Witajcie.
Pisałam już tutaj kiedyś. Problemy z facetem. Razem niecałe trzy lata, ja 27, on 29 lat.
Wiele wzlotów i upadków, rozstań i powrotów, można by książkę pisać.
Ostatnio często się kłóciliśmy.
W tamtą niedzielę byłam u niego i jak zwykle - nic nie zapowiadało końca.
Siedzieliśmy w ogrodzie w te upały, nagle ni stąd ni zowąd oblał mnie zimną wodą (miało być śmiesznie) - całe spodenki mi zamoczył. Więc je zdjęłam bo chciałam się wysuszyć. A ten do mnie: "załóż te spodenki albo będziesz jak te dziwki...". Ja patrzę na niego, o co mu w ogóle chodzi? Sam paraduje w slipach, w domu był jeszcze jego kolega - tez paradujący w slipach. Ja byłam w staniku i spodenkach. Powiedziałam mu, ze nie założę, bo mam całą bieliznę mokrą. A on do mnie: "To w takim razie jesteś jak dziwka...". I poszedł do kuchni.
Ja w szoku. Miał wcześniej rożne wybuchy, ogólnie ciężki z niego człowiek (pewnie można by się jego problemów doszukiwać w dzieciństwie), ale nigdy nei było czegoś takiego, jakiegoś wyzywania....
Założyłam spodenki i przysnęłam na kocu.
Za ok. 1,5 h czuje jak ktoś mnie szarpie. Budzę sie, trochę nieprzytomna, nawet zapomniałam o tym incydencie z dziwką. A ten rzuca mi na koc mój telefon i każe mi czytać (grzebał mi w torebce i czytał smsy, nie pierwszy raz zresztą, to bylo na porządku dziennym). A tam sms z końca czerwca, który wysłałam do swojej przyjaciółki, kiedy przejeżdżałam przez kąpielisko (wtedy oczywiście byłam cholernie pokłócona ze swoim, a jak sie kłócimy to mamy ciche dni przez co najmniej tydzień) - "xxx, przejezdzam wlasnei przez kapielisko i duzo tutaj calkiem fajnego testosteronu. To kiedy jedziemy na plaze?".
Boze, wtedy to uslyszlalam, ze jestem dziwka i ilu facetów z tej plazy przeleciałam? Pewnie wszystkich. Jestem dziwką. Mam się wynosić i nigdy wiecej sie do niego nie odzywać.
Chce nadmienić, ze nie znamy sie od wczoraj. Jesteśmy ze soba prawie 3 lata, a współżycie rozpoczęliśmy w zasadzie dopiero niedawno, on jest moim drugim partnerem w zyciu. Rozumiem, gdyby nazwał mnie tak mając powód, gdybym go zdradziła, flirtowała z innymi. Miał wcześniej takie wybuchy zazdrości, ale nigdy na taką skalę.
Za 3 dni napisał ze jego słowa były chamskie i niepotrzebne, bla bla bla ale miedzy nami wszystko juz skonczone. Odpisałam dopiero dzis, czyli prawie tydzien po, ale dla niego to nie ma znaczenia. Napisał "ok. ale nie kontaktuj sie juz więcej ze mną".
Wiem juz, ze zaczął już podrywać nową laskę, już pisze do niej smsy i zaprasza na wakacyjny oboz. Ehhh....podobna sytuacja byla jak zerwaliśmy ze soba po roku znajomości. Ledwo mnie zostawił a juz poszukał sobie jakiejś dawno zapomnianej znajomej i zaczął z nia kręcić.
Długa historia, ale gdybym Wam to wszystko poopowiadała, jakie perypetie przeszliśmy, pospadałybyście z krzeseł - tylko nie wiem czy z powodu naszej historii czy z ogromu mojej głupoty.
Nie zadaję żadnego pytania, chcę się wygadać, pogadać, jak to widzicie, proszę o rozmowę.
PS. Walczyć o nic nie będę, bo już to przerabiałam raz na poważnie. Potem wszystkie inne jego "zerwania" to były takie pierdoły, których nie brała mna poważnie. A teraz to jest całkiem poważne i wygląda mi to na koniec i to ostateczny.
Płakałam przez minute, bo na więcej nie mam siły. Dość płakałam już przez te 3 lata. Z czasem człowiekowi wyrasta skorupa na niektóre zachowania.
Pragnę jeszcze dodać, że gość jest po rozwodzie (początek 2009r.), a w jego małżeństwie sporo było zazdrości (oczywiście z jego strony).