Witam ![]()
Nie jest to mój pierwszy wątek ale musiałam założyć kolejny bo jest sprawa która mnie strasznie męczy, a dzisiaj chyba najbardziej.
W poprzednie wakacje spotykałam się z facetem którego umownie nazwę tu D. kiedyś mieliśmy sprzeczkę,zawiodłam się na nim i myślałam ,że to już koniec znajomości. Musiałam z kimś pogadac o tym wszystkim,weszłam na czat i poznałam S. Jak się potem okazało D. odezwał się i znowu się spotykaliśmy (ta sytuacja miałam miejsce chyba jakoś na początku sierpnia) . Przez cały czas miałam kontakt z S. ale czysto koleżeński a kiedy D. i ja zaczęliśmy być parą znajomośc z S. się skończyłam. Niestety po wielu niefajnych sytuacjach,z których wynikały wieczne kłótnie, ok grudnia D. stwierdził ,że 'nie wie czy mu tak bardzo zależy czy tak bardzo mnie lubi' i najzwyczajniej w świecie przestał się odzywać,odpisywać i odbierać
Miałam mega doła i napisałam do S. po radę. On mnie pocieszał,radził,rozmawiał...i mimo,że D. nie zmienił zachowania to pisać z S. nie przestałam. Po jakimś czasie , chyba ok stycznia umówiłam się na pierwsze spotkanie z S. No i miałam mieszane uczucia...przeszkadzało mi,że jest minimalnie wyższy ode mnie, nie był 'w moim typie', i zachowywał się troszeczkę zniewieściale...ale kontakt mieliśmy i spotkaliśmy się jeszcze pare razy... te detale tak mnie zraziły,że zaczęłam sobie tłumaczyć,że on mnie nie kręci, że jest totalnie inny niż D...I jakoś w połowie marca napisałam ,że nie dam tak rady,że przepraszam... On podziękował za szczerość , napisał,że się nie gniewa etc.
Ale dzisiaj tak siedze sama w pokoju i myślę o tym wszystkim i chyba trochę tęsknie za S. ... Dopiero teraz zdałam sobie sprawę,że to facet ,który jest w porządku wobec każdego, zawsze dotrzymuje słowa, bardzo szanuje innych, nie ma w nim nic z egoizmu, troszczył sie o mnie, wiem,że nigdy by nie zdradził,rozumiał każdy mój problem, ZAWSZE mogłam na niego liczyć...zupełne przeciwieństwo D...(egoista, zawsze każda kłótnia to byłam moja wina, nie przejmował sie kiedy czymś się martwiła...I nie wiem czemu mimo to siedzi tak głęboko we mnie
)
I tak teraz myślę... co jest ważniejsze? to żeby facet przypadł do gustu czy to żeby mieć przy sobie naprawde wartościowego człowieka? Ja się już sama pogubiłam... Jak Wy to odbieracie?Myślicie ,że najpierw zakochujemy się w osobie a potem reszta przychodzi sama?
Sama nie wiem co czuję.. tęsknie za nim i za wiadomościami od niego, za rozmowami i tym jak wszystkich usprawiedliwia...I nie spotkałam dawno faceta który byłby tak bardzo fair...