On od poniedziałku do piątku pracuje poza domem, ja obecnie mam wakacje więc całkowite lenistwo i codzienne wypady ze znajomymi, to bardzo dużo zmieniło w relacjach między nami, kłócimy się ciągle o moje powroty do domu on nie rozumie dlaczego wychodzę codziennie i wracam po północy ja czuje się jak z tatą kiedy mam wracać przed północą,nie umiemy znaleźć kompromisu...
Podobne tematy
A jakbyś się czuła gdybyś to Ty pracowała a on miał wakacje i sobie latał z kumplami i wracał po północy ? Ja się mu nie dziwię
Ogranicz trochę wyjście, zrozum go że się denerwuje...
Mnie nie dziwi jego zazdrość. Przecież sama widzisz, że się oddalacie od siebie, z tym, że on pracuje, a Ty spotykasz się ze znajomymi (i w jego domyśle zapewne poznajesz nowe osoby- potencjalne zagrożenie dla obecnego partnera).
Myślę, że jeśli nie ograniczysz swoich wypadów, to może się to źle skończyć.
A jakbyś się czuła gdybyś to Ty pracowała a on miał wakacje i sobie latał z kumplami i wracał po północy ? Ja się mu nie dziwię
Ogranicz trochę wyjście, zrozum go że się denerwuje...
JASNE! tylko, ze jakby to napisala, ze oan siedzie w domu a on sie bawi calymi dniami to napisalybyscie wszystkie po kolei, ze no pozwol mu sie zabawic, wyszlaec, przeciez nie jest on twoja wlasnoscia, nie ufasz mu???? Daj mu troche luzu a ty znajdz sobie jakies hobby czy wyjdz ze znajomymi!
HIPOKRYZJA.
bardzo nie lubie sie komuś podporządkowywać, a mam w głowie takie myśli ze jesli mam chłopaka to nie mogę mieć ciekawych, szalonych wakacji ?
6 2012-08-23 11:22:54 Ostatnio edytowany przez czekoladka7 (2012-08-23 11:27:21)
Ogranicz wyjścia np do 3 w tygodniu. Gdyby mój partner codziennie wychodził z kumplami i wracał po północy a ja pracowała byłabym zła . No chyba,że czujesz,że się coś wypala to wtedy to skończ i będziesz mogła robić co tylko Ci się będzie podobało.
JASNE! tylko, ze jakby to napisala, ze oan siedzie w domu a on sie bawi calymi dniami to napisalybyscie wszystkie po kolei, ze no pozwol mu sie zabawic, wyszlaec, przeciez nie jest on twoja wlasnoscia, nie ufasz mu???? Daj mu troche luzu a ty znajdz sobie jakies hobby czy wyjdz ze znajomymi!
Mylisz się. Co innego jakby ona wychodziła 1-2 razy w tygodniu a on miał z tym problem. Ale autorka wychodzi codziennie. I jestem wręcz pewna,że jakby chłopak odstawiał takie rzeczy większość by go nie broniła tylko napisała rady takie jak w tym przypadku. Wiele dziewczyn ogranicza chłopaka do tego stopnia,że nie może on nawet na głupie piwo wyjść z kolegami i to jest chore i wtedy są rady,żeby wrzucić na luz ale jak dla mnie to jest w tym przypadku przegięcie.
To przykro mi ale związek nie przetrwa skoro nie rozumiesz na czym on polega. Niestety będąc z kimś w związku nie możesz sobie już robić co Ci się żywnie podoba a tymbardziej chodzić kiedy Ci sie chce i gdzie chce i wracać o której chce niestety. Postaw się w jego sytuacji choć na chwilke że ty pracujesz i wracasz do domu a on cały czas pusty bo twój partner imprezuje z chłopakami albo nie wiadomo z kim i wraca sobie o której chce. Jego reakcja jest jak najbardziej normalna na to co wyprawiasz. I musisz być na prawdę młodziutka skoro tego nie rozumiesz a do póki tego nie zrozumiesz to powinnaś być sama niestety. Chcesz mieć ciekawe i szalone wakacje to właśnie powinnaś być sama i sobie szaleć a jak już się wyszalejesz to może wtedy zabieraj się za poważne relacje
To przykro mi ale związek nie przetrwa skoro nie rozumiesz na czym on polega. Niestety będąc z kimś w związku nie możesz sobie już robić co Ci się żywnie podoba a tymbardziej chodzić kiedy Ci sie chce i gdzie chce i wracać o której chce niestety. Postaw się w jego sytuacji choć na chwilke że ty pracujesz i wracasz do domu a on cały czas pusty bo twój partner imprezuje z chłopakami albo nie wiadomo z kim i wraca sobie o której chce. Jego reakcja jest jak najbardziej normalna na to co wyprawiasz. I musisz być na prawdę młodziutka skoro tego nie rozumiesz a do póki tego nie zrozumiesz to powinnaś być sama niestety. Chcesz mieć ciekawe i szalone wakacje to właśnie powinnaś być sama i sobie szaleć a jak już się wyszalejesz to może wtedy zabieraj się za poważne relacje
Dussia, zależy, o jakim związku mowa. Zdaje się, że opisujesz małżeństwo. Jednak mimo wszystko nie widzę powodów, by nie robić tego, czego się chce. To kwestia dotarcia się, ustalenia zasad, zaufania. Jeśli Wasze zasady się rozmijają, ustalcie wspólną płaszczyznę. A jeśli zbyt bardzo się różnicie, może warto pomyśleć o rozstaniu.
Dussia napisał/a:To przykro mi ale związek nie przetrwa skoro nie rozumiesz na czym on polega. Niestety będąc z kimś w związku nie możesz sobie już robić co Ci się żywnie podoba a tymbardziej chodzić kiedy Ci sie chce i gdzie chce i wracać o której chce niestety. Postaw się w jego sytuacji choć na chwilke że ty pracujesz i wracasz do domu a on cały czas pusty bo twój partner imprezuje z chłopakami albo nie wiadomo z kim i wraca sobie o której chce. Jego reakcja jest jak najbardziej normalna na to co wyprawiasz. I musisz być na prawdę młodziutka skoro tego nie rozumiesz a do póki tego nie zrozumiesz to powinnaś być sama niestety. Chcesz mieć ciekawe i szalone wakacje to właśnie powinnaś być sama i sobie szaleć a jak już się wyszalejesz to może wtedy zabieraj się za poważne relacje
Dussia, zależy, o jakim związku mowa. Zdaje się, że opisujesz małżeństwo. Jednak mimo wszystko nie widzę powodów, by nie robić tego, czego się chce. To kwestia dotarcia się, ustalenia zasad, zaufania. Jeśli Wasze zasady się rozmijają, ustalcie wspólną płaszczyznę. A jeśli zbyt bardzo się różnicie, może warto pomyśleć o rozstaniu.
Wybacz ale nie pozwoliła bym swojemu chłopakowi żeby wracał do domu o której mu się żywnie podoba. Co do robienia w dzień kiedy on jest w pracy to ok niech sobie robi co chce bo i tak go nie ma, ale te nocne powroty to już przesada i tyle. A może on ma ochote jak wróci do domu po pracy wyjśc gdzieś ze swoją dziewczyna a jej nie ma bo ona ma inne plany. To nie jest związek....Jak chce sie szaleć to sie jest samemu i nie robi się przy tym nikomu krzywdy
elfiona napisał/a:Dussia napisał/a:To przykro mi ale związek nie przetrwa skoro nie rozumiesz na czym on polega. Niestety będąc z kimś w związku nie możesz sobie już robić co Ci się żywnie podoba a tymbardziej chodzić kiedy Ci sie chce i gdzie chce i wracać o której chce niestety. Postaw się w jego sytuacji choć na chwilke że ty pracujesz i wracasz do domu a on cały czas pusty bo twój partner imprezuje z chłopakami albo nie wiadomo z kim i wraca sobie o której chce. Jego reakcja jest jak najbardziej normalna na to co wyprawiasz. I musisz być na prawdę młodziutka skoro tego nie rozumiesz a do póki tego nie zrozumiesz to powinnaś być sama niestety. Chcesz mieć ciekawe i szalone wakacje to właśnie powinnaś być sama i sobie szaleć a jak już się wyszalejesz to może wtedy zabieraj się za poważne relacje
Dussia, zależy, o jakim związku mowa. Zdaje się, że opisujesz małżeństwo. Jednak mimo wszystko nie widzę powodów, by nie robić tego, czego się chce. To kwestia dotarcia się, ustalenia zasad, zaufania. Jeśli Wasze zasady się rozmijają, ustalcie wspólną płaszczyznę. A jeśli zbyt bardzo się różnicie, może warto pomyśleć o rozstaniu.
Wybacz ale nie pozwoliła bym swojemu chłopakowi żeby wracał do domu o której mu się żywnie podoba. Co do robienia w dzień kiedy on jest w pracy to ok niech sobie robi co chce bo i tak go nie ma, ale te nocne powroty to już przesada i tyle. A może on ma ochote jak wróci do domu po pracy wyjśc gdzieś ze swoją dziewczyna a jej nie ma bo ona ma inne plany. To nie jest związek....Jak chce sie szaleć to sie jest samemu i nie robi się przy tym nikomu krzywdy
No to pozostaje współczuć Twojemu chłopakowi, z całym szacunkiem. Ja bym akceptowała wyjścia, o ile by mnie o nich informował i o ile by mnie też czasami na nie zabierał. ![]()
Dussia napisał/a:elfiona napisał/a:Dussia, zależy, o jakim związku mowa. Zdaje się, że opisujesz małżeństwo. Jednak mimo wszystko nie widzę powodów, by nie robić tego, czego się chce. To kwestia dotarcia się, ustalenia zasad, zaufania. Jeśli Wasze zasady się rozmijają, ustalcie wspólną płaszczyznę. A jeśli zbyt bardzo się różnicie, może warto pomyśleć o rozstaniu.
Wybacz ale nie pozwoliła bym swojemu chłopakowi żeby wracał do domu o której mu się żywnie podoba. Co do robienia w dzień kiedy on jest w pracy to ok niech sobie robi co chce bo i tak go nie ma, ale te nocne powroty to już przesada i tyle. A może on ma ochote jak wróci do domu po pracy wyjśc gdzieś ze swoją dziewczyna a jej nie ma bo ona ma inne plany. To nie jest związek....Jak chce sie szaleć to sie jest samemu i nie robi się przy tym nikomu krzywdy
No to pozostaje współczuć Twojemu chłopakowi, z całym szacunkiem. Ja bym akceptowała wyjścia, o ile by mnie o nich informował i o ile by mnie też czasami na nie zabierał.
No właśnie czasami..... A nie codziennie wracac po nocach i o informowaniu a koleżanka pisze po prostu że ona sie bawi a on ma do niej pretensje.
Wytlumacz nam jak to jest, ze nie pracujesz a mozesz codziennie balowac i wracac po polnocy? Masz duzo oszczednosci czy sponsora/ow? Kiedy spedzacie czas razem? Skoro on pracuje 5 dni w tygodniu a Ciebie wtedy nie ma pewnie juz jak z niej wraca?
O ile dobrze zrozumiałam, partner Autorki pracuje od poniedziałku do piątku POZA DOMEM. Zatem na noce nie wraca, przyjeżdża dopiero w weekendy. Dlaczego Autorka ma siedzieć sama w domu?
Ile macie lat?
On od poniedziałku do piątku pracuje poza domem, ja obecnie mam wakacje więc całkowite lenistwo i codzienne wypady ze znajomymi, to bardzo dużo zmieniło w relacjach między nami, kłócimy się ciągle o moje powroty do domu on nie rozumie dlaczego wychodzę codziennie i wracam po północy ja czuje się jak z tatą kiedy mam wracać przed północą,nie umiemy znaleźć kompromisu...
W jakim jesteście wieku?
Rozumiem wyjścia bo jego nie ma w domu ale czy nie za późno wracasz?
Nie dziwie mu się, że się denerwuje bo On pracuje a ty szalejesz a te dwie czynności sporo się różnią.
Jeśli nie umiecie znaleźć kompromisu to może staraj się rzadziej wychodzić lub też na początek (jeśli tak ciężko z tego zrezygnować) wracać wcześniej. Nie pomyślałaś, że może chłopak się o Ciebie martwi? Pomyśl o tym. ![]()
16 2012-08-23 14:20:10 Ostatnio edytowany przez fairytale (2012-08-23 14:21:12)
No bez przesady, skoro on pracuje to ona ma siedzieć w domu i nigdzie nie wychodzic? Jeżeli nie pracuje to chyba normalne, że korzysta z wakacji.
A jeżeli chodzi o późne powroty do domu to z tym się zgodze bo facet się pewnie martwi, a ile masz lat?
Brakuje mi przede wszystkim informacji, czy Autorka i jej partner mieszkają razem.
I nie sądzę, że jej partner się martwi. Z martwienia się i troski nie powinno dochodzić do kłótni. Albo jest zazdrosny i chce mieć dziewczynę pod kontrolą, albo dzieje się coś, o czym Autorka nie napisała (mieszkają razem i dziewczyna baluje, zamiast dbać o dom/przepija pieniądze, które on zarabia...).
My możemy sobie gdybać, a Autorka założyła wątek i zniknęła.
skoro ma wakacje to na chlopski rozum jeszcze sie uczy moim zdaniem nie dorosla do powaznego zwiazku i stabilizacji.
skoro ma wakacje to na chlopski rozum jeszcze sie uczy moim zdaniem nie dorosla do powaznego zwiazku i stabilizacji.
Dokładnie. Liceum albo wczesny czas studencki.
Właściwie widać, że para do siebie nie pasuje.
Na miejscu tego faceta podziękowałbym za taki związek (o ile tak to można nazwać).
Nie piszcie ze do niego nie pasuje, on jest naprawdę dla mnie wyjątkowym człowiekiem i tak, jestem młoda ale strasznie nie chce go stracić, zależy mi na nim i dlatego chciałabym to jakoś pogodzić. On pracuje i jest w domu na weekendy. Nie mieszkamy razem, a ja nie mam sponsora i nie baluje po prostu wychodzę do znajomych i spędzam z nimi czas. On złości się nie o to że wychodzę codziennie lecz o to zę wracam późno do domu. Szczerze mówiąc też nie myśle że jest to bardzo w porządku i takie rozwiazanie że wychodzę 2 razy podczas gdy jego nie ma mogłoby mi odpowiadac tylko że jemu nie chodzi o ilość wyjść a o powroty do domu a nieraz chciałoby sie z przyjaciółkami posiedzieć dłużej a to u niego odpada ;( Przychodzi mi do głowy takie rozwiązanie aby się na to zogdzić i wymagać tego samego żeby on jak wychodzimy w weekendy wracał o północy a jak sie zdarzy że wyjdzie gdzieś beze mnie to też będe go rozliczać co do minuty ale z drugiej strony nie chce brnać w takie odgrywanie sie i mszczenie dlatego chce to rozwiazac tak zeby było lepiej a nie coraz gorzej ...
to nie jest tak że ja nie chce nic dla niego zrobić i nic zmienić ale chce znależć jakiś kompromis który zadowoli nas obojga a nie poprostu ze wszystkim się podporządkować bo wiem ma racje napewno i też może się źle czuć ale nie mogę zrobić wszystkie całkowicie tak jak on chce dla jego dobrego samopoczucie nie mysląc o swoim
Ale CO KONKRETNIE mu przeszkadza w późnych powrotach? Boi się, że coś Ci się stanie, czy co?
uważa że dziewczynie to nie przystoi, mówi ze tekgo nie chce bo poprostu mu sie to nie podoba i źle sie z tym czuje że późno wracam
O matko, to już się nie dziwię, że czujesz się jak z tatusiem... Jak już teraz dasz sobą rządzić, to pomyśl, co będzie później.
O matko, to już się nie dziwię, że czujesz się jak z tatusiem... Jak już teraz dasz sobą rządzić, to pomyśl, co będzie później.
Rządzić? Teraz to już przeginasz.
Rozumiem, że jakby Twój partner wychodził ze znajomymi 5 razy w tygodniu, to przyjęłabyś to bez żadnego sprzeciwu
?
I to gadanie...co będzie później. Na pewno będzie bił, pił i nie wypuszczał z domu
.
Wchodzisz ze skrajności w skrajność. Normalne jest, że dziewczyna wyskoczy, ze dwa razy w tygodniu, a i nie będzie robiła problemów jeśli chłopak w weekend też pobawi się sam. Ale nie jest normalne balowanie 5 razy w tygodniu, gdy chłopak pracuje całymi dniami poza miejscem zamieszkania.
BabaOsiadła napisał/a:O matko, to już się nie dziwię, że czujesz się jak z tatusiem... Jak już teraz dasz sobą rządzić, to pomyśl, co będzie później.
Rządzić? Teraz to już przeginasz.
Rozumiem, że jakby Twój partner wychodził ze znajomymi 5 razy w tygodniu, to przyjęłabyś to bez żadnego sprzeciwu?
I to gadanie...co będzie później. Na pewno będzie bił, pił i nie wypuszczał z domu
.
Wchodzisz ze skrajności w skrajność. Normalne jest, że dziewczyna wyskoczy, ze dwa razy w tygodniu, a i nie będzie robiła problemów jeśli chłopak w weekend też pobawi się sam. Ale nie jest normalne balowanie 5 razy w tygodniu, gdy chłopak pracuje całymi dniami poza miejscem zamieszkania.
Ale czy Ty przeczytałeś uważnie wszystkie posty? ONI NAWET NIE MIESZKAJĄ RAZEM! Dziewczyna mieszka, powiedzmy, z rodzicami w Poznaniu, chłopak od poniedziałku do piątku siedzi, powiedzmy, w Gdańsku, to dlaczego dziewczyna ma nie wyjść do znajomych, nawet i codziennie, skoro nie ma innych obowiązków? Przecież nie zaniedbuje w niczym swojego partnera.
Przeczytałem dokładnie wszystkie posty i wiem jak sytuacja wygląda.
Ale ponawiam pytanie.
Rozumiem, że będąc w takiej sytuacji nie denerwowałoby Cię, że Twój partner codziennie się bawi podczas Twojej pracy w innym mieście?
Bo co innego spotykać się ze znajomymi, a co innego wracać codziennie o np. 3 do domu (bo to chyba jasno świadczy o tym, że dzień w dzień są imprezy). Mnie na pewno by to irytowało.
Z doświadczenia zresztą wiem, że później taka kobieta traktuje faceta tylko jako powiernika problemów. Z wszystkimi dookoła wychodzi, bawi się i uśmiecha, a spotykając się z partnerem wylewa na niego swoje problemy. W skrócie: facet tylko widzi ją nieszczęśliwą, a znajomi uśmiechniętą.
Rozumiem, że będąc w takiej sytuacji nie denerwowałoby Cię, że Twój partner codziennie się bawi podczas Twojej pracy w innym mieście?
Nie. Co więcej, nie wpadłabym na to, by próbować dyktować dorosłemu człowiekowi, jak ma spędzać swój wolny czas. Co innego po ślubie, gdy pojawią się dzieci, a jedno z małżonków codziennie baluje i zaniedbuje swoje obowiązki, a co innego młoda dziewczyna ciesząca się zdaną sesją i organizująca sobie swój wolny czas tak, jak akurat ma możliwość/ochotę.
Przesiadywanie w wakacje do 3 w nocy niekoniecznie świadczy o imprezowaniu, nie wiem, skąd ten pomysł...
A Twoje dwa ostatnie zdania to niepotrzebne patrzenie przez pryzmat swoich przykrych doświadczeń i bezsensowne generalizowanie.
dziki_znajomy napisał/a:Rozumiem, że będąc w takiej sytuacji nie denerwowałoby Cię, że Twój partner codziennie się bawi podczas Twojej pracy w innym mieście?
Nie. Co więcej, nie wpadłabym na to, by próbować dyktować dorosłemu człowiekowi, jak ma spędzać swój wolny czas. Co innego po ślubie, gdy pojawią się dzieci, a jedno z małżonków codziennie baluje i zaniedbuje swoje obowiązki, a co innego młoda dziewczyna ciesząca się zdaną sesją i organizująca sobie swój wolny czas tak, jak akurat ma możliwość/ochotę.
Przesiadywanie w wakacje do 3 w nocy niekoniecznie świadczy o imprezowaniu, nie wiem, skąd ten pomysł...
A Twoje dwa ostatnie zdania to niepotrzebne patrzenie przez pryzmat swoich przykrych doświadczeń i bezsensowne generalizowanie.
No widzisz i tutaj pojawia się problem. Ponieważ ciężko zmienić kogokolwiek po ślubie, a właściwie nie jego, a jego przyzwyczajenia.
Kobieta licz, że po ślubie mężczyzna się zmienia, a mężczyzna liczy, że kobieta zostanie taka sama. Oboje się zawodzą
.
Tutaj zresztą nie chodzi o dorosłość, a zwykłe dopasowanie się.
Ale myślę, że po prostu mamy zupełnie inna wizję partnerstwa
.
jak zbliża sie weekend i on jest w domu to również się bawimy i wtedy wracam nawet około 4 do domu, ale wtedy jestem z nim wiec w jego mniemaniu to nie jest nic złego
Ja po części trochę go rozumiem bo sama bym była zła gdyby mój partner wracał późno do domu chodziłby nie wiem gdzie i z kim podczas gdy ja bym pracowała, nie ma chyba innego wyjścia jak ograniczyć to, żeby on nie był zły bo nie potrzebnie się kłócicie, a dlaczego nie możesz wracać trochę wcześniej do domu ? Znajdźcie jakiś wspólny kompromis żeby się mniej kłócić
i kogo teraz posłuchać ...
Nie możesz porozmawiać ze swoim partnerem i jakoś dojść do wspólnego kompromisu ?
chcę to zrobić ale muszę zaproponować mu kompromis który też dla mnie nie będzie krzywdzący, bo on poprostu mi powiedział ze nie chce żebym późno wracała jest mu z tym źle tylko że ja też nie chce tak całkowicie tego zmienić żeby jemu było dobrze bo wtedy nie będzie mi
No widzisz i tutaj pojawia się problem. Ponieważ ciężko zmienić kogokolwiek po ślubie, a właściwie nie jego, a jego przyzwyczajenia.
Kobieta licz, że po ślubie mężczyzna się zmienia, a mężczyzna liczy, że kobieta zostanie taka sama. Oboje się zawodzą.
Tutaj zresztą nie chodzi o dorosłość, a zwykłe dopasowanie się.
Ale myślę, że po prostu mamy zupełnie inna wizję partnerstwa.
A ja myślę, że wizję partnerstwa mamy jednak podobną, ale doprawdy nie widzę, w jaki sposób Autorka miałaby się wykazać tym partnerstwem, pozostając sama przez 5 dni w tygodniu. I gdyby argument jej chłopaka brzmiał choćby "nie wychodź tak późno, boję się o ciebie", ale nie, on rzuca tekstami rodem ze średniowiecza "kobiecie nie wypada pozostawać poza domem po północy"
![]()
Co ta dziewczyna ma robić w wakacje, kiedy i tak nie może się spotkać z chłopakiem? Siedzieć w domu i pielęgnować ołtarzyk z jego zdjęciami? ![]()
A co do zmieniania się po ślubie: każdy normalny człowiek wie, że w życiu jest czas na imprezowanie, na naukę, na pracę, na zajęcie się mężem/żoną i dziećmi. I trzeba się wyszaleć, żeby potem nie stać się sfrustrowanym mężem, marzącym o piwie z kolegami co wieczór, albo zrzędzącą żoną, która żałuje, że cały jej świat to pieluchy i szykowanie obiadu dla męża.
Ot takie moje zdanie ![]()
dzieki dziewczyny, duuużo daje takie porozmawianie z kimś zupełnie obcym kto chce ci pomóc i wyraża poprostu swoje zdanie, bardzo mi pomogłyście, mimo że jestem młodą osobą to chce wierzyć w ten związek i tworzyć jakieś partnerstwo dzięki któremu przetrwamy, doszłam do kompromisu, zaproponowałam na spokojnie że będę wychodzić i wracać o północy do domu ale jeden dzień w tygodniu kiedy go nie ma będzie dla mnie nie ograniczony czasem i nie będzie z tego żądnych konsekwencji, uważacie że to dobry kompromis? że żadne z nas nie jest pokrzywdzone ?
gadanina, a moze przeniesc te imprezy do Ciebie do domu i nie ma problemu? W jaki sposob wracasz do domu z tych spotkan w nocy? piechota? nocnym autobusem? taksowka? moja dziewczyna nigdy sama nie bedzie wracac z zadnej imprezy w srodku nocy, w gre wchodzi jedynie, albo ja odbiore albo wezmie taryfe, albo ktos ja odwiezie, albo bedzie wracac razem ze znajomymi razem etc.
Mam teraz podobny problem. Ja radziłbym Ci szczerze porozmawiać o tym co do siebie czujecie i czy ufacie sobie nawzajem. Chodź fakt również też, że widywanie się tylko weekend może osłabić wasz związek - ale to tylko moje zdanie. No bo w sumie najważniejsze pytanie czy wam odpowiada tak rzadkie spotykanie się?
z tych nocnych spotkań wracam ze znajomymi, samochodem ![]()
dziki_znajomy napisał/a:No widzisz i tutaj pojawia się problem. Ponieważ ciężko zmienić kogokolwiek po ślubie, a właściwie nie jego, a jego przyzwyczajenia.
Kobieta licz, że po ślubie mężczyzna się zmienia, a mężczyzna liczy, że kobieta zostanie taka sama. Oboje się zawodzą.
Tutaj zresztą nie chodzi o dorosłość, a zwykłe dopasowanie się.
Ale myślę, że po prostu mamy zupełnie inna wizję partnerstwa.
A ja myślę, że wizję partnerstwa mamy jednak podobną, ale doprawdy nie widzę, w jaki sposób Autorka miałaby się wykazać tym partnerstwem, pozostając sama przez 5 dni w tygodniu. I gdyby argument jej chłopaka brzmiał choćby "nie wychodź tak późno, boję się o ciebie", ale nie, on rzuca tekstami rodem ze średniowiecza "kobiecie nie wypada pozostawać poza domem po północy"
![]()
![]()
Co ta dziewczyna ma robić w wakacje, kiedy i tak nie może się spotkać z chłopakiem? Siedzieć w domu i pielęgnować ołtarzyk z jego zdjęciami?A co do zmieniania się po ślubie: każdy normalny człowiek wie, że w życiu jest czas na imprezowanie, na naukę, na pracę, na zajęcie się mężem/żoną i dziećmi. I trzeba się wyszaleć, żeby potem nie stać się sfrustrowanym mężem, marzącym o piwie z kolegami co wieczór, albo zrzędzącą żoną, która żałuje, że cały jej świat to pieluchy i szykowanie obiadu dla męża.
Ot takie moje zdanie
Bardzo trafnie autorka posta to ujęła.
Widzę, że mamy jednak zaściankowe społeczeństwo w tej naszej Polsce, gdzie nie ma równości między kobietą i mężczyzną... Kobieta też ma prawo, a nawet powinna się WYSZUMIEĆ, korzystać z życia, póki może, wychodzić z domu - przecież to naturalne i normalne!
Do autorki wątku: dla Ciebie ma to być dobry kompromis, dla Ciebie i Twojego chłopaka, a nie dla nas, na litość!
napewno problemy się nawarstwiają również przez to że widujemy się rzadziej i nie możemy normalnie porozmawiać i wyjaśnić sobie wielu rzeczy a przez telefon jest to trudne ale duużo wiary jest potrzebne którą wydaje mi się narazie posiadamy, z rzadkiego spotykania się napewno zadowoleni nie jesteśmy ale na to nic nie możemy poradzić a rozstać się z takiego powodu to chyba największa głupota jeśli się kocha
ale ja chciałam sie dowiedzieć czy ten kompromis uważacie za dobry ?
BabaOsiadła napisał/a:dziki_znajomy napisał/a:No widzisz i tutaj pojawia się problem. Ponieważ ciężko zmienić kogokolwiek po ślubie, a właściwie nie jego, a jego przyzwyczajenia.
Kobieta licz, że po ślubie mężczyzna się zmienia, a mężczyzna liczy, że kobieta zostanie taka sama. Oboje się zawodzą.
Tutaj zresztą nie chodzi o dorosłość, a zwykłe dopasowanie się.
Ale myślę, że po prostu mamy zupełnie inna wizję partnerstwa.
A ja myślę, że wizję partnerstwa mamy jednak podobną, ale doprawdy nie widzę, w jaki sposób Autorka miałaby się wykazać tym partnerstwem, pozostając sama przez 5 dni w tygodniu. I gdyby argument jej chłopaka brzmiał choćby "nie wychodź tak późno, boję się o ciebie", ale nie, on rzuca tekstami rodem ze średniowiecza "kobiecie nie wypada pozostawać poza domem po północy"
![]()
![]()
Co ta dziewczyna ma robić w wakacje, kiedy i tak nie może się spotkać z chłopakiem? Siedzieć w domu i pielęgnować ołtarzyk z jego zdjęciami?A co do zmieniania się po ślubie: każdy normalny człowiek wie, że w życiu jest czas na imprezowanie, na naukę, na pracę, na zajęcie się mężem/żoną i dziećmi. I trzeba się wyszaleć, żeby potem nie stać się sfrustrowanym mężem, marzącym o piwie z kolegami co wieczór, albo zrzędzącą żoną, która żałuje, że cały jej świat to pieluchy i szykowanie obiadu dla męża.
Ot takie moje zdanie
Bardzo trafnie autorka posta to ujęła.
![]()
Widzę, że mamy jednak zaściankowe społeczeństwo w tej naszej Polsce, gdzie nie ma równości między kobietą i mężczyzną... Kobieta też ma prawo, a nawet powinna się WYSZUMIEĆ, korzystać z życia, póki może, wychodzić z domu - przecież to naturalne i normalne!
Do autorki wątku: dla Ciebie ma to być dobry kompromis, dla Ciebie i Twojego chłopaka, a nie dla nas, na litość!
Zaściankowość? Nie widzę tutaj tego zupełnie.
Za to widzę same skrajność, albo imprezowanie codziennie, albo siedzenie w domu całymi dniami.
Odpowiadając na takie pytanie najlepiej postawić się po obu stronach barykady
.
więc uważam że kompromis ktory wspólnie zaakceptowaliśmy nie jest żadna z tych skrajności ![]()
Bardzo go kocham i wierze ze on mnie tez, uważam ze nie umiałby mnie zdradzić, jednak zdarzyło się coś w co do tej pory nie mogę uwierzyć. Spotkał się z kolegami, były tam dziewczyny i powiedział im ze nie jest już ze mną, ze jest wolny, co więcej dowiedziałam się tego od tych dziewczyn a nie od niego, jeszcze w momencie kiedy sama wtargnęłam na to spotkanie. bardzo mnie przepraszał, powiedział ze wie ze zawiódł ze będzie się starał to naprawić żebym mu dała szanse i ze zrobił to bo widział ze jedna z nich jest nim mocno zainteresowana i nie chciał mnie z nią zdradzić ale chciał czuć się przez nią podrywany, powiedział ze nic dla niego nie znaczyła i ze jest dla niego małolatą której nigdy by nie dotknął ale chciał poczuć się adorowany..... nie wiem co mam zrobić w takiej sytuacji, zastanawiam się nad rozstaniem chociaż i tak wierze w jego miłość , czy powinnam ?