netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Prawo jazdy

11 odpowiedzi8 057 wyświetleńzałożony przez leilanet, 19.07.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Prawo jazdy

Przeczytałam Wasze przeróżne historie i postanowiłam w końcu się zarejestrować i przedstawić swoją, dość zawiłą "przygodę", o której niestety do tej pory nie potrafię zapomnieć. Wszystko zaczęło się jakiś rok temu, miałam wtedy 20 lat. Był początek sierpnia, wolne od uczelni i skusiłam się na prawo jazdy. Miałam je zrobić już wcześniej, ale cały czas coś mi w tym przeszkadzało, a to praca, a to szkoła, wiecie jak to jest. No, ale spięłam pośladki i ruszyłam zapisać się na wykłady. Kończyłam już rozmawiać z Panią zajmującą się tym wszystkim, kiedy do pomieszczenia wszedł chłopak, na początku myślałam, ze tak jak ja przyszedł się zapisać na kurs, ale jak się później okazało był instruktorem. Dawałam mu góra 25 lat, tak naprawdę miał 27. Był cholernie przystojny i pociągający, do tej pory nie spotkałam chłopaka z tak dziecinną, a zarazem seksowną urodą. Po jakichś dziesięciu wykładach nadszedł czas na zapisywanie się na jazdy. I tego właśnie dnia spotkałam go po raz trzeci, drugi raz spotkałam go podczas jakiegoś wykładu. No i nasz wykładowca zaczął do nas podchodzić i zapisywać nas na pierwszą godzinę jazdy i podał mi datę, godzinę itp i po chwili mówi, ze będziesz jeździła z Piotrkiem, z tym co przed chwilą wszedł. Pamiętam doskonale swój stan, byłam tak podjarana owym faktem, że chwilami, aż robiło mi się głupio. No i Piotrek wyszedł jak usłyszał swoje imię i tak na mnie spojrzał, tak jakoś sama nie wiem w sumie jak, ale niezbyt przyjemnie i zapytał czy kiedykolwiek siedziałam za kierownicą, a ja odpowiedziałam, że nie a on, żebym przygotowała się psychicznie i się zaśmiał. Pamiętam doskonale ten nasz krótki dialog, po którym jakoś minęło mi zauroczenie jego wyglądem i zaczęłam się po prostu bać neutral Na pierwszej godzinie byliśmy na placu, kazał mi otworzyć maskę i zaczęły się pierwsze problemy. Wcisnęłam przycisk jak trzeba, ale nie mogłam jej podnieść, a on "pomyśl trochę" i dopiero po chwili wsunęłam bardziej rękę przesunęłam  "zasuwę" i podniosłam maskę. Pokazywał mi wszystko, jak sprawdzać olej, gdzie jest płyn hamulcowy itp, a ja w ogóle nie mogłam się na tym skupić, bardziej patrzyłam na niego niż w owe miejsca, które mi wskazywał. Jak usiedliśmy do samochodu, to wypalił z tekstem, żebym zaczęła go uważniej słuchać, co spowodowało, że spięłam się jeszcze bardziej i odpalanie samochodu szło mi jak krew z nosa, nie mogłam do końca docisnąć sprzęgła, podczas zmieniania biegów w ogóle o nim zapominałam. Zrobiliśmy kilka kółek na placu po czym kazał mi z niego wyjechać. Pamiętam, że wpadłam w niezłą panikę, myślałam, że chce już jechać ze mną na miasto, na skrzyżowania i tak dalej. Zaczęłam mówić mu, że nie jestem gotowa, że jeszcze nie dzisiaj i tak dalej, a on, że "Nie będziemy uprawiać seksu tylko jeździć", jakoś tak, nie pamiętam do końca tego co powiedział, ale tak mniej więcej to brzmiało. Strasznie mnie tym zdenerwował i wtedy po raz pierwszy się z nim ścięłam. Na kolejnych jazdach non stop coś mi wytykał, oczywiście od tego był, ale irytowały mnie jego uwagi, czasami miałam wrażenie, że czepia się szczegółów, żeby tylko mi dopiec. Potem kilka godzin miałam z innym instruktorem i było mi znacznie lżej, jakos wszystko zaczęłam chłonąć, nie byłam tak zdenerwowana, no ale potem znowu miałam z Piotrkiem. Jeździłam już w miarę dobrze, a i on przestał się ciągle czepiać, zaczęłam z nim jako tako normalnie rozmawiać, żartować i stwierdziłam, że jednak nie jest z niego taki cham, jak na początku. Nie mogłam przestać się na niego gapić kiedy się uśmiechał, miał taki piękny, nieskazitelny i szczery uśmiech. Stał się dla mnie sympatyczny, ciepły, choć były momenty kiedy zaczynał te swoje wywody o moich błędach. Pamiętam, jak któregoś dnia bardzo źle się czułam, momentami nie dawałam już rady jechać, a on to zauważył i skręciliśmy na stację na przerwę. Cały czas pytał się czy mi  lepiej, zamówił mi herbatę, potem chciał mi dać jakiś proszek przeciwbólowy, niemiłosiernie bolała mnie głowa. Ogólnie był to właśnie ten moment, kiedy zaczęłam się w nim zadurzać.  Pomyślicie, głupia dziewucha wymarzyła sobie romans rodem z harlequina, zamiast skupić się na jeździe, wolała zagłębiać się w znajomość z instruktorem. Ja tego w ogóle nie planowałam, to przyszło od tak. Na początku mi się spodobał i to bardzo, ale wizualnie, potem na pierwszych jazdach wręcz go nie znosiłam i tak przez kilka spotkań, dopiero po jakimś czasie to wszystko zaczęło ulegać zmianie, złapałam z nim naprawdę dobry kontakt i polubiłam przebywać w jego towarzystwie, wsłuchiwać się w to co do mnie mówi, obserwować go, to wszystko sprawiało mi ogromną przyjemność. Wieczorem, tego samego dnia, kiedy zatrzymaliśmy się na tej stacji, napisał do mnie sms'a, czy czuje się już lepiej i dam radę jutro wsiąść za kółko. Byłam bardzo zdziwiona jego wiadomością, ale oczywiście odpisałam i bardzo szybko zeszliśmy na inne tematy niż moje samopoczucie. Pisaliśmy ogólnie o jakichś głupotach, ale najważniejsze było dla mnie to, że nie pisze do mnie już, jako instruktor, a zwyczajny chłopak. Następnego dnia znowu miałam jazdy, gadaliśmy jak starzy znajomi, żartowaliśmy, a i dzięki temu zyskiwałam pewność za kierownicą, czułam się już swobodnie i coraz rzadziej popełniałam błędy.  Któregoś dnia po jeździe zaproponował mi spacer w umówionym miejscu. Pamiętam jaka byłam wtedy szczęśliwa, nie da się tego opisać. Spotkaliśmy się wieczorem, robiła się już szarówka. Najpierw poszliśmy do parku, potem do kawiarni, a później zaproponował mi, że odwiezie mnie samochodem, zebym nie musiała wracać autobusem. Zgodziłam się i wtedy też po raz pierwszy się całowaliśmy, u mnie pod domem. No i później już wszystko poleciało. Najbardziej gnębiło mnie to, że byliśmy całkowicie anonimowi. Spotykaliśmy się praktycznie tylko w jego mieszkaniu, czasami wychodzilismy poznym wieczorem na jakiś spacer, czy coś zjeść, ale np. jak przychodziłam na jazdy to odnosił się do mnie jak do zwykłej kursantki tłumacząc, że nie chce problemów, że dopiero jak skończę kurs będziemy mogli być zwyczajną parą i wyjść z ukrycia. Irytowało mnie to, ale też nie chciałam go stracić. Byłam w nim zakochana, w sumie chyba nadal jestem. Miałam swój pierwszy i dość nieudany raz za sobą, ale byłam kompletnie niedoświadczona, a on wprowadził mnie w to wszystko z taką łatwością, że lepszego ?nauczyciela? nie mogłam sobie wymarzyć. Byłam z nim szczęśliwa w łóżku, jak i poza nim. Nie potrafiłam myśleć o niczym innym, jak tylko o nim i o kolejnym spotkaniu. Pamiętam, jak spędziłam u niego cały weekend, i to były dwa najpiękniejsze dni w moim życiu. Pomimo wszystko wspominam je z szerokim uśmiechem, choć wiem, ze nie powinnam. I tak czas zleciał a mi zostały dwa spotkania do wyjeżdżenia wszystkich godzin. Przyszłam normalnie na jazdy i okazało się, że zmieniono mi instruktora. Zapytałam się dlaczego, a babka powiedziała mi, że Piotrek wziął urlop na żądanie. Zdziwiło mnie to tym bardziej, że miałam tygodniową przerwę od jazd i od kilku dni w ogóle się do mnie nie odzywał ani nie odp mi na smsy, nawet nie odbierał, jak do niego dzwoniłam. Mój nowy instruktor powiedział w żartach, że pewnie jego narzeczona wróciła i musi sobie chłopak odbić tą długą przerwę. To był cios poniżej pasa, w życiu nie czułam się tak okropnie. Pamiętam tą chwilę jakby była wczoraj i nikomu nie życzę czegoś takiego, nawet swojemu największemu wrogowi. Od razu napisałam mu sms'a, rzadko używałam przekleństw a dana wiadomość była ich pełna. Oczywiście nic mi nie odp, do końca kursu ani razu go nie spotkałam, myślałam już nawet nad wykupieniem dodatkowych godzin, by go spotkać, zrobić mu przy wszystkich obciach, ale odwiodła mnie od tego przyjaciółka i w sumie tylko dzięki niej przeżyłam jakoś te pierwsze tygodnie. Plułam sobie w brodę, że byłam głupia i naiwna, że tak łatwo dałam mu się uwieść, zakochałam się w nim i robiłam wszystko, co chciał, owinął mnie wokół palca a i przy tym z pewnością miał wielki ubaw ? tak myślałam. Po miesiącu ciszy zadzwonił do mnie późnym wieczorem, powiedział, ze zaraz będzie u mnie pod domem i musimy porozmawiać. Nie chciałam się zgodzić, ale i tak co miałam do stracenia? Przynajmniej nadarzyła się okazja, by wyrzucić z siebie te wszystkie słowa pogardy, jaką zaczęłam go darzyć.  Na początku nie dawałam mu dojść do słowa, jechałam po nim jak tylko mogłam, aż na sam koniec się rozpłakałam i byłam gotowa wysiąść z samochodu i wracać ten kawał drogi na pieszo. Powiedział mi, że nie planował tego, że nie chciał mieć nikogo na boku i nigdy nie miał, zaczął zaprzeczać, że się mną bawił i tak dalej, momentami nie mogłam go już słuchać, aż do momentu kiedy wyznał mi, że mnie kocha...i zrobiłby wszystko, żeby odwołać ślub, ale jest już na to za późno. Powiedział, ze nie potrafi jej teraz zostawić, że ma z nią zaplanowane całe życie, ślub, wyjazd za granice, pracę w tej samej firmie, gdzie ona ma posade od kilku lat. Zaczął mówić mi, że jestem za młoda, że razem zniszczymy sobie życie, że pomimo naszego uczucia, to nie ma sensu. I właśnie wtedy cała nienawiść do niego się ulotniła, pojawiłą się nadzieja, że może jednak...zaczęłam mówić mu, ze jakoś dalibyśmy radę, że przecież pracuje, studiuje, on jest już po studiach, ma stałą pracę, że jakoś to będzie...ale on przystawał przy swoim, tłumaczył mi, że życie to nie film i nie może z dnia na dzien wszystkiego odwołać, zostawić dziewczynę z którą był ponad pięć lat. Momentami miałam wrażenie, ze za chwilę się rozpłacze, czułam, ze jest tak samo załamany jak ja, czułam, ale jak było naprawdę ? nie wiem do tej pory. Wtedy widziałam go po raz ostatni, kilka dni później napisał mi jeszcze smsa z przeprosinami,  jak tylko go odczytałam usunęłam całkowicie numer.  Do tej pory nie potrafię o nim zapomnieć, nikogo nie mam i nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się poczuć do chłopaka to co czułam do niego. Czasami tego żałuję, ale czasami wydaje mi się, że był najlepszą ?rzeczą?, jaka mnie spotkała.

2

Odp: Prawo jazdy

Facet, który cię wykorzystał i się twoim kosztem zabawił, był najlepszym, jakiego spotkałaś w życiu?
On cię z premedytacją wykorzystał. Co ty do niego czułaś? Zwykłe, naiwne zauroczenie, nic więcej. I nie był nawet tego wart. Oszukiwał i ciebie i swoją narzeczoną. Żadna z was nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Mogę tylko mieć nadzieję, że dziewczyna przejrzy na oczy jeszcze przed ślubem i go zostawi.
Kiedyś na pewno spotkasz kogoś, kogo pokochasz.
Btw, jak instruktor się czepia od początku i jest chamski, to się idzie do właściciela osk, robi awanturę i zmienia instruktora w myśl zasady "płacę, więc wymagam". Nie musiałaś z nim jeździć, a potem jeszcze sama mu do łóżka się wpakowałaś. Następnym razem szanuj się bardziej.

3

Odp: Prawo jazdy

Nie wiem do końca, czy to wszystko co nas łączyło było dla niego jedynie zabawą, krótką przygodą. Z mojej strony na pewno tak nie było. Zakochałam się w nim, nie myl tego pojęcia z zauroczeniem. Wiem, co czułam i nadal czuję i nie nazwałabym tego zwykłym zadurzeniem. Nie jestem łatwą panienką, która wskakuje do łóżka każdemu przystojnemu facetowi, który zwróci na nią uwagę. To był mój pierwszy facet, nie licząc dwuletniej przyjaźni z chłopakiem z którym spędziłam swój pierwszy raz - druga klasa liceum, nie byłam w to zaangażowana tak uczuciowo i emocjonalnie, jak z Piotrkiem. To było coś zupełnie innego, wyjątkowego, czego nigdy nie zapomnę, a wiem, że powinnam. Nie chcę go usprawiedliwiać, bo zarówno względem mnie, jak i swojej narzeczonej zachował się jak ostatnia świnia, jak ostatni bydlak, ale nie powiedziałabym, że mnie wykorzystał, że nic kompletnie do mnie nie czuł. Pamiętam naszą ostatnią rozmowę podczas której nie wyglądał na pewnego swoich uczuć do przyszłej małżonki, a i mnie nie traktował jak przelotną kochankę. Widać było jego wszystkie uczucia, jak na tacy, nigdy nie widziałam, żeby facet tak się czymś przejmował, tak przeżywał. I on nie przeżywał zdrady, oszustwa narzeczonej, a to, że nie może teraz nic zrobić i nie może dalej się ze mną spotykać - na co i tak bym nie przystała wiedząc, jak bardzo mnie skrzywdził i okłamał. To wszystko z mojej strony wygląda zupełnie inaczej. Dzięki za wiadomość smile

4

Odp: Prawo jazdy

popłakałam się czytając to....wiem jak się czujesz bo miałam prawie to samo co ty tylko że byłam młodsza i powiem Ci że równiez ciezko było mi myśleć czy znajde kogos jak to będzie jednak się udało i najlepsza rada dla Ciebie abyś o tym zapomniała bo nie warto mieć w pamięci ludzi takich jak on ludzi którzy potrafia aż tak głeboko zranić innych

5

Odp: Prawo jazdy

Zakochałam się w nim, nie myl tego pojęcia z zauroczeniem. Wiem, co czułam i nadal czuję i nie nazwałabym tego zwykłym zadurzeniem. Nie jestem łatwą panienką, która wskakuje do łóżka każdemu przystojnemu facetowi, który zwróci na nią uwagę.

Przypomnij mi: jak długo się znacie. Rozumiem, że wiesz o nim wszystko, przedstawił Cię rodzinie itp.. ty jego swojej ?

Oprzytomnij dziewczyno. Facet Cię świadomie z premedytacją wykorzystał. Poczytaj o metodzie autorytetu (każdy kto kiedykolwiek szkolił ludzi to zna, co nie znaczy używa) + do tego dodaj sobie, że wydał Ci się atrakcyjny = byłaś chętna i gotowa. Gościu nie ma kręgosłupa moralnego i tyle.
Jak dla mnie ten typek był tak ostrożny, bo zna się na rzeczy i już nieraz się tak zabawiał.

Druga sprawa: co to znaczy że "nie może" odejść od narzeczonej?? ktoś go siłą ciągnie do ołtarza?? pistolet mu do głowy przystawia?? bzdury. Facet nakarmił Cię tymi bzdurami a Ty w to wierzysz i jeszcze do niego wzdychasz.. eh żal.

Współczuję tej dziewczynie takiego męża.

6

Odp: Prawo jazdy

Historia rodem z filmu.. naprawdę też się wzruszyłam bo coś takiego nie zdarza się chyba codziennie.
Facet niby myślący trzeźwo bo o tej narzeczonej że byli ze sobą ponad 5 lat itd zapomniał o bardzo istotnej rzeczy, niby mówił Ci że życie to nie film a sam sobie zaplanował życie z drobnymi szczegółami. Tyle że wiadomo z góry że nici z jego planów. Wiem dokładnie co czujesz. Może on ożeni się z tą dziewczyną ale skoro pozwolił sobie na takie uniesienie miłosne w trakcie trwania narzeczeństwa to nie wiadomo co będzie później no i czy w końcu żona się dowie o jego zachowaniu. Mimo wszystko wolałabym wiedzieć że mój narzeczony mnie zdradzał przed ślubem niż po kilku latach zmarnowanych latach.

7

Odp: Prawo jazdy

A nie uważasz, że przyjechał, przeprosił i narobił Ci jeszcze nadziei...abyś przypadkiem nie narobiła mu jakiś akcji przed ślubem? aby to nie doszło do jego laski?

Nie można tak romantycznie do wszystkiego podchodzić... a z własnego doświadczenia wiem jacy młodzi instruktorzy bywają czarujący

8

Odp: Prawo jazdy

Zgadzam się z koleżanką wyżej, chciał żebyś mu nie narobiła problemu przed ślubem, skoro miał tak doskonale zaplanowaną przyjaźń z nią. Wiedział, że wyjedzie zaraz po ślubie za granicę i nigdy więcej się nie spotkacie, więc tak było mu łatwiej.

9

Odp: Prawo jazdy

Rozpłakałam się, bo też przeżyłam coś podobnego tyle, że moja miłość nie była odwzajemniona...

10

Odp: Prawo jazdy

Współczuje Ci szczerze, bo po części wiem, jak to jest... Ale zapomnij o nim, on Cię zwyczajnie wykorzystał...Gdyby naprawdę Cię kochał byłby w stanie rzucić wszystko, aby z Tobą być.. Głowa do góry i żyj dalej smile Znajdziesz sobie kogoś na pewno smile

11

Odp: Prawo jazdy

Pora dorosnąć.

12

Odp: Prawo jazdy

Dla tego zawsze powtarzam że życie prywatne trzeba oddzielać od zawodowego.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026