na poczatku chcialam przeprosic za brak polskich znakow ale pisze na niemieckiej klawiaturze i nie potrafie zmienic tych ustawien. Chcialam tez ostrzec bo moja historia nie jest ani szczegolnie niezwykla, ani przerazajaca ani specjalnie smutna, czuje po prostu przymus wyrzucenia jej z siebie poniewaz nie moge sie nia podzielic z najblizszymi.
Wszystko zaczelo sie od przeprowadzki mojej rodziny kiedy mialam 16 lat. W nowym miejscu czulam sie zagubiona i troche samotna, dopoki nie pojawil sie on, byl odemnie starszy, student bodajze na III roku. Czulismy sie w swoim towarzystwie swietnie choc wsrod jego znajomych czulam sie zagubiona, widzialam ze traktuja mnie jak gowniare z lekkim poblazaniem ( dzisiaj wcale im sie nie dziwie ). Udalo mi sie rowniez zdobyc sympatie rodzicow, babci, a nawet psa i kota. Mielismy podobne charaktery pomysly na zycie. No ale.
On bardzo czesto wspominal o wspolnym przyszlym zyciu, a mnie to zaczelo przytlaczac chcialam szalec, bawic sie poznawac ludzi i smakowac zycia!! Wszystko to sprawilo ze rozstalismy sie - zreszta na moje wlasne zyczenie i z mojej winy. Napisal mi pozniej lzawy list o tym jak mnie nienawidzi, kocha i jak bardzo chcial sobie ulozyc ze mna zycie co jeszcze bardziej mnie utwierdzilo w przekonaniu ze zrobilam dobrze odchodzac.
Pozniej bylo pare krotkich epizodow, spotkania podczas ktorych przekonywalismy sie ze wciaz nas do siebie ciagnie ale nie robilismy nic w kierunku takim zeby do siebie wrocic.
On znalazl sobie dziewczyne - swietna kobiete ktora jest teraz jego zona i chyba lepszej nie moglam mu zyczyc. Ja jestem teraz w wieku w ktorym on mnie poznal, wyjechalam na studia, mieszkam z chlopakiem ktorego kocham choc to chyba bardziej braterska milosc i poczucie stabilnosci ktorej nigdy nie mialam tak na prawde w domu ale jestem szczesliwa... ostatnio jednak ciage mysle o nim, jeszce rok temu wymienialismy czasem pare zdan na gg, ostatnio rozmawialismy w pazddzierniku kiedy powiedzial mi ze jego zona jest w ciazy, chyba tez zabronila mu rozmawiac ze mna bo choc napisalam pare razy nie odpisuje, ja wiec staram sie nie narzucac i tez nie odzywac bo nie chce rodzic niepotrzebnych konfliktow w szczesliwym zwiazku.
Czuje jednak zal, nie wobec niego chyba tez nie wobec siebie. Zaluje ze to nie ja jestem na jej miejcu, brakuje mi go, brakuje mi nawt rozmow i tych wszystkich rzeczy ktore tak bardzo mnie u nniego denerwowaly, wiem tez ze moge juz go nigdy nie zobaczyc, bo mieszka teraz daleko przykro mi ze poznalismy sie w takim wieku, kiedy ja jeszcze zylam chwila a on juz po woli potrzebowal stabilnosci, ktos tam na gorze zle rozplanowal ten plan akcji.
Czesto o nim mysle, czesto mi sie sni. Wiem tez ze gdybysmy mogli przezyc to zycie razem to byloby to zycie niezwykle Wiem jednak ze jest szczesliwy, choc znam jego maly sekret - przyznal ze tez zaluje i czasem czuje ze jego zycie nie potoczylo sie do konca tym torem jakim powinno.
Ja tez ukladam sobie zycie, jest mi dobrze i nie chce niczego wiecej, nigdy nie mialam zamiaru wchodzi w czyjes zycie i usilnie je niszczyc, w kazdym badz razie zycze szczescie i sobie i jemu.
szkoda tylko, to wszystko.