Może ten temat jest nieco na wyrost , ale sama już nie wiem jak to nazwać... Zacznę od początku, kilka miesięcy temu rozpoczęłam pracę. Każdy na pewno wie, jak przebiegają te pierwsze dni... jest dużo nerwów, zamieszania itd... Wtedy poznałam jego ... wydawał się taki pewny siebie, egoistyczny... co tu dużo mówić, nie polubiłam go... Nigdy nie chciałam doprowadzić do sytuacji, w której oboje moglibyśmy zostać sam na sam... nawet przez chwilę. Bo czułam jego "dziwny" wzrok na sobie, śmiało można powiedzieć taki "rozbierający"... Jak się okazało po pewnym czasie, tak samo jak ja .. on jest po ciężkim związku (dosyć świeża rana) i tak jakoś zaczęliśmy się dogadywać... Nawet w pracy zauważyli jakąś chemię pomiędzy nami. Zauważyli wszyscy.. poza nami. Wydawało mi się to takie oczywiste, że skoro pracujemy to musimy się dogadywać, pośmiać. Jego egoizm i pewność siebie zniknęły i z czasem, gdy go bliżej poznałam dowiedziałam się, że jest bardzo wrażliwym i zagubionym człowiekiem, bardzo skrzywdzonym przez poprzednią kobietę. Koleżanki z pracy (także te zajęte) starają się przedstawiać go w bardzo złym świetle.... I ciągle powtarzają, że to nie jest facet dla mnie. Pewnie uwierzyłabym w te wszystkie dziwne rzeczy, gdyby nie to, że często się spotykamy poza pracą ... oczywiście nikt z naszych znajomych o tym nie wie... I to nie jest tak, że ja proponuję te spotkania... tylko inicjatywa wychodzi zawsze od niego.. Tu niby przypadkiem był w okolicy, że nie miał co robić itd...
W czym tkwi problem? Otóż on powtarza, że nie chce mieć nikogo, że tak mu jest dobrze. Ja też jak przyszłam do pracy tak mówiłam... ale coraz bardziej mnie ciągnie do niego. Czuję, że z jego strony, mimo tego co mówi, jest tak samo. Boję się, że on boi się zaangażować ze względu na naszych znajomych z pracy.... Myślicie, że powinnam zawalczyć o niego? Czy przeczekać ten moment bo możliwe że to tylko zauroczenie? POzdrawiam, Sandra