miłości, czy miłości tylko jednej osoby, nie da się długo być szczęśliwym...
Przyjdzie moment kiedy będzie czegoś brakować jemu albo i mi... i historia zatoczy koło...
Jeszcze tylko nie wiem jak mam stawić czoło całemu światu i to ogłosić...

Jeśli chodzi o niego... Spróbuje poukładać myśli i przez chwilę nie myśleć o nim.
Popatrzeć trzeźwo.
Jak kochasz, to nie widzisz wad...
Jeżeli to ten jedyny, chcę dojrzeć do tej miłości...
Na 100% procent, nawet na więcej być pewna, że to zauroczenie, które może z czasem i minie,
przerodzi się w tak silną miłość, która będzie przenosić nawet góry...
Na pewno będę chciała lepiej go poznać.

54

Odp: Próbuję się odkochać
agnieta1987 napisał/a:

trudnodarmo ja nie napisalam ze sa idiotami.poprostu kiedys pisalam z kolega sms spotykalismy sie czasem przypadkiem  ale z czasem ja myslalam o nim chcialam go widywac itp.wtedy powiedzialam sobie dosc!!!udalo mi sie wyjechac do Niemiec wykasowalam jego numer pytal potem czemu,powiedzialam ze obiecalam mezowi ze zerwe z nim kontakt bo sie coraz czesciej lape na tym ze mysle o nim itp.on to uszanowal i choc nigdy nie bylo mowy o jakim kolwiek uczuciu czy czyms miedzy nami to mialam taka swoje blokade etyczna ze powinnam to zakonczyc.nie zrobilo to na mnie zbyt duzego wrazenia a uswiadomilam sobie ile moge stracic przez to przypadkowe spotkanie.teraz czasem spotykam sie z tamtym przypadkiem na ulicy on napoczatku mowil ze szkoda bo moglo byc fajnie...ale ja wiem ze fajnie na chwile a potem jak ja bym miala spojrzec mojemu mezowi w oczy czy mowic kocham cie i jestes jedynym mezczyzna w moim zyciu?!skoro sie wymaga od kogos lojalnosci i wiernosci to powinno sie dawac to samo ni sadzicie?Ja wcale nie oceniam ani nie potepiam,to wolny wybor kazdego.A to co napisalam to tylko moje zdanie

Każda sytuacja jest inna. Też nie pisałam, że Ty pisałaś, że są idiotami. Bardzo dobrze, że mogłaś się odseparować. Ja padalca widzę prawie codziennie od wielu, wielu lat (w pracy). Robię wszystko, żeby go mijać z daleka. Tylko to mi zostało. Łatwo o heroiczne decyzje, kiedy można się od kogoś odseparować. To bajecznie proste. Ja nie muszę zrywać kontaktu, czy wykasowywać numeru (nie chciałam go od niego wziąć i nie wzięłam), bo nie mamy żadnych praktycznie kontaktów poza wymuszonymi kurtuazyjnymi, ale to wystarczy, żeby pozbawić mnie spokoju. Kropla drąży skałę.

Na dodatek, z tego co mogłam poddać jakiejkolwiek rozumnej decyzji tę koszmarną sytuację wcale nie chodzi o to, że on rzucił na mnie jakiś czar oparty o sztuczki psychologiczne.

O nie. Po prostu tak się składa, że on ma mimikę, sposób bycia i mówienia podobny do kogoś, kogo wiele lat kochałam. Początkowo nawet nie wiedziałam, co mnie w nim tak zafascynowało, a to właśnie było to.

Ja też mu się bardzo podobam, więc trwamy tak w zawieszeniu kilka lat z okładem.

Koszmar, koszmar, koszmar.

Żeby on chociaż zachowywał się z szacunkiem czy względnie normalnie, był głupszy, bardziej przewidywalny, czy wyglądał jakoś lepiej, ale nie - jest okropny, przewrotny, sprytny i uparty. Jedynie czasami na kilka miesięcy gnębi go deprecha.

55

Odp: Próbuję się odkochać

Zmora -- jeśli małżeństwo się wali, kłócicie się i nie szanujecie, to niestety nic na to się nie poradzi. Czasami małżeństwa się rozpadają. Jednak chyba nie powinnaś dopuścić do tego, aby małżeństwo się rozpadło, bo Ty się zakochałaś w innym. Z innym nawet jakbyś chciała iść do końca życia, to też nie będzie "motylków", zauroczenia, też pojawią się problemy i będziesz w tej samej sytuacji co teraz -- w stanie zwykłego małżeńśtwa.

trudnodarmo -- a dlaczego omijasz "padalca"? dlaczego nie poznasz go po prostu bliżej? nie możesz z nim rozmawiać? czytam tę twoją historię, rozumiem, że rozchwiewa Cię emocjonalnie, potem myślisz o tym cały dzień... ale dlaczego unikasz kontaktu? czy to nie sprzeczne ze sobą? wstydzisz się? może unikacie kontaktu i tylko podsycacie to zauroczenie/zafascynowanie? Ciekawa ta historia, dla mnie jednak zupełnie obca i dlatego pytam... jak jestem zbyt ciekawski to wybacz.

Brak szacunku to masakra dla miłości. "Tak dalece jak to możliwe nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi." (desiderata) -- to dość dobry drogowskaz, bo czasami ludzie się poświęcają i krzywdzą siebie, a czasami nastają na innych krzywdząc tych innych; trudno jest złapać równowagę pomiędzy jednym i drugim. Trzeba generować jak najmniej zła, bo zło potem wraca i jest nieszczęście.

W pewnym wątku kobieta ma męża, ale zakochała się w innym, więc radzą jej, aby zostawiła męża, bo oszukuje. W innym wątku mąż zostawia kobietę, bo mówi, że jej nie kocha, dzieje się tragedia. Zatem jak w końcu trzeba robić? Chyba nie rozwala się własnego małżeństwa tylko z tego powodu, że kogoś przeszyła strzała amora. To są bardzo trudne sprawy...

56

Odp: Próbuję się odkochać

sam, bo tutaj żadne rozwiązanie jnie jest pozytywne
pewnie, że tragedia, jak mąz odejdzie do innej
pewnie, że kobieta, która zdradza powinna odejśc

czasami sa jeszcze takie sytuacje:
ona chce odejść, a on chce o nia walczyć
ona nie chce odejść, ale on chce, żeby odeszła

czasami ona chce żeby odszedł a on chce zostać
czasami ona chce żenby został a on chce odejśc

i tak dalej

ale to jest juz DECYZJA

a nie oszukiwanie, kłamanie, nielojalność i zdrada

57

Odp: Próbuję się odkochać
Zmora napisał/a:

Poznałam go na dyskotece ... Od trzech tygodni praktycznie nie sypiam, mało jem i nie mogę normalnie funkcjonować.

Czyli to trwa tylko trzy tygodnie? Jeśli tak krótko to nawet nie rób chec -- poczekaj rok lub dwa zanim cokolwiek postanowisz. Mówię Ci, że w USA ludzie byli gotowi całkowicie poświęcić swoje życie dla takiego "ataku miłości", uważali, że spotkali swoją drugą połówkę, że z tą drugą osobą "byli połączeni na poziomie duszy", nawet zdarzało się, że myśleli idenycznie (np. w czasie rozmowy kobieta potrafiła dokończyć zdanie mężczyzny dokładnie tak jak on planował powiedzieć, albo rozmawiali ze sobą telepatycznie). Nazywają to "Love bite", czyli można przetłumaczyć "Użądlenie miłości", to jest paskudna sprawa, bo niszczy ludzi, generuje nieszczęścia.

Proponuję abyś dla męża była miła, jadła normalnie i normalnie funkcjonowała. Może praca da ulgę, choć hasło "arbeit match frei" źle się nam kojarzy.

Trzymaj się, pozdrawiam!

58

Odp: Próbuję się odkochać
End_aluzja napisał/a:

pewnie, że kobieta, która zdradza powinna odejśc .... ale to jest juz DECYZJA

A czy można po prostu decyzję odwlec, poczekać, a nic nie psuć? Może nie musi być szybko, może nie spieszyć się. Może kobieta przestanie zdradzać, może mąż się "odkocha"... Niektórzy mówią, że trzeba natychmiast działać, a wcale nie musi to być dobra rada.

59

Odp: Próbuję się odkochać
sam22 napisał/a:

trudnodarmo -- a dlaczego omijasz "padalca"? dlaczego nie poznasz go po prostu bliżej? nie możesz z nim rozmawiać? czytam tę twoją historię, rozumiem, że rozchwiewa Cię emocjonalnie, potem myślisz o tym cały dzień... ale dlaczego unikasz kontaktu? czy to nie sprzeczne ze sobą? wstydzisz się? może unikacie kontaktu i tylko podsycacie to zauroczenie/zafascynowanie? Ciekawa ta historia, dla mnie jednak zupełnie obca i dlatego pytam... jak jestem zbyt ciekawski to wybacz.

Sam, w tym właśnie problem, że ja go poznałam. Rozmawiałam z nim naprawdę wiele, wiele razy (przyłaził do mnie i zaczepiał mnie, to co miałam robić?).

Podczas rozmowy na naprawdę trywialne tematy atmosfera natychmiast nabrzmiewała od rozbuchanego seksualizmu. Nieodmiennie zaczynaliśmy pożerać się wzrokiem aż któreś z nas spuściło głowę, bo nie mogliśmy już znieść tego napięcia.

Zwykle nawet to ja jako pierwsza nerwowo spuszczałam głowę i mamrotałam coś niedorzecznie albo ze złością (żeby już sobie poszedł, bo miałam ochotę rzucić się na niego) a on oczywiście śmiał się w głos, bo przecież wiedział dlaczego tak reaguję.

Nie chciałam się nigdy z nim spotkać poza pracą, bo nie potrzebowałam zbyt wiele wyobraźni, żeby wiedzieć, jak takie spotkanie by się skończyło.

Chociaż bardzo go lubiłam pamiętałam cały czas, jak straszliwie i w kontekście seksualnym upokorzył przy mnie jakąś nieszczęsną dziewczynę.

Takie upokorzenie w pracy i publicznie dobrze nie wyglądało i dało mi wiele do myślenia. Szczerze mówiąc pierwszy raz w życiu kulturalny facet zachował się przy mnie tak kulturalnie po chamsku. Stwierdziłam, że cham w żadnym wydaniu nie jest mi potrzebny do jakichkolwiek celów.

Pokochałam kogoś innego. Wrażenie, które robił na mnie padalec osłabło, a kiedy wzięłam ślub padalec natychmiast przestał mnie poznawać.

Tylko tyle, że zawsze go bardzo go lubiłam i sam jego widok sprawiał mi jakiś rodzaj radości. To akurat zawsze pozostawało niezmienne.

No a jakiś czas temu coś nie tak błyskawicznie chociaż błędnie zatrybił i zaproponował mi pieniądze (również w stylu kulturalno chamskim).

Wtedy musiałam sobie przypomnieć, jak to w zasadzie się stało, że choć bardzo go lubię to on przestał mnie poznawać.

Właśnie...więc teraz robię wszystko, żeby go nawet z bliska nie oglądać, bo zbyt na mnie działa i wolałabym zapomnieć wszystko co jest z nim związane.

Mogę odstrzelić sobie głowę, zabić jego, zmienić pracę albo omijać z daleka (przeczekanie nie jest w jego przypadku żadną alternatywą).

Póki co omijam z daleka.

60 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-03 13:49:11)

Odp: Próbuję się odkochać
trudnodarmo napisał/a:

Podczas rozmowy na naprawdę trywialne tematy atmosfera natychmiast nabrzmiewała od rozbuchanego seksualizmu. Nieodmiennie zaczynaliśmy pożerać się wzrokiem aż któreś z nas spuściło głowę, bo nie mogliśmy już znieść tego napięcia.

To Wy się nie kochacie, tylko pożądacie... seksualnie.



Chociaż bardzo go lubiłam pamiętałam cały czas, jak straszliwie i w kontekście seksualnym upokorzył przy mnie jakąś nieszczęsną dziewczynę.

Wyrządził dziewczynie krzywdę. Zło do człowieka wraca -- w ciągu paru lat.



wzięłam ślub padalec natychmiast przestał mnie poznawać. .... sam jego widok sprawiał mi jakiś rodzaj radości... więc teraz robię wszystko, żeby go nawet z bliska nie oglądać, bo zbyt na mnie działa i wolałabym zapomnieć wszystko co jest z nim związane.

Same sprzeczności. Chyba będziesz musiała z tym żyć i tyle w temacie... Ucieczka do innej pracy może nie pomóc. Pewnie jak Cię zdobędzie, to potem rzuci w błoto jak tę dziewczynę, bo chyba to jest niemoralny typ.

61

Odp: Próbuję się odkochać

Nie wiem co będzie...
Już nie mam wyboru.
Mój drogi mąż znalazł wpisy na tym forum...
Dostałam je na maila wraz z piosenką shout "przepraszam za miłość".
Wyprowadza się i powiedział, że da mi rozwód.
Nawet nie chce mnie widzieć...
Powiem tak... Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi. Nie wiedziałam, że tak szybko...
I nie chciałam, żeby to było w ten sposób...
Dla tych co myśleli, że chciałam go zostawić przez to, że zauroczyłam się w kimś innym.
To nie o to chodziło.
W związku naszym nie było iskry z mojej strony i ten mój ciągły dylemat...
On był tylko taką kroplą, która powiedziała mi, że wiecznie będzie coś nie tak...

Teraz to los wszystko pokaże...

Nie zdziwię się jak zostanę sama... Może i dobrze mi to zrobi... Będę miała czas, aby wszystko sobie poukładać...

62

Odp: Próbuję się odkochać
sam22 napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

pewnie, że kobieta, która zdradza powinna odejśc .... ale to jest juz DECYZJA

A czy można po prostu decyzję odwlec, poczekać, a nic nie psuć? Może nie musi być szybko, może nie spieszyć się. Może kobieta przestanie zdradzać, może mąż się "odkocha"... Niektórzy mówią, że trzeba natychmiast działać, a wcale nie musi to być dobra rada.

sam, bo najwazniejsze pytanie brzmi - DLACZEGO?
to pytanie, które zadajemy sobie my, zdradzani
bo zobacz...
piszesz, że mozna odwlec, poczekać, nic nie psuć...
ale co?
przecież sytuacja wygląda tak..

mój mąż flirtuje, nakręca się i kończy w łózku z jakąs suczą....

FAKT -
i co teraz...
co ma odwlec?
na co ma poczekać??

opcja pierwsza - ma odwlec zakończenie tego romansu... bo??? bo go siekło, czuje sie zakochany, bo ma ochote na więcej? - więc powinien dać mi swięty spokój. nie powinien upokarzać mnie czekaniem na niego po jego delegacjach, nie powinien zastanawiać się, czy aby na pewno dokładnie wziął prysznic....

ma poczekać - na co? aż będzie PEWIEN czego chce?? aż co? ja się dowiem, podejmę decyzje za niego, zakocha się wreszcie? sprawdzi ile będzie kosztował go ropzwód, az spotka kolejna i tę da w odstawkę?


co to znaczy NIC NIE PSUĆ? przecież w każde spotkanie z nią wpisane jest hasło "WŁĄSNIE NISZCZĘ ZWIĄZEK".



sam, chodzi tylko o jedno - chodzi tylko o to, żeby MYSLEĆ

ja zakłądam to w ten sposób

spotykam kogoś, spotykam się z nim - oznacza to dla mnie WYBÓR - wybór, którego nie musze dokonywać, ale wybór, którego musze być świadomy w pełni jego konsekwencji.
Bo przecież jesli mój mąz się dowie to ZAKOŃCZy się pewien etap w moim, naszym życiu

więc moge sobie wyobrazić to tak: spotykam się z kimś.. i mąz się dowiaduje -co on pomysli co poczuje.. czy, jesli on będzie chciał ze ,mną być, to ja będe chciałą z nim zostać? czy, jesli on powie, że mam odejść to będe chciałą odejśc i gdzie odejdę? i jakie mam plany zyciowe?

więc zastanawiam się - czy chce być z moim mężem.. czy z tamtym??
a jesli, gdyby mąz się dowiedział to ja bym błagała na kolanach, bo przeciez on jest wązny, kocham go...
to co wtedy robię?
zrywam znajomośc z gachem

a jeśli uznaję- trudno - ten związek na boku jest dla mnie jnajwazniejszy -to odchodze od męża

bo kolejnym etapem jest zastanowienie się: CO JA BYM ZROBIŁA NA MIEJSCU MOJEGO MĘŻA, jak ja bym się czuła

i z tego by mi wyszło - jak czułabym się upokorzona, jakim wstrętem musiałaby być dla niego myśl, że biorę długą kąpiel przed powrotem do domu i unikam zbliżenia przez jeden dzień.... .. żeby nie poczuł ode mnie tamtego/tamtej///bo potem co.. udaję dobrą zonkę.. co nie??

rozumiesz/
więc szanując swoje zycie i swoje uczucia, uszanowałabym tez mojego męża.
wolałabym byc uczciwa..

więc gdy mnie gruchnie, gdy poczuję, że moje serce wali na widok jakiegoś padalca - podejmę decyzję - jak trudnodarmo - która zdaje sobie sprawę, że swojej namiętności, ale jest uczciwa....
albo odchodzę i układam sobie życie z nowym...

chodzi mi o to, że nie jest tak, że wiatr kurna dziejów gna nas na prawo i lewo i wpadamy w wiry, z których nie możemy się wyplątać. jest tak, że jedna rzecz, wywołuje drugą, jedno zachowanie wywołuje kolejne

i wkurza mnie taka ściema sam
bo ona najbardziej boli

czy potrafisz sobie to wyobrazić?/
wracasz do domu, a tam czeka zona, witasz ją buziaczkiem, przytulasz, deklarujesz, że tęskniłeś, pytasz, jak się czuje - bo nie dawno straciliście dziecko, spędzacie razem weekend

pięc godzin temu rżnąłeś jakąs sucz - ale nie wiesz dlaczego, byłes durniiem, nie zalezy ci na niej, ona nie ma dla ciebie żadnego znaczenia, nigdy się nie liczyła.....

SAM?? rozumiesz? jesteś tam? żyjesz?/
bo ja umarłam....


dlaczego to zrobił? dlaczego to zrobił po raz drugi. po raz trzeci...

czy ja tego potrzebowałam, on??
mógł do jasnej cholery skończyć nasze małżeństwo

albo dojśc do wniosku - ożesz... ale ja jestem samotny i nieszczęśliwy i tamta jest taka cudowna i to dlatego..
albo cpokolwiek innego

ale mógł pomysleć, co nie??

63

Odp: Próbuję się odkochać

trudnodarmo wiem ze kazda sytuacja jest inna.mi bardzo wiele pomogl wyjazd moglam sobie przemyslec moje malzenstwo,gdyz to ni perwszy raz kiedy zastanawialam sie czy odejsc,choc pierwszy raz przekonalam sie ze moze ktos na mnie spojrzec jak na atrakcyjna kobiete i moge komus zawrocic w glowie.podnioslo to bardzo moja samoocene,teraz wiem ze kocham najmocniej mojego meze jak tylko to mozliwe i dobrze sie z tym czuje nie zastanawiam sie cty ktos moglby jeszcze zwrocic na mnie uwage.choc czesciej sie lape na tym ze zauwazam meskie spojrzenia nawet na ulicy i to jest bardzo mile ale na dzien dzisiejszy jestem przekonana ze nie ma szans na to zeby ktos mnie lub cos przekonalo do zdrady.pisze na dzien dzisiejszy bo nikt ne wie co mu los szykuje i czy jutro nie bede chciala postawic wszystkiego na jedna karte i jednak sie skusicNIKT TEGO NIE MOZE BYC PEWIEN:

64

Odp: Próbuję się odkochać
sam22 napisał/a:

To Wy się nie kochacie, tylko pożądacie... seksualnie.

Same sprzeczności. Chyba będziesz musiała z tym żyć i tyle w temacie... Ucieczka do innej pracy może nie pomóc. Pewnie jak Cię zdobędzie, to potem rzuci w błoto jak tę dziewczynę, bo chyba to jest niemoralny typ.

Drążyłam ten temat czysto poznawczo. Ogromna sympatia plus pożądanie (szczególnie) od pierwszego wejrzenia (tak mam względem padalca) definiuje się jako zakochanie. To właśnie mnie martwi, że poza czystym pożądaniem coś jeszcze w tym jest. Chciałabym jego dobra, kiedy go dłużej nie widzę martwię się o niego, a sposób w jaki się porusza jest dla mnie sygnałem jego dobrego/złego samopoczucia (i przedmiotem wielu rozmyślań).

Problem właśnie w tym, że (przynajmniej z mej strony) nie jest to zwykłe pożądanie. Gdyby tak było to szczerze i brutalnie mówiąc nie miałabym oporów, bo ileż można ciągnąć w nieskończoność tę nudną i irytującą operę mydlaną (z brzydkim padalcem w roli głównej)?

Pamiętam też, że kiedy sama kilka lat temu chodziłam znękana, zalękniona i smutna to padalec potrafił do mnie podleźć i łagodnie zagaić jakąś pocieszającą konwersację. Miałam wtedy wrażenie, że on jest jak czatujący sęp. Czeka tylko i atakuje, gdy ofiara jest słaba.

Co do rzucenia w błoto. Tak, tak, bardzo bym chciała, żebyśmy się wyżyli, a on natychmiast po (fa)akcie rzuciłby mnie w błoto. Byłoby to pięknie tym bardziej, że od nazajutrz mogłabym rozpocząć nowe życie wolne od obsesyjnego rozmyślania o nim (o złych, niemoralnych i zepsutych rozmyślać nie warto).

Problem w tym, że on naprawdę jest nieatrakcyjny. Myślę, że teraz jakby coś utrafił to by się już raczej tego trzymał, bo - brutalnie rzecz ujmując - niewiele kobiet byłoby nim już w jakikolwiek sposób zainteresowanych (pewnie stąd propozycja zarobku dla mnie, którą nader szybko i ochoczo mi przedstawił).

Jeden bardzo podobny niemoralny egzemplarz już kiedyś utrafiłam (stąd spontaniczna, odruchowa i ogromna sympatia do tegoż egzemplarza). Tamten był dla mnie naprawdę bardzo, bardzo, bardzo dobry, czuły i kochający przez wiele lat (pomijając już fakt, że mnie zdradzał, choć nigdy się nie przyznał). Stąd pewnie podświadomie lecę teraz na podobną wykolejoną jednostkę.

To co mnie spotkało jest naprawdę bardzo przykre i męczące.

65

Odp: Próbuję się odkochać
agnieta1987 napisał/a:

nie perwszy raz kiedy zastanawialam sie czy odejsc

Ja na szczęście nigdy tak nie miałem.



choc czesciej sie lape na tym ze zauwazam meskie spojrzenia nawet na ulicy i to jest bardzo mile

Eeee tam! Praktycznie w ogóle nie widzisz kiedy się mężczyzni na Ciebie patrzą. Zwróć uwagę jak idzie kobieta, a faceci patrzą się na nią tak, że ona tego nie widzi. Ty też zapewne nie wszystko widzisz.




trudnodarmo:    niestety już nic nie mogę Ci powiedzieć... trzeba robić tak, aby czynić dobro a nie zło, aby ludzie byli bardziej szczęśliwi a nie mniej; ludzie -- to też Ty

Posty [ 1 do 65 z 116 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Próbuję się odkochać

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026