Zastanawiam się nad taką oto sytuacją; znacie kogoś z widzenia, wymieniacie się spojrzeniami, od dluuuuuższego czasu, czyli znacie się poniekąd z widzenia...czy jest możliwoćc by swoimi myślami wpłynąc na to by ta osoba także w tym momencie zaczeła myśleć o tej osobie, która niejako ją "ściągnęła"? czy jest to w ogóle możliwe, a jeśli to czy nie tylko w wypadku gdy coś się między tymi osobami podziało( "chemia" ) Czy ktoś jest w stanie się wypowiedzieć autorytatywnie, może ktoś zna jakieś badania? teorie psychologiczne?
Podobne tematy
oczywiscie,tylko...jeżeli będzie to pozostawało tylko w sferze..."widzenia" na ulicy dwoch osob "chemia" zacznie słabnąć..."chemia" między ludźmi rozwija sie najlepiej w tedy gdy zaczynają sie poznawać..psychicznie i fizycznie. Jeżeli obie strony podczas wspomnianego "poznawania" odczuja tą "chemię" to sprawa jest jasna...widzac kogoś można czuć ekscytacje jego osoba ktora po bliższym poznaniu obiektu zainteresowan albo wygasa,albo przeradza sie w "chemie" .
oczywiscie,tylko...jeżeli będzie to pozostawało tylko w sferze..."widzenia" na ulicy dwoch osob "chemia" zacznie słabnąć..."chemia" między ludźmi rozwija sie najlepiej w tedy gdy zaczynają sie poznawać..psychicznie i fizycznie. Jeżeli obie strony podczas wspomnianego "poznawania" odczuja tą "chemię" to sprawa jest jasna...widzac kogoś można czuć ekscytacje jego osoba ktora po bliższym poznaniu obiektu zainteresowan albo wygasa,albo przeradza sie w "chemie" .
Racja...w tym wypadku jednak to trwa roku i jest zdroworozsadkowo myslac totalnie bezprzyszlosciowe...( zbyt duze roznice wiekowe i domyslam sie mentalne...co widac golym okiem) byla przerwa polroczna....ale ow czlowiek znow sie pojawil i znow dzieje sie cos...moze u mnie tyklko, nie wiem...ale elektryzujace spojrzenia przeciagane az ktores nie wytrzyma az bola...moze "romantycznosc"...i stopien absurdu jaki wiazalby sie z kontynuacja i pociagnieciem tej dziwnej acz spedzajacej mi sen z powiek "znajomosci" jest przeokrutny, wplywa na poziom emocji i drzenie wewnatrzne ktore niechybnie mnie po tej magicznej chwili zniewala....mozliwe ze uraasta to do rangi czegos metafizycznego z wymienionych pwoodow, moze powinno ktores z nas slowo wypowiedziec, wtedy wsyztsko prysnelo ale wtedy chyba bol i roczarowanie bardziej nieznosne by bylo niz to co jest takie ulotne i niepewne ale jakze sciskajace gardlo...kurcze to boli...heh...czekam na dalsze glosy:))
szczeze wolalabym twą sytuacje niz ta w ktorej sie znajazłam...mam nadzieje jednak ze wszystko ułoży sie po twojej mysli:)
jesli masz ochote i siłe - opowiedz, chetnie przeczytam:)
opisałam to w osobnym poscie;p
wiem, gapa ze mnie, wlasnie odpisalam:))
mam dokładnie tą samą sytuację. tylko że u mnie to trwa już dobre kilka lat. tylko, że ja jestem na tyle ciotowata, że nigdy nie odwzajemnię spojrzenia. zerknę tylko, widzę że się mi przygląda, a ja zaraz wbijam wzrok w podłogę... i czasem uśmiecham się pod nosem. żałosne z mojej strony ![]()
kiedyś spotykaliśmy się przypadkowo kilka razy w miesiącu, potem poszłam na studia, przeprowadziłam się i myślałam że koniec "love" of my life. stoję sobie kiedyś na wydziale, paczę - wchodzi ON. zamurowało mnie totalnie. okazało się że studiujemy na jednym wydziale, ale w innych instytutach
i dalej historia z wzrokiem wbitym w ziemię się powtarza ![]()
a teraz on już chyba z kimś 'kręci' (choć na 100% pewna nie jestem), tak że pewnie moja "love" się będzie musiała skończyć. ahhhh.. żebym była odważniejsza... ![]()
mam dokładnie tą samą sytuację. tylko że u mnie to trwa już dobre kilka lat. tylko, że ja jestem na tyle ciotowata, że nigdy nie odwzajemnię spojrzenia. zerknę tylko, widzę że się mi przygląda, a ja zaraz wbijam wzrok w podłogę... i czasem uśmiecham się pod nosem. żałosne z mojej strony
kiedyś spotykaliśmy się przypadkowo kilka razy w miesiącu, potem poszłam na studia, przeprowadziłam się i myślałam że koniec "love" of my life. stoję sobie kiedyś na wydziale, paczę - wchodzi ON. zamurowało mnie totalnie. okazało się że studiujemy na jednym wydziale, ale w innych instytutachi dalej historia z wzrokiem wbitym w ziemię się powtarza
a teraz on już chyba z kimś 'kręci' (choć na 100% pewna nie jestem), tak że pewnie moja "love" się będzie musiała skończyć. ahhhh.. żebym była odważniejsza...
O rany, i to wciąż trwa? to niezła magia:)i chyba to nie przypadek, nie sadzisz? pomysl że to może jest coś wartościowego, że jesli odpuścisz pozwolisz temu odejsc, stracisz szanse na szczescie...nie sugeruje bys sie na niego rzucila z biala chustka krzyczac "moj Ci on" ale postaraj sie przytrzymac jego wzrok choc o 2-3 sekundy...sprobuj...to wcale nie musi oznaczac Bog wie czego ale dasz mu taki subtelny sygnal, uwazam ze bylabys nierozsadna zaprzepaszczajc to i na dodatek wiedzac ze zaczyna z kims krecic, przeciez on wyraznie czeka na jakis sygnal...ale wieznie czekac nie bedzie, teraz facetom nie jest tak latwo po prostu podejsc i kogos zaczepic, sa owszem ci odwazniejsi, ale moze ona nalezy do tych ktorym pewnosic siebie brak....czekam na raport z nastepnego waszego "spotkania":))
Trafiłam na ten wątek przez przypadek i postanowiłam założyć konto, żeby się wypowiedzieć
Dlatego na początku witam wszystkich na forum ![]()
Jestem chodzącym przykładem, że przyciąganie istnieje, mimo upływu lat. Bo z X znamy się ponad 12 lat i przyciąganie jest przez cały czas. Kiedyś jako szczeniaki zakochaliśmy się w sobie, ale żadne drugiemu nie powiedziało i uważaliśmy się za największych wrogów, bo oczywiście dokuczaliśmy sobie niemiłosiernie, a widzieliśmy się codziennie - jedna paczka znajomych. Później paczka się rozpadła, nasze drogi się rozeszły i spotkaliśmy się przypadkiem na ulicy. Rozmawialiśmy, pamiętam, że był odstrojony jak stróż w Boże Narodzenie, bo wracał z randki. Dokuczaliśmy sobie nadal, jak powiedział mi, że umawia się z jakąś to myślałam, że mnie szlag trafi, jak on mnie widział z jakimś facetem na ulicy to miał dziwną minę. Ale wtedy jeszcze uważałam, że mnie nie znosi. Po paru latach spotkaliśmy się przypadkiem na parapetówce u znajomych. On się nie zmienił, nadal albo mi dokuczał albo mnie omijał (zachowywał się jak szczeniak po prostu). Nie wytrzymałam i zapytałam go dlaczego mnie tak nie znosi. Powiedział, że mnie bardzo lubi i o dziwo zaczęliśmy miło rozmawiać. Pod wpływem procentów wypaliłam, że kiedyś strasznie się w nim kochałam, X szczęka opadła i zapytał, czemu mu nie powiedziałam. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie mogłam mu powiedzieć, bo mnie znosił. Powiedział, że też mnie kochał i tym razem ja zbierałam szczękę z podłogi. Znowu minęło trochę czasu i przez przypadek spotkaliśmy się u kogoś. Okazało się, że możemy przegadać całą noc i jest nam bardzo miło razem, jemu uczucie do mnie nie przeszło, chciał, żebyśmy byli razem. Ja uciekłam, bo byłam wtedy z kimś innym. Dzwonił, odmówiłam. Z ciężkim sercem, ale odmówiłam. Nie widzieliśmy się pół roku. Wiedziałam, że zrobiłam źle i żałowałam strasznie mojej decyzji. Wtedy On odmówił, bo spotykał z kimś, o czym ja nie wiedziałam. Teraz mimo tych wszystkich lat, nadal mam miękkie kolana, serce bije jak oszalałe i język mi się plącze, kiedy widzę go gdzieś przypadkiem na ulicy, czy spotkamy się u znajomych. Łapię się na tym, że kiedy jestem u wspólnych znajomych rozglądam się czy jest. Moja przyjaciółka twierdzi, że na wszystkich jego i moich wspólnych zdjęciach patrzymy na siebie maślanymi oczami. A ja jej zawsze odpowiadam ze śmiechem, że to dlatego, że jak byłam małolatą to pierwsze zdanie, kiedy go zobaczyłam brzmiało: "On zostanie moim mężem". Wiem, że on nadal do mnie coś czuje, ale tak nam się życie ułożyło.
Przepraszam za dosyć nieskładne zdania i za długość wypowiedzi ![]()
Ja też mam taką przyjaciółkę. Znamy się 10 lat. 8 lat temu stanęliśmy przed wyborem - przyjaźń czy związek. Pomimo faktu, że zdarzyło nam się uprawiać seks wybraliśmy przyjaźń. Żadne z nas nie żałuje, ale oboje zastanawialiśmy się latami "co by było gdyby". Nie mamy przed sobą tajemnic, rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Nikt nie wie o niej tyle co ja. Nikt nie wie o mnie tyle co ona. Niekiedy wciąż się ona przy mnie rumieni z tym charakterystycznym błyskiem w oku. Niekiedy to ja tak reaguję na nią. Przy żadnej innej kobiecie nie czułem się tak spokojnie i pewnie ani swobodnie jak przy niej. Nawet przy mojej (byłej)narzeczonej. Wiem z resztą, że ona ma tak samo, bo rozmawialiśmy o tym. Niemniej jednak dokonaliśmy pewnych wyborów i ich się trzymamy.