Doradźcie mi co robić...Nawarzyłam niezłego piwa i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić...Między mną a moim mężem doszło do kłótni,powodem był seks,a konkretnie fakt,że dla mnie jest go trochę za mało.Niestety mam większe libido niż mąż,chciałabym kochać się częściej niż on. I nie chodzi tu tylko o fizyczne zaspokojenie,ale wszystko co się z tym dla mnie wiąże-poczucie akceptacji,świadomość,że nadal jestem dla męża atrakcyjna,poczucie bezpieczeństwa w związku,bo jak wiadomo seks to ważny wskaźnik tego jak się układa między ludźmi, itp. Nasza kłótnia poszła w bardzo złym kierunku,mąż powiedział mi między innymi,że nie jest robotem,że on ma takie potrzeby a nie inne,powiedział mi również bardzo przykrą i bolesną rzecz,po której poczułam się niezwykle dotknięta,a o której nie chce teraz mówić. Zmierzając do sedna-poczułam się tym tak urażona,że nie wiele myśląc wypaliłam coś,czego żałuję do dzisiaj. Powiedziałam mu,że nie sprawdza się jako facet.Wiem,zawaliłam na całej linii tym tekstem.Oczywiście po 5 min kiedy emocje opadły przeprosiłam go,powiedziałam że jest mi z nim dobrze w łóżku,że chodziło mi tylko o częstotliwość naszych kontaktów,nie o jakość( na tą nigdy się nie skarżyłam,przeciwnie bardzo często w trakcie seksu,albo po mówiłam mężowi,że uwielbiam się z nim kochać),że przecież nie zabiegałabym o seks z nim,gdyby nie dostarczał mi satysfakcji. Mąż niby to wszystko jakoś przełknął,niby stwierdził,że rozumie,że każdy czasem gada głupstwa,ale od tamtej pory jest między nami niestety inaczej. Niby kochaliśmy się parę razy z sukcesem,ale zdarzyły się też przypadki,kiedy coś zaczynaliśmy,ale niestety po krótkich pieszczotach,albo penetracji mężowi przechodziło nagle podniecenie,zanikała erekcja. Przed tą pamiętną kłótnią praktycznie się to nie zdarzało,ostatnio kilka razy pod rząd. Mąż próbuje to niby tłumaczyć tym,że może to przez upal( ale co ma piernik do wiatraka?),ale postawiony pod murem przyznał,że może trochę się zablokował po tamtych moich słowach. Nie wiem co mam robić,chodzę i ryczę,nie chciałam popsuć wszystkiego między nami,ale wychodzi na to,że zrobiłam to przez swój niewyparzony jęzor...Nieustannie go przepraszam,zapewniam że jest mi z nim dobrze,ale boję się jak się to wszystko skończy:( Zamartwiam się i obwiniam...
1 2012-07-07 11:48:49 Ostatnio edytowany przez vinnga (2012-07-07 14:59:33)
Podobne tematy
A on Cię przeprosił za tę "bardzo przykrą i bolesną rzecz", którą Ci powiedział, a która wstrząsnęła Tobą na tyle, że nawet nie chcesz o tym mówić/pisać?
A on Cię przeprosił za tę "bardzo przykrą i bolesną rzecz", którą Ci powiedział, a która wstrząsnęła Tobą na tyle, że nawet nie chcesz o tym mówić/pisać?
chciałam zadać to samo pytanie..
Niestety-nie przeprosił mnie...
To przykre dla ciebie co napiszę,ale...może w grę wchodzi inna kobieta?
Niestety-nie przeprosił mnie...
Ty się kajasz, że go przeprosiłaś i nie poskutkowało, a czy On dba o Twoje samopoczucie jak Ty o jego?
Uraziłaś jego męska dumę, On Twoja dume tez naruszył ale jakos nie spieszno aby to naprawic...
Jakby to dosadnie powiedzieć - wykastrowałaś swojego faceta...
Jeśli naprawdę masz problem tylko z ilością a nie z jakością Waszego sexu to powiedzenie mu że -...nie sprawdza się jako facet... będzie jak "strzał we własne kolano". Zamiast go zmotywować tylko go zdeprymujesz. Męska psychika jest bardzo czuła na tym punkcie.
Co nie zmienia zdania że on też powinien Cie przeprosić skoro powiedział Ci coś bardzo przykrego.
Spotkać trzeba się w połowie drogi ale obie strony muszą do tego dojść same. Ewidentnie nie można zamieść tego pod dywan i zapomnieć.
Jasne, męskie ego... A to, że ty czujesz się niedowartościowana przez niego, bo nie chce się z Tobą kochać, jest takie ok? Niech ten Twój facet nie przesadza, bo przecież mu wytłumaczyłaś, że nie chodziło Ci o jakość, ale o ilość. Zgadzam się z przedmówcami, że ty go przepraszasz, a on jakoś zapomniał, że sam Cię uraził. Taki mały egocentryk...?
Ja tutaj popieram słowa Przemo77.
Dodam jedynie, że wątpię, aby jakiekolwiek przeprosiny z jej strony naprawiły wyrządzone szkody. Takie słowa będą mu się kołatać już do końca związku.
Jasne, męskie ego... A to, że ty czujesz się niedowartościowana przez niego, bo nie chce się z Tobą kochać, jest takie ok? Niech ten Twój facet nie przesadza, bo przecież mu wytłumaczyłaś, że nie chodziło Ci o jakość, ale o ilość. Zgadzam się z przedmówcami, że ty go przepraszasz, a on jakoś zapomniał, że sam Cię uraził. Taki mały egocentryk...?
No cóż - faceci już tak czasem mają że widzą tylko czubek własnego...nosa...
W tej sytuacji Jej tłumaczenia że jednak miała co innego na myśli kiedy to mówiła niewiele zmienią .Facet musi to przetrawić. Jeśli jest zbyt wrażliwy może się zamknąć w sobie a nawet wpaść w pewien rodzaj depresji kiedy będzie musiał zmienić swoje dotychczasowe zdanie o sobie i porównać je z opisem jaki usłyszał od partnerki.Jeśli jest w nim choć mała żyłka rywalizacji i nie zdeprymuje się do końca powinien wyjść ze swojej skorupy i stawić czoła wyzwaniu jakim jest zaspokojenie swojej partnerki. Dla mocnego psychicznie ale świadomego swoich słabości faceta to jak policzek... Musi się wykazać , musi się zmienić , musi chcieć .Jeśli się pogodzi z rolą nieudacznika w sypialni to raczej marne szanse aby dziewczyna jeszcze kiedyś była z niego dumna w łóżku a przede wszystkim zaspokojona.
Nie jestem nim ale gdybym był w takiej sytuacji i usłyszał podobne słowa od swojej partnerki natychmiast potraktowałbym to jak wyzwanie- ...skoro tak to musimy dużo ćwiczyć aby to zmienić ,a najlepiej kiedy zaczniemy już teraz...
Ale już pisałem - nie jestem nim.
Nie jestem nim ale gdybym był w takiej sytuacji i usłyszał podobne słowa od swojej partnerki natychmiast potraktowałbym to jak wyzwanie- ...skoro tak to musimy dużo ćwiczyć aby to zmienić ,a najlepiej kiedy zaczniemy już teraz...
Ale już pisałem - nie jestem nim.
I to się nazywa prawdziwie męskie podejście do sprawy!!! Zuch chłopak! ![]()
(...) doszło do kłótni,powodem był seks,a konkretnie fakt,że dla mnie jest go trochę za mało.Niestety mam większe libido niż mąż,chciałabym kochać się częściej niż on. (...)
yhhh, wydaje mi się, że to pierwsza rzecz, która kwalifikuje faceta do skomentowania go "nie sprawdza się jako mężczyzna"
i w ogóle to niezłe kuriozum - facet, który narzeka na zbytnią częstotliwość seksu...:O
Przemo ma racje. Wykastrowalas faceta. Klotnia klotnia ale wlasnie sie nauczylas zeby pewnych rzeczy w zyciu nie mowic bo potem nie da sie tego cofnac. W sumie to ja sie facetowi wcale nie dziwie ze mu teraz nie staje. JA tez bym nie miala ochoty na igraszki gdyby facet stwierdzil ze np "nie jestem dla niego wystarczajaco kobieca".
W tym momencie to na dwoje babka wrozyla. Albo mu przejdzie albo nie. Ale napewno zabierze to duuuzo czasu.
No cóż.. czasem coś palniemy i tak jest.. Rozumiem faceta, ale też Ciebie, zwłaszcza, skoro on pierwszy powiedział Tobie coś przykrego- choć ciężko mi to ocenić, bo nie napisałaś co dokładnie Ci powiedział.. W każdym razie, jest to na pewno dla niego cios i on to musi teraz wszystko w głowie poukładać. Na razie przeprosiny wiele nie dadzą, bo jego to boli.. co nie zmienia faktu, że on też powinien przeprosić, a nie zachowywać jakby on był świety...
Trzeba zauważyć, że problem nie dotyczy jakości seksu, ale jego ilości. Ewidentnie para niedopasowana pod wzg libido. I tego nie zmieni nic. W kłotniach i nerwach tak to jest, że czasem palnie się coś bez zastanowienia, choć tak nie myśli. Frustracja silniejsza bywa niż rozum. Oboje sobie zrobili przykrość, czego ona żałuje i przeprasza, a nawet upokarza, a gość ma na to olewkę. Czy dorośli tak postępują jak On? Przynajmniej nie powinni.
Po takim jej tekście faktem pomyślał, że do niczego jest, ale zna kobietę, wie, że tak nie myślała.
I tak na koniec, nawet jak będzie znowu udany seks to pozostanie problem jego częstotliwości, który będzie punktem zapalnym dalej...
Autorko napisałas, że Twój partner powiedział Ci coś przykrego? Może to co powiedział jest powodem tego, że nie chce się tak często kochać?
gdybym ja tak powiedziala mezowi to koniec byloby miedzy nami. dla niego moja satysfakcja w lozku jest rowna z jego i musi byc na wysokim poziomie zawsze. fakt, ze my jestesmy dobrani wrecz idealnie pod wzgledem upodoban i libido.
moj maz jest tak bardzo nastawiony na bycie idealnym partnerem dla mnie (bo rzeczywiscie jest) ze nie chce nawet slyszec o tym, ze mi bylo dobrze z kims przed nim. ze byl ktos lepszy (akurat nie byl). tutaj jest troche takim narcyzem, ktory uwielbia byc chwalony i pieszczony bo byl swietnym kochankiem, cudownym mezem i bedzie superoskim tatusiem. Sa rzeczy, ktorych nigdy nie powiedzialabym nawet w zlosci do meza. Nigdy.
___________________________________
Wieczne Miasto BG
"powiedział mi również bardzo przykrą i bolesną rzecz,po której poczułam się niezwykle dotknięta,a o której nie chce teraz mówić. Zmierzając do sedna-poczułam się tym tak urażona,że nie wiele myśląc wypaliłam coś,czego żałuję do dzisiaj. Powiedziałam mu,że nie sprawdza się jako facet."
Ona7, słuchaj, to trochę nie w porządku jeśli prosisz ludzi o pomoc, a nie przedstawiasz całej sytuacji. Jesteś tutaj anonimowa, pamiętaj o tym. W obecnej sytuacji ciężko mi powiedzieć czy Twoja reakcja była wyolbrzymiona czy nie.
No cóż...nie chciałam tego mówić,bo faktycznie to dla mnie bolesne,właściwie było to jak policzek. I choć minęło już trochę czasu,to do tej pory czuję wstyd,zażenowanie,upokorzenie i inne negatywne uczucia. Ale skoro ma to rzucić jakieś lepsze światło na całą sytuację powiem tyle,że w momencie kiedy po całym wywodzie o niedopasowanym libido rzuciłam hasło "wibrator"usłyszałam,żebym myślała właściwą częścią ciała,mówiąc oględnie...
O rany! Wygląda na to, że Twój facet nie chce zrozumieć Ciebie i Twojego temperamentu. Trudno, ma do tego prawo, ale mógłby Cię nie obrażać...
No cóż, różne rzeczy różni ludzie odbierają za obraźliwe. Dla mnie ten bolesny dla Ciebie tekst nie ma szczególnie obraźliwego wydźwięku. Ot, jedna z odzywek jaką można palnąć w czasie kłótni. Na pewno nie jest to obraza, na którą ripostą powinno być podważenie całej męskości Twojego faceta... Więc masz rację - zawaliłaś na całej linii. Jedynym możliwym wyjściem jest tłumaczenie, że dla Ciebie ten błahy tekst, który on rzucił był tak obraźliwy, że zapragnęłaś mu jak najbardziej dokopać. Może zrozumie, ale nie byłabym tego taka pewna.
Nie przytoczyłam dosłownie tego,co mi powiedział...Ale można się domyśleć...Poczułam się okropnie,odsłoniłam się przed nim,powiedziałam o swoich potrzebach i pragnieniach tak jak się mówi kochającemu facetowi,mężowi... A jego reakcja sprawiła,że poczułam się jak jakaś nimfomanka,albo gorzej...Ale nie chcę się tu usprawiedliwiać-wiem,że bez względu na to,co usłyszałam,nie powinnam mówić mu tego,co powiedziałam...
No cóż, różne rzeczy różni ludzie odbierają za obraźliwe. Dla mnie ten bolesny dla Ciebie tekst nie ma szczególnie obraźliwego wydźwięku. Ot, jedna z odzywek jaką można palnąć w czasie kłótni. Na pewno nie jest to obraza, na którą ripostą powinno być podważenie całej męskości Twojego faceta... .
Popieram. Taki tekst jest naprawdę niczym. Tym bardziej, że jak to wygląda? Mamy kobietę, która jest zadowolona z jakości pożycia, ale nie z częstotliwości. W kłótni rzuca tekstem o wibratorze, co już samo w sobie jest podważeniem męskości jej faceta. Inaczej by było gdyby zaproponowała w normalnej rozmowie wibrator jako dodatkowy gadżet. Ale tak w kłótni rzucić czymś takim? A potem jeszcze dowalić tekstem, że nie sprawdza się jako kochanek?
Oj będzie to pobrzmiewać w jego głowie jeszcze długie lata. Nawet jeśli wybaczy to nie zapomni. Inaczej będzie teraz patrzył na uśmiechy czy rozmowy autorki wątku z jej kolegami....to ziarno niepewności, zwątpienia i zazdrości będzie z czasem kiełkować....
Nie przytoczyłam dosłownie tego,co mi powiedział...Ale można się domyśleć...Poczułam się okropnie,odsłoniłam się przed nim,powiedziałam o swoich potrzebach i pragnieniach tak jak się mówi kochającemu facetowi,mężowi... A jego reakcja sprawiła,że poczułam się jak jakaś nimfomanka,albo gorzej...Ale nie chcę się tu usprawiedliwiać-wiem,że bez względu na to,co usłyszałam,nie powinnam mówić mu tego,co powiedziałam...
Jak to? nie powinnaś mu mówić tego co myslisz? dobrze,ze mu powiedziałas!a jak on sie do tego ustosunkuje,to inna sprawa.Ja popieram szczerośc we wszystkich aspektach zycia.Jesli sie nie mówi głosno o swych prawdziwych potrzebach,to kto ma o nich wiedziec?Ja chetnie będę uległa męzowi,pod warunkiem,ze całkowicie mnie zaspokoi...:
No cóż, różne rzeczy różni ludzie odbierają za obraźliwe. Dla mnie ten bolesny dla Ciebie tekst nie ma szczególnie obraźliwego wydźwięku. Ot, jedna z odzywek jaką można palnąć w czasie kłótni. Na pewno nie jest to obraza, na którą ripostą powinno być podważenie całej męskości Twojego faceta... Więc masz rację - zawaliłaś na całej linii. Jedynym możliwym wyjściem jest tłumaczenie, że dla Ciebie ten błahy tekst, który on rzucił był tak obraźliwy, że zapragnęłaś mu jak najbardziej dokopać. Może zrozumie, ale nie byłabym tego taka pewna.
Tu akurat musze sie zgodzic. Nie widze w tym tekscie niczego obrazliwego czy zgryzliwego. I napewno bym za takie byle co nie walila z grubej rury. A juz napewno nie takim kalibrem.
A ja akurat widzę dużo obraźliwego w jego wypowiedzi. Nie tyle w samych słowach, co w sytuacji w jakiej je wypowiedział. Bo gdy ona - jak sama pisze - odsłoniłam się przed nim,powiedziałam o swoich potrzebach i pragnieniach tak jak się mówi kochającemu facetowi,mężowi... to w odpowiedzi słyszy "myśl glową a nie dupą" (czy jeszcze wulgarniej). No sorry, ale to jest chamska reakcja.
ona7 sama wcześniej pisała o kłótni i o tym, że potoczyła się oma w złym kierunku.....więc w spokojną rozmowę o swoich potrzebach to raczej nie uwierzę.
Obie strony chyba trochę przecholowały ale ona7 przekroczyła pewne tabu dla faceta. Jasne że ma prawo czuć się niezaspokojona i może mieć z tego powodu pretensje do swojego partnera ale mówienie ( nawet w kłótni) że się nie sprawdza jako mężczyzna -czyli że jest kiepski w łóżku może mieć odwrotne od zamierzonych skutki.
Swoją drogą pomyślałem sobie co by było gdybym był w sytuacji Ona7 to znaczy gdyby partnerka powiedziała mi np ...ty to zawsze tylko myślisz fiutem...
prawde powiedziawszy jak dla mnie to nie byłaby jakaś wielka obelga
Jestem facetem i czasem chyba myśle tym drugim "łbem"
ale jestem tego świadom i specjalnie się tym nie przejmuje.
Natomiast nie wyobrażam sobie słysząc takie słowa odpalić coś w stylu- ...a ty jesteś kiepska w łóżku... albo np ...a ty przestałaś na mnie działać i już mnie nie podniecasz...
To byłoby nie fair. Teksty typu jesteś kiepski w łóżku , masz małego itp są bardzo osobistymi wycieczkami i powodują że facet traci grunt pod nogami(pewność siebie w sytuacjach intymnych). Te słowa raz wypowiedziane zawsze zostaną w głowie.
Nie wyobrażam sobie nawet w ciężkiej kłótni wyjechać kobiecie z tekstem -...Jesteś kiepska w łóżku... czy np ...masz małe cycki... To chamskie.
Sam czasem pisze czy mówie coś jak szowinista czy seksista ale znam pewne granice których przekraczać nie wolno( a super szczerość nie jest wcale oczyszczająca.) I to nawet jeśli mówimy prawdę. No chyba że nie zależy Wam na partnerze i chcecie mu dopiec bo i tak nie będziecie już razem. Wtedy granice się zacierają a język polemiki zależy od gustu czy może dobrego smaku ![]()
Vuk, zgadzam się z Tobą w kwestii, że kontekst odpowiedzi był obraźliwy. Bo to było olewcze podejście do potrzeb partnerki i do jej prób wyjaśnienia/rozwiązania problemu. Tyle tylko, że olewcze podejście można okazać w różny sposób i zapewne ten pan nie raz już okazał, że go libido małżonki średnio interesuje. Sam tekst natomiast - taki sobie w swej obraźliwości. Natomiast jej odpowiedź jest, jak napisał Przemo - nawet gdyby była prawdziwa jest dozwolona tylko w chwili, kiedy spisujemy związek na straty. Bo to kopnięcie w najdelikatniejszą sferę człowieka, najbardziej intymną. To jest coś, czego się po prostu NIGDY nie mówi. To coś, co powoduje katastrofalne następstwa, nie tylko w przypadku męskiej psychiki. Ja usłyszałam kiedyś taki tekst od mojego eks. Był wypowiedziany w kłótni i WIEDZIAŁAM, że nie jest prawdziwy. Ale wściekłość, rozgoryczenie i żal były silniejsze od logiki. Więc sobie szybciutko znalazłam innego opiniodawcę w tym temacie i nie omieszkałam go o tym poinformować. Ale u nas to było już na etapie "kto komu bardziej dokopie".
Swoją drogą pomyślałem sobie co by było gdybym był w sytuacji Ona7 to znaczy gdyby partnerka powiedziała mi np ...ty to zawsze tylko myślisz fiutem...
prawde powiedziawszy jak dla mnie to nie byłaby jakaś wielka obelga
To wszystko zależy od sytuacji. Akurat w tej były to słowa, moim zdaniem, niedopuszczalne. Ona przyszła z jakimś problemem, a ten problem został zbagatelizowany, wyśmiany i to nie tylko problem, ale i ona sama.
Vuk- całkiem możliwe że masz racje tyle że Ona7 osiągneła zupełnie odwrotny skutek od zamierzonego i teraz już "mleko się rozlało...".
Można sobie gdybać ale to nic nie zmieni. "Terapia" jest długotrwała i nie zawsze przynosi efekty...
32 2012-07-12 13:48:09 Ostatnio edytowany przez ona7 (2012-07-12 14:00:00)
Czyli sytuacja jest beznadziejna...W sumie zdawałam sobie z tego sprawę,a komentarze tutaj tylko mnie w tym utwierdziły...:(:(:(
Zanim doszło do tamtej feralnej kłótni bardzo często komplementowałam męża za to jaki jest w sypialni,bo naprawdę jakość nigdy nie stanowiła problemu...I tysiąc razy powtarzałam mu,że uwielbiam się z nim kochać...Szkoda,że coś wypowiedziane raz i pod wpływem emocji ma większe znaczenie niż coś co powtarza się wiele razy na spokojnie...:(
Chyba nie muszę dodawać,że kocham męża i zależy mi na nim,na nas...:(:(:(
Ja w sumie nie wynosiłbym jak co poniektóre osoby pod niebiosa wrażliwości męskiej, że czegoś nie wolno, że coś zakazane powiedzieć. To przejaskrawienie sytuacji, którą była kłótnia i wtedy różne rzeczy się mówi.
Normalny mężczyzna nie raz w swoim życiu usłyszy że był dobry, czyli kiepski, albo cudowny czyli sprawdził się. Jakby zastanawiać nad każdym słowem, co która w czasie, czy po seksie, albo koleżance, albo komuś powiedziała, i czy było dobrze, czy coś tam... to można zwariować. Bo dla jednej ma się wysokie libido, jest bogiem seksu, a dla drugiej przeciętniakiem... I tu zacytuję słowa kobiety - "dla kobiet co nie kochają seks nie przyjemnością a przykrym obowiązkiem może nie istnieć...
Po 2 zauważmy, że autorka zaproponowała coś by to rozwiązać - vibrator, może niefortunnie, ale lepsze to niż znaleźć kochanka. A mąż odpowiadając chamsko - myśl... sam sprowokował późniejszą sytuacje.
Jak skończyło - że przeprosiny, wytłumaczenie jest mniej warte niż męskie ego i parę słów w kłótni usłyszanych. Prawda jest taka, że On nie daje jej tego czego kobieta oczekuje więc po prostu nie sprawdza się. I tyle.
Chyba, że ma kochankę i mu się nie chce, a czasem najmniej prawdopodobne jest właśnie najprawdziwsze.
Błąd jaki autorka popełniła to uderzenie w słaby punkt kogoś, a tego się nie robi.
Teraz to autorka może tylko czekać, aż foch minie.
Dla mnie to jest taka sytuacja, jakby on ją "za darmo" spoliczkował, a ona w odwecie kopnęła go w jaja. Czyli on zachował się niedopuszczalnie, a ona przekroczyła granice obrony koniecznej odpowiadając zbyt ciężkim argumentem. Ale ona winę swą widzi, on swojej nie - nafochał się biedaczek...
Moim zdaniem właśnie powinnien wziąść sie w graśc i pokazac ci żę wcale nie jest tak jak mu powiedzialaś. Starać się i pokazać że wręcz przeciwnie jest super zadowalający a nie zadręczać się i myśleć nie wiadomo nad czym . Niech w końcu pokaże na co go stać. Nie jestem facetem ale jak bym była to tak bym zrobiła. Aha a tak z drugiej strony to on też Cię powinien przeprosić
Dla mnie to jest taka sytuacja, jakby on ją "za darmo" spoliczkował, a ona w odwecie kopnęła go w jaja. Czyli on zachował się niedopuszczalnie, a ona przekroczyła granice obrony koniecznej odpowiadając zbyt ciężkim argumentem. Ale ona winę swą widzi, on swojej nie - nafochał się biedaczek...
fajna interpretacja.
Obie strony chyba trochę przecholowały ale ona7 przekroczyła pewne tabu dla faceta. Jasne że ma prawo czuć się niezaspokojona i może mieć z tego powodu pretensje do swojego partnera ale mówienie ( nawet w kłótni) że się nie sprawdza jako mężczyzna -czyli że jest kiepski w łóżku może mieć odwrotne od zamierzonych skutki.
Swoją drogą pomyślałem sobie co by było gdybym był w sytuacji Ona7 to znaczy gdyby partnerka powiedziała mi np ...ty to zawsze tylko myślisz fiutem...prawde powiedziawszy jak dla mnie to nie byłaby jakaś wielka obelga
Jestem facetem i czasem chyba myśle tym drugim "łbem"
ale jestem tego świadom i specjalnie się tym nie przejmuje.
Natomiast nie wyobrażam sobie słysząc takie słowa odpalić coś w stylu- ...a ty jesteś kiepska w łóżku... albo np ...a ty przestałaś na mnie działać i już mnie nie podniecasz...
To byłoby nie fair. Teksty typu jesteś kiepski w łóżku , masz małego itp są bardzo osobistymi wycieczkami i powodują że facet traci grunt pod nogami(pewność siebie w sytuacjach intymnych). Te słowa raz wypowiedziane zawsze zostaną w głowie.
Nie wyobrażam sobie nawet w ciężkiej kłótni wyjechać kobiecie z tekstem -...Jesteś kiepska w łóżku... czy np ...masz małe cycki... To chamskie.
Sam czasem pisze czy mówie coś jak szowinista czy seksista ale znam pewne granice których przekraczać nie wolno( a super szczerość nie jest wcale oczyszczająca.) I to nawet jeśli mówimy prawdę. No chyba że nie zależy Wam na partnerze i chcecie mu dopiec bo i tak nie będziecie już razem. Wtedy granice się zacierają a język polemiki zależy od gustu czy może dobrego smaku
Tutaj musze sie zgodzic w pelnej rozciaglosci. Moge miec roznice zdan z moim mezem, moge sie z nim poklocic i generalnie blee ale sa pewne rzeczy ktorych mowic nie mozna. Dla dobra obojga... Przeciez nawet jesli poczuje ze moje potrzeby i pragnienia zostaly zignorowane to zamiast wrzeszczec wielkim glosem "a ty masz malego i nie wiesz jak go uzywac" to powiem cos takiego: "czuje ze ignorujesz moje potrzeby, jest mi smutno i czuje ze nie jestem dla ciebie wazna. Jak wyobrazasz nas sobie razem jesli nie probujesz mnie nawet zrozumiec?"
Argument w postaci "a ty sie w lozku nie sprawdzasz" jest moim zdaniem jak wytaczanie czolgu w wojnie przeciwko drzewom..Uzywanie nieproporcjonalnej sily w stosunku do zagrozenia...
I na koniec...gdyby mi facet wyjechal z tekstem "a ty masz male cycki" to jesli nie bylibysmy malzenstwem to napewno opuszczal by moj dom z predkoscia swiatla. Nie wypadlam psu spod ogona, na miejsce takiego "rozczarowanego" mna faceta znalazlabym kilku takich ktorym moje cycki beda sie szalenie podobaly.
Tak wiec autorko nie mowie ze poprawa nastroju nie jest mozliwa...Ale napewno bedzie dlugotrwala. I zalezy od ciebie jak sobie poradzisz z tym problemem.
JA bym usadzila meza na krzesle naprzeciwko siebie, pogasila wszystkie telewizory i komputery i zaczela slowami "To jest bardzo wazna dla mnie rozmowa..chce wyjasnic ci cos." I ze szczerego serca porozmawiac...
Sadie- Twoje ostatnie zdanie 100% racji. Może w takiej sytuacji facet jednak troche ochłonie i jeśli dziewczyna powie to odpowiednio poważnie , trafi do jego umysłu. Nie jakieś tam -"przestań o tym myśleć" czy "przepraszam że tak powiedziałam" tylko właśnie patrząc mu prosto w oczy poważnym tonem ,powoli i czule powiedz mu że to nie powinno mieć miejsca bo tak naprawde nie chcesz nikogo innego i tylko z nim chcesz być. Że tak naprawdę zawsze byłaś z nim szczęśliwa ( no chyba że to kłamstwo) ale poczułaś się odrzucona, poczułaś się niekochana i cierpiałaś będąc obok. Powiedz jak bardzo zależy Ci na jego zainteresowaniu, jak bardzo chcesz aby okazywał Ci uwagę, dotykał, czule komplementował. Powiedz że jesteś zła na niego za ten stracony czas. Zła za to że pozwolił Ci zwątpić w to czy jeszcze Cię kocha... Powiedz mu że nic nie sprawia Ci takiej przyjemności jak wspólne pieszczoty, pocałunki... Powiedz jak bardzo tęsknisz za jego ciałem , jak trudno Ci wytrzymac bez jego zainteresowania. Powiedz mu wreszcie żeby przestał sie zachowywać jak dziecko które znudziło sie zabawką bo Ty się nim nie znudziłaś i chcesz aby on to wiedział...
Jeśli powiesz mu coś takiego i naprawde go potrzebujesz a facet" ma jaja"to jakoś to przetrawi i może wyjdzie z tego (z troche pokancerowanym ego ale jednak wyjdzie).
Tego Wam życze.
Przeprowadziłam z nim tego typu rozmowę...Skończyło się na tym,że ja się rozryczałam,on przyszedł i mnie pocieszył,przytulił i powiedział,żebym przestała,bo teraz on czuje się winny... Zapytałam,czy będzie między nami tak jak kiedyś,powiedział,że pewnie tak...Pewnie...Następnego dnia doszło do seksu,ale tym razem ja nie mogłam się skupić na przyjemności,bo wszystko zaczęło się od jego słów "spróbujmy,może się uda"...Czyli tak naprawdę on cały czas ma w głowie moje słowa,choć powiedział kiedy tak na spokojnie rozmawialiśmy, sam zaproponował,że zapominamy o wszystkim...A jest to taki człowiek,który w kłótni za jakiś czas wytknie mi te moje słowa,nawet jeśli zanim do niej dojdzie będzie między nami dobrze i w ogóle nie będziemy już o tym wspominać...Tak było już wcześniej,wypominał mi rzeczy np sprzed roku (nie dotyczące seksu,tylko jakieś inne zapalne punkty między nami)...I kiedy się wtedy kochaliśmy,to przez cały czas myślałam tylko o tym,żeby udało mu się skończyć...Udało się,ale jestem pełna obaw co do tego jak będzie dalej...Boje się wychodzić z jakąkolwiek inicjatywą,boje się mówić,że chciałabym się z nim kochać...On to odbiera jako presję...Zarzucił mi,że go rozliczam,że prowadzę statystyki-ile razy i kiedy...A tak nie jest-po prostu jak przez parę dni do niczego nie dochodziło,to czułam się zaniepokojona,smutna,sfrustrowana...I zdarzyło mi się kilka razy powiedzieć,że dawno się nie kochaliśmy... Ostatnio wyczytałam w jakimś artykule,że jeśli kobieta mówi facetowi,ze chce się kochać i oczekuje,że on wyjdzie jej na przeciw,to może być to odbierane przez tego faceta jako przemoc seksualna...Nie wiem,czy świat zwariował,czy to ja jestem głupia,ale zawsze wydawało mi się,że w związku trzeba głośno mówić o swoich potrzebach...I nie mówię tu o jakimś domaganiu się typu" masz mi to zrobić i koniec",bo to dla mnie też nie do przyjęcia...Mówię o słowach typu "mam na Ciebie ochotę","chciałabym się z Tobą kochać" itp. Dla mnie takie słowa usłyszane od faceta,są znakiem,że jestem pożądana,że szuka ze mną bliskości...Ale może patrzę na to tylko z jednej perspektywy...
Tak,czy siak boje się przyszłości,nie wiem jak się zachowywać-zimna kłoda?(źle,bo potwierdzi to w pewnym stopniu tamte moje nieszczęsne słowa-nie interesuje mnie seks z nim,bo się nie sprawdza),proponować coś( źle,bo znowu stawiam go pod ścianą)...Teraz od tygodnia jestem poza domem,i tylko te myśli kotłaszą mi się w głowie-jak będzie jak wrócę?:(:(:(
ona ja bym sie powstrzymala z seksem na jakis czas...
Widzisz przykrywanie zlego wspomnienia dobrym NA SILE nie da pozadanego rezultatu. Wprawdzie nigdy nie spieprzylam az tak ale jesli czulam sie winna w jakis sposob to przepraszalam i pozwolilam sobie byc taka jak przed awantura. Czyli nie zmienialam sie. Bylam soba i nie wracalam do tematu. Ale pozwalalam czasowi dzialac. CZasem zajmowalo to miesiac czasem dwa ale w koncu facet sam sie niejako powtornie "oswajal".
Ludzie sa jak zwierzeta
Jak oparza sie wrzatkiem to beda uciekac nawet przed zimna woda
W takich wypadkach trzeba dac im czas na uspokojenie sie i ponowne przyjscie z wlasnej woli. Cierpliwosc i wyrozumialosc sa cnotami ktore nalezy pielegnowac
Wiec badz naturalna anwet jesli kosztuje cie to duzo przywolanie na twarz naturalnego usmiechu, badz soba, badz mila, nie wymyslaj za duzo, nie naciskaj, daj mu przestrzen...Nie da sie mezczyzny zmusic do zapomnienia ale mozna mu dac czas zeby to sobie na nowo poukladal.
Niestety małżeństwo jest jak firma - wewnętrzna komunikacja musi być tip-top albo system pada na pysk. Każdy musi znać swą wartość ale również wartość partnera i szanować ją. Bez kompromisu nie da rady imo.
Zgadzam się z Tobą Sadie. W takich wypadkach kiedy już wszystko zostało powiedziane to chyba tylko czas może zadziełać pozytywnie na jego nadwątlone męskie ego.
Zgadzam się z Tobą Sadie. W takich wypadkach kiedy już wszystko zostało powiedziane to chyba tylko czas może zadziełać pozytywnie na jego nadwątlone męskie ego.
...czas, czulosc, milosc, zrozumienie.... ![]()
Glock dobre porownanie ![]()
Dziękuję wszystkim za mądre słowa i za zajęcie stanowiska w mojej sprawie...
Ale mu pojechałaś..:) Teraz trudno to będzie odkręcić..
Nie mogę zrozumieć do końca jednej rzeczy, jeśli masz większy temperament od niego to czemu nie spróbujesz np. masturbacji? Nawet jeśli Twój mąż nie przełyka takich rzeczy jak wibrator to przecież nie musisz mu się chwalić, że się sama zaspokajasz.
Ponadto wydaje mi się, że Twój mąż nie jest 100% pewnym siebie facetem, znam mężczyzn którzy jak najbardziej dopuszczają wibrator np. do gry wstępnej, ba, nawet sami tak zaspokajają partnerki bo to ich dodatkowo nakręca.
Są pewne rzeczy "niedopuszczalne" do powiedzenia nawet w nerwach. Mężczyźnie nie podważa się męskości, kobiecie nie wypomina się wyglądu (nadwagi, małych cycków itp). Nie raz z mężem mamy awantury ale w życiu by mi do głowy nie przyszło podważyć jego męskości, jak i on nigdy mi nie wyleciał z obrażeniem moich kształtów. Trzeba przyznać, że wytoczyłaś bardzo ciężką artylerię w stronę męża, pozostało mi tylko życzyć powodzenia, żeby Wam się jednak poukładało.
Widze jednak, ze facet to ogarnie, bo to facet w koncu tak czy nie? Mozna sie smiac lub nie ale jezeli jemu weszlo to na psyche to moze to potrwac kilka "prob" az wreszcie samo zaskoczy. A ty wtedy na pewno bedziesz zadowolona ![]()
Dość duża dawka tabletki na potencję pewnylek.pl/cenforce-200, bo do 200 mg, więc jeżeli nie zadziała to znaczy, że coś fizycznie jest nie tak z organizmem i trzeba się leczyć. Jak masz tylko problem psychiczny, jakiś wstyd, niepewność to zadziała.
Weź se leki przeciwdepresyjne. Zniknie wysokie libido i essa.
i w ogóle to niezłe kuriozum - facet, który narzeka na zbytnią częstotliwość seksu...:O
To facet nie ma prawa mieć mniejszego libido? To strasznie krzywdzący stereotyp, taki sam jak mówienie w drugą stronę - że kobieta jak ma duże libido i ciągle chce seksu to dziwka....