Witam wszystkich
Najlepiej zaczne od poczatku, może znajdzie sie ktoś kto ze chce przeczytać i napisac kilka słów..
W tym roku mija 10 lat od momentu gdy zakochalam sie w swoim ex...( a mialam wtedy 12 lat, a On 14 lat)...Nie chce wnikac w szczegoly jak tam wyglądaly poczatki...zawsze nas do siebie" ciaglo..."ale przez moja wtedy niską samoocene, nieśmiałośc wiele traciłam...a Ł. nie należal do grzecznych chlopaków..zaczely sie problemy z prawem, siedzial w więzieniu..Ja mimo wszystkim, rodzicom itp postanowiłam go tam odwiedzac, czekac na niego i tak minely 2 lata...Wyszedl i powinno byc pieknie, miał plany zwiazane ze ślubem ( mial zamiar w wiezieniu wziasc slub) i po wyjsciu równiez...ale...Ja zepsułam to, ciagle zmojego powodu byly kotnie..itp Zerwalismy...przeżywal to rozstanie, byly proby samobojcze...Kochałam go ale duma i honor nie pozwalal mi wrocic ...i wkrecilam sie w wir poznawania nowych osob...ale gdy go widzialam przypadkiem to nie moglam ustać w miejscu, serce waliło i wiedzialam że tylko On i nikt wiecej...własnie od rozstania mijaja 2 lata .Ja przez ten czas poznałam wielu chłopaków, byłam w krótkim związku, ale zawsze wracałam myslami do niego...Rok temu dowiedzialam sie że sie zareczył...a gdy mnie przypadkiem zobaczył zerwal z tamta dziewczyna i szukal kontaktu ze mna...i gdy znów po jakims czasie spotkalismy na miescie to myslalam ze mu "' czesc" nie odpowiem...Byłam z nim krotko ale z nikim nie bylam taka szczesliwa, nigdy tak nie kochalam nikogo jak jego...`Nie wiem co mam robić...
Nie używaj wulgaryzmów! Mod. Anemonne