Poznałam go 5 lat temu, w nowej pracy. Przez rok starał się o mnie, powiedziałam, że z żonatym mogą mnie łączyć tylko relacje koleżeńskie, rozwiódł się, zakochany do szaleństwa. W wieku 38 lat byłam w jego życiu drugą kobietą, nie mogłam uwierzyć, że spotyka mnie takie szczęście... 3 lata przed poznaniem Go zostawił mnie mąż. Miałam obawy jak przejdzie rozwód ale zdecydowaliśmy się mieszkać razem ... po 3 miesiącach od momentu gdy powiedział swojej byłej żonie, że odchodzi. 3 ciężkich miesiącach, o które prosiła go aby ratować małżeństwo. 3 miesiącach spędzanych razem w pracy, 3 miesiącach samotnych nocy gdy On był w domu. Pewnie błąd pierwszy, że pozwoliłam mu na to ale faktycznie rozwód przebiegł potem jakby spokojniej , pomimo tego co działo się w MOJEJ głowie. Potem było wspaniale, zakochani cieszący się tymi samymi rzeczami; niewiarygodne jak można jednakowo myśleć, analizować, cieszyć się dniem i nocą... to było jak przeznaczenie... tylko ten ogon w postaci byłej rodziny. Byłam drugą kobietą w jego życiu i nie mogłam zostać pierwszą nie tylko fizycznie ale i emocjonalnie bo czuł zobowiązanie do pomocy swojej byłej, która nigdy nie pracowała i nie mogła znaleźć pracy, kochał dzieci i w mojej ocenie pod pretekstem pomocy im pomagał jej. To bardzo bolało, szczególnie po moich doświadczeniach w relacjach z mężczyznami pomiędzy porzuceniem przez męża a związkiem z Nim. Zaczynało być ciężko, miałam świadomość, że stawiam go w trudnej sytuacji ale to było poza moją kontrolą. Widziałam jak zamyka się w sobie, nie radzi z sytuacją i nie mogłam mu pomóc. On kochał i cierpiał a ja powoli budowałam w sobie uczucie do Niego bo w większości pozostałych ważnych i drobnych aspektów życia był właśnie Tym wymarzonym. Po 2,5 roku wyprowadził się do wynajętego mieszkania nie mogąc jak twierdził zrozumieć tego, że Go kocham jednocześnie raniąc tak jego uczucia i "bezwzględnie" walcząc o swoje. Nie mogłam uwierzyć, to rozstanie bolało i jego chyba też bo nadal się spotykaliśmy, potem ponownie zamieszkaliśmy razem, a on wykańczał nowe mieszkanie. Zakochaliśmy się ponownie.
Wtedy, po trzech latach bycia razem stało się coś, co nie powinno było się stać ... dowiedział się, że w pracy w której się poznaliśmy znalazłam się nieprzypadkowo. Byłam wówczas w relacji z Jego przełożonym, który polecił mnie Jemu w procesie rekrutacji. On mnie zatrudnił... jak potem zawsze się cieszył i przypominał, wybrał mnie dla siebie. To było rok temu. Ciężki rok, w którym wszystko się zmieniło, nie diametralnie ale wyraźnie pod pozorami wspólnego życia i rozwiązywania codziennych problemów, znikała jego pewność siebie i szczere, młodzieńcze zafascynowanie, błysk w spojrzeniu.
Uważam, że o przeszłość, tę nie wspólną, nie miał prawa pytać i drążyć, więc powiedziałam tylko że to nie jest temat do dyskusji, jesteśmy dorośli i nie zaglądamy sobie wzajemnie do przeszłości i związków. Nie przyjął tego do wiadomości. Faktycznie, musiał coś przeczuwać na początku bycia razem, bo zapytał wtedy czy coś mnie łączy z naszym wspólnym szefem ale ponieważ to nie była jego historia i ze strachu przed tym, że może się wycofać, zaprzeczyłam na tyle wiarygodnie, że do tematu nie wracał i nawet po zmianie pracy z byłym szefem spotykał się towarzysko. Wydawało się, że będzie dobrze... do czasu.
Teraz po roku walki ze świadomością prawdziwego stanu rzeczy poddał się i wyprowadził a ja nadal Go kocham i chcę żeby zrozumiał, że tamto minęło i nie ma znaczenia dla Naszego obecnego życia, dla Nas.
Jakich słów mam użyć aby Go przekonać, że wtedy nie byłam gotowa aby podjąć inną decyzję i zaryzykować powiedzenie prawdy... zaryzykować stratę tego co widziałam nadchodzącego.
Nie chcę pozwolić mu odejść ze względu na te wszystkie wielkie i małe, ważne i mniej ważne sprawy ale budujące dobrą codzienność.
Jak myślą mężczyźni w takich sytuacjach, JAK do Niego dotrzeć??!!!!
1 2012-08-13 00:38:32 Ostatnio edytowany przez Królowa69 (2012-08-13 00:44:03)
Podobne tematy
Jak myślą mężczyźni w takich sytuacjach, JAK do Niego dotrzeć??!!!!
Facet jest przekonany że ma Ciebie "w spadku" po szefie, a to strasznie upadlająca świadomość dla większości mężczyzn, a jeśli ta "relacja" z jego przełożonym polegała na tym że byłaś kochanką, to raczej pozamiatane... On przewalił swoje życie dla Ciebie, rozpieprzył małżeństwo, unieszczęśliwił dzieci... Myślę że on teraz żałuje podjętych kroków...
Lekko nie będzie....
Witaj,
W opisie Cash-a, są poruszone dwa aspekty, które również według mnie są głównym źródłem problemów. Osobiście i subiektywnie patrząc - dostrzegam, że więcej w nim wyrzutów sumienia niż poczucia, że dostał Ciebie "po szefie". Większość facetów w pewnym wieku, wchodzi w okres, w którym zachowują się jakby przeżywali drugą młodość (dziecinnieją psychicznie). Porzucenie przez niego rodziny i to w sytuacji, gdy przyczyną byłaś Ty, a nie jakaś ich wewnętrzna patologia świadczy kategorycznie na jego niekorzyść. Oznacza to jego psychiczną niedojrzałość, nieumiejętność dokonywania wyborów i wytrwania w nich, czego powodem są zjadające go wyrzuty sumienia. Swoją drogą dziwię się, że Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, iż tak samo szybko jak przyszedł do Ciebie, może odejść do kogoś innego. Nie rozumiem, jak można oczekiwać oparcia w facecie (bo mężczyzną on dla mnie nie jest), który w imię poszukiwania własnych nowych doznań potrafi rzucić swoich najbliższych wliczając w to dzieci.
Chcecie razem budować coś nowego na gruzach i zgliszczach, a to raczej niespecjalnie się udaje.
Swoją drogą dziwię się, że Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, iż tak samo szybko jak przyszedł do Ciebie, może odejść do kogoś innego. Nie rozumiem, jak można oczekiwać oparcia w facecie (bo mężczyzną on dla mnie nie jest), który w imię poszukiwania własnych nowych doznań potrafi rzucić swoich najbliższych wliczając w to dzieci.
Bo to zły człowiek jest? Przy takim postawieniu sprawy jak w ogóle możliwe są zmiany w życiu i w relacjach? Dlaczego jego działanie piętnuje go już na zawsze i dookreśla jego decyzje i wybory w przyszłości? Gdzie miejsce na to, o czym zawsze marzymy czyli o podejmowaniu odważnych decyzji w imię wyższych wartości?
Bo to zły człowiek jest? Przy takim postawieniu sprawy jak w ogóle możliwe są zmiany w życiu i w relacjach? Dlaczego jego działanie piętnuje go już na zawsze i dookreśla jego decyzje i wybory w przyszłości? Gdzie miejsce na to, o czym zawsze marzymy czyli o podejmowaniu odważnych decyzji w imię wyższych wartości?
Chciałem swoją wypowiedzią podkreślić, że każdy może popełnić błąd, ale naprawienie niektórych błędów jest niemożliwe. Jak zabijesz człowieka, to tego nie naprawisz. Możesz jedynie zadośćuczynić, ale życia mu nie przywrócisz. Człowiek świadomie i dobrowolnie podejmuje wybór i z niego nie można się tak po prostu wycofać - bo się odwidziało. Jestem w stanie zrozumieć, a nawet jak lew bronić osoby, która opuściła rodzinę z powodu patologii, znęcania się nad nią, alkoholizmu, etc, ale to są jedyne powody. Żona to nie jest jakaś stara bryka, którą po kilkuletnim użytkowaniu można sobie - w wyniku jak Ty to nazwałeś "odważnych decyzji" - zmienić.
Jeżeli podejmujesz decyzje o skoku z samolotu ze spadochronem i ją realizujesz, to w trakcie lotu nie ma znaczenia, że właśnie Ci się odwidziało i chcesz pojeździć na nartach. Po prostu lecisz do końca. I tu jest duża analogia do wyborów, jakich się dokonuje na drodze życiowej. Jeżeli w jakimś momencie się mu odwidziało, to jest gówniarz, a nie mężczyzna. Jak ktoś chce żyć z gówniarzem - jego wolna wola.