Witam,
Nie wiedziałam gdzie umieścić ten temat bo na pewno miłość to nie jest.. samotność jak najbardziej.
Uprzedzam wasze pytania i powiem już na początku, że wbrew pozorom nie jestem w przedziale wiekowym z gimnazjum. Mówię tak, bo mój problem może wydać się dla wielu dziecinny. Jednak chciałabym w końcu to z siebie wydusić a nie mam za bardzo komu. Od roku podoba mi się pewien chłopak, nigdy się nie poznaliśmy. Nie było zbyt wielu do tego okazji, gdyż mieszka on jakieś 200 km ode mnie. Widziałam go tylko kilka razy na żywo a jego charakter mam podany na stronach gdzie czasem pisywał. Obecnie nie mam żadnych informacji, wszystkie są przestarzałe o jakieś pół lub rok czasu. Nie mam żadnego kontaktu poza numerem gg, ale ja nie należę do takich, które napastują nieznanych ludzi przez gadu, tak jak to modne było kiedyś w gimnazjum. Ja chciałabym w końcu poznać go prawdziwie, na żywo. Na szczęście znam jego gust muzyczny i mogę się domyślać na jakich imprezach w kraju będzie. Wiem na pewno że będziemy w tym samym miejscu za 5 miesięcy. No i tu pojawia się problem. Myślę, że do tego czasu ja tu po prostu zemrę. Umierałam już wystarczająco długo przez rok a tu jeszcze tyle mam czekać. Boję się, że on w tym czasie znajdzie miłość swojego życia a ja jak zawsze będę sama... Czy macie dla mnie jakieś rady żeby przetrwać ten czas? Jak się odmóżdżyć, żeby przestać o nim ciągle myśleć? Mam już naprawdę dosyć!
Proszę nie piszcie, żebym znalazła sobie innego chłopaka lub obiekt zainteresowań, bo przez ostatni rok dużo chodziłam na randki i za każdym razem czułam się jak debil z głupimi wyobrażeniami. Nie potrafię myśleć o nikim innym, jeśli nie mogę być z kimś kto mi się poboba, to nie chcę być z nikim. Chociaż w sumie, moi randkowicze to byli zwykli przypadkowcy. Tacy wzięci z nikąd. A ja byłam/jestem bardzo samotna. Nie byłam nigdy w żadnym prawdziwym związku i ciągle czekam na prawdziwą miłość. Mam nadzieję, że kiedyś mnie znajdzie.
Aha, mam 21 lat. Czy mój mózg jest naprawdę tak dziecinny, że mam takie problemy?