a wiec tak... zaczne od tego ze jestem z kobieta w zwiazku od 8 lat... mielismy klilka chwilowych rozstan 2-3 dni gora, spowodowanych moim zachowaniem. pije alkohol od czasu do czasu, wiadomo impreza czy zwykle wyjscie do pubu.
raz na kilka razy kiedy sie to juz zdarzy wymyslam historie na jej temat typu ze mnie zdradza, nie rozumie, patrzy tylko na siebie
tylko za kazdym razem wstaje rano i sam nie moge uwiezyc co mowilem, to samo mowia znajomi - skad takie glupoty przychodza ci do glowy
za kazdym razem nastepnego dnia ona mi mowi ze nic sie nie stalo itp itd. Ale raz na 5 czy 10 takich afer rozlozonych w ciagu roku przestaje sie do mnie odzywac i mowi ze nie moze sie ze mna dogadac od dluzszego czasu.
Do sedna - jedna z takich afer miala miejsce 2 tyg temu - powiedziala ze chce przerwy i zebym sie z nia nie kontaktowal
oczywiscie ja wytrzymalem tylko 5 dni ale kiedy do niej zadzwonilem zapytalem sie czy chce sie spotkac powiedziala- ty chyba zartujesz
Jak sadzicie? Chce mnie przytrzymac i czegos nauczyc czy kompletnie zerwac zwiazek?