Witam, Pewnie dużo tu już zostało napisane w tym temacie, ale nie znalazłam nic co by mi pomogło=przyniosło ulgę. Dlatego postanowiłam napisać nowy wątek.
Zacznę może od tego,że tworzymy udany związek, wspieramy się, szanujemy, kochamy, praktycznie nie kłócimy, ale... no właśnie, ale nie ma w naszym związku tego na czym bardzo mi zależy, nie ma bliskości fizycznej, nie ma seksu. Mamy po 30 lat.
I choć może wyda się to niektórym dziwne, to chodzi o mojego partnera, od jakiegoś roku widzę u niego znaczny spadek ochoty na seks. Jesteśmy ze sobą 2 lata, jak do tej pory nie mieliśmy "z tym" problemu, ale od jakiegoś czasu jest zwyczajnie tragicznie. Czuję się czasami jak żebrak, albo pies, który musi prosić o to co się mu należy. Jakiekolwiek próby wspólnych rozmów, kończą się zapewnieniami, i obietnicami poprawy, ale tak naprawdę to nic się nie zmienia. A kiedy ma już nadejść ten wielki, obiecany dzień wspólnego pożycia, to go nie ma, bo np. on źle się czuje
.
Rok temu przeszłam załamanie nerwowe i od tamtej pory jestem w domu, zajmuję się domem, piorę, gotuję, sprzątam... nie mam z tym problemu, nie marudze, nie narzekam, czuję się zdecydowanie lepiej, dlatego też planuję powrót do pracy. Sytuacja ta nie wpłynęła na mój wygląd, jestem taka jaka byłam kiedy się poznaliśmy. Dbam o siebie. Dbam też o niego. Ale ten brak seksu mnie przytłacza. Jestem tym bardziej zrozpaczona, bo czuję w sobie duże pokłady niespożytej energii seksualnej. Myślami powracam do czasów kiedy seks był, do innych partnerów... nie chcę zdradzać i pewnie nie będę, ale boję się,że jak nadarzy się okazja to mogę zwyczajnie "pęknąć". Codziennie mam erotyczne sny, nie koniecznie z obecnym partnerem.
Nie podejrzewam jego o romans, bo technicznie nie ma takiej możliwości, nie widzę też by zaspokajał swoje potrzeby w inny sposób, dlatego też nie wiem, co jest? Dawniej myślałam,że jest to raczej problem kobiet, a teraz wiem, że i mężczyźni mają z tym kłopot.
Dodam jeszcze,że staram się rozmawiać z nim na ten temat, mówię,że seks jest dla mnie ważny, mówię o swoich uczuciach, odczuciach, ale jak już pisałam wcześniej nie przynosi to oczekiwanego efektu. On zrzuca wszystko na pracę i stres, ale osobiście nie widzę po nim tego stresu, a wiem jak wygląda kiedy jest zestresowany.
Opadam już z sił, proszę o poradę.
Podobne tematy
To jakiś eunuch. Poszukaj kochanka
3 2012-03-22 22:36:19 Ostatnio edytowany przez aggy (2012-03-22 22:37:39)
moja kolezanka kiedys mi opowiadala o takiej sytuacji ze swoim bylym partnerem....ona w pewnym momencie zrobila cos ....nie bede wchodzila w szczegoly co spowodowalo, ze facet mial traume. sex z nia sie zle kojarzyl. on jej w koncu powiedzial co bylo nie tak. i dlatego ze soba zerwali.
porozmawiaj z nim. to jedyna droga zeby sie dowiedziec co jest nie tak. jesli bedzie z toba szczery bedziesz wiedziala co jest nie tak
dla wielu ludzi sex to podstawa w zwiazku.....nie da sie zbudowac nic stabilnego bez sexu
To jakiś eunuch. Poszukaj kochanka
Heniek.....jestes burakiem
_____________________________________________________
Wieczne Miasto BG
Próbowałam już chyba rozmawiać z setki razy, ale chyba to jedyna możliwość by porozmawiać 101 i się dowiedzieć o co chodzi. Staram się nie szukać problemu w sobie, nie przypominam sobie bym zrobiła coś co mogło go ode mnie odstraszyć.
Masz rację aggy szczerość to podstawa, albo się dowiem o co chodzi, albo koniec, już dłużej nie dam rady... choć myślałam jeszcze by skorzystać z pomocy seksuologa.
Próbowałam już chyba rozmawiać z setki razy, ale chyba to jedyna możliwość by porozmawiać 101 i się dowiedzieć o co chodzi. Staram się nie szukać problemu w sobie, nie przypominam sobie bym zrobiła coś co mogło go ode mnie odstraszyć.
Masz rację aggy szczerość to podstawa, albo się dowiem o co chodzi, albo koniec, już dłużej nie dam rady... choć myślałam jeszcze by skorzystać z pomocy seksuologa.
Sorry ale sexuolog mi sie kojarzy z jakimis dewiacjami, fetyszami........poza tym wiekszosc ludzi nie umie rozmawiac o takich rzeczach z obcymi
Ja myślę, że to forum jest dobitnym przykładem na to, że jednak rozmowa z obcymi wychodzi nam lepiej niż z bliskimi...
Zacznę może od tego,że tworzymy udany związek, wspieramy się, szanujemy, kochamy, praktycznie nie kłócimy
czyli w związku wszystko ok, za wyjatkiem seksu. Z tego co piszesz to problem nie tkwi też w Tobie.
To może faktycznie tak jak mówi przez pracę. Może jest przepracowany albo ma nadmiar obowiązków i jak wraca jest wypalony "psychicznie". A może stresują go jakies finansowe kwestie.
Dodam jeszcze,że staram się rozmawiać z nim na ten temat, mówię,że seks jest dla mnie ważny, mówię o swoich uczuciach, odczuciach, ale jak już pisałam wcześniej nie przynosi to oczekiwanego efektu. On zrzuca wszystko na pracę i stres, ale osobiście nie widzę po nim tego stresu, a wiem jak wygląda kiedy jest zestresowany.
Podpytaj więcej o tą pracę. Czy w wolne dni od pracy, też nie ma ochoty na pieszczoty??
Czy podczas Twojego załamania nerwowego Twoje libido nie spadło na jakiś czas?
I wówczas zaczął się problem, może było mniej zbliżeń między wami i oddaliliście się od siebie?
ona w pewnym momencie zrobila cos ....nie bede wchodzila w szczegoly co spowodowalo, ze facet mial traume. sex z nia sie zle kojarzyl.
Właśnie, właśnie ja też miałem podobnie. Z taką małą różnicą, że brak kontaktu fizycznego z mojej strony a nawet ucieczka przed nim dołożyła się do listy powodów, dla których rozwiodłem się z żoną. To nie jest tak, że robiłem to specjalnie itp. Takie zachowanie było wynikiem wspomnień pewnych zachowań byłej żony, które mi kojarzyły się bardzo negatywnie. I samoistnie, gdy ona chciała zbliżeń we mnie coś się włączało i nie mogłem się przełamać. Wszystko się zmieniło, gdy pojawiła się nowa partnerka. Chodź muszę też przyznać, że i ta nowa partnerka ma podobne zapędy w tym kierunku, co ex. Tym bardziej mnie to zastanawia, bo ona wie, co mi przeszkadzało u ex i co powodowało takie zachowania u mnie. A mimo to .... szkoda słów. Ale faktycznie najlepiej byłoby porozmawiać. Jednak czy jeżeli to jest jakieś negatywne przeżycie to da się zniwelować przez rozmowę? W moim przypadku nie poskutkowałoby to na pewno. Wydaje mi się, że niektóre kobiety traktują facetów jak obiekty, które zawsze mają ochotę na sex. A zarówno u kobiet jak i u mężczyzn zdarzają się wyjątki. Jednak kobietą chyba trudno jest zaakceptować fakt, że facet nie ma ochoty na sex. Bo wtedy zaraz snują się podejrzenia o zdradę lub problemu np. zdrowotne partnera. Na czym też się skupiła autorka wątku. Według mnie nie należy naskakiwać na partnera na jakikolwiek temat tym bardziej na temat sexu. Rozmowa nie polega na tym, że mówimy, co nam nie pasuje, jakich zmian oczekujemy od partnera. Ale przede wszystkim polega na słuchaniu rozmówcy.
A u mnie bylo wrecz identycznie ale na poczatku zwiazku a jestesmy razem zaledwie pol roku.Na samym poczatku seks byl naprawde bardzo rzadko a gdy juz byl to doslownie 5 minut i koniec.Czulam sie bardzo niezaspokojona.Podjelam kilka prob rozmowy jednak na poczatku nic nie skutkowalo.Az w koncu przyszedl jeden dzien ze nie wytrzymalam i powiedzialam mu dokladnie wszystko co czuje.Od tamtego czasu minely juz 4 miesiace a jesli chodzi o seks to bardzo sie zmienilo i to na lepsze;)seks jest bardzo czesto i nawet nie rzadko dlugo a on zaczal zwracac uwage na to czy ja jestem zaspokojona:)nawet czesto sam sie pyta czy bylo dobrze czy jeszcze mi malo a jesli malo to dalej i wiem ze jemu tez jest cudownie bo widze to po nim:)mysle ze on tez mial jakas blokade a ja na poczatku chyba nie umialam z nim rozmawiac na te tematy az w koncu jednego dnia doglebnie mu sie zwierzylam ale tak aby nie zranic jego ego i udalo sie:)moze sprobuj jeszcze raz delikatnie ale szczerze z nim porozmawiac bo pamietaj ze ten temat jest bardzo delikatny szczegolnie dla mezczyzn bo to oni sie czuja istotami dominujacymi w tych sprawach wiec jesli nagle cos nie idzie to popadaja w kompleksy a ich poczucie wlasnej wartosci bardzo podupada.
Jeśli nie pomaga wam rozmowa, romantyczny nastrój, seksowna bielizna (ja często podrkęcam mojego partnera za pomoca komplecików z kris line;)) i wszystkie inne typowe sposoby... Rzeczywiście należałoby poszukać pomocy u specjalisty. Zwłaszcza, że w Twoim opisie sytuacji nie wspominasz o absolutnie niczym, co by mogło tak drastycznie zmienić sytuację...
Podpytaj więcej o tą pracę. Czy w wolne dni od pracy, też nie ma ochoty na pieszczoty??
Podpytam jeszcze o tą pracę,może problem w niej jest bardziej złożony niż myśle,chociaż w wolne dni,też nic się nie dzieję.Brak kompletnie inicjatywy z jego strony.Sam nadal ucieka w pracę(ma możliwość pracy w domu).
Czy podczas Twojego załamania nerwowego Twoje libido nie spadło na jakiś czas?
I wówczas zaczął się problem, może było mniej zbliżeń między wami i oddaliliście się od siebie?
U mnie nic się nie zmieniło,pomimo,że psychicznie się załamałam,to seks był dla mnie nadal bardzo ważny,przyjemny i potrzebny.Libido nadal było na b.wysokim poziomie.Więc to chyba jednak nie to:-(.
Wydaje mi się, że niektóre kobiety traktują facetów jak obiekty, które zawsze mają ochotę na sex. A zarówno u kobiet jak i u mężczyzn zdarzają się wyjątki. Jednak kobietą chyba trudno jest zaakceptować fakt, że facet nie ma ochoty na sex. Bo wtedy zaraz snują się podejrzenia o zdradę lub problemu np. zdrowotne partnera. Na czym też się skupiła autorka wątku. Według mnie nie należy naskakiwać na partnera na jakikolwiek temat tym bardziej na temat sexu. Rozmowa nie polega na tym, że mówimy, co nam nie pasuje, jakich zmian oczekujemy od partnera. Ale przede wszystkim polega na słuchaniu rozmówcy.
Mój brak akceptacji tego zdarzenia polega na tym,że nie potrafię się pogodzić z tą zmianą jaka nastąpiła.Na początku seks był,było go naprawdę dużo,przyjemny,spontaniczny,wręcz idealny.A nagle "coś się stało", co sprawiło,że nastąpiła zmiana, i właśnie tego "co się stało" pragnę się dowiedzieć. Myślę,że w udanym związku można porozmawiać na każdy temat,i masz rację zwracając uwagę na to bym uważnie wysłuchała mojego rozmówcy.
Jeśli nie pomaga wam rozmowa, romantyczny nastrój, seksowna bielizna (ja często podrkęcam mojego partnera za pomoca komplecików z kris line;)) i wszystkie inne typowe sposoby... Rzeczywiście należałoby poszukać pomocy u specjalisty. Zwłaszcza, że w Twoim opisie sytuacji nie wspominasz o absolutnie niczym, co by mogło tak drastycznie zmienić sytuację...
Sposoby również wypróbowane,a ich skuteczność znikoma,bo widziałam,że musiał się bardzo przymuszać by zacząć,i choć później było ok, to ja czułam się nieswojo,bo czułam jak by robił to z "wielkiej łaski" i pod moim "przymusem".
Ja wierzę w pomoc specjalisty i tego,że to właśnie on będzie mógł nam pomóc,jeżeli szczera rozmowa,i umiejętne słuchanie już nie pomoże.
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za pomoc:-)
Jest nas więcej niż mogłoby się wydawać..... Kobiety weszły w męskie role w pracy, w domu. potrafimy żyć same i cieszyć się życiem a co najwięcej...potrafimy mówić o naszych seksualnych potrzebach! A mam niestety smutne wrażenie, że mężczyzni nadal tkwią w poprzedniej epoce i uważają, że jesteśmy tylko robotami do spełniania ich potrzeb i nasze potrzeby traktują jak fanaberie! Apropos potrzeb seksualnych....mój narzeczony twierdzi, że nie lubi seksu, bo nie jest mu on potrzebny do szczęścia ze mną...bo nie ma ochoty...bo jest zmęczony....bo nie chce się zbłaznić przede mną....bo za szybko skończy i tym podobne urojone dla mnie powody! Kocham go i te wszystkie wymówki są wg mnie ostro przesadzone a jedyne co mi przychodzi do głowy to właśnie to, że oni się boją, że nas nie zaspokoją!, tych właśnie wyzwolonych, silnych kobiet, które obok nich śpią, wiec wolą wogóle nie zaczynać!!! Oczywiście sami się przy tym męczą fizycznie i psychicznie, ale jak to bywa w "męskim świecie" szczera rozmowa z partnerką o swoich słabościach graniczy z cudem!!...ostatnio nawet usłyszałam, że nie umiem o niczym innym rozmawiać tylko o seksie! Szok! Jednak będe drążyć temat do bólu, nie poddam się....uwielbiam się kochać z Nim i nie pozwolę, żeby moje potrzeby zeszły na inny plan, bo On tak chce....albo udaje, że tak chce. Ja chcę pracować nad naszym związkiem, rozstanie lub zdrada u mnie nie wchodzi w grę!!!
A co do pomocy specjalisty seksuologa....to kochana życzę Ci powodzenia!, bo niestety mój facet prędzej da się pokroić na plasterki tępą piłą niż pójdzie do lekarza i powie, że coś jest do obgadania wystaje poza naszą kołdrę! ![]()
koteczek
trochę to co mówisz jest z mojej perspektywy naciągane. Niby nie macie takich problemów z mówieniem o swoich potrzebach.....a poczytaj trochę to forum (które nie ma męskiego odpowiednika). Jak powiedzieć, ze jestem w ciąży, jak powiedzieć, że nie lubię seksu oralnego, czy powiedzieć ilu miało się wcześniej partnerów, jak mu powiedzieć, żeby zrobił mi minetkę itp. Według mnie, to najczęściej faceci wpadają w jakieś dziwne kompleksy po różnych doświadczeniach z kobietami, które same nie wiedzą czego chcą czy udają lub są nieszczere, a za swój brak spełnienia obwiniają partnerów.
Fakt faktem, mogę na palcach jednej ręki policzyć moje partnerki seksualne, ale absolutnie żadna z nich nie potrafiła jasno określić swoich potrzeb. Co gorsza, moja ostatnia partnerka stwierdziła, że jestem po prostu kiepski, choć jednocześnie byłem jedynym, który kiedykolwiek dał jej orgazm.
16 2012-03-27 11:36:32 Ostatnio edytowany przez EmiLka99 (2012-03-27 11:37:04)
A może przestań mówić a zacznij działać? Bez ustalania dat kiedy ten seks ma się odbyć,np jak wróci z pracy zrób się na bóstwo ,załóż szlafrok pod spodem nowa bielizna ,piękny rozpuszczony włos,makijaż i tak jak gdyby nic połóż się na kanapie zmysłowo ,troszkę odsłoń kolano ,ramię i biust ,lampkę włącz gdzieś w kącie pokoju żeby rzucała ładną poświatę na ciało i czytaj sobie przykładowo książkę z filiżanką kawy jak gdyby nic może jakaś cicha muzyka w tle np jazz ,blues saksofon i te sprawy
,jakby był to Twój normalny rytuał i nie że specjalnie dla niego a dla siebie ,nie nachalnie ,rzuć witam kochanie i oddaj się lekturze ,nie zwracaj uwagi na partnera ,to powinno jego przyciągnąć,jeśli nie...to nie rozumiem gościa .Możesz ewentualnie wtedy sama zainicjować zbliżenie ,wziąć jego od tak drapieżnie ,bez pytania o pozwolenie
nie mam innych pomysłów
koteczek
trochę to co mówisz jest z mojej perspektywy naciągane. Niby nie macie takich problemów z mówieniem o swoich potrzebach.....a poczytaj trochę to forum (które nie ma męskiego odpowiednika). Jak powiedzieć, ze jestem w ciąży, jak powiedzieć, że nie lubię seksu oralnego, czy powiedzieć ilu miało się wcześniej partnerów, jak mu powiedzieć, żeby zrobił mi minetkę itp. Według mnie, to najczęściej faceci wpadają w jakieś dziwne kompleksy po różnych doświadczeniach z kobietami, które same nie wiedzą czego chcą czy udają lub są nieszczere, a za swój brak spełnienia obwiniają partnerów.
Fakt faktem, mogę na palcach jednej ręki policzyć moje partnerki seksualne, ale absolutnie żadna z nich nie potrafiła jasno określić swoich potrzeb. Co gorsza, moja ostatnia partnerka stwierdziła, że jestem po prostu kiepski, choć jednocześnie byłem jedynym, który kiedykolwiek dał jej orgazm.
Owszem masz rację, że takie sytuacje są, ale to tylko różne nazwy strachu przed reakcją mężczyzny, boimy się odrzucenia albo krytyki i/lub jeszcze gorszej reakcji. Szukamy potwierdzenia w innych kobiecych oczach, bo w waszych jej nie widzimy, szukamy odwagi, bo ciężko w samej sobie znaleść siłę..... a co się tyczy kompleksów z poprzednich związków to owszem, zostają w nas dziwnej treści doświadczenia i zamiast z kolejnym partnerem próbować od nowa to zamykamy się w sobie
Może jestem wyjątkiem, która uważa, że należy rozmawiać kolejny raz i próbować znowu, nawet jeśli mój narzeczony nazywa moje pomysły zboczeniem
a tak nawiasem uważam, że owa ostatnia partnerka kłamała w którymś momencie, bo albo miałeś być kiepski, albo świetny skoro dałeś jej jedyny orgazm ![]()
to tylko różne nazwy strachu przed reakcją mężczyzny, boimy się odrzucenia albo krytyki i/lub jeszcze gorszej reakcji. Szukamy potwierdzenia w innych kobiecych oczach, bo w waszych jej nie widzimy, szukamy odwagi, bo ciężko w samej sobie znaleść siłę.....
I jak się to ma do twoich wcześniejszych słów:
potrafimy żyć same i cieszyć się życiem a co najwięcej...potrafimy mówić o naszych seksualnych potrzebach!
jedyne co mi przychodzi do głowy to właśnie to, że oni się boją, że nas nie zaspokoją!, tych właśnie wyzwolonych, silnych kobiet, które obok nich śpią, wiec wolą wogóle nie zaczynać!!!
Jak dla mnie to z jednego postu na drugi zmieniłaś swoje stanowisko o 180 stopni.
I weź tu bądź mądry i spróbuj zrozumieć kobietę....i postąpić słusznie i zgodnie z jej oczekiwaniami ![]()
Weszłam na forum dziś by założyć dooookładnie identyczny wątek,ale widzę,że koleżanka mnie wyprzedziła.
Mam identyczny problem,tzn.nie ja tylko mój chłopak.Jesteśmy razem niecały rok,mieszkamy razem,kochamy się i praktycznie w ogóle sie nie kłócimy i w ogóle się nie kochamy.
Za każdym razem słyszę jakieś wymówki typu,jutro muszę wstać o 6,łóżko skrzypi,zmęczny jestem,a czy trzeba codziennie się kochać?(kochamy się raz na tydzień może).
Przed wczoraj powiedział sam,że mam Go codziennie molestować żeby się to poprawiło,no to wczoraj tak zrobiłam...a On leżał jak kłoda! Dosłownie.Więc wstałam u wyszłam.
Próbowałam z masażami erotycznymi,kolacjami romantycznymi,sexi bielizną itp...A i tak jak kamień w wodę.
Mam 22 lata On 26,ja czuję potrzebe seksualną,bo kiedy jak nie w takim wieku?Już nie wiem co mam robić.
Rozmowa nie pomaga bo On zwyczajnie się wstydzi o tym gadać.Więc napisałam My dziś smsa (w pracy jest),że w taki sposób odsuwa mnie od siebie i sprawia,że myślę,że ma kogoś innego,alebo podczas zbliżenia zwyczajnie myśli o kimś innym,tak mi sie wydaje.
To wszystko trwa kilka miesięcy już...
MĘŻCZYZNO! Nie zgodzę sie, nie zmieniłam zdania tylko napisałam, że kobiety tak mają, w tym cały jest ambaras, że ja jestem trochę "inna"...pisząc o silnych kobietach, pisałam o sobie. I wiem, że jest nas takich baaaaarrrrddddzzzoooo mało! Wiem też, ze mężczyzni boją się silnych kobiet (mam takie doświadczenia z poprzednich związków)....a jednocześnie jestem też tylko kobietką, która czasem potrzebuje opinii innych kobiet, żeby utwierdzać się w swej sile. Tak jesteśmy skonstruowane, siła naszego charakteru wynika z doświadczeń życia ale siły emocjonalnej szukamy w innych np w przyjaciółkach ![]()
21 2012-03-27 13:12:22 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-03-27 13:15:41)
yyyy......eeee......nie rozumiem tego.... (i1.kwejk.pl)
No, ale cóż...jestem tylko facetem.... (t0.gstatic.com)
![]()
22 2012-03-27 13:47:27 Ostatnio edytowany przez inka84 (2012-03-27 13:48:12)
Hehe ![]()
Ale wracjąc do tematu Autorki to ja widze kilka powodów:
1) róznica temperamentów - i tak jak pierwszy rok starał sie sprostac, tak juz nie ma na to siły, ile mozna grać "ogiera", jesli sie nim nie czuje? Są mężczyźni o niskim poziomie potrzeb seksualnych i kobieta z wysokim libido to dla niego nie lada problem, z resztą obie strony sa wtedy sfrustrowane,
2) jest cos, co mu przeszkadza, ale nie chce Cie zranic mówiąc o tym, boi sie ze wywoła w ten sposób burze, a kocha Cie i nie chce stracic,
3) ma kochankę.
ja też mam ten sam problem .... czasem czuje się jak dziwka która zmusza go do sexu ....bez mojej inicjatywy kochaliśmy się 3 razy w miesiącu .... rozmowy też nie pomagały .... dopiero gdy doszło do zdrady coś w nim pękło ... to fakt .... to okrutne ale nawet na ostrzeżenia nie reagował .... musiało aż do tego dojść że skusiłam się na pieszczoty innego ... ja wcale tego nie ukrywałam .... choć on o tym wiedział ze go zdradziłam jeszcze przez 3 miesiące udawał że nic się nie stało .... aż doszło do konfrontacji w chwili rozmowy o ślubie ....czasem wydaje mi się że ja go nie podniecam że jestem nie atrakcyjna czy brzytwo pachnę ... zadaję sobie wiele pytań i jemu bez konkretnej odpowiedzi .... i znów kończy się na mojej nie odpartej chuci ... i pracy ręcznej by postawić jego do pionu .... tylko zadaje sobie pytanie .... choć teraz kochamy się częściej .... to ja nadal czuje niedosyt ... przez jego brak inicjatywy ..................................................
a jeszcze jedno .... gdy ja do niego mówię : kocham cię i pragnę / on odpowiada : wiem / tak chłodnym głosem że aż płakać mi się chce ... yoghurt007 ja ciebie rozumiem przynajmniej staram się was mężczyzn zrozumieć .... gdy mój partner powiedział że potrzebuje czasu ... uszanowałam to i czekałam 6 miesięcy .... bardzo cierpiałam ale trwałam w postanowieniu nic na siłę ...potem zaczęłam prosić potem błagać o jego zrozumienie aż zaczęłam straszyć .... i nie pomogło nic ... aż musiało dojść do zdrady .... tak mi przykro z tego powodu .... zawsze każdego partnera się pytałam jak lubi co go podnieca .... on jedyny nie potrafi na to odpowiedzieć ... mówię do niego: życie jest piekielnie ciężkie i tylko od nas samych zależy czy w nasze progi zawita trochę błogości niebiańskiej więc zajrzyj w głąb serca i powiedz mi co ciebie podnieca i sprawi że poczujesz się ja na skrzydłach byśmy oboje ulecieli do nieba .... a on na to : przestań / i odwraca się na drugi bok mówiąc : dobranoc /
Wiem jak to boli na dłuższą metę, ale nie można być niewolnikiem własnego libido. Zdrada nigdy nie jest rozwiązaniem.....
więc uważasz że mój miły jest nie szczęśliwy w związku .... to by wszystko wyjaśniało .... pomóż czy już wszystko stracone ... uważam że rozmowa by wiele wytłumaczyła ... ale on zamknął się w swojej skorupie i nie potrafię do niego dotrzeć ....tak bardzo mi zależy byśmy byli szczęśliwi .................... pomocy jesteś też mężczyzną i to twojej porad potrzebuje .... proszę yoghurt007
27 2012-03-31 06:29:39 Ostatnio edytowany przez sto_kro_tka (2012-03-31 07:03:10)
Ale wracjąc do tematu Autorki to ja widze kilka powodów:
1) róznica temperamentów - i tak jak pierwszy rok starał sie sprostac, tak juz nie ma na to siły, ile mozna grać "ogiera", jesli sie nim nie czuje? Są mężczyźni o niskim poziomie potrzeb seksualnych i kobieta z wysokim libido to dla niego nie lada problem, z resztą obie strony sa wtedy sfrustrowane,
Przeprowadziłam kolejną szczerą rozmowę,która tym razem dała lepszy efekt, bo wreszcie wiem na czym stoję.Mój partner stwierdził że ma inny temperament pkt 1,ale kocha mnie i nie chce mnie stracić,będzie się starał by zaspakajać moje potrzeby.Sama nie wiem co mam na ten temat myśleć,przez rok było cudownie(udawał ogiera-dobrze mu szło,dlaczego już teraz nie chce???) ech szkoda gadać,jest mi przykro bo choć też go kocham(frustracja już chyba minęła),ale nie wiem czy będę umiała się poświęcić/przytemperować mój temperament by szczęśliwie trwać w tym związku.Czy tak się w ogóle da?Jest wartościowym i kochanym mężczyzną,więc chyba musi się mi udać.
dopiero gdy doszło do zdrady coś w nim pękło ....
i choć nie dopuszczam do siebie takiej myśli, to właśnie tego się obawiam
,że pęknę.
więc uważasz że mój miły jest nie szczęśliwy w związku .... to by wszystko wyjaśniało .... pomóż czy już wszystko stracone ... uważam że rozmowa by wiele wytłumaczyła ... ale on zamknął się w swojej skorupie i nie potrafię do niego dotrzeć ....tak bardzo mi zależy byśmy byli szczęśliwi .................... pomocy jesteś też mężczyzną i to twojej porad potrzebuje .... proszę yoghurt007
Ja to znam z twojej strony - nie jego. Również mam wysokie libido, a od byłej partnerki słyszałem głównie wymówki. Zmęczona, głodna, najedzona, okres ma itp Po ponad 6 latach rozstaliśmy się. Żadna rozmowa nic nie była w stanie pomóc - jedynie na chwilkę. Z czasem było tylko gorzej i gorzej, bo frustracja rosła. Prawdę mówiąc nie jestem w stanie ci pomóc w żaden sposób....bo z tego co widzę po doświadczeniu własnym i innych z tego forum (ale i nie tylko z forum), to kiedy różnica libido jest tak duża, że sprawia to problemy, to związek nie ma szansy na przetrwanie.
nie wiem czy będę umiała się poświęcić/przytemperować mój temperament by szczęśliwie trwać w tym związku.Czy tak się w ogóle da?
Nie da się tak. Można próbować, można się starać. Można odpuszczać i zadowalać się samemu. Można starać się zachęcić partnera na wszelkie możliwe sposoby No ale ile czasu? Będą mijać dni - ok nie jest źle. Tygodnie - kiepsko, nie wiem czy dam radę, ale się postaram. Miesiące - frustracja rośnie, tracisz wiarę w partnera, w siebie, w związek. Lata....po dwóch ja miałem dość...
Nie da się tak. Można próbować, można się starać. Można odpuszczać i zadowalać się samemu. Można starać się zachęcić partnera na wszelkie możliwe sposoby No ale ile czasu? Będą mijać dni - ok nie jest źle. Tygodnie - kiepsko, nie wiem czy dam radę, ale się postaram. Miesiące - frustracja rośnie, tracisz wiarę w partnera, w siebie, w związek. Lata....po dwóch ja miałem dość...
Ja się jednak nie poddam.Dużo nad tym myślałam i doszłam do wniosku,że skoro mój były związek,a nawet poprzednie związku,do samego końca był przepełniony seksem,ale za to brakowało w nim szacunku i wsparcia... i miłości,to zwyczajnie muszę ocenić co jest dla mnie ważne,a co najważniejsze.Seks jest ważny,ale nie mogę być więźniem własnej żądzy.Mnie przecież też kiedyś libido spadnie i co wówczas?Będę żałować,że mogłam mieć przy sobie człowieka,którego kochałam i który kocha mnie,a zostanę z kimś zupełnie mi obcym,który kiedyś mnie zaspokajał.Wiem,że teraz mam to czego mi brakowało w tamtych związkach,mam przy sobie wartościowego człowieka którego kocham.
Wczoraj znów rozmawialiśmy na ten temat,znów otwarcie,bez insynuacji i podtekstów.A odkąd zaczęliśmy tak rozmawiać,czuję się mniej sfrustrowana.Dlatego myślę,że nam się uda. ![]()
Przypomniała mi się sytuacja mojej znajomej, zresztą świeża sprawa, on nie wykazywał ochoty na seks, sporadycznie co 3 tydzień z obowiązku i wiesz co się okazało, mężuś miał romans i to nie jeden, przyznał,że były to 2 kobiety z czasów kawalerskich, bo oczywiście żona była taka oschła, taka niedobra, wstydził się z nią pogadać o własnych upodobaniach, ech... szkoda słów. Może i twoja sytuacja jest inna, ale wiem jedno słowa niczego nie wyjaśnią, zachowanie owszem, obserwuj.
Ja się jednak nie poddam.Dużo nad tym myślałam i doszłam do wniosku,że skoro mój były związek,a nawet poprzednie związku,do samego końca był przepełniony seksem,ale za to brakowało w nim szacunku i wsparcia... i miłości,to zwyczajnie muszę ocenić co jest dla mnie ważne,a co najważniejsze.Seks jest ważny,ale nie mogę być więźniem własnej żądzy.Mnie przecież też kiedyś libido spadnie i co wówczas?Będę żałować,że mogłam mieć przy sobie człowieka,którego kochałam i który kocha mnie,a zostanę z kimś zupełnie mi obcym,który kiedyś mnie zaspokajał.Wiem,że teraz mam to czego mi brakowało w tamtych związkach,mam przy sobie wartościowego człowieka którego kocham.
Wczoraj znów rozmawialiśmy na ten temat,znów otwarcie,bez insynuacji i podtekstów.A odkąd zaczęliśmy tak rozmawiać,czuję się mniej sfrustrowana.Dlatego myślę,że nam się uda.
Nie wiem jak myslec o takim zwiazku. Nigdy chyba nie umialabym byc z kims o innym temperamencie. Moj maz ma bardzo wysokie libido, podobnie jak ja, a ja odkad go znam nie umiem mu odmowic. I nie wiem czy chce. Chyba jestem z tych kobiet, ktore bez szybkiego numerka z rana nie maja ochoty wychodzic spod koldry. Zastanawia mnie jedna rzecz. Jesli partnerzy sa tak bardzo niedopasowani temperamentami czy nie bedzie kiedys sytuacji, ze dojdzie do zdrady, zeby sprostac swoim oczekiwaniom? Tak sobie mysle, czy Twoj partner mysli o takiej ewentualnosci? Jak pare dni nie bylo mnie z mezem i potem ta nasze pojednanie bylo takie intensywne i pomyslalam sobie wtedy jak bardzo bylo mu zle samemu i ze moze gdybym mu zaczela odmawiac musialby sobie jakos ulzyc. Wspolczuje ci bardzo mam nadzieje, ze jakos wam sie ulozy. Pytalas go moze czy on rzeczywiscie udawal takiego ogiera jak to sama okreslilas w pierwszym roku waszej znajmosci, ze rzeczywiscie az tak cie pozadal. Moze jednak taka rutyna, ze mieszkacie ze soba obnizyla jego potrzeby??
______________________________________
Wieczne Miasto BG
Jesli partnerzy sa tak bardzo niedopasowani temperamentami czy nie bedzie kiedys sytuacji, ze dojdzie do zdrady, zeby sprostac swoim oczekiwaniom? Tak sobie mysle, czy Twoj partner mysli o takiej ewentualnosci?
Też się zastanawiam,czy nie dojdzie w przyszłości do takiej sytuacji,ale z drugiej strony ludzie moga sie zdradzac z rożnych powodów,nie koniecznie z braku seksu.
Czy on się nad tym zastanwia?Dobre pytanie,nie wiem.
Pytalas go moze czy on rzeczywiscie udawal takiego ogiera jak to sama okreslilas w pierwszym roku waszej znajmosci, ze rzeczywiscie az tak cie pozadal. Moze jednak taka rutyna, ze mieszkacie ze soba obnizyla jego potrzeby??
Pytałam go dlaczego dawniej było tak pięknie,a teraz jest źle,ale nie dostałam jasnej odpowiedzi.Raczej wszystko sprowadzał do pracy,że wtedy było mniej stresów,a teraz ma ich więcej,później wyniknęła sprawa z różnicą temperamentów.
Zobaczymy jak to będzie,póki co jest lepiej,znów powracają chwile namiętnej bliskości z jego inicjatywy
.Może to ja się zmieniłam,bo nie jestem już sfrustrowaną wymagającą pełnej gotowości dominą,a może to on zrozumiał pewne sprawy...nie wiem.
Cieszę się tymi chwilami i mam nadzieję,że będą trwały wiecznie:).
Stokrotka, czy jeszcze tu zaglądasz? Chętnie napisałabym do Ciebie na priv. Mam identyczną sytuację i to juz się ciągnie latami. Postanowiłam się rozstać, ale wciaż szukam potwierdzenia, czy związek z róznica libido ma rację bytu. Jest tu taki temat ,,żony aseksualnych mężczyzn'', w ktorym jest dużo mądrych porad.
Pozdrawiam!