netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

przyjaciel po przejściach i związek otwarty

4 odpowiedzi3 647 wyświetleńzałożony przez Aniee, 15.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » przyjaciel po przejściach i związek otwarty

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: przyjaciel po przejściach i związek otwarty

Kilka lat temu odnowiłam kontakt z kolega z lat szkolnych (narkoman - ale czysty od kilku lat, 2 dzieci z 2 różnych związków). Zaakceptowałam go z całym bagażem doświadczeń. Bo przecież każdy zasługuje na szansę i nawet człowieka po przejściach sie nie skreśla. Nasza znajomość rozpoczęła się w momencie kiedy on był w związku. Żadne z nas nie ukrywało, ze podoba sie drugiej stronie, że jest jakaś pokusa. No ale fakt że pozostawał w związku oznaczał ze nic sie wydarzyć nie może i sie nie wydarzyło! Od słów niekoniecznie musi iść do czynów. Delikatny flirt nie jest chyba wykroczeniem. taką grę słowną stosuje wiele osób (ja sie z tym spotykam bardzo często, ale mam świadomość, ze to sa słowa, ze każde z nas może pozwolić sobie na takie żarty i nic z tego nie wyniknie, a czasem taka jest natura człowieka, że po prostu lubi taki charakter rozmowy). Pokusa tkwi na każdym kroku, co nie oznacza, ze wszystkiego trzeba od razu próbować. Szanuje to ze ktoś jest z kimś innym i że po tzw "cudze" sięgać nie należy. Traktowałam tego człowieka jak przyjaciela. Który wiedział o mnie niemal wszystko - o mojej sytuacji rodzinnej, śmierci matki, o moich doświadczeniach z innymi mężczyznami, o moich słabościach , lękach, kompleksach, a nawet, że mam przewlekłą chorobę. Zaufałam mu, choć przez wiele lat ciężko mi było się przekonać do kogoś, w przeświadczeniu, że nikt nie zaakceptuje takiej osoby jak ja. Nawet jeśli do brzydkich nie należę i wiem, że podobam się innym. Wydawało mi się, że to działa też w drugą stronę, bo i on dzielił zemną swoje sprawy, pytał o radę itp.

Po jakimś czasie on rozstał się ze swoją partnerką, matką dziecka, bo przestało się im układać. Miał po tym chyba jakąś przelotną znajomość opartą na seksie. Potem my się do siebie zbliżyliśmy...najpierw było spotkanie, kolejne po 2 miesiącach pocałunek...tylko ze on od razu po tym pocałunku napisał, że najchętniej to by mnie zabrał do hotelu. otwarcie mówił że chce się kochać itp. Skończyło się na propozycji otwartego związku. tak mi było przykro, ale próbowałam sie zbliżyć, były jakieś pieszczoty ale powiedziałam że na seks nie jestem gotowa...<bałam sie potwornie że sypia w tym czasie z innymi, tak bardzo, że głośno wypowiadałam ta obawę, choć on mnie zapewniał, że z nikim sie nie spotyka, że to ja sobie dopowiedziałam, on tylko nie chciał poważnego związku). Po tym wyjechałam na wycieczkę. Po powrocie jeszcze pisał przez chwilę, a potem oznajmił mi, że ma problemy osobiste i nie ma ochoty na rozmowy ze mną. to trwało 2 miesiące...potem odezwał sie jakby nigdy nic w nowym roku byl u mnie...opowiedział mi cala swoja historie życiowa...i wyszedł...i juz nie wrócił...(a ja myślałam, ze to oznacza jakieś zaufanie). Następnie miał obronę licencjatu, poszedł świętować (ja w międzyczasie przeżyłam 2 pogrzeby bliskich członków rodziny) niby napisał ze mam przyjść, ale juz nie napisał gdzie...zrobiło mi sie przykro..przestalam sie kontaktować, myślałam ze sie odezwie...ale nic takiego nie miało miejsca...jak ja sie odezwałam po 2 miesiącach...usłyszałam że jak ja śmiem sie odezwać po takim czasie jak gdyby nigdy nic...chwilę później oznajmił mi ze zaczął sie z kimś spotykać, z mężatką z innej części Polski w regularnych odstępach czasu (raz na miesiąc) i to mu odpowiada. to jest uczciwy układ. A znajomość chyba zawarta przez internet jeszcze kiedy był w poprzednim związku. Powiedziałam co sądzę o tym, że ma dość skomplikowane życie, więc po co komplikuje je jeszcze bardziej. Ale on nie ma wyrzutów, bo tamto małżeństwo istnieje tylko na papierze. Są to obcy dla siebie ludzie. No i poniekąd miałam żal do niego, byłam rozczarowana jego postępowaniem, trochę czułam sie oszukana. Bo powtarzał że kobiety go skrzywdziły, że musi przewartościować swoje życie. Ze się nawrócił na wiarę katolicką itp. Przez chwilę próbowałam go sprowokować i przekonać się czy ma chęć spotykać sie ze mną. Ale powiedział ze to co było miedzy nami nie powinno wrócić. Ze mieliśmy inne oczekiwania - ja pragnęłam księcia z bajki, a on nim nie jest i nie zrywa gwiazd z nieba. On był mną zafascynowany. Wiec może moje przekonanie, ze będzie utrzymywał kontakty z innymi kobietami było błędne?

Chciałam się potem spotkać, wyjaśnić wszystko, ale słyszałam tylko, ze nie mam czasu na spotkania towarzyskie (a często dowiadywałam się, że co 2 tygodnie bywał w jakimś klubie). Jestem zajętym tatą. Nie ma pieniędzy. I nie wie jak mnie przekonać ze mówi prawdę. Znowu jakieś nieporozumienie. Odezwał się w życzeniami wielkanocnymi. Ja nie odpisałam od razu, bo wiadomo święta, porządki, zajęcia itp. Usłyszałam pretensje, że mu nie odpowiedziałam. Usunął mnie z grona znajomych na portalach społecznościowych. A potem w tłumaczeniu usłyszałam, że wypił za dużo alkoholu  i stąd jego zachowanie.

Tydzień później spotkałam ich oboje w klubie. Sam do mnie podszedł, przytulił i tak stał chwile w tym uścisku, a potem przedstawił mi ową mężatkę. Po czym obróciłam sie na pięcie i poszłam bawić sie dalej. Ale już byłam smutna, bo ze mną nie wychodził. A poza tym na takie wyjścia (wejście do klubu, drinki, taksówka) trzeba mieć pieniądze. Przyszedł jeszcze do baru za mną pytając jak się bawię, czy jestem z kimś w związku.  mówiąc ze nie sposób przejść koło mnie obojętnie...odpowiedziałam że nie mamy o czym rozmawiać, skoro nie stać go na normalne spotkanie...on stwierdził że nie ma za co mnie przepraszać, nic nie zrobił...zaczął te swoje wyjaśnienia popłakałam sie...i tak mnie w sumie zostawił...myślałam że się odezwie następnego dnia, ale tego nie zrobił...potem wyjechałam na kilka dni...cos tam niby napisał ale jak zapytałam sie by mi poradził co zobaczyć to napisał ze nie ma czasu bo sie pakuje i organizuje grilla dla swojej ekipy na działce. przykro jak diabli napisałam ze widać ze to tylko dla mnie nie ma czasu i pieniędzy....a ja go zapraszałam na swoje urodziny, zawsze bałam pod uwagę jego osobę prze cały czas gdy mieliśmy kontakt traktowałam jak kogos bliskiego chciałam sie spotkać by wyjaśnić i żeby było ok miedzy nami, bo sądziłam ze jest jak przyjacielem (z którym rozmawiam o wszystkim, mogę sie powygłupiać, potarzać na dywanie, wspólnie cos ugotować, bo tka to wyglądało)..odpisał ze nie wie co mi zrobił i co ja myślałam ale to jest dziwne i odstraszające. poczułam sie jak trochę jak wariatka...

zaakceptowałam go takim jakim jest...nie pytając o nic pomagałam wspierałam nie oczekując nic w zamian...nie pragnąc uczucia...a jeśli chciał ze mną cos zbudować chciałam tylko wyłączności ewentualnie związku na próbę...ale to chyba było tez poważne...a teraz wydaje mi się że cos mi wmawiał (bo skąd mężczyzna, który w tygodniu pracuje, wieczory zazwyczaj spędza na facebook?u, w weekendy ma zjazdy, w pozostałe podobno opiekuje się córką lub w tygodniu, tyle że w tygodniu pracuje, druga córkę odwiedzą w tygodniu znajduje czas na spotkania z tą mężatką w weekendy, na wyjścia, więc trudno uwierzyć ze ma czas na wszystko) ma dość wysokie alimenty wiec musi sporo zarabiać a ja wierzyłam w to co mówił..
zarzucił mnie poczuciem winy...ze to ja z nim flirtowałam...inicjowałam coś...ze on tylko musi mi sie tłumaczyć, a ja mam ciągłe roszczenia i pretensje...ze jestem okrutnym sędzia, ze nie wie jak ustosunkować sie do tego co mowie, że trzeba wiele w życiu przeżyć by mieć racjonalne podejście do życia (wg mnie nie sięga sie po cudze...jak ktoś zostaje w związku to robi wszystko by było dobrze, a jak nie daje rady to niech sie rozwiedzie. dziecko czuje jak jest źle...)....czy ja musze tez przeżyć to co on czy mieć kręgosłup moralny by coś właściwie ocenić?

moje kompleksy, obawy, o których on wiedział, bo był dla mnie jak przyjaciel obróciły sie przeciwko mnie .
Czasami czuję taki ciężar w klatce piersiowej, bo nie wiem czy słusznie postąpiłam. Może czasem jest tak, że ktoś sie boi zaryzykować po kolejnych złych doświadczeniach w związku, proponuje jakąś zastępcza formę, tak asekuracyjnie. On mówił, ze nie wie jaka jestem w związku. Ale też mówił ze mogę spotykać się z innymi mężczyznami, że on chce być wolny. W sumie był szczery ze mną i nie było niejasności. A może w rezultacie okazać się, że coś sie uda?
co jeśli ja sobie cos dopowiedziałam, jeśli miałam jakieś zbyt duże oczekiwania, zamiast po prostu w cos wejść. Mogłam porozmawiać jak druga strona widzi ten otwarty związek (choć otwarty związek to chyba otwarty związek). Miałam wątpliwości i pytałam. A te moje pytania stały sie niejako pretensjami lub roszczeniami....MOŻE JA KOGOS WYSTRASZYŁAM?
Każdy by sie tym zmęczył. Ale taka niejasna sytuacja sprawia, że człowiek sie tylko mota i działa na swoją niekorzyść.

Czy można zakochać się w kimś jeśli poznał się go przez Internet, (będąc jeszcze w związku z matka swojego dziecka?) Spotykać się raz na miesiąc?Może fakt, ze są po przejściach ich zbliży, ale czy można kogoś poznać widując się tak rzadko, traktując kogoś jak gościa??? Podobno seks przywiązuje?może gdybym ja zaryzykowała tez bym miała więcej?a teraz gdybam żałuje?i obwiniam siebie?
Sama już nie wiem? ?

2

Odp: przyjaciel po przejściach i związek otwarty

Ale co bys miala? Faceta, ktory nie wie, czego chce? Przeciez to co on robi, to sie kupy nie trzyma. Jak ludziom zalezy, to oboje maja potrzebe spotkan. Facet ma dzieciaki z dwoma roznymi kobietami, a teraz romans z mezatka.
To co opisujesz nosi dla mnie znamiona toksycznej relacji, przynosi Ci tylko doly, a nie szczescie. Facet Cie nie wspiera, nie zachowuje sie jak dobry kolega nawet, tylko jak cholerny egoista.
Przestan obwiniac siebie i daj sobie z nim spokoj.

3

Odp: przyjaciel po przejściach i związek otwarty

Popieram słowa koleżanki Kawencji.
Daj sobie spokój z tym kolesiem, bo traktuje Cię jak za przeproszeniem gówno.

4

Odp: przyjaciel po przejściach i związek otwarty
Kasiaaa93 napisał/a:

Popieram słowa koleżanki Kawencji.
Daj sobie spokój z tym kolesiem, bo traktuje Cię jak za przeproszeniem gówno.

Zgadzam się.
Ten facet sprawia wrażenie nieodpowiedzialnego kolesia z zacięciem mitomana.
Dlaczego?
"...skąd mężczyzna, który w tygodniu pracuje, wieczory zazwyczaj spędza na facebook?u, w weekendy ma zjazdy, w pozostałe podobno opiekuje się córką lub w tygodniu, tyle że w tygodniu pracuje, druga córkę odwiedzą w tygodniu znajduje czas na spotkania z tą mężatką w weekendy, na wyjścia, więc trudno uwierzyć ze ma czas na wszystko..."
Wciskał Ci kity, by coś uzyskać. Jednak, gdy odmówiłaś nie będąc gotową - znalazł sobie kogoś innego...
Typowy nieodpowiedzialny palant.
Daj sobie spokój...

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » przyjaciel po przejściach i związek otwarty

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026