Witam. Jestem tutaj nowa. Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie ciepło:)
Mam problem..
Mam 18 lat. Jestem w związku z mężczyzną. On ma 20lat. Jesteśmy razem ponad 3 i pół roku. To jest związek na odległość. Widzimy się co jakiś czas na kilka dni. Praktycznie całe wakacje, ferie, wolne dni, święta i czasem weekend. To zależy od nauki. Obydwoje jeszcze uczęszczamy do szkoły. Częstość spotkań nam odpowiada, zawsze cieszymy się jak mamy się zobaczyć.
Mój chłopak jest naprawdę inny niż wszyscy, których znam. Cudowny, opiekuńczy, z poczuciem humoru, wie czego chce w życiu. Jest dobrym i spokojnym człowiekiem. Ja miałam trochę ponad 14 lat jak się poznalismy, on miał ponad 16. Zaimponowało mi w nim to, że na swój wiek był chłopakiem, który myśli poważnie o życiu. Ma swoje cele. Może myślicie że dziewczyna w takim wieku to powinna się wyszalec itd. Ale ja jestem inna. Nie chciałam związków krótkich i nie na poważnie. Chciałam mieć tego jedynego. Poznałam mojego, i tak się zaczęło moje szczęście.
Mój facet mnie kocha. Mamy wspólne plany na życie, wspólnie patrzymy w przyszłość. I ja kocham jego bardzo mocno. Byłam, i jestem pewna, że to jest ten jedyny, ten z którym chcę być na zawsze.
Ale jest jeden problem. Chodzi o to, że mój chłopak po szkole, jeszcze pracuje. Rano wstaje o 6z minutami. Potem jedzie do szkoły. Potem je obiad i gdzie do pracy. Kończy wieczorem ok godz 20. Potem kąpiel i kolacja. I jeszcze lekcje. Potem jest czas dla mnie. Przez 5minut gg, lub rozmowa. I śpi. A wie, że czekałam na niego cały dzień. Obiecuje w ciągu dnia, że zadzwoni o tej konkretnej godz i nie dzwoni. Obiecuje, że napisze i nie pisze lub napisze późnym wieczorem. Ja nie mówię, że on ma tą pracę codzień do tej godz. Czasem bywa tak, że po prostu ma wolny dzień, bo mało pracy. I leży przed tv sporo czasu. A przecież mógłby się wtedy odezwać.
Wiem, że nikogo nie ma. Jestem pewna w 100%. To chłopak wierny. Ale obiecuje i nie dotrzymuje słowa. Wiem, że często jest zmęczony, ja to naprawdę rozumiem. Ale chyba można znaleźć chodziaż trochę czasu, żeby zadzwonić, powiedzieć chodziaż. "myślę o Tobie właśnie skarbie i musiałem zadzwonić, żeby Ci to powiedzieć". To dużo nie wymaga, a daje uśmiech na twarzy.
Doradzicie rozmowę na początek. Rozmawiałam na początku spokojnie. Że potrzebuję takiej czułości jaka była, zainteresowania, spontaniczności. Potem się denerwowałam. Jestem nerwowym człowiekiem, wiem o tym. Ale staram się być spokojna. Kocham go i chcę by nasze wspólne plany się udały. By było nam razem dobrze. Może i jest w tym trochę mojej winy. Nie zwalam wszystkiego na niego. Czasem wybucham, może on już tego nie wytrzymuje. Przez dzieciństwo jestem taka. Gdyby okazał mi trochę zainteresowania, czułości, poczułabym się znów adorowana. Byłabym miła. Bo teraz już średnio jestem. To już trwa kilka tyg..
Poradzcie mi proszę, co zrobić? Nie długo się zobaczymy na kilka dni. Bardzo się cieszę i nie mogę się doczekać. Wiem że on też bo mi to mówi:) bardzo proszę o mądre odpowiedzi.
Pozdrawiam:)