Na wstępie powiem, że jestem tutaj nowa, więc witam wszystkich serdecznie
Nie wiem do kogo się zwrócić z moim problemem. Może się wydawać bardzo pospolity, ale dla mnie jest to wybór prawdopodobnie na całe życie. Więc zacznijmy od początku.
Od dziecka (czyli w sumie będzie z 20 lat) znam się z moim przyjacielem (nazwijmy go X) i od zawsze przyjaźnimy się. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Zawsze mogę na niego liczyć. Więc trwaliśmy sobie w tej przyjaźni. Do czasu... I tu właśnie zaczyna się problem, ponieważ - kocham X! Kocham X na zabój! Kocham się w nim od mniej więcej liceum, ale gdy tylko on wyjechał do Australii na studia ja dopiero poczułam, że żyję. Zaczęłam dostrzegać innych mężczyzn. Byłam w dwóch krótkotrwałych związkach (o ile można to nazwać związkami), a reszta to przelotne flirty itd, zresztą sami wiecie jak to jest na studiach. Jednak dobra passa się skończyła po licencjacie i poznałam mojego obecnego chłopaka (Y). W tamtym momencie uważałam, że jest to ideał mężczyzny pod wszystkimi względami. Zapomniałam o X - znaczy, nie zapomniałam, bo dalej pozostały komunikacje na TeamSpeak'u i Skype'ie o 7:00 nad ranem zawsze przed szkołą i po jego szkole, ale to nie były już takie rozmowy jak wcześniej. Z sugestiami, z podtekstami i z ukrytymi komplementami. Dopiero wtedy poczułam się jak prawdziwa przyjaciółka. Bez zobowiązań i głupich myśli. Na wakacje, gdy przyjeżdżał X, też było inaczej. Już nie biło mi serce na jego widok, ani nie miałam głupich motyli w brzuchu. Nawet zauważyłam, że X i Y dobrze się ze sobą dogadują. Myślałam, że ten stan rzeczy zostanie do końca. I tak trwałam do końca studiów. Szczęśliwa u boku Y. Aż tu nagle do Polski powrócił na stałe Pan X. Jakiś... inny. Szarmancki, bezpośredni, pierwszy do sypania komplementów. Gdy tylko pierwszy raz stanęłam w jego drzwiach usłyszałam na wstępie "Boże, jak ja się stęskniłem za tą pięknością"
Nie wiedząc jak zareagować, obróciłam to w żart i powiedziałam mu to samo. Ale to nie był koniec. Romantyczne spacery, kino, drogie restauracje... Przykład ostatniej rozmowy w restauracji podczas płacenia rachunku "JA: Nie szkoda ci pieniędzy na moje jedzenie? X: Wydaję pieniądze na co mam ochotę. JA: Czyli masz ochotę wydawać je na mnie? X: Nie, mam ochotę na Ciebie". Znowu przekształcenie tego w żart przez moją osobę i kolejna nieprzespana noc. I właśnie takim oto sposobem Pan X ma mnie z powrotem w garści, a Pan Y zszedł na drugi plan. Właściwie to ja już chyba nawet nie kocham Pana Y, ale jest mi go potwornie szkoda. Było mi tak wspaniale z nim. Jest to praktycznie jedyny i prawdziwy związek w moim doczesnym życiu. Żałuję momentu kiedy Pan X wrócił do Polski na stałe, bo wcześniej, kiedy przyjeżdżał tylko na wakacje, był normalny, jak kiedyś. Tak samo w naszych kilku godzinnych rozmowach podczas jego pobytu za granicą. Były normalne, naturalne, po prostu przyjacielskie. Mam mętlik. Mam tak potworny mętlik, że nie mogę spać. Po nocach śni mi się X, podczas stosunku z Y zamykam oczy i wyobrażam sobie X (bo wtedy jestem, że tak powiem "żywsza" i mój chłopak nie narzeka
) i w ogóle, nawet w tym momencie wolę X. Jednak na myśl o zerwaniu z Y robi mi się słabo, zbiera mi się na płacz i jest mi go po prostu szkoda. Tym bardziej, że kilka tygodni temu mojemu chłopakowi zmarł ojciec, więc co? Tyle beznadziejnych (mało powiedziane) informacji jak na jeden miesiąc? Coś mi się nie widzi... No i też nie jestem pewna czy aby na pewno mój niedoszły przyjaciel mnie kocha, czy po prostu mnie sprawdza. Już dopuszczałam do siebie wszystkie opcje...
Więc teraz pytanie do was. Myślałam już nad kilkoma wyjściami i doszłam do wniosku, że najlepsze rozwiązania będą następujące:
1. Zostawić wszystko tak jak jest, podczas jakiegokolwiek komplementu czy jakiejś sugestii przez Pana X, zwrócić mu wyraźnie uwagę, że sobie tego nie życzę i ograniczyć z nim troszeczkę kontakty (zamiast spotkań co weekend i codziennego dzwonienia np. raz na miesiąc się spotkać i zadzwonić raz na tydzień). Będę cierpieć, ale z czasem się odkocham w X. I będę miała cały czas oparcie w Y. Moje życie pozostanie proste i takie jak dawniej.
2. Odczekać kilka tygodni zanim Pan Y pozbiera się po stracie ojca, po czym zerwać z nim i powiedzieć X, że go kocham. To byłoby najlepsze rozwiązanie dla mojej psychiki, ale nie wiem jak to wyjdzie w skutkach. Czy nie będzie tak, że Pan X powie mi, że mnie nie kocha i opieprzy, jak mogłam zerwać z tak wspaniałym mężczyzną jakim był Y dla takiego nieudacznika. A po za tym będę przez kilka dni ryczeć po tym jak rzuciłam Y i zastanawiać się czy dobrze zrobiłam itd. A jeżeli X powie, że też mnie kocha i chce ze mną być, będzie dobrze, dopóki Pan X i Pan Y się nie spotkają po czym dojdzie do rękoczynów, w każdym razie masakra
3. Rozkochać w sobie X, być pewną, że mnie kocha i rozpocząć z nim ukryty, "szczęśliwy" związek. Pan Y by się na pewno nie dowiedział, bo nikt by nie puścił pary, ale nie wiem czy moja moralność mi na to pozwala i czy X poszedłby na taki układ. Dopuszczam taką myśl, ale nie wiem czy to możliwe i jakie będą tego skutki. Jakby nie patrzeć jestem w wieku produkcyjnym (innym tego słowa znaczeniu ^^) i mam prawo założyć rodzinę, więc i tak i siak będę musiała któregoś olać. Zresztą na pewno, któryś zacznie się o to upominać.
Więc, co myślicie? Co mam z tym zrobić? Co Wy byście z tym zrobili? Proszę o pomoc i radę, ponieważ nie mam się do kogo zwrócić... Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że komuś chciało się to czytać ![]()