netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

8 odpowiedzi4 169 wyświetleńzałożony przez CiastusPlastus, 24.04.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1

Temat: czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

Witam serdecznie, na wstepie bardzo wszystkich prosze o wyrozumialosc, zarejestrowalem sie na tym forum specjalnie po to, by opisac swoj przypadek i byc moze w koncu dostac jakas solidna rade, co robic... Niecierpliwym proponuje od razu odpuscic sobie czytanie, gdyz opowiesc bedzie dluga.
moj problem wyglada nastepujaco - niewiele ponad pol roku temu poznalem dziewczyne, z która wzajemnie zbudowalismy bardzo dziwna relacje trwajaca az do tej pory. W innym przypadku pewnie bym sobie dawno odpuscil, jednak jak to zwykle bywa z prawdziwym uczuciem, nie potrafie. Wspomniana dziewczyne poznalem zupelnie przez przypadek - nie szukalem jej, nie poderwalem, nic z tych rzeczy. Pewnego razu po prostu przyszla z moja znajoma do pubu, do ktorego czesto chodzilem z kolegami. Przechodzilem wtedy bardzo ciezki okres w zyciu (utrata ojca, bardzo ciezka choroba innego czlonka najblizszej rodziny, do tego miesiac wczesniej przyjaciel prawie zszedl mi na rekach w wyniku wypadku. dodac do tego mozna jeszcze cierpienie po nieudanym zwiazku z kobieta, ktora bezgranicznie kochalem), wiec ostatnia rzecza, o jakiej myslalem, bylo flirtowanie/szukanie potencjalnej partnerki. Jednak wystarczylo jedno spojrzenie w oczy i jej usmiech, bym nabral przekonania, ze z ta dziewczyna cos mnie polaczy. Od samego poczatku ona okazywala zainteresowanie moja osoba, ja jednak staralem sie trzymac bezpieczny dystans, gdyz okazalo sie, ze na dniach zakonczyla 6-letni zwiazek z dobrym kolega mojego przyjaciela (a sam fakt zakonczenia zwiazku nie byl pewnikiem, poniewaz chlopak wyjechal do pracy zagranice i mogl jeszcze nawet nie wiedziec o tym, ze juz nie ma dziewczyny - przepraszam z gory wszystkie panie za takie rozumowanie, lecz zycie nauczylo mnie, ze roznie to bywa w takich sytuacjach). Poczatkowo widywalismy sie tylko w soboty, jednak ona zlapala swietny kontakt z dziewczyna mojego przyjaciela, ktora - jako urodzona swatka - postanowila zaaranzowac spotkanie we czworke w tygodniu. Pamietam, ze samo spotkanie nie nalezalo do zbytnio udanych, jednak gdy rozdzielilismy sie na pary (obiecalem, ze odprowadze ja do domu, gdyz mieszkamy stosunkowo blisko siebie), przesiedzielismy wspolnie cala noc na lawce, spedzajac czas na zwyklej rozmowie, niczym wiecej. Pamietam, ze podczas tej rozmowy spytala sie, czy jestem prawdziwy, co ja odebralem wylacznie jako zwykly flirt i jednym uchem wpuscilem, drugim wypuscilem. Swoja droga, bylem tez przyzwyczajony do takich tekstow ze strony kobiet, gdyz podobno "dobry ze mnie chlopak" i nie wywieram na nich zadnej presji zwiazanej z flirtowaniem i checia zwyklego spicia i zaciagniecia do lozka, co podobno je do mnie przyciaga. Ponadto, jesli chodzi o zwiazki i uczucia, zycie mnie nie oszczedzalo, cale swoje zycie uczuciowe budowalem na wizerunku "wyrafinowanych suk", jakimi okazywaly sie kobiety, z ktorymi sie spotykalem. Sobotnie spotkania w pubie staly sie juz dla nas rutyna, a przy najblizszej sobocie uslyszalem od dziewczyny przyjaciela, ze ma juz dosc nieustannego wysluchiwania, jaki to ja nie jestem wspanialy wyjatkowy itp i zebym w koncu zabral sie za ta dziewczyne. Skonczylo sie to noca spedzona u niej (co prawda do niczego nie doszlo, poniewaz caly czas nie moglem pozbyc sie z glowy mysli, ktore tak bardzo hamowaly mnie przed zabieganiem o nia). Od tej pory tak konczyla sie kazda sobota. Ktorejs nocy w koncu doszlo do zblizenia, jednak po jej zachowaniu przed, w trakcie i zaraz po wywnioskowalem, ze nie chciala tego i ze daje mi do zrozumienia, ze to sie nigdy nie wydarzylo. Z taka mysla zasnalem i gdy obudzilem sie rano po prostu ubralem sie, wypilem kawe i przyszykowalem do wyjscia. Wtedy to uslyszalem ze chce jej sie plakac, ze nie moze uwierzyc ze tak sie zachowalem, ze moglo byc pieknie a wyszlo beznadziejnie. zbity z tropu postanowilem wrocic do domu i umowilem sie z nia na rozmowe wieczorem. podczas tej rozmowy dowiedzialem sie, ze poczula sie jak szmata, ze nie moze na siebie patrzec itp. oczywiscie od razu powiedzialem jej czemu tak zareagowalem i zapewnilem, ze nigdy nie chcialem jej w taki sposob skrzywdzic (co bylo prawda, bo nigdy wczesniej w zyciu sie tak nie zachowalem i szczerze czulem sie jak smiec). Przez tydzien prawie w ogole nie rozmawialismy, w koncu udalo mi sie wyprosic ja o jeszcze jedna rozmowe, po ktorej najwidoczniejpostanowila dac mi jeszcze jedna szanse, gdyz znowu zaczelisym sie spotykac, ja goscilem u niej coraz czesciej, zaczalem ja rowniez zapraszac do siebie. Doszlo do kolejnego zblizenia. ona znowu - tak mi sie przynajmniej wydaje - chciala ode mnie jakiegos oswiadczenia w stylu "sprobujmy byc razem", jednak ja nie potrafilem tego z siebie wykrztusic i tak znowu zasnelismy z niewyjasniona sprawa. rano dowiedzialem sie, ze jej byly wraca do pl na swieta. od razu jej powiedzialem, ze mam nadzieje, ze nie okaze sie ze odbilem komus dziewczyne i ze nie mam zamiaru zrywac z nia znajomosci ale nie bede mial do niej pretensji, jesli ona zdecyduje sie na powrot do swojej bylej milosci. ku mojemu zdziwieniu bardzo ja to ucieszylo, przytulila mnie i podziekowala. jej byly przyjechal, lecz my nie zerwalismy kontaktu, dalej sie spotykalismy, spedzilismy razem sylwestra, w nowy rok znowu obudzilem sie u niej (chociaz do niczego nie doszlo, co dalo mi troche do myslenia). od tamtej pory zaczely sie problemy. ona nabierala coraz bardziej negatynego nastawienia do mnie, ktoregos wieczora powiedziala mi, ze powinnismy przestac sie widywac, ze ona nie szuka sobie zadnego chloptysia itp. ja niestety mam ta spora wade, ze rozmawiac potrafie dopiero po fakcie i dopiero wtedy postanowilem jej opowiedziec o swoich uczuciach i blokadach, hamulcach - w skrocie o tym, dlaczego nie pokazywalem jej bardziej, ze mi na niej zalezy. tego dnia powiedziala mi, ze chociaz dzisiaj nie chciala juz sie w ogole widywac, to jutro i tak by napisala, bo sie doe mnie uzaleznila. po tej rozmowie rowniez sie nie zeszlismy, bo nie potrafilem jej tego zaproponowac. trzy dni pozniej uslyszalem od niej "nie pomysl sobie, ze marnowalam twoj czas, albo ze bawilam sie toba czy chcialam wyleczyc sie toba z poprzedniego zwiazku, ale ja sie chyba nie nadaje do zwiazkow i chce byc sama". zdziwilo mnie to wyznanie, ktore wyroslo jak spod ziemi, z niczego. zareagowalem dosc drastycznie mowiac, ze ja przeciez nigdy jej nie dalem do zrozumienia, ze chce z nia byc, ze to ona zawsze sie zachowywala jakby chciala byc ze mna ale powiedzialem ze ok rozumiem to i szanuje, co ja troche zdenerwowalo. poklocilismy sie, wyprosilem ja z domu, dostalem pozniej smsa, ze przykro jej, ze tak wyszlo, na co odpisalem, ze mam nadzieje, ze znajdzie sobie kogos, z kim bedzie szczesliwa. potraktowalem to jako koniec znajomosci, lecz na drugi dzien napisala do mnie i zaproponowala pomoc w jednym z problemow, o ktorych mowilem jej kilka dni wczesniej. oczywiscie skorzystalem z pomocy, gdyz znow obudzila sie we mnie nadzieja. nagle przestalismy sie klocic, znowu milo spedzalismy czas (chociaz seks sie skonczyl, na co ja nie naciskalem). z kazdym udanym spotkaniem, godzinna rozmowa przez telefon, moje hamulce zaczynaly puszczac, zaczalem okazywac jej wiecej uczucia, prawic komplementy (wywazone i nie za czeste, zawsze prawdziwe i szczere). Jednak jej nastawienie do mnie zmienilo sie. zaczela mowic do mnie "bracie", "kumplu", "przyjacielu" itp, juz nie zaprasza mnie do siebie, coraz czesciej nie ma czasu sie spotkac, chociaz ostatnio spedzilismy wspolny weekend. jednak gdy nie odezwe sie przez caly dzien, ona dzwoni, pyta czy wszystko ok, caly czas utrzymuje ze mna staly kontakt. ja tez staram sie codziennie pisac i dzwonic i pokazywac jej, ze zawsze moze na mnie liczyc. mniej wiecej miesiac temu w jednej z rozmow powiedziala, ze kiedys myslala o tym, ze moglaby ze mna byc, ale przetlumaczyla sobie, ze jestesmy kolegami i ze nie ma do mnie o nic zalu. jednak co jakis czas wysyla do mnie zastanawiajace sygnaly, ktore moga swiadczyc o tym, ze dalej ma nadzieje, np ostatnio spytala mnie, czy obronilbym ja gdybym widzial, ze dzieje jej sie krzywda, po czym przytulila sie do mojej reki. a, wlasnie, przytulanie. to tez staly element naszych spotkan. gdy np. przychodzi do mnie, zawsze siada obok i sie przytula. lecz gdy ja zazartuje np. ze dobrana bylaby z nas para, ona od razu gasi mnie, mowiac ze kolegom to nie przystoi, chociaz, gdy zaprosilem ja na wesele znajomych, ktore bedzie na poczatku czerwca, strasznie sie ucieszyla i bardzo czesto mowila o poszukiwaniach sukienki itp itd.

Z innym podejsciem, niz moje obecne, pewnie potrafilbym sobie bez problemu przetlumaczyc, czemu ona sie tak zachowuje i czego tak naprawde chce, lecz przez wszystkie zle doswiadczenia, o ktorych wczesniej pisalem, a zwlaszcza przez ta nieudana milosc, gdzie dalem z siebie wszystko to, co powinien dac z siebie facet, a zostalem potraktowany w najgorszy mozliwy sposob, latwo sie poddaje, patrze na siebie strasznie krytycznie, nie potrafie juz uwierzyc w bezinteresowne uczucia, a wszystkie kobiety, ktore poznaje, przepuszczam przez ten gleboko zakodowany pryzmat "wyrafinowanej suki" ktorego nie potrafie sie pozbyc.

Wszystkim wytrwalym dziekuje, ze doszli do tego momentu, chcialbym teraz poznac kobiece spojrzenie na cala ta historie, gdyz sam sobie nie potrafie wytlumaczyc tej dziwnej relacji. stad kilka pytan: czy wpadlem juz na dobre w szufladke "przyjaciel"? czy jest szansa na to, zeby to zmienic? czy jesli w koncu zachowam sie jak facet, powiem jej o swoich uczuciach i zaczne o nia zabiegac, nie bedzie za pozno? do tej pory sam sie na to nie odwazylem, poniewaz boje sie, ze jesli teraz bede probowal zmienic ta relacje, strace ja na dobre, a tego bym bardzo nie chcial, bo nawet jako zwykla kolezanka jest mi strasznie bliska i bardzo wazna.

2

Odp: czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

wow niezle, a mi sie wydawalo, ze pisze dlugie posty smile

szczerze powiem, ze dziewczyna chyba nie wie co chce. chcialaby ciebie miec ale zebys sie jej nie czepial jak jej facet tylko sobie byl. bawi sie toba i traktuje spotkania z toba rekraacyjnie. a moze poprostu swietnie udaje i na pokaz mowi przyjacielu, bracie. przykro jest jak ktos gra tak dwulicowo.
czy jest zimna wyrachowana suka tez nie wiem. kazdy jest inny.

szkoda ze nie napisales ile macie lat to czasem pomaga w ocenie sytyacji
chyba nie powinienes sie z nia spotykac wiecej........szkoda czasu na taka dziwna znajomosc

___________________________________________________

Wieczne Miasto BG

3

Odp: czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

Uff... trochę długie.Wygląda mi na to że oboje macie jakąś traumę,takie"chciałbym i boję się".Ciężko coś radzić ale mimo wszystko uważam że powinieneś tu być facetem i jednak powiedzieć że zależy Ci na niej.Ale sam musisz zdecydować (żeby nie było na mnie jak się wam nie uda) smile  Powodzenia

4

Odp: czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

Pierwsze co mi się nasuwa na myśl - faktycznie macie dziwną relację tongue

Ale do rzeczy. Po pierwsze, ja rozumiem, że możesz być zraniony przez wcześniejsze związki, ale czemu Twoje koleżanka/niedoszła dziewczyna ma przez to cierpieć? Napisałeś, że po jej zachowaniu ,,przed, po i w trakcie'' stosunku uznałeś, że tego nie chciała. To po co to z nią zrobiłeś? Do tego zachowałeś się po tym jak ,,zaliczacz kobiet'' zbierając się do wyjścia, więc chyba normalne, że tak się poczuła. Piszesz, że rozmawialiście dlaczego się tak zachowałeś, ale dziewczyna ma wg mnie cały czas o to żal.

Po drugie, pisałeś, że nie potrafiłeś jej zaproponować związku, a po jej zachowaniu jasno można wywnioskować, że wcześniej tego chciała. Więc w mojej ocenie wtedy wpadłeś w ,,przyjaciela''. I to niekoniecznie dlatego, że jej nie zależy, tylko sam jej poniekąd coś takiego zaoferowałeś. Może dziewczyna sama nie wie czego po Tobie oczekiwać? Skoro się przytula, chce mieć z Tobą kontakt, to raczej zwykłym kolegą nie jesteś. Może się odgradza bo ją zraniłeś? W sumie dawno takiej zawiłości nie czytałam na forum big_smile

5

Odp: czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

jestesmy w jednym wieku, zaraz dobijemy do cwiercwiecza smile ogolnie rzecz biorac, chyba oboje doskonale zdajemy sobie sprawe z tego, jak bardzo ta relacja jest dziwna i pokrecona. zakladajac - bez dalszego zbednego rozmyslania nad tym, czy to prawda czy nie - ze od poczatku to ona chciala sie wiazac, to problem tkwil wylacznie we mnie i zdaje sobie z tego sprawe. z reszta nie dawalem jej na poczatku zadnych nadziei na cos wiecej, bo bylem swiadomy tego, jak to ze mna wtedy bylo. ale ona nie odpuszczala tej znajomosci, a w koncu stalo sie to, czego sie od poczatku balem - przyzwyczailem sie do niej. gdy zaczalem ja lepiej poznawac, okazalo sie, ze to juz nie tylko przyzwyczajenie. ten moj opozniony zaplon to byc moze moje przeklenstwo, ale na chwile obecna nie potrafie, albo zwyczajnie nie chce tego w sobie zmieniac, nie wiem. wiem tylko, ze w koncu zaczelo mi na niej powaznie zalezec i boje sie, ze moze byc juz za pozno na cos wiecej niz przyjazn.

6

Odp: czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

Trochę jakbym czytała o swoich relacjach z mężczyznami wink Sama się zmagam z różnymi swoimi ograniczeniami i zauważyłam, że już za każdym razem wychodzi coś na kształt tej relacji. Bo zachowujecie się jak "i chce, i nie chce, boje sie, nie wiem". Nie mam takich doświadczeń, żeby coś dobrego z tego wyszło. Ostatnio sama zakończyłam podobną 5-letnią(!) znajomość. I po fakcie, jestem z tego zadowolona. Chociaż kiedyś nie moglabym uwierzyć, ze mogę się od niego odciąć. Teraz się cieszę... Ale znowu jestem w podobnej sytuacji, heh wink Nie mówię "nie" takim początkom, ale trzeba to wyjaśnić zawczasu... o ile się da. Powodzenia życzę i radzę delikatnie, ale jednak wink wyłożyć kawę na ławę.

7

Odp: czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?
alexandra-3m napisał/a:

Bo zachowujecie się jak "i chce, i nie chce, boje sie, nie wiem".

w zupelnosci sie  Toba zgadzam, z tym ze ja swoim zachowaniem staralem sie bardziej pokazac, ze "chce, ale jeszcze nie teraz". Zycie i zarowno moje, jak i cudze bledy nauczyly mnie, ze wiazanie sie z kobieta, ktora dopiero co zakonczyla powazny zwiazek nigdy nie wychodzi na dobre. Niestety najczesciej jest to przez druga strone odbierane jako odtracenie i mysle, ze i w tym przypadku tak bylo.

wczoraj wieczorem zadzwonila i poprosila mnie, zebym przejechal sie z nia do sklepu. poczatkowo odebralem to tak, jakby po prostu chciala, zebym ja podwiozl, nic wiecej. postanowilem jednak pojechac i sie o tym przekonac. ucieszyla sie na moj widok, a po chwili powiedziala cos bardzo niezrozumialego, co dalo mi do myslenia. nagle doslownie znikad wypalila "jestes moim najlepszym kolega", a chwile po tym dodala "przeciez wiesz ja ta tak tylko lubie zartowac". na tamta chwile utwierdzilo mnie to w przekonaniu, ze zostalem zaszufladkowany jako kolega, wiec postanowilem to olac i w odpowiedzi sypnalem jakis glupi zarcik. jednak podczas powrotu ze sklepu, gdy juz odwozilem ja do domu, zaproponowala spacer. zgodzilem sie, a podczas niego dowiedzialem sie kilku - byc moze - istotnych rzeczy, mianowicie:

-jej zdaniem, nie potrafie pokazac dziewczynie, ze mi na niej zalezy;
-to, ze od poczatku wydawalem sie skryty i niedostepny tylko bardziej ja do mnie przyciagalo;
-ze zawsze wierzyla, ze jest we mnie cos dobrego i nie zawiodla sie;
-oboje doszlismy do wniosku, ze - zarowno ona dla mnie jak i ja dla niej - jestesmy jedynymi osobami w naszym zyciu, z ktorymi nie zerwalismy kontaktu, pomimo ze oboje kiedys o tym myslelismy ze wzgledu na to, jak ukladala sie nasza znajomosc na poczatku;
- ze bardzo ja cieszy to, ze zaczynam sie w koncu otwierac i z dnia na dzien staje sie coraz lepszym facetem.

po spacerze odprowadzilem ja do domu, lecz postanowilem nie sprawdzac, czy zaprosi mnie do srodka. do klatki odprowadzilem ja juz wzrokiem, a gdy upewnilem sie, ze jest, bezpieczna, ruszylem w swoja strone.

cale to spotkanie utwierdzilo mnie w jednym przekonaniu - naprawde cos do niej czuje. ciezko mi to uczucie nazwac, ale cos ewidentnie jest na rzeczy. wiem, ze w koncu przyjdzie ten moment, ze bede musial zebrac sie w sobie i jej o tym opowiedziec, ale nie potrafie niestety jednoznacznie ocenic sygnalow, jakie wysyla, a cholernie boje sie odrzucenia i wiem, ze to przekresliloby nasza znajomosc. jak myslicie, rozegrac to na spokojnie, czy postawic ja przed faktem dokonanym i zaczekac na reakcje?

8

Odp: czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

Słuchaj, moim zdaniem powinieneś jej powiedzieć, bo jeśli będziesz to przedłużał, to może źle się dla Ciebie skończyć. Rozegraj to delikatnie, może najpierw pogadajcie o czymkolwiek przy jakimś piwku, żebyście się rozluźnili. Uważam, że te jej określenia "kolego" itp. również mogą być znakiem dla Ciebie, że powinieneś działać i zaprzeczyć, że łączy Was tylko przyjaźń. Myślę, że czeka na to zaprzeczenie, a jednocześnie asekuruje się na wypadek, jeśli Ci nie zależy. Sama mam trudną sytuację, którą chcę jutro spróbować rozwiązać i też się boję. To normalne.

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy sam z wlasnej woli wpakowalem sie w zakladke "przyjaciel"?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026