Witam
Zaczne od poczatku. Mam 18 lat i do niedawna bylem w pierwszym w zyciu zwiazku z dziewczyna w moim wieku, ktora miala jeszcze mniejsze doswiadczenie ode mnie.
Bylismy ze soba ok. 4 miesiecy. Na poczatku podszedlem do tego na luzie, pozniej sie rozkrecilo i bylo zaj*biscie. Caly czas bylem komplementowany(jaki to ja wspanialy nie jestem ), widzielismy sie co 2 dzien - jak raz wyszlo tak, ze nie przyszedlem i zrobilismy sobie 2 dni przerwy, to dziewczyna byla zawiedziona. Siedzialem u niej do polnocy a pozniej wychodzila mnie pozegnac przed domem i stala przyklejona do mnie jeszcze 2 godziny. Mowila mi, ze jak mowi o mnie w domu to nazywa mnie "kochanie moje", nazywala mnie swoim mezem. Byla u mnie zazdrosna na kazdym kroku. Mi sie to podobalo, bo to swietna dziewczyna. Ogolnie bylo widac, ze jest niezle nakrecona. Wiedzialem, ze to minie, ale nie myslalem, ze przyniesie az przeciwny efekt.
Jakis czas pozniej zaczelo sie sypac, zaczela wkradac sie rutyna. Ostatnio pojechalem na impreze bez niej, ona w tym czasie spotkala sie z kolezanka i wymyslily, ze pojada na dyskoteke beze mnie i zachowaja to w tajemnicy. Jak sie dowiedzialem o planie, to poklocilismy sie.
Podczas klotni powiedziala, ze nie jest dobrze miedzy nami, ze sie posypalo. Jak zapyalem w czym jest problem, to odpowiedziala, ze jest tylko jeden - nie jest zakochana we mnie, ze nie byla od poczatku, ale myslala, ze to przyjdzie z czasem. Zapytalem czy chce kontynuowac zwiazek i uslyszalem, ze z jednej strony nie jest dobrze, ale z drugiej nie chce mnie stracic.
Zaproponowalem jej dwa wyjscia: 1. Kontynuujemy zwiazek i probujemy jeszcze raz tak aby teraz bylo lepiej, ale wczesniej ustalamy pewne zasady. 2. Rozstajemy sie
Ona caly czas mowila, ze chce zebysmy sobie zrobili przerwe. Powiedzialem, ze nie ma 3 opcji i albo kontynuujmey zwiazek albo sie rozstajemy, powiedziala, ze chce kontunuowac. Mimo to widzialem, ze to bez sensu i postanowilem to zakonczyc.
Ogolnie od poczatku wiedzialem, ze jedyna szansa dla nas to rozstanie i powrot za jakis czas - w koncu oboje mamy po 18 lat i dla jednej i drugiej strony byl to pierwszy zwiazek. Wiem, ze facet potrzebuje miec w zyciu kilka kobiet a kobieta przynajmniej 2 mezczyzn. To nie jest jeszcze ten moment.
Dodam, ze od poczatku jej matka i babcia byly przeciwne temu zwiazkowi(jak i jej kolezankom czy wyjsciom na imprezy). Kolezanka, ktora namowila ja na samotny wyjazd na dyskoteke tez caly czas radzila jej aby sobie znalazla innego chlopaka.
Przez caly zwiazek ani razu nie powiedzielismy sobie, ze sie kochamy. Aby na koniec rzucilem, ze ja kochalem.
Za jakis czas bedziemy zmuszeni sie widywac codziennie w szkole. Ogolnie dla mnie byl to dobry czas, dobry zwiazek i chcialbym do tego wrocic. Jakies rady?
Moze troche przedobrzylismy bo praktycznie przez cale wakacje widzielismy sie 4 dni w tygodniu. Na poczatku nie zalezalo mi jakos specjalnie, nie nakrecalem sie, a ona przeciwnie. Z czasem to sie odwrocilo o 180 stopni. Poczatkowo propozycje spotkan wychodzily od niej, pozniej juz czesniej z mojej strony. Sprawdzilo sie powiedzienie, ze im facetowi zalezy bardziej tym kobiecie mniej.
Mysle, zeby tera nie widziec sie z nia przez 2 tyg i pozniej sprobowac zaczac od nowa. Tylko jak?
Z gory dzieki za wszelkie sugestie
Pozdrawiam