to juz nie zauroczenie to walka z samym sobą
ja w takiej euforii jestem juz ponad rok,zakochana czasami szczesliwa,dlaczego czasami...??bo czasami tez mecza mnie wyrzuty sumienia
mam 42 lata tez 20 lat po slubie dwoch wspanailych synow...(moglam bym pisac jak bylo mi zle dlugo ale po co na cos sie godzilam z wyboru)=
tylko maz nie ten,tzn nie kocham go od lat,moze nawet nigdy nie kochalam ...nigdy tez nie czulam tego co czuje dzis,,,stan w ktorym rozumiem co to jest milosc i jak duzo mozna zrobic dla drugiej osoby..
wiem ze to jest odwzajemnione bo nie raz mialam tego dowody....nie raz,spedzilam juz z moja miloscia duzo chwil i tych zwyczajnych z problemami i tych sielankowych
wiem ze jest moja miloscia zyciowa..na dobre i na złe
ale...
co ja mam powiedziec dzieciom??/ze matka sie zakochala? ze matka tez jest kobieta a nie tylko matka?
nie zrozumieja mnie tylko potepia...
maz byl dla mnie zawsze tyranem..upokazal mnie i zle traktowal,bylam i jestem wyrobnikiem domowym ,nie mam wsparcia z jego strony....
nie wiem co robic....czy poswiecic sie dla dzieci z czystej logiki czy tez przezyc zycie zgodnie ze soba..w milosci w szczesciu....ale egoistycznie
wystapilam o rozwod,maz twierdzi ze mnie kocha i chc walczyc o rodzine,nie przyszedl na pierwsza sprawe ....nie chce juz meza,nie chce juz takiego zycia skoro dotknelam lepszego....
ale na dzieciach zalezy mi bardzo,boje sie slow krytyki z ich ust....
prosze o rady..byc moze wspomoga moje myslenia...wiem ze rozne sa doswiadczenia...