Witajcie Netkobiety. Z góry przepraszam, że aż tyle napisałem, ale chciałem opisać wszystko, żeby nie było niedomówień. Proszę o pomoc.
Byłem z dziewczyną związku prawie rok. Bardzo się kochaliśmy, oddaliśmy sobie całych siebie. Przez ostatnie 3 tygodnie tak się nam posypało w związku, ze postanowiła ze mną zerwać.
Ja mam 23, ona 21 lat.
W tamten poniedziałek się spotkaliśmy. Był to dzień rozstania. Powiedziała mi, ze mnie kocha, ale nie czuje tego co wcześniej, że źle się do niej odnoszę i nie chce nic na siłę.
Były dwie kłótnie. Pierwsza rozpoczęła się przez smsy ale szybko ją skończyliśmy. Druga kłótnia już była dużo gorsza. Tydzień przed tym całym wydarzeniem, zaproponowałem jej wypad 1-dniowy do Zakopanego. Powiedziała, ze ma okres, wiec uszanowałem to. Dzień później zaproponowałem, że może poszlibyśmy sobie nad rzekę się poopalać, a ona nie, bo musi robić projekty. Ok, zrozumiałem. Następnego dnia się spotkaliśmy, piliśmy sobie piwko, nagle dostała smsa od byłego współlokatora, że zaprasza ją i jej koleżankę na grilla. Ona bez zastanowienia zaczęła dzwonić do koleżanki, tak się podnieciła tym całym grillem, że w pewnym momencie czułem się przy niej nieobecny. To się wkurzyłem, pogadaliśmy jeszcze chwilę i poszedłem. Wieczorem do mnie napisała, żebym przyjechał z kolegą. No to ja zadzwoniłem po kolegę, już się szykowaliśmy. Oddzwoniłem. Ona mi powiedziała, ze ŻARTOWAŁA. No to się ponownie wkurzyłem (bo poczułem się upokorzony) i mimo wszystko pojechałem tam z kolegą. Podczas grilla, była dobra mina do złej gry. Było wszystko super fajnie, a późno w nocy telefon od niej, że jakim prawem miałem do niej przyjechać z kolegą, jak siedzi ze znajomymi. Zignorowałem to, bo była pod wpływem alkoholu. Nazajutrz zadzwoniła, rozmowa wyglądała w miarę normalnie. Pojechałem z kolegami nad rzekę (bo ona oczywiście musiała rzekomo robić projekty), mieliśmy się widzieć popołudniu, wyjaśnić sytuację. Napisałem jej smsa, że już wiem, dlaczego się tak kłócimy. Ona zaczęła wydzwaniać i pytać dlaczego, to ja mówiłem, że powiem jej za 2 godziny, jak się spotkamy, bo nie chcę tego mówić przez telefon. Ona powiedziała: "powiedz mi do cholery, dlaczego nie chcesz powiedzieć?". Odpowiedziałem: "bo mam taki kaprys". Tak z głupia, to mi przyszło do głowy, nawet nie myślałem. Zaczęła się furia. Zaczęła mnie wyzywać, mówić ze traktuję ją jak psa, itd. itp. i że darujemy sobie dziś to spotkanie, bo ona już nie ma sił na to wszystko.
To był czwartek. Mieliśmy przerwę 4 dni. Zadzwoniłem w poniedziałek. Spotkaliśmy się. Tak jak wspominałem wyżej, powiedziała, ze mnie kocha, ale nie czuje tego co wcześniej, że coś się wypaliło, że nie chce nic na siłę. Ja oczywiście się trochę poniżyłem, bo poprosiłem ją o szansę, że dlaczego od razu przekreśla nasz związek, a możemy popracować nad zasadami. Po kilku prośbach powiedziała "ok, zastanowię się i dam Ci znać". Rozstaliśmy się wtedy (formalnie) mimo wszystko. Była ogromna nadzieja, że wróci. Od wtorku zaczęły się Juwenalia, wiec były imprezy, domówki, grille, itd. Myślałem, że to jej "zastanowienie się" zajmie z 2-3 tygodnie, a na pewno nie da znać w środku Juwenalii. Tymczasem napisała już w ŚRODĘ. Napisała sms'a "jak tam?" Sobie pomyślałem, coś jest nie tak. Laska ze mną zrywa i pisze do mnie po dwóch dniach takiego smsa. Zignorowałem to. W ten sam dzień co się rozstaliśmy się, ukryłem status związku na FB (wrócę do tego później). Napisała do mnie w czwartek z pretensjami, ze "moje zachowanie jest co najmniej dziwne. Że najpierw mi zależy, proszę o szanse, a później olewam sprawę i ZRYWAM Z NIĄ PRZEZ FEJSBUKA!". Trochę mnie to rozbawiło. OK. Tego smsa też olałem. A w poniedziałek (podczas rozstania) dawałem jej jasno do zrozumienia, że nie utrzymuję kontaktu z byłymi, wiec jak ma do mnie pisać smsy tego typu, to po prostu nie zareaguję na to. Powiedziałem jej wtedy, że czekam na KONKRETNĄ PROPOZYCJĘ SPOTKANIA i ewentualnego powrotu do siebie. Jak TAK, to super, jak NIE, to szanuję jej decyzję i żegnamy się. Tego samego dnia wieczorem dzwoniła do mnie kilka razy z innego numeru. Odebrałem, coś zacząłem mówić, słyszałem tylko szum. Bylem pewien ze to ona. Rozłączyła się po 15 sekundach. Więcej nie było odzewu. Był spokój parę dni, aż do tej środy. Moja koleżanka wstawiła zdjęcie na FB ze mną (otagowała mnie) jak pozujemy i się przytulamy (impreza podczas Juwenalii). To było tylko i wyłącznie do zdjęcia, bez żadnych podtekstów. Koleżanki mojej dziewczyny, zaczęły mnie obrażać pod zdjęciem, ja to zignorowałem. Po godzinie 23 jedna z jej koleżanek zaczęła do mnie wydzwaniać, później napisała "dlaczego nie odbierasz, więcej odwagi chłopczyku". Pomyślałem sobie, że nic nie będę robił, bo jeżeli mojej dziewczynie by zależało, to by się odważyła i sama zadzwoniła, a nie wyręczała się koleżankami. Ale wiecie drogie Panie jak to jest w takiej sytuacji. Uraziłem jej dumę i ona zapewne by się nie odezwała.
Na drugi dzień napisałem do niej długą wiadomość. Uświadomiłem jej parę rzeczy, dałem do zrozumienia, że mi nadal zależy i że czekałem na konkretną propozycje po jej przemyśleniu. Że ją nadal kocham i że jak jej zależało, albo zależy to proszę ją o wyjście z inicjatywą zaproponowania spotkania i przedyskutowania wszystkiego, czy będziemy razem, czy się żegnamy i każdy idzie w swoim kierunku. Żebyśmy zostawili 'sprawy fejsbukowe' bo to jest bardzo dziecinne. Napisałem też, że jest mi przykro, że zaszło to tak daleko w złym kierunku i nie chciałbym, żeby myślała o mnie źle. Ona odpisała mi w ogóle tak, jakby nie przeczytała tej wiadomości i myślę także, że bez zastanowienia i żeby mnie tylko wkurzyć. Napisała, że mieliśmy jeszcze pogadać, dlatego napisała 'jak tam', bo chciała się ewentualnie umówić na spotkanie, bo "być może chciała wrócić". A tu że jak mogłem tak postąpić, olewając ją, że nie zasłużyła sobie na taki koniec, że po tym, co przeszliśmy zasłużyła sobie chociaż na głupie 'żegnaj'. Dopisała też, że nie obrażały mnie jej koleżanki (haha!), ale żebym sobie nie myślał, ze bliskie jej osoby będą do mnie pajały sympatią, bo prawdziwego faceta poznaje się nie jak zaczyna, tylko jak kończy... Nie odpisałem nic na to.
W ten sam dzień, późnym wieczorem, wstawiła na FB zdjęcia z Juwenalii, ze znajomymi, w objęciu z jakimiś chłopakami, itd. Na pewno zrobiła to po to, żeby mi zrobić na złość, ale póki co nie zwracam na to uwagi.
Drogie Netkobiety, powiedzcie mi, co mam robić? Wiem, że obie strony są mocno zranione. Ja naprawdę ją kocham, tylko po prostu duma mi nie pozwoliła wtedy odpisać na samym początku na tego smsa 'jak tam?'. Może i zrobiłem ogromny błąd, ale mam nadzieję, że da się jakoś tę sytuację odwrócić na korzyść.
Czy jest jeszcze jakakolwiek szansa na rozwój wydarzeń? Np. odczekać z 2-3tygodnie i napisać tak z niczego do niej: co słychać, jak się czuje? Bo uważam, ze w tym momencie za bardzo jesteśmy nabuzowani na siebie i odzywanie się będzie jeszcze bardziej niekorzystne. Wiem, że to dziecinne, ale... mam się odznaczyć z tego zdjęcia? Żeby nie dawać jej powodów do robienia mi na złość? Jak Wy to wszystko widzicie?
Naprawdę układało nam się rewelacyjne. Nigdy nie narzekaliśmy na nudę. Życie seksualne też mieliśmy bogate (kilka razy w tygodniu), także nie wiem, z czego to się tak zaczęło wszystko psuć ![]()
Proszę, drogie Panie, dajcie mi chociaż nadzieję. Jestem w stanie zrobić wszystko, upokorzyć się, poniżyć, żeby ją tylko odzyskać. Dla miłości wyrzeknę się wszystkich zasad, tylko po to, żeby znów poczuć jej dotyk, usłyszeć jej głos, śmiech i popatrzeć na jej piękne oczy.
Uświadomiłem sobie, jak ogromny błąd popełniłem, no ale niestety jestem tylko człowiekiem. Każdy ma wady, które stara się wyeliminować. Czuję, że jest to miłość mojego życia i nie potrafię sobie wyobrazić innej osoby obok mnie.
Jak dodatkowo sprawić, żeby te uczucia też powróciły u niej, w jej sercu?
Bardzo proszę, pomóżcie. Za każdą radę, nawet niewielką, będę serdecznie wdzięczny.