netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

związek z miłości... czy rozsądku?

20 odpowiedzi9 168 wyświetleńzałożony przez cytrynka1985, 21.07.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z miłości... czy rozsądku?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: związek z miłości... czy rozsądku?

Jak to u Was jest? Moglibyście być z kimś w kim nie zakochaliście się? Jeżeli poznajecie nową osobę, fizycznie podoba Wam się, miło Wam się rozmawia, jest fajnie, niby wszystko ok ale jednak nie ma tej chemii, motylków w brzuchu itd. Ja naprawde mam problem z zakochaniem się;/ zdarzyło mi sie to tylko raz w życiu... I zastanawiam się czy jeżeli już się nie zakocham to co? zwiazek bez miłości? Po to zeby tylko kogos miec? Znam osoby, które się na to decydują żeby tylko nie być samemu... ale ja jakos tak nie mogę;( bez sensu....:(

2

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?
cytrynka1985 napisał/a:

Moglibyście być z kimś w kim nie zakochaliście się? Jeżeli poznajecie nową osobę, fizycznie podoba Wam się, miło Wam się rozmawia, jest fajnie, niby wszystko ok ale jednak nie ma tej chemii, motylków w brzuchu itd.

Krótka odpowiedź - NIE.
ja ją kocham + ona mnie kocha (i oczywiście jest między nami chemia)
jedyna opcja

Nigdy nie wiązałbym się z panną, która jest 'tylko' atrakcyjna, bogata, dobrze wykształcona, dobra i zdrowa (chodzi też o libido smile) - w mniejszym lub większym stopniu wszystko wymienione na raz, ALE nie pociąga mnie fizycznie. Oczywiście czasami na początku potrzeba trochę czasu, żeby zaiskrzyło, przy czym dobrze w miarę szybko określić sytuację - jeśli nie ma perspektyw to szybko to zakończyć.
Inna sprawa kiedy jakiegoś elementu z wymienionych zabraknie (w tym tej chemii) już na jakimś etapie związku.

Związek z rozsądku, to moim zdaniem tykająca bomba - któraś ze stron pewnie kiedyś w końcu pozna kogoś w kim się prawdziwie zakocha i wtedy zdrada, kłamstwa, odejście, ból, cierpienie, itd...
Do końca życia budzić się obok osoby którą się nie kocha, to chyba chyba nic fajnego...
...to jakby siostrę rodzoną nazywać żoną tongue bo też jest dobra, ładna, wykształcona... hmm

Lepiej chyba być samemu i mieć zawsze otwartą furtkę. A jak ktoś nie potrafi być szczęśliwym samemu ze sobą, to we dwójkę zazna trochę szczęścia na początku, ale później dołączy do grona "samotnych/nieszczęśliwych... w związku."

Z rozsądku to można odejść od kogoś, ale nie wiązać się z kimś.

3

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

Ja myślę, że najpierw się ludzie schodzą, bo jest im ze sobą dobrze i czują tą "miętkę". Natomiast porządne uczucie dojrzewa z czasem trwania związku. Jednak nie wyobrażam sobie być z kimś dla wygody (a znam takie przypadki), albo z desperacji. Nie ma bata, musi być to COŚ.

4

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

a ja juz sama nie wiem.. w milosc chyba nie wierze, wazniejsze jest dogadywanie sie itp, wspolne pasje, wspolne zainteresowania, podobne poglady na rozne rzeczy.. nie wiem juz jak to jest z ta miloscia sad czy lepsza jest taka szalona.. 'od pierwszego wejrzenia' czy taka dojrzejaca z czasem.. jak ktos jest dobry kochany, dobrze sie z nim czuje, to chyba mozna z czasem taka osobe pokochac, tak jak przyjaciol, nowego czlonka rodziny itp

5 Ostatnio edytowany przez werqwe (2012-07-21 20:08:18)

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

Szaleńcza miłość z motylkami, gwiazdkami, różowymi okularami, wzdychaniem i bez snu są tylko w I fazie związku...

Nasze dziadki i jeszcze bardziej wstecz byli dobierani wg innego klucza - wg urodzenia (podobna pozycja społeczna), przez rodziców, z rozsądku itp. I jakoś żyli, zżywali się ze sobą, chodzą słuchy, że i nierzadko nawet dobrze im było. Więc można i tak.

Ale czy ja związałbym się z kobietą, której nie kocham, bez miłości? Zależy co nazwać kochaniem i miłością. Bo to co w I fazie to zauroczenie i fascynacja, a to nie jest miłość. Wychodzi więc w sumie na to samo...

I tu i tu związek nie zaczyna się tak naprawdę z miłości

6

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

No jasne, ze motylki, rozowe okulary, brak snu itd to pierwsza faza zwiazku:) ale jak tego nie ma na poczatku?
To jest własnie super uczucie, którego tak mi brak od dawna:( przecież wtedy życie (choć nawet przez chwile) jest piekniejsze:)

A zwiazac sie z kims kogo sie nie kocha? Taka osobe traktuje sie pewnie bardziej jak kumpla;/ nie ma takiej radosci ze wspolnie spedzonych chwil, jest zuplenie inaczej...

I tu sie musze zgodzic z kowaledlo - taki zwiazek to chyba bomba tykająca - ktoś się moze zakochac i odejsc...

7

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

W swoim zyciu mialam juz 2 razy taka sytuacja, ze poznalam chlopaka jednak mi na nim nie zalezalo. Jeden z nich byl na prawde wartosciowy, pokazywal ze mu zalezy, staral sie. Jednak nie ma tej chemii, nie tesknie jak go nie ma, i zdalam sobie sprawe ze to nie to. Powiedzialam mu o tym, i czuje sie z tym o wiele lepiej nizeli bedac w zwiazku gdzie drugiej osobie nie zalezy. Nie ma to sensu kochana, zwiazek z rozsadku nie jest dobrym rozwiazaniem, bo w milosci chodzi o to zeby druga osobe kochac smile
Mam nadzieje, ze trafisz wkoncu na tego ktory skradnie Ci serduszko i poczujesz te motyle!

8

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?
saffari napisał/a:

W swoim zyciu mialam juz 2 razy taka sytuacja, ze poznalam chlopaka jednak mi na nim nie zalezalo. Jeden z nich byl na prawde wartosciowy, pokazywal ze mu zalezy, staral sie. Jednak nie ma tej chemii, nie tesknie jak go nie ma, i zdalam sobie sprawe ze to nie to. Powiedzialam mu o tym, i czuje sie z tym o wiele lepiej nizeli bedac w zwiazku gdzie drugiej osobie nie zalezy. Nie ma to sensu kochana, zwiazek z rozsadku nie jest dobrym rozwiazaniem, bo w milosci chodzi o to zeby druga osobe kochac smile
Mam nadzieje, ze trafisz wkoncu na tego ktory skradnie Ci serduszko i poczujesz te motyle!

Dzięki za miłe słowa:) mam nadzieję, że tak się stanie:)

9

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

Sama juz nie wiem co mam robic:( juz na te 'randki' chodze na przymus;/  czy warto?;/

dlaczego tak ciezko sie zakochac?;/

10

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

ja nawet na randki nie chodze, i jakos czuje ze sie nie zakocham:) tez nie potrafie.. czasem mam wrazenie ze jedynie czuje cos do mojego bylego, ktory ciagle siedzi mi w glowie. Ale moze powinnam zmienic nastawenie. Sama juz nie wiem, nie wierze ogolnie w zakochanie sie, a na pewno nie takie na cale zycie ;/

11 Ostatnio edytowany przez koleandra85 (2012-07-24 11:30:37)

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

Dziewczyny, dajcie sobie trochę czasu, nic na siłę.

Ja niedawno rozstałam się z facetem po 2,5 letnim związku.

Kiedy poznaliśmy się, nie było fajerwerków i sztucznych ogni (z mojej strony, bo z jego wręcz przeciwnie). Myślę, że zgodziłam się z nim być, bo:
a) długo byłam sama (1,5 roku)
b) on tak bardzo się starał, był czarujący, zdobywał mnie i mi nie odpuszczał

Nie pociągał mnie fizycznie na początku, może dlatego nam się nie ułożyło?
Nie miałam ochoty na zbliżenia. Tzn na początku tak, bo wiadomo, byłam głodna tego typu kontaktów, sama byłam przez 1,5 roku, ciężko odchorowałam swoje poprzednie rozstanie.
On patrzył na mnie z taką miłością, a ja przez te 2,5 roku się motałam. Chyba cały czas, ale pewnie dlatego ze stracił cierpliwość do mnie i nie traktował mnie już z takim uwielbieniem.

Kiedy rozstaliśmy się za pierwszym razem stwierdziłam, ze nie zastąpię go nikim - nagle, kiedy odszedł, zaczął mnie pociągać, podobał mi się jak nigdy i nie wyobrażałam sobie na jego miejsce nikogo innego.

Wrócił po 3 miesiącach, Boże, jak byłam szczęśliwa. Kiedy mnie całował, myślałam, że nie ma przystojniejszego mężczyzny na ziemi.
Ale potem się popierniczyło - takie życie, ciągłe przeszkody - nie potrafiliśmy ich zwalczyć.

U mnie znowu były myśli typu - jest tylu atrakcyjniejszych facetów na ziemi, dlaczego z nim jestem?
I znowu ta niechęć do zbliżeń.

Do tego przez te całe 2,5 roku dochodziły jego zachowania, nie zawsze był romantyczny i kochany, opiekuńczy i troskliwy - może to na skutek mojego zachowania? Podświadomie go odrzucałam, nie wiem dlaczego. Zaczął być chamowaty, obrażał się o byle gówno, czasem próbował mnie zmuszać do różnych rzeczy na zasadzie emocjonalnego szantażu.

Teraz znowu się rozeszliśmy, w furii wywalił mnie ze swojego życia (zapomniałam dodać, że to cholerny zazdrośnik, jest po rozwodzie).

Znowu wydaje mi się, że nie mogę bez niego życ, że nikt mi go nie zastąpi, teraz pragnę dać mu wszystko, ciepło i bliskość, której tak szukał u mnie.
Ale jest za późno.

Wydaje mi się, że przez  te 2,5 roku na swój sposób go pokochałam, mimo że totalnie mnie nie pociągał na początku. Chodzi mi o fizyczność. Był błyskotliwy, dowcipny, bardzo inteligentny, rozmowny, otwarty na świat i nowe doświadczenia. Ale fizycznie mnie nie porwał, w dodatku był tylko 1cm wyższy ode mnie.

Z tym wzrostem też było śmiesznie i pokazuje to, jak człowiek inaczej postrzega drugą osobę wraz z przypływem uczuć.
Jak go poznałam, zobaczyłam że jest mojego wzrostu pomyślałam: o nie, nic z tego nie będzie, jest niższy ode mnie (ja mam 178 cm smile)
Kiedy już byliśmy razem, spacerowaliśmy po deptaku, wstydziłam sie tego trochę. Z czasem jednak odkryłam, że jest mojego wzrostu smile (wow, przecież nie urósł nagle, nie?)
A juz w ostatnich czasach naszego bycia razem zauważyłam, ze jednak jest wyższy o te 2-3 cm big_smile I nic mi już nie przeszkadzało.
Zawiła ta ludzka natura.

12

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

cytrynka - jak sa motylki to wowczas warto sprobowac a milosc nadejdzie zapewne. byc z kims tylko dlatego zeby nie byc samemu...to nie w tym wieku smile jak nie ma motylkow probowanie sie konczy w przeciagu 2 tygodni zwykle, przynajmniej tak bylo w przypadku mojej osoby.

13

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

Raz byłam właśnie w takiej sytuacji - po rozstaniu z chłopakiem związałam sie z jego dalekim kuzynem ,tylko po to by zrobic mu na złość. On szaleńczo się we mnie zakochał,zrobiłby dla mnie wszystko... A ja nic ,zupełnie nic do niego nie czułam... Nie było miedzy nami żadnej bliskości (seks). Po pół roku stwierdziłam, że zbytnio go zraniłam i powiedziałam dość - przerwałam to.
Wiem,ze było to bardzo egoistyczne z mojej strony i żałuje tego do teraz ... sad I wiem,ze nigdy wiecej nie chce byc w podobnej sytuacji, bo to tylko niepotrzebne ranienie drugiej osoby...

14

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?
koleandra85 napisał/a:

Dziewczyny, dajcie sobie trochę czasu, nic na siłę.

Ja niedawno rozstałam się z facetem po 2,5 letnim związku.

Kiedy poznaliśmy się, nie było fajerwerków i sztucznych ogni (z mojej strony, bo z jego wręcz przeciwnie). Myślę, że zgodziłam się z nim być, bo:
a) długo byłam sama (1,5 roku)
b) on tak bardzo się starał, był czarujący, zdobywał mnie i mi nie odpuszczał

Nie pociągał mnie fizycznie na początku, może dlatego nam się nie ułożyło?

Dzięki:) powiem szczerze, ze to co napisałaś dało mi sporo do myslenia... jednak jak od poczatku z mojej strony nie ma nic to później wątpie zeby cos bylo, czasem wlasnie cos sie robi na sile i to jest takie "naciągane", ze i tak pozniej wyjdzie ze nic z tego... bo tak to jest ze jak sie spotyka kogos to pierwsze wrazenie/spotkanie w sumie wszystko wyjasnia...

I obecnie mam właśnie taka sytuacje - facet super, charakter rewelacja.... jednak fizycznie nic a nic nie pociaga mnie;/ juz widze ze nic z tego nie bedzie - jak partner moze nas nie pociagac?;/ to przeciez nie jakis zwykly kolega;/

I racja.... trzeba dac sobie czasu troche... na sile sie nie da;/

15

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

krisskross - wlasnie raz mialam tylko te motylki i raz milosc nadeszla wiec cos w tym jest:)

meduza91 - masz zupełną rację, ze to jest egoistyczne podejscie ... przeciez oszukujemy druga osobe ktora sie moze jeszcze bardziej zaangazowac;/ a nam taki zwiazek i tak szczescia nie da skoro nic nie czujemy...

16

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie wprost bo sama jestem w kłopocie, ale mogę powiedzieć Ci jak było w moim poprzednim związku.
Mój były chłopak chciał się ze mną umówić już od początku jak się poznaliśmy, a ja się nie zgodziłam ponieważ właśnie jakoś nie bardzo mi się podobał, a właściwie niby mi się podobał niby nie, i wtedy z tym podejściem "że musi być chemia, motylki" uznałam, że skoro na początku "szału nie ma" to nie ma co sobie głowy zawracać. Zostaliśmy więc kolegami z uczelni i jakoś tak po roku przy okazji letniej sesji się zgadaliśmy przez eski, że musimy wyskoczyć na piwo/sok/kawę. Ja to potraktowałam jako zwykłe spotkanie, on jako randkę(o czym nie pomyślałam bo umówiliśmy się jakoś w okolicy południa), nim jednak do niego doszło to jeszcze z miesiąc minął bo akurat wyjechał za granicę na wakacje. Jak przyjechał to ze dwa razy przekładałam to spotkanie i jak się wreszcie spotkaliśmy było tak super(normalnie "podręcznikowa" randka), że zgodziłam się na kolejne i kolejne. Nie było motylków, nie spania po nocach, ale bardzo lubiłam z nim rozmawiać i spotykać się (jak już się spotkaliśmy bo z w/w powodów przed zdarzały mi się spore wątpliwości), bardzo dużo nas łączyło i tak powoli wreszcie się zakochałam, a później go pokochałam. Fakt, że jak to się stało to oczywiście zaraz "wyprzystojniał" w moich oczach;-)
Takie prawdziwe zakochanie a właściwie zauroczenie przeżyłam tylko raz w dalekiej podstawówce i całkiem niedawno, tyle że jedno i drugie po pewnym czasie przeszło i nic z niego nie zostało, poza tym, że obiektywnie patrząc obaj Ci faceci są przystojni i mają coś w sobie magnetycznego.

A z drugiej strony od niedawna spotykam się z chłopakiem, który znowu nie do końca jest w moim typie, ale z charakteru jak na razie jest taki jaki chciałabym aby był. Coraz więcej też piszemy ze sobą i łapię się na tym, że co jakiś czas sprawdzam komórkę czy przypadkiem nie napisał:D I jak mam od niego eska albo zadzwoni to +100 do dobrego humoru smile A z drugiej strony(teraz to już chyba trzeciej;) ) no właśnie, nie wiem czy te motylki się pojawią czy nie(z moim byłym chyba nigdy wielkiej fascynacji nie przeżywałam) i męczę siostrę zastanawianiem się czy iść w to dalej czy może przerwać.

Także chyba co innego jest być w związku z rozsądku (bo ktoś ma kasę czy coś tam innego a poza tym nic co by nam odpowiadało, albo niewiele), a co innego dać sobie i tej drugiej stronie jakiś czas, bo czasem jak brzmi tytuł jednego filmu "miłość przychodzi powoli", i może goniąc za tymi motylkami na początku przeoczymy coś dużo cenniejszego... ehh

17

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?
ewelina102 napisał/a:

Jak przyjechał to ze dwa razy przekładałam to spotkanie i jak się wreszcie spotkaliśmy było tak super(normalnie "podręcznikowa" randka), że zgodziłam się na kolejne i kolejne. Nie było motylków, nie spania po nocach, ale bardzo lubiłam z nim rozmawiać i spotykać się (jak już się spotkaliśmy bo z w/w powodów przed zdarzały mi się spore wątpliwości), bardzo dużo nas łączyło i tak powoli wreszcie się zakochałam, a później go pokochałam. Fakt, że jak to się stało to oczywiście zaraz "wyprzystojniał" w moich oczach;-)

no widzisz ale wlasnie na Tobie ta pierwsza podrecznikowa randka zrobila wrazenie:) a nie, ze jakies zwykle spotkanie:)

ewelina102 napisał/a:

A z drugiej strony od niedawna spotykam się z chłopakiem, który znowu nie do końca jest w moim typie, ale z charakteru jak na razie jest taki jaki chciałabym aby był. Coraz więcej też piszemy ze sobą i łapię się na tym, że co jakiś czas sprawdzam komórkę czy przypadkiem nie napisał:D I jak mam od niego eska albo zadzwoni to +100 do dobrego humoru smile A z drugiej strony(teraz to już chyba trzeciej;) ) no właśnie, nie wiem czy te motylki się pojawią czy nie(z moim byłym chyba nigdy wielkiej fascynacji nie przeżywałam) i męczę siostrę zastanawianiem się czy iść w to dalej czy może przerwać.

no to tak jak ja.... tyle ze nie pociaga mnie fizycznie i nie mam radosci z smsow od niego a raczej watpliwosci co zrobic;/

18

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

Cytrynka, jeszcze chciałam dodać coś do mojego postu.

Rzeczywiście, gdyby moj ex nei był człowiekiem interesującym i z poczucie humoru nawet nie chciałoby mi sie z nim gadać.
A nam gadało się świetnie, jak pierwszy raz usiedliśmy na gg to rozmawialiśmy od 19 do 4 nad ranem non stop bez przerwy. I tak caly tydzień, bo on wtedy był we Wrocku.

Może to nie były takie motylki w brzuchu, jak widzisz jakiegoś przystojniaka i Cie totalnie kręci.
Był sympatyczny, dobrze sie gadało, śmiało, żartował. Jak już byliśmy razem, to ja baaaaardzo długo dojrzewałam do tego, aby przyjąć jego fizyczność. Wiem, że głupio to brzmi. Nie jest brzydki!! Nie o to chodzi, po prostu byłam młoda i głupia, miałam typ południowy: oliwkowa cera, czarne włosy - takiego miałam gościa przed nim (jak marzenie z wyglądu tongue) i dlatego ciężko było się przestawić.

Z czasem mój-już-ex "wyprzystojniał", jednak chyba za długo zwlekałam z pełną akceptacją sad
Ciągłe kłótnie odnośnie zbliżeń, ja - wiecznie brak ochoty - to wszystko wina tego właśnie problemu.
Aj głupia byłam.

19

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?
koleandra85 napisał/a:

Cytrynka, jeszcze chciałam dodać coś do mojego postu.

Rzeczywiście, gdyby moj ex nei był człowiekiem interesującym i z poczucie humoru nawet nie chciałoby mi sie z nim gadać.
A nam gadało się świetnie, jak pierwszy raz usiedliśmy na gg to rozmawialiśmy od 19 do 4 nad ranem non stop bez przerwy. I tak caly tydzień, bo on wtedy był we Wrocku.

Może to nie były takie motylki w brzuchu, jak widzisz jakiegoś przystojniaka i Cie totalnie kręci.
Był sympatyczny, dobrze sie gadało, śmiało, żartował. Jak już byliśmy razem, to ja baaaaardzo długo dojrzewałam do tego, aby przyjąć jego fizyczność. Wiem, że głupio to brzmi. Nie jest brzydki!! Nie o to chodzi, po prostu byłam młoda i głupia, miałam typ południowy: oliwkowa cera, czarne włosy - takiego miałam gościa przed nim (jak marzenie z wyglądu tongue) i dlatego ciężko było się przestawić.

Z czasem mój-już-ex "wyprzystojniał", jednak chyba za długo zwlekałam z pełną akceptacją sad
Ciągłe kłótnie odnośnie zbliżeń, ja - wiecznie brak ochoty - to wszystko wina tego właśnie problemu.
Aj głupia byłam.

Rozumiem Cie doskonale:) dla mnie to nie brzmi głupio;p Ze mna identyczna sytuacja:) uwielbiam południowy typ urody faceta:) i w tej kwestii zachowałabym się tak jak Ty:) tez nie mialabym ochoty... obecnie też tak mam ... jego charakter super z wygladu nie brzydki no ale nie moj typ - i chyba odpada na faceta juz nie mowiac o zblizeniach:( nic na sile...
Nie moge powiedziec o sobie mloda i glupia bo mam 27 lat:)

20

Odp: związek z miłości... czy rozsądku?

Hmm, nie wydaje mi sie, ze moglabym byc w zwiazku z facetem do ktorego nie mialabym pociagu. Z drugiej strony, sam pociag fizyczny to nic. Gosciu moze byc modelowo piekny i w moim typie, ale jak odpowiedniego charakteru i inteligencji nie ma, to obawiam sie krotki lozkowy romansik i tyle, motylki czy nie motylki.

Kiedy poznalam mojego obecnego faceta wcale nie bylam nim romantycznie zainteresowana- taki sobie przecietnie wygladajacy facet. Dopier po miesiacach znajomosci zaczelam na niego inaczej patrzec poniewaz okazal sie wspanialym towarzyszem wypadow w weekendy, interesujacym czlowiekiem, inteligentnym rozmowca z ktorym dzielilam nie tylko zainteresowania ale takze poglady na zycie.

W milosc od pierwszego wejrzenia nie wierze. W pociag od pierwszego wejrzenia- bardzo. Milosc, moim zdaniem rozwija sie z czasem, nie w ciagu pieciu minut.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z miłości... czy rozsądku?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026