Witam drogie Panie,
pozwoliłem sobie napisać z drugiej strony bo dobrze by było znać Wasze zdanie i opinie ..
sprawa jak zwykle w takich sprawach skomplikowana
otóż spotykałem się przez ostatnie 6 miesięcy z dziewczyną, takie lekkie podchody
było dobrze, nawet bardzo dobrze,
do seksu jako takiego nie zdążyło dojść - oboje dużo pracowaliśmy, natomiast emocjonalnie byliśmy bardzo blisko..
sprawa jednak szybko się pogmatwała można powiedzieć w tempie ekspresowym,
pracuję na własną rękę w związku z czym czasem za dużo pracowałem, ale pojawił się temat wspólnych wakacji - chcąc być szczerym powiedziałem, że muszę to na spokojnie przeliczyć, na drugi dzień już byłem gotów, kolejnego dnia mieliśmy wybrać się do biura podróży poszukać czegoś dla nas.
Lecz się dowiedziałem owego dnia, że się zastanawia czy nie woli zrobić prawo jazdy na motor (?) jak się okazało dzień wcześniej wybrała się ze znajomym na przejażdżkę i bardzo jej się spodobało..
Od razu muszę zaznaczyć, że w związkach daję pełną swobodę, nie rozumiem zakazywania, pilnowania itd. i to chyba jest moim błędem
W następny weekend wybrała się ze "znajomymi" w góry - każdy z nas ma znajomych więc też nie widziałem nic w tym złego..
Jak się okazało po raz kolejny był to błąd chyba... Po wyjeździe okazało się, że chyba wyjdzie do pracy za granicę
no i tu dochodzimy do sedna.. bo "znajomy" okazał się dobrą okazją na wyrwanie się z PL - on już tam pracuje i oczywiście naobiecywał złotych gór i sielanki.
Teraz wybrała się tam na wakacje "znajomego zna miesiąc czasu" - oczywiście nasza znajomość się tym samym zakończyła.
Okazało się, że między nami mogło coś być, ale w pewnym momencie ona się wycofała bo i tak zawsze myślała o wyjeździe z kraju teraz nadarzyła się ku temu okazja więc jak stwierdziła i tak kontakt nam się urwie więc lepiej urwać go od razu. Później, że przeprasza za to itd.
Próbowałem walczyć, trochę się przy tym wypaliłem i lekko zmiękłem, może jako jedyna osoba z jej otoczenia powiedziałem, że nie chcę żeby jechała... oczywiście nie miało to żadnego znaczenia
Ale moje pytanie brzmi czy można naprawdę być tak pragmatyczną kobietą bez uczuć? Serio można tak wyrzucić w jedną chwilę kogoś ze swojego życia?
Nie jest tak, że nagle w 1 chwili potrafię o niej zapomnieć, interesuje mnie co u niej i dziwnie mi się udaje, że jest inaczej.
No i walczyć tu już chyba nie ma o co?