netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

nie wiem gdzie odejsc...

50 odpowiedzi4 609 wyświetleńzałożony przez taka1985, 15.03.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie wiem gdzie odejsc...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 51 ]

1

Temat: nie wiem gdzie odejsc...

witam, mam 27 lat, od siedmiu lat jestem meżatką, mam również trzy letnią córeczkę, bardzo szybko wyszlam za maz maja zaledwie 20 lat, i niewiele oleju w glowie wiec poszlam na to glupia choc moj przyszly maz wydawal sie byc idealnym kandydatem i taki tez sie okazal jak na poczatek, moglam liczyc na niego, mialam sie komu pozalic, mialam w nim wsparcie, pomoc w domowych obowiazkach, oboje pracowalismy, i wszystko szlo pieknie. po trzech latach zaszlam w ciaze, urodzilam przepiekna coreczke moj najwiekszy skarb i tak wyszlo ze musialam zrezygnowac z pracy i zajac sie domem dzieckiem i mezem, mimo ze to bylo dla mnie przerazajace ( bo ja nie jestem typem kury domowej)myslalam ze moj luby mi pomoze jakos przez to przejsc no i czego sie nie robi dla dziecka, ale sie gruuuubo mylilam....z dnia na dzien z miesiaca na miesiac moj maz zaczol zachowywac sie jakby jakis inny typ, dawal mi czesto do zrozumienia kto tu pracuje i rodzine utrzymuje wiec ja musialam robic mu kolo d... nie widzialam w tym nic dziwnego poki nie uslyszalam pierwszych tekstow typu to ja tu zarabiam..kupisz jak ja ci pozwole...nie wydawaj moich pieniedzy...jak nie zrobilam obiadu schowal mi kosmetyki...bo to za jego pieniadze...przestal mi pomagac przestal rozmawiac ze mna... przestal spedzac ze mna czas...pic piwo na potege i wysiadywac przed kompem a ja jak ta kuchta.... przychodzil sie przytulic jak chce sie mu bzykac...tak wiec zaczelam a raczej chcialam a nawet mowilam mu wiele razy co jest nie tak, co mi przeszkadza...co sprawilo ze sie tak zmienil? czemu nigdzie mnie nie zabiera? nie spedza ze mna czasu to jego odpowiedz brzmiala: tak jest w malzenstwie nie przesadzaj czego bys chciala dorosnij w koncu! a ja mam dorosnac czy sie zestarzec przedwczesnie? bo mu sie udalo! po wielu nieudanych probach naprawienia czy proby wyjscia z kryzysu cos we mnie peklo, trzy lata go prosilam ale to zawsze ja przesadzalam i sie mylilam okropny cynik! i jak tak we mnie peklo, pod naporem ponizania i poczucia ze ten czlowiek nie traktuje mnie powaznie ze jestem bo jestem ze chociaz mowi ze jestem kobieta jego zycia ale wogole tego nie okazuje wogole! zaminilam sie w jedze...odmowilam seksu...nie ma codziennych obiadkow i wypranych skarpetek(za co haje ze to moj obowiazek!)...zaczelam byc arogancka do niego...brzydzic sie nim...az w koncu zrozumialam ze nie ja juz go nie kocham nie pokochalam takiego czlowieka, nigdy bym sie w takim nawet nie zakochala. chce odejsc...bardzo chce niewytrzymuje...drecze sie i mecze...ale gdzie?? niewiem...mam rodzicow ale u nich nie ma miejsca...mam tylko wsparcie u nich bardziej naprawde mi pomuc nie moga...niewiem jak i co zrobic ...opadam z sil...wpadam w depresje...utkwilam w martwym punkcie...czasu nie cofne....szukam pracy ale nie zarobie tyle zeby wszystko pooplacac nawet z alimentami....niewiem od czego zaczac....jak sobie z tym poradzic? zeby przedewszystkim moja malutka na tym nie ucierpiala...

2

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Przykro jest gdy się czyta takie historie, a co dopiero gdy się w nich uczestniczy.
Kochana ciężko mi cokolwiek doradzić, niestety w tym kraju jest jak jest ale to nie znaczy, że trzeba sobie marnować życie z takim człowiekiem.
Wyszłaś za mąż faktycznie bardzo młodo ale teraz wiesz czego chcesz.. rodzina nie może Ci jakoś pomóc? Nie masz kogoś za granicą? Jakieś rodzeństwo? Może masz jakiegoś przyjaciela? samotną przyjaciółke? tak chociaż na początek.. żeby się oderwać i pomyśleć.
Całkiem możliwe, że gdy tylko mąż się zorientuje, że Cie traci to będzie chciał to naprawić.. mówiłaś mu, że myślisz o rozstaniu? że chcesz odejść?
Może dopadła go rutyna i syndrom "pana domu" wielkiego karierowicza..
Nie jesteś sama.. spróbujemy pomóc na ile to możliwe..
Pozdrawiam!

3

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Ufff cięzko się czyta takie historie.Jednak musze Ci pogratulowac odwagi i tej walki o siebie!
TAKA jesli naprawde nie masz żadnej pomocy od rodziny,znajomych a jednak zdecydowalas się odejść od męża,to może poszukaj pomocy przez Ośrodek Pomocy Rodzinie w swojej miejscowości.Może Dom Samotnej Matki nie bylby złym pomyslem.Moglabyś tam spędzić pare ładnych miesięcy dopóki nie znalazła byś pracy.nic innego nie przychodzi mi do glowy.a może jakas starsza osoba potrzebuje pomocy i wynajmie mieszkanie za opiekę.Poszukaj w ogloszeniach.Zdarzają się takie samotne osoby.
Mozliwe że twoj mąz przejrzy na oczy gdy zobaczy że nie chcesz juz tak dlużej zyć i się zmieni.w każdym razie zycze Ci powodzenia i rozwiązania problemu.

4

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

mowilam mu wiele razy, ze chce odejsc ze mam dosc, ze ja juz tego dalej nie widze, ze go nie kocham....a on ? planuje drugie dziecko...jakby mnie nie slyszal....

5

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

a rodzenstwo? tak mam 2 siostry-zero kontaktu od poczatku, i brata ktory mieszka z rodzicami teraz juz z ciezarna zona (rodzice chcieli zostawic jedno dziecko do pomocy , ach czemu ja nie zostalam po co sie tak spieszylam? ....) jeszcze mimo to mam fajna tesciowa z ktora tez rozmawialam i ona tez probowala dotrzec do mojego meza, ale widac on nie tylko mnie nie traktuje powazanie, tylko  ona(zagozala chrzescijanka) nie chce nawet slyszec o rozwodzie, na dobre i na zle i koniec, w koncu ona jakos wytrzymala z tesciem ktorego moj maz jest lustrzanym odbiciem....

6

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

zreszta to jest tak,ze wszyscy mowia co ja od niego chce ?? pracuje, utrzymuje, nie bije... ale to ze ja czuje sie niepotrzebna i samotna i ze ktos za mnie uklada mi zycie to przeciez sie nie liczy...? i ze probowalam i ze nie moge i juz wogole nic nie wiem....czy to ze mna cos nie tak czy z nim...??

7

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
taka1985 napisał/a:

zreszta to jest tak,ze wszyscy mowia co ja od niego chce ?? pracuje, utrzymuje, nie bije... ale to ze ja czuje sie niepotrzebna i samotna i ze ktos za mnie uklada mi zycie to przeciez sie nie liczy...? i ze probowalam i ze nie moge i juz wogole nic nie wiem....czy to ze mna cos nie tak czy z nim...??

Coś nie tak jest zarówno  Tobą jak i z nim.

taka1985 napisał/a:

zamieniłam sie w jedze...odmowilam seksu...nie ma codziennych obiadkow i wypranych skarpetek(za co haje ze to moj obowiazek!)...zaczelam byc arogancka do niego...brzydzic sie nim...

Nie tędy prowadziła droga do poprawiania relacji w małżeństwie.

8

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Taka zmiana jak u twojego męża nie wzięła się sama z siebie, ani znikąd. Kochający, wspierający, wyrozumiały......a za chwilę arogancki buc?

Jakie są jego zarobki - czy wystarcza wam bez problemu, czy musicie oszczędzać?
Czy po utracie pracy szukałaś innej? Nic o tym nie wspomniałaś.
Mąż dopiero po pewnym czasie zaczął ci wytykać, ze to on zarabia. Skoro nigdy wcześniej tego nie robił, to czemu nagle zaczął? Może faktycznie byłaś zbyt rozrzutna w czasach, kiedy musieliście oszczędzać?

9

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

wiem, że Twoja sytuacja wydaje sie patowa, ale uwierz mi jest mnóstwo kobiet, które mają nie jedno ale dwa i nawet więcej dzieci i utrzymują się z jednej wypłaty. Wiem, że się boisz, ale jak to mówią strach ma wielkie oczy, a zapewniam Cie ze dzieci będą wolały życ biedniej a w spokoju niż mieć wszystkie rzeczy materialne a być pośrodku jakiegoś piekła. Jeśli się nie postawisz pokażesz dziecku, "jak mężczyzna może" traktować kobietę, bo nie robiąc nic dajesz mu na to przyzwolenie. Życzę z całego serca powodzenia, nie daj sie pomiatać !

10

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Jedynym złym wzorcem jaki obecnie daje jest to, że nie pracuje, a ma za złe mężowi iż śmie w ogóle podkreślać, że to on zarabia i ma decydujący głos w sprawie wydatków. Przykro mi, ale to w końcu jego pieniądze, więc jak mogłoby być inaczej? Czy w ogóle jej nie daje na kosmetyki itp? Jak widać daje - tylko to co dał, potrafi i zabrać kiedy nie ma tego, czego oczekuje. Owszem nie tak to powinno wyglądać, ale nie jest to jeszcze taka tragedia.

Jej mąż poznał i zakochał się w silnej, niezależnej kobiecie, która posiadała pracę. Obecnie ta silna i niezależna zamieniła się w płaczliwą jędzę, której nie odpowiada....no właściwie co dokładnie? Że mąż nie pomaga jej w obowiązkach domowych? No jeszcze czego. Skoro ich utrzymuje, a ona nie ma pracy, to czemu miałby to robić? Nie za wygodnie? Jeśli oboje pracują, to oboje dzielą się obowiązkami i jest to uczciwe (i tak było wcześniej). Tak samo uczciwe jest to, że kiedy jedno pracuje, to drugie zajmuje się domem - niezależnie od płci i bez jojczenia o podział obowiązków, bo to już zwykłe księżniczkowanie rozpieszczonego dziecka.


Dam sobie rękę uciąć, że w ciągu kilku miesięcy wszystko wróciłoby do normy, gdybyś taka1985 znalazła pracę.

11

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
onomatopeja napisał/a:
taka1985 napisał/a:

zreszta to jest tak,ze wszyscy mowia co ja od niego chce ?? pracuje, utrzymuje, nie bije... ale to ze ja czuje sie niepotrzebna i samotna i ze ktos za mnie uklada mi zycie to przeciez sie nie liczy...? i ze probowalam i ze nie moge i juz wogole nic nie wiem....czy to ze mna cos nie tak czy z nim...??

Coś nie tak jest zarówno  Tobą jak i z nim.

taka1985 napisał/a:

zamieniłam sie w jedze...odmowilam seksu...nie ma codziennych obiadkow i wypranych skarpetek(za co haje ze to moj obowiazek!)...zaczelam byc arogancka do niego...brzydzic sie nim...

Nie tędy prowadziła droga do poprawiania relacji w małżeństwie.

jak juz wczesniej pisalam probowalam innymi sposobami, rozmowa...prosbami...skakalam kolo niego jak kolo jajka ale to zamiast polepszyc pogorszylo...jak grochem o sciane...dlatego poddajac sie zaczela sie juz ze mnie wylewac tylko zlosc

12

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Taka zmiana jak u twojego męża nie wzięła się sama z siebie, ani znikąd. Kochający, wspierający, wyrozumiały......a za chwilę arogancki buc?

Jakie są jego zarobki - czy wystarcza wam bez problemu, czy musicie oszczędzać?
Czy po utracie pracy szukałaś innej? Nic o tym nie wspomniałaś.
Mąż dopiero po pewnym czasie zaczął ci wytykać, ze to on zarabia. Skoro nigdy wcześniej tego nie robił, to czemu nagle zaczął? Może faktycznie byłaś zbyt rozrzutna w czasach, kiedy musieliście oszczędzać?

utracilam prace bo urodzilam dziecko miusialam sie zajac mala, nie mialam dla niej opieki, maz zarabia dobrze( przez te lata zmiana pracy i podwyzki) i to on jest bardziej rozrzutny co tez probowalam jakos mu wytlumaczyc zeby odlozyc poki jest z czego...ale powiedzial ze to jego pieniadze on pracuje nalezy mu sie...powiedzial rowniez ze nawet jesli juz pojde do pracy to nigdy nie zarobie tyle co on, kiedys zarabialismy tyle samo...

13

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Jedynym złym wzorcem jaki obecnie daje jest to, że nie pracuje, a ma za złe mężowi iż śmie w ogóle podkreślać, że to on zarabia i ma decydujący głos w sprawie wydatków. Przykro mi, ale to w końcu jego pieniądze, więc jak mogłoby być inaczej? Czy w ogóle jej nie daje na kosmetyki itp? Jak widać daje - tylko to co dał, potrafi i zabrać kiedy nie ma tego, czego oczekuje. Owszem nie tak to powinno wyglądać, ale nie jest to jeszcze taka tragedia.

Jej mąż poznał i zakochał się w silnej, niezależnej kobiecie, która posiadała pracę. Obecnie ta silna i niezależna zamieniła się w płaczliwą jędzę, której nie odpowiada....no właściwie co dokładnie? Że mąż nie pomaga jej w obowiązkach domowych? No jeszcze czego. Skoro ich utrzymuje, a ona nie ma pracy, to czemu miałby to robić? Nie za wygodnie? Jeśli oboje pracują, to oboje dzielą się obowiązkami i jest to uczciwe (i tak było wcześniej). Tak samo uczciwe jest to, że kiedy jedno pracuje, to drugie zajmuje się domem - niezależnie od płci i bez jojczenia o podział obowiązków, bo to już zwykłe księżniczkowanie rozpieszczonego dziecka.


Dam sobie rękę uciąć, że w ciągu kilku miesięcy wszystko wróciłoby do normy, gdybyś taka1985 znalazła pracę.

wiesz ja dobrze to rozumiem jak jeden pracuje to drugi sie domem zajmuje, tylko za to ze on pracuje to ja mu mam sluzyc za dach nad glowa i jedzenie?? a gdzie szacunek za to co robie? nie ma! bo mi za to nie placa! jakby to szanowal albo w jakis wolny dzien czasmi wyreczyl, kupil czasami badyla a wieczorem przytulil i spedzil ze mna czas, pochwalil za dobry obiad...to nic nie kosztuje nawet wysilku... to naprawde nie mialabym na co narzekac. poszlam nawet do pracy dwa miesiace pracowalam(tyle tesciowa z mala wytrzymala) i co po osmiu godzinach zapieprzania przychodzilam do domu i druga robota jazda bo nawet palcem nie kiwnal...

14

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Jedynym złym wzorcem jaki obecnie daje jest to, że nie pracuje, a ma za złe mężowi iż śmie w ogóle podkreślać, że to on zarabia i ma decydujący głos w sprawie wydatków. Przykro mi, ale to w końcu jego pieniądze, więc jak mogłoby być inaczej? Czy w ogóle jej nie daje na kosmetyki itp? Jak widać daje - tylko to co dał, potrafi i zabrać kiedy nie ma tego, czego oczekuje. Owszem nie tak to powinno wyglądać, ale nie jest to jeszcze taka tragedia.

Jej mąż poznał i zakochał się w silnej, niezależnej kobiecie, która posiadała pracę. Obecnie ta silna i niezależna zamieniła się w płaczliwą jędzę, której nie odpowiada....no właściwie co dokładnie? Że mąż nie pomaga jej w obowiązkach domowych? No jeszcze czego. Skoro ich utrzymuje, a ona nie ma pracy, to czemu miałby to robić? Nie za wygodnie? Jeśli oboje pracują, to oboje dzielą się obowiązkami i jest to uczciwe (i tak było wcześniej). Tak samo uczciwe jest to, że kiedy jedno pracuje, to drugie zajmuje się domem - niezależnie od płci i bez jojczenia o podział obowiązków, bo to już zwykłe księżniczkowanie rozpieszczonego dziecka.


Dam sobie rękę uciąć, że w ciągu kilku miesięcy wszystko wróciłoby do normy, gdybyś taka1985 znalazła pracę.

No i nie wiem czy nie straciłbyś tej ręki smile......trzeba przez coś takiego przejść,żeby wiedzieć jaki jest problem z "takimi mężami".
Gdyby to wszystko było takie proste...idzie do pracy i po bólu...niestety to nie o to tu chodzi.
Ja sobie nie dam ręki uciąć ,ale jestem prawie pewna,ze gdyby taka 1985 zaczęła pracować to może jako argument nie zabierałby jej kosmetyków jednak znalazłby sobie zupełnie coś nowego....niestety "ten typ" tak ma.
Ja to wiem,bo dużo życia spędziłam z takim mężem i wiem jak ta dziewczyna cierpi.
Tego typu ludzie mają "mocne poczucie własności" i trudno jest im zrozumieć,że kobieta-żona to tez człowiek,który ma swoje problemy,zainteresowania i chęć bycia sobą.
Ja rozumiem,ze facet pracuje, zarabia na dom a wychowująca dziecko żona ten dom powinna "trzymać w ryzach".
Ale na litość boską! jak można popierać to,że kosmetyki są kupione za jego pieniądze i w pewnym sensie ma prawo nimi rządzić.
A gdzie tu sens RODZINY I MAŁŻEŃSTWA... a poza tym czy praca w domu to nie praca?

15 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2012-03-16 15:19:17)

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

A może tak, poszukaj pracy - nie musi być to od razu taka, byś zarabiała na utrzymanie całej rodziny. Ważne że praca, wtedy podzielisz obowiązki domowe i status Ciebie jako człona rodziny wróci do właściwego poziomu. Twoja praca, Twoje obowiązki, Twoje pieniądze - Twój czas, który będziesz musiała poświęcić pracy - będzie musiał się też zacząć liczyć. Wtedy i on będzie musiał zrobić coś koło siebie, bo niestety kuchta i sprzątaczka będzie miała już mniej na to czasu. Lepiej żebyś teraz powolutku wracała do żywych - próbując to co masz poukładać, niż kiedyś, za rok , czy za dwa zaczynać - jeśli sie rozpadnie - od zera (czytaj praca). Musisz juz teraz sobie wyrabiać pozycje - jeżeli zależy CI na szczęściu dziecka. Ono i tak za jakiś czas pójdzie do szkoły - wtedy nie będzie potrzeby siedzenia w domu - a dla czego nie zacząć myśleć już teraz o tym? Jeśli mąz będzie to kalkulował - zawsze możesz powiedzieć, że chcesz zapracować na waciki dla siebie.
W zasadzie napisałem to co yoghurt007 i Dor57, ale i tak wrzucę.

16 Ostatnio edytowany przez dor57 (2012-03-16 15:26:05)

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Taka 1985.....juz pisałam wyżej,że wiem co czujesz i bardzo ci współczuję.....
Masz bardzo trudna decyzje do podjęcia i musi to być dobrze przemyślane.
Chyba najlepszym wyjściem  na początek będzie poszukanie sobie pracy.....bo skoro nie masz gdzie pójść z dzieckiem to przynajmniej chwilowo spróbuj się uniezależnić finansowo.
Z tego co piszesz przed porodem dobrze zarabiałaś i nie powinnaś mieć w związku z tym problemu z pracą na podobnych warunkach.
Wiem,będzie trudno ....jednak nie jesteś w sytuacji bez wyjścia.....Pamiętaj,że jeżeli już podejmiesz decyzję o odejściu to alimenty,które uzyskasz będą dla ciebie jakąś "podporą".
Po za tym co to znaczy,że ON PLANUJE DRUGIE DZIECKO?......to jakiś kabaret.....traktuje ciebie jak "zarodową klacz"?.....no bo zupełnie tego nie rozumiem......zgłaszasz mu swoje problemy i mówisz,że jest ci źle  a on ..."klapki na oczy" i "zrobię ci dzidziusia to może się wreszcie uspokoisz"......: to jakaś masakra. sad

17

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Ja to wiem,bo dużo życia spędziłam z takim mężem i wiem jak ta dziewczyna cierpi.

Ma męża, który dobrze zarabia i stać go na utrzymanie domu, siebie, jej i dziecka, a oczekuje, że w zamian ona zajmie się domem skoro i tak nie pracuje. Doprawdy powodów do cierpień bez liku. Przecież jak on może oczekiwać tego od niej? Jak chce być sobą to niech sobą będzie. Ale dlaczego kosztem męża? On ma pracować, zarabiać, dawać jej pieniądze i jeszcze wykonywać część obowiązków domowych, aby ona "mogła być sobą" ? No bez jaj drogie Panie - znajcie umiar. To, że jej się nudzi w domu i gdzieś pomiędzy praniem, a pieluchami zatraciła swoje priorytety i kobiecą erotyczność to próbuje zwalić to na męża teraz, bo....wcześniej było inaczej. Pewnie, że było inaczej, bo i sytuacja była całkowicie inna. Wolny czas mieli tylko dla siebie, każde miało zajęcie, odpowiedzialność (w tym finansowa) za drugą osobę prawie nie istniała. Teraz trzeba się dostosować, bo parę rzeczy się zmieniło. Pora po prostu do tego dojrzeć, że jeśli jedna osoba zarabia i utrzymuje całą rodzinę (i ponosi cały ciężar tej odpowiedzialności), to druga - skoro nie pracuje - zajmuje się domem. To działa w obie strony - niezależnie od płci.

Dunkis dobrze pisze - taka1985 - znajdź sobie pracę. Jakąkolwiek. Jeśli się nic nie zmieni, to wtedy dopiero zacznij marudzić jaki to on zły i niedobry, bo na dobrą sprawę nie masz ku temu zbyt dużych argumentów.

18

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Ja to wiem,bo dużo życia spędziłam z takim mężem i wiem jak ta dziewczyna cierpi.

Ma męża, który dobrze zarabia i stać go na utrzymanie domu, siebie, jej i dziecka, a oczekuje, że w zamian ona zajmie się domem skoro i tak nie pracuje. Doprawdy powodów do cierpień bez liku. Przecież jak on może oczekiwać tego od niej? Jak chce być sobą to niech sobą będzie. Ale dlaczego kosztem męża? On ma pracować, zarabiać, dawać jej pieniądze i jeszcze wykonywać część obowiązków domowych, aby ona "mogła być sobą" ? No bez jaj drogie Panie - znajcie umiar. To, że jej się nudzi w domu i gdzieś pomiędzy praniem, a pieluchami zatraciła swoje priorytety i kobiecą erotyczność to próbuje zwalić to na męża teraz, bo....wcześniej było inaczej. Pewnie, że było inaczej, bo i sytuacja była całkowicie inna. Wolny czas mieli tylko dla siebie, każde miało zajęcie, odpowiedzialność (w tym finansowa) za drugą osobę prawie nie istniała. Teraz trzeba się dostosować, bo parę rzeczy się zmieniło. Pora po prostu do tego dojrzeć, że jeśli jedna osoba zarabia i utrzymuje całą rodzinę (i ponosi cały ciężar tej odpowiedzialności), to druga - skoro nie pracuje - zajmuje się domem. To działa w obie strony - niezależnie od płci.

Dunkis dobrze pisze - taka1985 - znajdź sobie pracę. Jakąkolwiek. Jeśli się nic nie zmieni, to wtedy dopiero zacznij marudzić jaki to on zły i niedobry, bo na dobrą sprawę nie masz ku temu zbyt dużych argumentów.

Nie ma sensu dalej prowadzić tego dialogu na tym wątku,bo widzę,że chcesz udowodnić o jedynej i nie podważalnej roli pieniędzy w życiu szczęśliwej rodziny.
A niestety pieniądze nie to nie wszystko i...... nie jest to cytat z filmu.:)

19

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Tylko tyle zrozumiałaś z mojej wypowiedzi - pieniądze ? Ale czy to ja pisałem:

to ze on pracuje to ja mu mam sluzyc za dach nad glowa i jedzenie?? a gdzie szacunek za to co robie? nie ma! bo mi za to nie placa!

. Ciekawy i dający do myślenia jest ostatni fragment: Gdzie szacunek? Nie ma! Bo mi za to nie płacą! Sugeruje to, że autorka wątku rozumie szacunek głównie (choć nie jedynie) przez pryzmat pieniędzy. Pracowała - zarabiała - czuła się szanowana i doceniana. Nie pracuje - nie zarabia - czuje się pominięta i nieważna. Podejrzewam, że nawet jak jej mąż czasem ją pochwali, to puści to mimo uszu. Kwiatków na dzień kobiet czy walentynki też pewnie nie dostała. Ani prezentu z takiej (lub innej) okazji?

Czy, któraś z Was mówi 'dziękuję' za to, że facet chodzi do pracy? Albo za to, że za Was płaci? No nie wydaje mi się. Przecież to normalne, właściwe i oczekiwane. Tak też i my zostaliśmy wychowani - jeśli utrzymujemy rodzinę, to kobieta pierze, sprząta i gotuje. I jest to nagroda i forma docenienia za ponoszą odpowiedzialność i zarobione pieniądze. Można - w ramach przekory - śmiało zapytać gdzie jest jej szacunek do męża?

Pisałem też o odpowiedzialności i podziale obowiązków, prawda? Mówiłem też, że autorka pogubiła się w swoich priorytetach i kobiecej seksualności, czym stała się mniej atrakcyjna dla męża. W dodatku nie przewartościowała swoich celów pomimo ogromnej zmiany sytuacji. To normalne, że dziecko wiele zmienia w relacji dwojga ludzi. A ona by chciała, aby wszystko było jak dawniej. Chciałaby, aby mąż wykonywał część obowiązków domowych jak dawniej, bo ona nie chce być 'kurą domową' czym moim zdaniem obraża masę wartościowych kobiet, które poświęciły się rodzinie i macierzyństwu w tradycyjnym modelu rodziny. Oczekuje od męża, że będzie łożył na nią i na dziecko, będzie wykonywał obowiązki domowe, będzie jej dawał pieniądze na jej potrzeby oraz że będzie ją adorował i zapewniał rozrywkę. Czy tylko mi się wydaje, że to odrobinę egoistyczne? Przecież słowem się nie zająknęła, że chciałaby pracować jak dawniej. Nie zauważyłem jakoś. Źle patrzyłem? Praca przez dwa miesiące to przecież nie miała na celu poprawienia własnej wartości, ale jedynie udowodnienie winy męża. W tak krótkim czasie on nawet nie zdążył się przecież przystosować do nowej sytuacji. Tym bardziej, że kilka lat przyzwyczajenia robi swoje. Poza tym co to za wymówka, że nie ma z kim dziecka zostawić? Dziecko ma ile - 3 lata? Są żłobki, są przedszkola, są opiekunki. Przecież jej mąż nieźle zarabia, a doszłaby druga pensja, która nawet jeśli byłaby niska, to przecież pozwoliłaby na taki układ (tym bardziej jeśli owa teściowa zaopiekowała się dzieckiem ten raz czy dwa w tygodniu).

20

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Ja tylko raczę zauważyć, że konflikty zaczynają sie po 2-3 latach od urodzenia dziecka. Jakoś nagle ciężko przystosować się do nowej sytuacji. Ciężko pogodzić pracę i obowiązki domowe. Małe sprzeczki stają się dużymi problemami.  Niby rozmawiamy, krzyczymy a nie słuchamy. Jak odmienne są oczekiwania mężczyzn i kobiet. Jak tu znaleźć kompromis zanim będzie za późno. Mi też różnie doradzają. Negatywnie oceniają moje zachowanie. Staram się wyciągnąć z tego wnioski. Ty też się staraj.

21

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Czy, któraś z Was mówi 'dziękuję' za to, że facet chodzi do pracy? Albo za to, że za Was płaci? No nie wydaje mi się. Przecież to normalne, właściwe i oczekiwane. Tak też i my zostaliśmy wychowani - jeśli utrzymujemy rodzinę, to kobieta pierze, sprząta i gotuje. I jest to nagroda i forma docenienia za ponoszą odpowiedzialność i zarobione pieniądze. Można - w ramach przekory - śmiało zapytać gdzie jest jej szacunek do męża?

.

Tak samo jak dla pracujących mężów normalne jest to, że skoro żona siedzi w domu nic nie robi (?) to za co ma dziękować, za to, że wychowuje dzieci, że posprzątała i ugotowała, to tak samo naturalne, jak to, że ja pracuję....i koło się zamyka.
Problem w tym, że zarówno jedno i drugie uważa, że jej/jego wkład w dom ma większe znaczenie i każde z nich rości sobie prawo do "większego" szacunku.

jest to nagroda i forma docenienia za ponoszą odpowiedzialność i zarobione pieniądze - tym zadaniem pokazujesz, że jedynie osoba pracującą i zarabiająca pieniądze ponosi większą odpowiedzialność i zasługuje na nagrodę. Naprawdę uważasz, ze wychowanie dzieci, prowadzenie domu nie wiąże się z odpowiedzialnością?

22

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
ankinom napisał/a:

jest to nagroda i forma docenienia za ponoszą odpowiedzialność i zarobione pieniądze - tym zadaniem pokazujesz, że jedynie osoba pracującą i zarabiająca pieniądze ponosi większą odpowiedzialność i zasługuje na nagrodę. Naprawdę uważasz, ze wychowanie dzieci, prowadzenie domu nie wiąże się z odpowiedzialnością?

A może tak działa to w obie strony? Nie pomyślałaś o tym?

23

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Który  mężczyzna na włane życzenie zostaje w domu z dzieckiem, pozwalając żonie pracować? Przysięgam, że nie słyszałam o żadnym takim przypadku.  To chyba o czymś świadczy... Wstawanie codziennie rano ze świadomością, że te same czynności na nas czekają jest najgorszą rzeczą na świecie dla kobiety, która realizowała się zawodowo. Pranie, sprzątanie, gotowanie, pieluchy, znowu gotowanie. I do tego mąż nawet dobrego słowa nie powie, bo przecież to on zarabia!!! Kobieta potrzebuje by jej mężczyzna ją doceniał, chce widzieć, że ma wsparcie i że może na niego liczyć w każdej sytuacji, nie zależnie od tego, czym się zajmuje.
Druga sprawa, że mężczyzna też potrzebuje w domu zadbanej kobiety a nie żony w powyciąganym dresie, z którą można pogadać tylko o konsystencji dzisiejszej kupki dziecka. To, że się zmienił też nie wzięło się znikąd...

24

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
taka1985 napisał/a:

zreszta to jest tak,ze wszyscy mowia co ja od niego chce ?? pracuje, utrzymuje, nie bije... ale to ze ja czuje sie niepotrzebna i samotna i ze ktos za mnie uklada mi zycie to przeciez sie nie liczy...? i ze probowalam i ze nie moge i juz wogole nic nie wiem....czy to ze mna cos nie tak czy z nim...??

Ja Cię rozumiem. Miałam kiedyś chłopaka (na szczęście nie męża) i długo się męczyłam, bo go nie kochałam. Uznałam, że trzeba się rozstać. A co powiedzieli wszyscy dookoła? "Nie pije, nie bije, to czego więcej chcesz!? Lepszego nie znajdziesz" Naprawdę to, że Cie nie bije to nie jest argument, żebyście byli razem.

25

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Ja to wiem,bo dużo życia spędziłam z takim mężem i wiem jak ta dziewczyna cierpi.

Ma męża, który dobrze zarabia i stać go na utrzymanie domu, siebie, jej i dziecka, a oczekuje, że w zamian ona zajmie się domem skoro i tak nie pracuje. Doprawdy powodów do cierpień bez liku. Przecież jak on może oczekiwać tego od niej? Jak chce być sobą to niech sobą będzie. Ale dlaczego kosztem męża? On ma pracować, zarabiać, dawać jej pieniądze i jeszcze wykonywać część obowiązków domowych, aby ona "mogła być sobą" ? No bez jaj drogie Panie - znajcie umiar. To, że jej się nudzi w domu i gdzieś pomiędzy praniem, a pieluchami zatraciła swoje priorytety i kobiecą erotyczność to próbuje zwalić to na męża teraz, bo....wcześniej było inaczej. Pewnie, że było inaczej, bo i sytuacja była całkowicie inna. Wolny czas mieli tylko dla siebie, każde miało zajęcie, odpowiedzialność (w tym finansowa) za drugą osobę prawie nie istniała. Teraz trzeba się dostosować, bo parę rzeczy się zmieniło. Pora po prostu do tego dojrzeć, że jeśli jedna osoba zarabia i utrzymuje całą rodzinę (i ponosi cały ciężar tej odpowiedzialności), to druga - skoro nie pracuje - zajmuje się domem. To działa w obie strony - niezależnie od płci.

Dunkis dobrze pisze - taka1985 - znajdź sobie pracę. Jakąkolwiek. Jeśli się nic nie zmieni, to wtedy dopiero zacznij marudzić jaki to on zły i niedobry, bo na dobrą sprawę nie masz ku temu zbyt dużych argumentów.

ktos tu widzi tylko problem taki ja nie pracuje on tak , ja musze byc kura bo podzial obowiazkow musi byc tak! zgadzam sie ! podzial musi byc! ale czy to powod zeby mnie nie traktowac powaznie ponizac. bo ja nie zarabiam?? nie doceniac bo nie zarabiam?? ja nie narzekam ze musze w domu robic ktos musi, ale gdzie szacunek gdzie relacje nie wspominajac o seksie ...nie utracilam ani troche erotyzmu bynajmniej nie ja!

26

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Tylko tyle zrozumiałaś z mojej wypowiedzi - pieniądze ? Ale czy to ja pisałem:

to ze on pracuje to ja mu mam sluzyc za dach nad glowa i jedzenie?? a gdzie szacunek za to co robie? nie ma! bo mi za to nie placa!

. Ciekawy i dający do myślenia jest ostatni fragment: Gdzie szacunek? Nie ma! Bo mi za to nie płacą! Sugeruje to, że autorka wątku rozumie szacunek głównie (choć nie jedynie) przez pryzmat pieniędzy. Pracowała - zarabiała - czuła się szanowana i doceniana. Nie pracuje - nie zarabia - czuje się pominięta i nieważna. Podejrzewam, że nawet jak jej mąż czasem ją pochwali, to puści to mimo uszu. Kwiatków na dzień kobiet czy walentynki też pewnie nie dostała. Ani prezentu z takiej (lub innej) okazji?

Czy, któraś z Was mówi 'dziękuję' za to, że facet chodzi do pracy? Albo za to, że za Was płaci? No nie wydaje mi się. Przecież to normalne, właściwe i oczekiwane. Tak też i my zostaliśmy wychowani - jeśli utrzymujemy rodzinę, to kobieta pierze, sprząta i gotuje. I jest to nagroda i forma docenienia za ponoszą odpowiedzialność i zarobione pieniądze. Można - w ramach przekory - śmiało zapytać gdzie jest jej szacunek do męża?

Pisałem też o odpowiedzialności i podziale obowiązków, prawda? Mówiłem też, że autorka pogubiła się w swoich priorytetach i kobiecej seksualności, czym stała się mniej atrakcyjna dla męża. W dodatku nie przewartościowała swoich celów pomimo ogromnej zmiany sytuacji. To normalne, że dziecko wiele zmienia w relacji dwojga ludzi. A ona by chciała, aby wszystko było jak dawniej. Chciałaby, aby mąż wykonywał część obowiązków domowych jak dawniej, bo ona nie chce być 'kurą domową' czym moim zdaniem obraża masę wartościowych kobiet, które poświęciły się rodzinie i macierzyństwu w tradycyjnym modelu rodziny. Oczekuje od męża, że będzie łożył na nią i na dziecko, będzie wykonywał obowiązki domowe, będzie jej dawał pieniądze na jej potrzeby oraz że będzie ją adorował i zapewniał rozrywkę. Czy tylko mi się wydaje, że to odrobinę egoistyczne? Przecież słowem się nie zająknęła, że chciałaby pracować jak dawniej. Nie zauważyłem jakoś. Źle patrzyłem? Praca przez dwa miesiące to przecież nie miała na celu poprawienia własnej wartości, ale jedynie udowodnienie winy męża. W tak krótkim czasie on nawet nie zdążył się przecież przystosować do nowej sytuacji. Tym bardziej, że kilka lat przyzwyczajenia robi swoje. Poza tym co to za wymówka, że nie ma z kim dziecka zostawić? Dziecko ma ile - 3 lata? Są żłobki, są przedszkola, są opiekunki. Przecież jej mąż nieźle zarabia, a doszłaby druga pensja, która nawet jeśli byłaby niska, to przecież pozwoliłaby na taki układ (tym bardziej jeśli owa teściowa zaopiekowała się dzieckiem ten raz czy dwa w tygodniu).

to ze napisalam ze mi za to nie placa to byla aluzja to bylo nawet cos co slysze od niego, skup sie bo za wile sie chyba od mojego meza nie roznisz...szkoda ze tylko dla meza stalam sie mniej atrakcyjna...nie utracilam seksualnosci z tego powodu ze siedze z dzieckiem w domu ani troche...a tekst ze szukam pracy tez przeoczyles...ach szkoda gadac

27

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

ja nie narzekam ze musze w domu robic ktos musi, ale gdzie szacunek gdzie relacje nie wspominajac o seksie ...nie utracilam ani troche erotyzmu bynajmniej nie ja!

mowi ze jestem kobieta jego zycia ale wogole tego nie okazuje wogole! zaminilam sie w jedze...odmowilam seksu...nie ma codziennych obiadkow i wypranych skarpetek(za co haje ze to moj obowiazek!)...zaczelam byc arogancka do niego...brzydzic sie nim...az w koncu zrozumialam ze nie ja juz go nie kocham

Nawet nie chce mi się tego komentować....


A poniża cie w jaki sposób? Że w złości zabrał ci kosmetyki? Każdy w złości reaguje przesadnie i nie jest to przemyślane działanie. A że podkreśla, że to on na to zarobił? Wcale się nie dziwię, skoro świadomie i celowo stałaś się dla niego jędzą i świadomie sobie go obrzydziłaś.... Skoro na początku było tak, że chętnie dzielił się z tobą obowiązkami i współpracował z tobą, to szczerze wątpię, aby on był źródłem problemu. Według mnie przyczyną jest to, że czujesz się bezwartościowa i niedoceniania, bo nie pracujesz i nie zarabiasz . Musiały w związku z tym lecieć jakieś fochy do twojego męża (albo nadinterpretacje jego słów), który w reakcji obronnej przyjął taką, a nie inną rolę. Potem problem tylko się nawarstwiał....

28

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Nie wiem co ci doradzić ja mam trójkę dzieci i przez cały czas pracowałam i pracuję a mój mąż nie angażuje się w wychowanie dzieci. Moje zarobki przy jego to drobne kieszonkowe, a teściowa cały czas przekonuje mnie jaki dobry nie pije nie bije miód malina. Utwierdza mnie w przekonaniu że wszyscy faceci tacy są. Nie wiem czy mam w to wierzyć? Proszę przeczytaj mój post "Mąż wybrał rodzinę"

29 Ostatnio edytowany przez dor57 (2012-03-16 21:20:32)

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

ja nie narzekam ze musze w domu robic ktos musi, ale gdzie szacunek gdzie relacje nie wspominajac o seksie ...nie utracilam ani troche erotyzmu bynajmniej nie ja!

mowi ze jestem kobieta jego zycia ale wogole tego nie okazuje wogole! zaminilam sie w jedze...odmowilam seksu...nie ma codziennych obiadkow i wypranych skarpetek(za co haje ze to moj obowiazek!)...zaczelam byc arogancka do niego...brzydzic sie nim...az w koncu zrozumialam ze nie ja juz go nie kocham

Nawet nie chce mi się tego komentować....


Zbyt wielu takich problemów nie chce ci się komentować.......czy przypadkiem właśnie one nie stały się przyczyną twojego tak ostrego i nie racjonalnego stosunku do kobiety-żony i kobiety matki?
Wiele można zrozumieć i wiele powinno się wzajemnie wytłumaczyć,ale powrót do Średniowiecza w erze komputerów.....:)

30

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Co jest nieracjonalnego w podejściu, że jeśli oboje pracują, to dzielą się obowiązkami domowymi, a jeśli jedno pracuje, to drugie zajmuje się domem?

Autorka sama przecież pisała, ze czuje się nieszanowana, bo nikt jej nie płaci za kucharzenie, sprzątanie, pranie itp. Sama napisała, że celowo stała się dla męża jędzą, że odmawia mu seksu, że go sobie obrzydziła do tego stopnia, ze stwierdziła iż go już nie kocha. A czemu? Bo mąż ją 'poniżał'. Jak? Akcentował i wypominał, że to on na wszystko zarobił, bo przesadnie zareagował w złości.

Z jednej strony autorka pisze o tym, że mąż nawet jej nie podziękuje za smaczny obiad, a za chwilę, że mówi, ze jest kobieta jego życia. Utrzymuje ją, daje jej pieniądza na kosmetyki itp, ale przecież nie robi nic, aby owo uczucie okazać.

No kurczę - czy tylko dla mnie pretensje autorki wątku są mocno na wyrost?

31 Ostatnio edytowany przez didina (2012-03-16 22:20:29)

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

No kurczę - czy tylko dla mnie pretensje autorki wątku są mocno na wyrost?

Daj spokój człowieku- pierniczysz bez sensu, bo  nie umiesz czytać ze zrozumieniem, patrzysz przez pryzmat jakiegoś wykorzystanego-pokrzywdzonego faceta albo coś w tym stylu
Nie starasz się nawet rozumieć tego co czytasz. Ta dziewczyna nie pisze o jakiś pretensjach do męża, za to że musi siedzieć w domu z dzieckiem i prowadzić gospodarstwo domowe, że wszystko co łączy się z domem jest na jej w głowie. Ona akceptuje ten podział obowiązków- on praca, ona dom.
Jej problemem jest facet, który jej nie szanuje, skąpi kasy i uczuć, oraz poniża tylko dlatego, że ona nie pracuje zawodowo.   A to, że ona wykonuje masę obowiązków domowych i opiekuje się dzieckiem 24godz na dobę- nie ma znaczenia.
Facet w zasadzie ograniczył jej rolę w małżeństwie do jakiejś posługaczki. Nie ma tu równości i sprawiedliwości. Miłości też już nie.
Ale tak niestety bywa bardzo często... w moim otoczeniu przynajmniej 5 koleżanek znalazło się w takiej samej żałosnej sytuacji, bo facetom przestało się podobać utrzymywanie żony. Z biegiem czasu taka żona jawi się mężowi jako ktoś bezużyteczny, nie zasługujący na szacunek truteń.
Na szczęście znam też kilku facetów, którzy nie są tacy słabi i szanują poświęcenie żony, jako opiekuna ogniska domowego.

32

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Ja, jako facet widzę tę sytuację zupełnie inaczej. Moim zdaniem to ona przez brak pracy zagubiła się, a frustrację wyładowuje na mężu, którzy przyjął taką, a nie inną postawę, bo ona postanowiła być dla niego jędzą, co sama jasno i otwarcie napisała. Kluczem do tej interpretacji jest fakt, że mąż nie zachowywał się tak wobec niej od początku. Nie rywalizował z nią, a współdziałał i dzielił się obowiązkami, nie pragnął mieć kury domowej, bo wybrał kobietę silną i niezależną. Teraz ona nie ma pracy, jest sfrustrowana, czuje się niedoceniona, a winą obarcza męża.

Cóż innego mogło być powodem tak radykalnej zmiany w postawie jej męża?

Wciąż jestem pewien, że gdyby poszła do pracy na trochę dłużej niż dwa miesiące, to z czasem odzyskałaby i pewność siebie i miłość męża, który znów miałby tą silną i niezależną kobietę, w której się zakochał.

33

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
taka1985 napisał/a:

z dnia na dzien z miesiaca na miesiac moj maz zaczol zachowywac sie jakby jakis inny typ,
dawal mi czesto do zrozumienia kto tu pracuje i rodzine utrzymuje wiec ja musialam robic mu kolo d... nie widzialam w tym nic dziwnego poki nie uslyszalam pierwszych tekstow typu to ja tu zarabiam..kupisz jak ja ci pozwole...nie wydawaj moich pieniedzy...
jak nie zrobilam obiadu schowal mi kosmetyki...bo to za jego pieniadze...przestal mi pomagac przestal rozmawiac ze mna... przestal spedzac ze mna czas...pic piwo na potege i wysiadywac przed kompem a ja jak ta kuchta....
przychodzil sie przytulic jak chce sie mu bzykac...tak wiec zaczelam a raczej chcialam a nawet mowilam mu wiele razy co jest nie tak, co mi przeszkadza...
co sprawilo ze sie tak zmienil? czemu nigdzie mnie nie zabiera? nie spedza ze mna czasu to jego odpowiedz brzmiala: tak jest w malzenstwie nie przesadzaj czego bys chciala dorosnij w koncu!

yoghurt007  zastanawiam się co "widzisz" jak czytasz ten tekst?
Dla mnie wszystko jest jasne, klarowne i bez żadnych podtekstów.
Ty widzisz i rozumiesz zupełnie co innego. Jakieś drugie dno, którego tu nie ma.
Ale w zasadzie się nie dziwie.. w dzisiejszych czasach przytłaczająca liczba ludzi ma problemy z interpretacją tego co czytają.


a jędzą to ona postanowiła być dla męża na samym końcu, nie na początku więc nie od tego się zaczęło...

a wystarczyło czytać za młodu więcej książek smile

34

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Dla mnie wszystko jest jasne, klarowne i bez żadnych podtekstów.

Ok, zatem odpowiedz mi na jedno, ale tylko jedno pytanie. Skoro jej mąż był takim wspaniałym człowiekiem, w którym miała oparcie, z którym dzieliła troski i obowiązki, to cóż takiego mogło sprawić, że się zmienił?

Przytocz jej słowa poprzedzające to, co zacytowałaś. Jak to było? Wszystko  było wspaniale, dopóki nie urodziłam, bo musiałam zrezygnować z pracy i zająć się domem, czym byłam przerażona, bo nie jestem typem kury domowej?

Czyż nie ma to silnego przekazu emocjonalnego i jednocześnie negatywnego, że macierzyństwo, wychowanie dziecka i opieka nad domowym ogniskiem to jednak nie jest to, czego oczekiwała od życia, ani to, do czego się przygotowywała? I oczywiście nie miało to żadnego znaczenia w jej odbiorze męża jak i w jej podejściu do niego? Pisała, ze nawet nie dziękował jej za pyszny obiad, po czym w innym poście pisała, że iż mówił o niej, że jest miłością jej życia, no ale nie dawał jej tego do zrozumienia, choć przecież jest z nią, utrzymują i ją i dziecko, a przecież iluż to facetów ucieka jak kobieta zachodzi w ciążę?

Czego zatem jeszcze nie powiedziała autorka wątku i co pominęła?

Ja rozumiem, że jest jej źle, że czuje się niedowartościowana. Jej mąż oczywiście również się do tego przyczynił, ale nie uważam, aby problem był tylko w nim.

35

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Widzisz yoghurt007 jakikolwiek związek to partnerstwo a nie transakcja wiązana. Uczepiłeś się tej kasy jak za przeproszeniem rzep psiego ogona.

didina napisał/a:

yoghurt007  zastanawiam się co "widzisz" jak czytasz ten tekst?
Dla mnie wszystko jest jasne, klarowne i bez żadnych podtekstów.
Ty widzisz i rozumiesz zupełnie co innego. Jakieś drugie dno, którego tu nie ma.
Ale w zasadzie się nie dziwie.. w dzisiejszych czasach przytłaczająca liczba ludzi ma problemy z interpretacją tego co czytają.

Nie sposób się z tym nie zgodzić.

yoghurt007 napisał/a:

Jedynym złym wzorcem jaki obecnie daje jest to, że nie pracuje, a ma za złe mężowi iż śmie w ogóle podkreślać, że to on zarabia i ma decydujący głos w sprawie wydatków. Przykro mi, ale to w końcu jego pieniądze, więc jak mogłoby być inaczej? Czy w ogóle jej nie daje na kosmetyki itp? Jak widać daje ? tylko to co dał, potrafi i zabrać kiedy nie ma tego, czego oczekuje. Owszem nie tak to powinno wyglądać, ale nie jest to jeszcze taka tragedia.

Skoro to jego pieniądze to, po co mu rodzina? Mógł sobie żyć, jako singiel i skakać z kwiatka na kwiatek.
Czy Tobie pracodawca zabiera pensje, albo premie z poprzedniego miesiąca, jeśli w obecnym się nie wykażesz? Co to za chore podejście jest?
Pamiętasz powiedzenie, "kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera"?
Zauważ, że autorka oprócz tego, że jest żoną jest także matką. To stało się dokładnie, gdy na świat przyszło dziecko, ale Ona sama w ciążę nie zaszła.
Owszem zrezygnowała z pracy, ale dla mnie jest to zrozumiałe, bo kto jak nie matka zajmie się najlepiej takim małym człowiekiem?
Zarzucasz autorce, że:

yoghurt007 napisał/a:

Może faktycznie byłaś zbyt rozrzutna w czasach, kiedy musieliście oszczędzać?

Tak stała się rozrzutna, bo karmiła, przewijała i ubierała dziecko, ale to chyba dla każdego jest oczywiste, że tak będzie z chwilą nadejścia dziecka na świat. 

yoghurt007 napisał/a:

Jej mąż poznał i zakochał się w silnej, niezależnej kobiecie, która posiadała pracę. Obecnie ta silna i niezależna zamieniła się w płaczliwą jędzę, której nie odpowiada....no właściwie co dokładnie? Że mąż nie pomaga jej w obowiązkach domowych? No jeszcze czego. Skoro ich utrzymuje, a ona nie ma pracy, to czemu miałby to robić? Nie za wygodnie? Jeśli oboje pracują, to oboje dzielą się obowiązkami i jest to uczciwe (i tak było wcześniej). Tak samo uczciwe jest to, że kiedy jedno pracuje, to drugie zajmuje się domem - niezależnie od płci i bez jojczenia o podział obowiązków, bo to już zwykłe księżniczkowanie rozpieszczonego dziecka.

A czy ten Jej mąż nie ma rozumku i nie przewidział tego, że kiedyś pojawi się dziecko i ta silna, niezależna kobieta zmieni się w zwykłą matkę?
Zapewne także nie przewidział tego, że ciąża może zmienić Jej wygląd niekoniecznie w lepszą stronę i co wtedy?
Nie dość, że "kura domowa" to jeszcze "brzydka", więc wyrzuciłby Ją z dzieckiem z domu i życia?
A co jeśli by zachorowała, a choroba nie pozwoliłaby już nigdy podjąć Jej pracy też out?
Praca w domu to nie praca no, bo przecież wszystko robi się samo?
Jestem facetem, ale współczuje kobietom partnerów z takim podejściem, którym się wydaje, że ich rola kończy się z "rzuceniem" raz w miesiącu pensji na stół.
Widzisz kobiety nie zmieniają się bez powodu, (chociaż są wyjątki), ale tak samo jak my tak samo one mają prawo do szczęścia, posiadają uczucia i prawo do swoich gorszych dni.
Brak obiadu, niewyprane gatki czy coś tam jeszcze niezrobione? Widzisz w tym problem? Masz dwie ręce i nie umiesz zamówić czegoś przez telefon, albo zrobić choćby nawet kanapek?
Umiesz obsługiwać pralkę?
Może kiedyś to zrozumiesz, gdy kogoś naprawdę szczerze pokochasz to przestaną Ci takie pierdoły przeszkadzać, czego Ci oczywiście życzę.

36

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Co jest nieracjonalnego w podejściu, że jeśli oboje pracują, to dzielą się obowiązkami domowymi, a jeśli jedno pracuje, to drugie zajmuje się domem?

Autorka sama przecież pisała, ze czuje się nieszanowana, bo nikt jej nie płaci za kucharzenie, sprzątanie, pranie itp. Sama napisała, że celowo stała się dla męża jędzą, że odmawia mu seksu, że go sobie obrzydziła do tego stopnia, ze stwierdziła iż go już nie kocha. A czemu? Bo mąż ją 'poniżał'. Jak? Akcentował i wypominał, że to on na wszystko zarobił, bo przesadnie zareagował w złości.

Z jednej strony autorka pisze o tym, że mąż nawet jej nie podziękuje za smaczny obiad, a za chwilę, że mówi, ze jest kobieta jego życia. Utrzymuje ją, daje jej pieniądza na kosmetyki itp, ale przecież nie robi nic, aby owo uczucie okazać.

No kurczę - czy tylko dla mnie pretensje autorki wątku są mocno na wyrost?

Nie to moj maz traktuje moja prace bez szacunku wlasnie dlatego ze  nikt mi za to nie placi(on to tak widzi), mi tam za to placic za nic nie musi wystarczy szacunek, ja szanuje ze maz pracuje ciezko i zawsze staralam sie zeby o tym wiedzial, ale po jakims czasie jak tylko jeden chce do czegos dojsc i ciagle trafia sie o sciane, odechciewa sie calkiem, to jak on jest na mnie zly to ma prawo mi wypominac ze mnie utrzymuje ze to wszystko za jego pieniadze bo on tyle zarabia??bo w zlosci sobie powie? a co ja mu mam powiedziec kiedy jestem zla?? nic na niego nie mam bo to on jest panem?? dla mnie pieniadze nie sa najwazniejsze a on mysli ze za pieniadze kupi nawet milosc....

37

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
didina napisał/a:
yoghurt007 napisał/a:

No kurczę - czy tylko dla mnie pretensje autorki wątku są mocno na wyrost?

Daj spokój człowieku- pierniczysz bez sensu, bo  nie umiesz czytać ze zrozumieniem, patrzysz przez pryzmat jakiegoś wykorzystanego-pokrzywdzonego faceta albo coś w tym stylu
Nie starasz się nawet rozumieć tego co czytasz. Ta dziewczyna nie pisze o jakiś pretensjach do męża, za to że musi siedzieć w domu z dzieckiem i prowadzić gospodarstwo domowe, że wszystko co łączy się z domem jest na jej w głowie. Ona akceptuje ten podział obowiązków- on praca, ona dom.
Jej problemem jest facet, który jej nie szanuje, skąpi kasy i uczuć, oraz poniża tylko dlatego, że ona nie pracuje zawodowo.   A to, że ona wykonuje masę obowiązków domowych i opiekuje się dzieckiem 24godz na dobę- nie ma znaczenia.
Facet w zasadzie ograniczył jej rolę w małżeństwie do jakiejś posługaczki. Nie ma tu równości i sprawiedliwości. Miłości też już nie.
Ale tak niestety bywa bardzo często... w moim otoczeniu przynajmniej 5 koleżanek znalazło się w takiej samej żałosnej sytuacji, bo facetom przestało się podobać utrzymywanie żony. Z biegiem czasu taka żona jawi się mężowi jako ktoś bezużyteczny, nie zasługujący na szacunek truteń.
Na szczęście znam też kilku facetów, którzy nie są tacy słabi i szanują poświęcenie żony, jako opiekuna ogniska domowego.

lepiej bym tego nie ujela:-) no z niektorymi ludzmi nie da sie poprostu dyskutowac

38

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Dla mnie wszystko jest jasne, klarowne i bez żadnych podtekstów.

Ok, zatem odpowiedz mi na jedno, ale tylko jedno pytanie. Skoro jej mąż był takim wspaniałym człowiekiem, w którym miała oparcie, z którym dzieliła troski i obowiązki, to cóż takiego mogło sprawić, że się zmienił?

Przytocz jej słowa poprzedzające to, co zacytowałaś. Jak to było? Wszystko  było wspaniale, dopóki nie urodziłam, bo musiałam zrezygnować z pracy i zająć się domem, czym byłam przerażona, bo nie jestem typem kury domowej?

Czyż nie ma to silnego przekazu emocjonalnego i jednocześnie negatywnego, że macierzyństwo, wychowanie dziecka i opieka nad domowym ogniskiem to jednak nie jest to, czego oczekiwała od życia, ani to, do czego się przygotowywała? I oczywiście nie miało to żadnego znaczenia w jej odbiorze męża jak i w jej podejściu do niego? Pisała, ze nawet nie dziękował jej za pyszny obiad, po czym w innym poście pisała, że iż mówił o niej, że jest miłością jej życia, no ale nie dawał jej tego do zrozumienia, choć przecież jest z nią, utrzymują i ją i dziecko, a przecież iluż to facetów ucieka jak kobieta zachodzi w ciążę?

Czego zatem jeszcze nie powiedziała autorka wątku i co pominęła?

Ja rozumiem, że jest jej źle, że czuje się niedowartościowana. Jej mąż oczywiście również się do tego przyczynił, ale nie uważam, aby problem był tylko w nim.

pewnie ze tak problem lezy zawsze po obu stronach ale jak juz wczesniej pislam ja probowalam rozmawiac z mezem naprawic relacje zaangazowalam juz nawet do tego jego mame bo niewiedzialam jak do niego dotrzec, ale jak tylko jedna strona chce to niestety...po jakims czasie i mi sie odwchcialo

39

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
taka1985 napisał/a:
yoghurt007 napisał/a:

Dla mnie wszystko jest jasne, klarowne i bez żadnych podtekstów.

Ok, zatem odpowiedz mi na jedno, ale tylko jedno pytanie. Skoro jej mąż był takim wspaniałym człowiekiem, w którym miała oparcie, z którym dzieliła troski i obowiązki, to cóż takiego mogło sprawić, że się zmienił?

Przytocz jej słowa poprzedzające to, co zacytowałaś. Jak to było? Wszystko  było wspaniale, dopóki nie urodziłam, bo musiałam zrezygnować z pracy i zająć się domem, czym byłam przerażona, bo nie jestem typem kury domowej?

Czyż nie ma to silnego przekazu emocjonalnego i jednocześnie negatywnego, że macierzyństwo, wychowanie dziecka i opieka nad domowym ogniskiem to jednak nie jest to, czego oczekiwała od życia, ani to, do czego się przygotowywała? I oczywiście nie miało to żadnego znaczenia w jej odbiorze męża jak i w jej podejściu do niego? Pisała, ze nawet nie dziękował jej za pyszny obiad, po czym w innym poście pisała, że iż mówił o niej, że jest miłością jej życia, no ale nie dawał jej tego do zrozumienia, choć przecież jest z nią, utrzymują i ją i dziecko, a przecież iluż to facetów ucieka jak kobieta zachodzi w ciążę?

Czego zatem jeszcze nie powiedziała autorka wątku i co pominęła?

Ja rozumiem, że jest jej źle, że czuje się niedowartościowana. Jej mąż oczywiście również się do tego przyczynił, ale nie uważam, aby problem był tylko w nim.

pewnie ze tak problem lezy zawsze po obu stronach ale jak juz wczesniej pislam ja probowalam rozmawiac z mezem naprawic relacje zaangazowalam juz nawet do tego jego mame bo niewiedzialam jak do niego dotrzec, ale jak tylko jedna strona chce to niestety...po jakims czasie i mi sie odwchcialo

po co ja odpisuje na twoje posty, czuje sie jakbym z moim mezem gadala, zamiast wysluchac porzadnie to wyraza opinie na tekscie wyrwanym z watku

40

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Uczepiłeś się tej kasy jak za przeproszeniem rzep psiego ogona.

Ja się uczepiłem? Ja pisałem, żeby poszła do pracy. To wy rozumiecie to jedynie przez pryzmat pieniędzy. A tu chodzi o to, co praca daje (a przynajmniej powinna) - spełnienie, poczucie bycia przydatnym, zajęcie.

Czy Tobie pracodawca zabiera pensje, albo premie z poprzedniego miesiąca, jeśli w obecnym się nie wykażesz? Co to za chore podejście jest?

Chyba pracujesz w budżetówce, gdzie wszystko ci się należy z automatu, za sam fakt, że jesteś na etacie. Cały system premii czy prowizji przecież działa tak, że jak się nie wykazujesz, to nie dostajesz. Nie wyrabiasz normy - nie ma premii. Nie sprzedasz towaru/usługi - nie masz prowizji.

A czy ten Jej mąż nie ma rozumku i nie przewidział tego, że kiedyś pojawi się dziecko i ta silna, niezależna kobieta zmieni się w zwykłą matkę?

A to już jest bardzo ciekawe pytanie. Oczywiście nie wiem i nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Nie wiem jakie przeprowadzali rozmowy, o czym on zapewniał ją, o czym ona jego. Po prostu nie wiem. Nie rozumiem też czemu 'zwykłą matkę' stawiasz po przeciwnej stronie 'silnej i niezależnej' kobiety.

Brak obiadu, niewyprane gatki czy coś tam jeszcze niezrobione? Widzisz w tym problem? Masz dwie ręce i nie umiesz zamówić czegoś przez telefon, albo zrobić choćby nawet kanapek?
Umiesz obsługiwać pralkę?

Ja nie mam oporów przed praniem, gotowaniem (w czym akurat byłem lepszy od moich partnerek, więc nie muszę niczego zamawiać przez tel, bo sam mogę zrobić), zmywaniem, sprzątaniem itp. i to przy mieszkaniu na dwa domy w dwóch różnych miastach! Jednakowoż jeśli ja utrzymywałbym rodzinę, a moja partnerka siedziała w domu, to raczej nie byłbym zachwycony, że jej się nie chciało zrobić prania czy obiadu. Dlaczego? W końcu osoba pracująca musi chodzić do pracy czy jej się chce, czy też nie. Musi zarobić na utrzymanie i siebie i dziecka i kobiety, która nawet nie potrafi okazać z tego tytułu wdzięczności. A powiedzmy to sobie otwarcie - pranie czy sprzątanie i gotowanie do żadna filozofia, która nie zajmuje Bóg wie ile czasu, prawda? Wiadomo, nie chodzi o to, że ja dyktuję warunki niczym tyran, bo pranie ma być teraz, a obiad to ma być taki i taki, o takiej, a takiej godzinie. No bez przesady. Po prostu chodzi o pewien podział obowiązków i odpowiedzialności - jeśli jedna osoba pracuje to druga zajmuje się domem. Jeśli oboje pracują, to oboje zajmują się domem. Nagrody i docenienia wymagają oboje. Bo co to za układ, w którym facet pracuje, musi jeszcze wykonywać obowiązki domowe i obdarowywać żonę, a żona siedzi w domu i w zamian łaskawie nie jest dla niego jędzą? A co to za kład, w którym ona siedzi w domu i jest skazana na łaskę i niełaskę pracującego faceta? Przecież fakt bycia w domu nie oznacza nie robienia niczego, bo w domu jest zawsze milion rzeczy do zrobienia, które łącznie pochłaniają tyle czasu, że człowiek nawet nie zdąży niekiedy herbaty się napić. Dlatego obie strony muszą czuć się potrzebne i docenione.

Poza tym podobne pretensje przerabiałem, że niby wypominałem, co wcale prawdą nie było. Wyglądało to tak, że np moja była narzeczona miała jakiegoś doła, czy gorszy humor i marudziła, że jej źle i niedobrze, że jej nic nie daje, bo tak bez okazji też by chciała coś dostać itp. No to odpowiedziałem, że przecież jak mam jakieś ekstra pieniądze, to zawsze gdzieś wyjdziemy, ale nie stać mnie przecież na takie częste wychodzenia czy prezenty, tym bardziej, że nie tak dawno dałem jej...../byliśmy w...... I co usłyszałem? Że ja jej wypominam, że coś jej daje....no litości. Szybko doprowadziło to do tego, że przestałem podkreślać moje zaangażowanie i mój wkład (bo początkowo uznałem, że być może faktycznie problem leży po mojej stronie), co doprowadziło tylko do pogorszenia sytuacji (bo tak to trzeźwiała, ze faktycznie pierdoły czasem wygaduje, co zdarzało jej się przyznać, że zapomniała o tym czy o tamtym), bo już do reszty zatraciła się w marudzeniu i narzekaniu jaki to ja zły i niewdzięczny dla niej jestem, jak to jej nigdzie nie zabieram, że jej nie doceniam, nie wspieram. Prawdy w tym żadnej, bo nie było miesiąca, abyśmy gdzieś nie wyszli, nie było sytuacji, że odmówiłem spotkania, albo nie przyszedłem na umówione spotkanie, nie było sytuacji, w której bym jej nie wysłuchał kiedy tego potrzebowała. Nie było za to tygodnia, w którym ona by mi nie odmówiła, a to rozmowy, a to seksu, a to czułości, a to wyjścia gdzieś razem. Dlaczego? Bo zmęczona, bo musiałaby się umalować, bo późno, bo nic wcześniej nie mówiłem, bo pracuje, bo włosy nie umyte, bo nie ma się w co ubrać, bo jej się nie chce itp.


Nie dość, że "kura domowa" to jeszcze "brzydka", więc wyrzuciłby Ją z dzieckiem z domu i życia?

Z tego co widzę, to raczej ona ma z tym problem, a nie on. Tak już abstrahując od tego - chciałbyś gdzieś wychodzić z 'jędzą'? Chciałoby ci się starać o 'jędzę'?


Nie to moj maz traktuje moja prace bez szacunku

Tu widzę pewną rozbieżność w twoich słowach, bo wbrew temu co się tutaj niektórym wydaje, to czytam bardzo dokładnie, ze zrozumieniem i wracam do różnych wypowiedzi. Mówiłaś, że mąż nawet nie podziękuję ci za obiad, bo na miłe słowa nie masz co liczyć. Później wspomniałaś, ze mówi ci, że jesteś kobietą jego życia....ale to wciąż problem....bo tego nie okazuje. Nie okazuje, choć przecież cie utrzymuje, jest z tobą, chciałby mieć kolejne dziecko, chce się z tobą kochać, (choć cię nie zmusza cie), nie zdradza, ani nie spotyka się z innymi ciebie olewając i zostawiając w domu. Wybacz, ale ja tego nie rozumiem. Czego na dobrą sprawę od niego oczekujesz, poza tym, że chcesz 'żeby było lepiej'? Tylko konkretnie, bez ogólników w stylu 'żeby mnie docenił/szanował'. Jak ma to zrobić?

41

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:
ankinom napisał/a:

jest to nagroda i forma docenienia za ponoszą odpowiedzialność i zarobione pieniądze - tym zadaniem pokazujesz, że jedynie osoba pracującą i zarabiająca pieniądze ponosi większą odpowiedzialność i zasługuje na nagrodę. Naprawdę uważasz, ze wychowanie dzieci, prowadzenie domu nie wiąże się z odpowiedzialnością?

A może tak działa to w obie strony? Nie pomyślałaś o tym?

Pomyślałam i uważam, ze to byłoby idealne...

Nie wiem czy autorka dziękuje swojemu mężowi za to, że pracuje.... ale z jej słów wynika, że również oczekuje dobrego słowa za np. smaczny obiad...

A z Twojego postu wynikało, że on pracuje więc ma większe prawa i wcale nie ma za co dziękować, bo to jej zakichany obowiązek podsuwanie jemu pod nosek obiadu...

42

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Z mojego postu wynikało, że w związku ma być równość względem ważności potrzeb.

Jeśli jedno pracuje - drugie zajmuje się domem.

Jeśli oboje pracują - oboje zajmują się domem.

Jeśli facet pracuje, a kobieta siedzi w domu i strzela fochy, że jej się nie chce robić obiadu, bo nie jest kurą domową, to coś nie gra, nie uważasz?

Jeśli facet pracuje, a ma w domu wszystko, i nie potrafi zadbać o potrzeby emocjonalne partnerki, no to też coś nie gra, nie uważasz?

Nie wiem gdzie jest problem. Większość założyła tutaj opcję numer dwa kompletnie nie przyjmując do wiadomości, że jednak opcja pierwsza też wchodzi w grę - i to tym bardziej, że jednak autorka wątku sama przyznała, że bała się nowej sytuacji, nie chce być "kurą domową", a i również widać pewne rozbieżności w jej słowach odnośnie zachowania jej partnera, który niby nie dziękuje, ale zapewnia o miłości, niby nie okazuje uczucia, ale chciałby mieć z nią kolejne dziecko, nie zdradza, ani nic z takich rzeczy...

Mężczyzn definiują nie słowa, ale czyny. A czy wierność, lojalność i chęć posiadania dziecka nie są wystarczającym dowodem miłości?

43

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

Z mojego postu wynikało, że w związku ma być równość względem ważności potrzeb.

Jeśli jedno pracuje - drugie zajmuje się domem.

Jeśli oboje pracują - oboje zajmują się domem.

Jeśli facet pracuje, a kobieta siedzi w domu i strzela fochy, że jej się nie chce robić obiadu, bo nie jest kurą domową, to coś nie gra, nie uważasz?

Jeśli facet pracuje, a ma w domu wszystko, i nie potrafi zadbać o potrzeby emocjonalne partnerki, no to też coś nie gra, nie uważasz?

Nie wiem gdzie jest problem. Większość założyła tutaj opcję numer dwa kompletnie nie przyjmując do wiadomości, że jednak opcja pierwsza też wchodzi w grę - i to tym bardziej, że jednak autorka wątku sama przyznała, że bała się nowej sytuacji, nie chce być "kurą domową", a i również widać pewne rozbieżności w jej słowach odnośnie zachowania jej partnera, który niby nie dziękuje, ale zapewnia o miłości, niby nie okazuje uczucia, ale chciałby mieć z nią kolejne dziecko, nie zdradza, ani nic z takich rzeczy...

Mężczyzn definiują nie słowa, ale czyny. A czy wierność, lojalność i chęć posiadania dziecka nie są wystarczającym dowodem miłości?

pisalam on tak mowi od czasu do czasu jeszcze jak sie go zapytam ze kocha ale co z tego ze mowi...a zrobic drugie dziecko?? to dowod milosci? jak nawet przy tym jednym mu trudno palcem kiwnac? zebym dalej siedziala z kims kto na mnie uwagi nie zwraca ani na swoje dziecko? wiesz dzisiaj sie go zapytalam czy dlugo jeszcze bedziemy tak zyc niby razem mieszkamy a jednak osobno? wiedz co mi powiedzial?- mi tak wygodnie....

44

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
taka1985 napisał/a:
yoghurt007 napisał/a:

Z mojego postu wynikało, że w związku ma być równość względem ważności potrzeb.

Jeśli jedno pracuje - drugie zajmuje się domem.

Jeśli oboje pracują - oboje zajmują się domem.

Jeśli facet pracuje, a kobieta siedzi w domu i strzela fochy, że jej się nie chce robić obiadu, bo nie jest kurą domową, to coś nie gra, nie uważasz?

Jeśli facet pracuje, a ma w domu wszystko, i nie potrafi zadbać o potrzeby emocjonalne partnerki, no to też coś nie gra, nie uważasz?

Nie wiem gdzie jest problem. Większość założyła tutaj opcję numer dwa kompletnie nie przyjmując do wiadomości, że jednak opcja pierwsza też wchodzi w grę - i to tym bardziej, że jednak autorka wątku sama przyznała, że bała się nowej sytuacji, nie chce być "kurą domową", a i również widać pewne rozbieżności w jej słowach odnośnie zachowania jej partnera, który niby nie dziękuje, ale zapewnia o miłości, niby nie okazuje uczucia, ale chciałby mieć z nią kolejne dziecko, nie zdradza, ani nic z takich rzeczy...

Mężczyzn definiują nie słowa, ale czyny. A czy wierność, lojalność i chęć posiadania dziecka nie są wystarczającym dowodem miłości?

pisalam on tak mowi od czasu do czasu jeszcze jak sie go zapytam ze kocha ale co z tego ze mowi...a zrobic drugie dziecko?? to dowod milosci? jak nawet przy tym jednym mu trudno palcem kiwnac? zebym dalej siedziala z kims kto na mnie uwagi nie zwraca ani na swoje dziecko? wiesz dzisiaj sie go zapytalam czy dlugo jeszcze bedziemy tak zyc niby razem mieszkamy a jednak osobno? wiedz co mi powiedzial?- mi tak wygodnie....

i jeszcze cos tak teraz jestem dla niego jedza bo niewiem juz co innego zrobic ale to mozesz wyzej przeczytac nie bylam taka od poczatku

45

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

YOGHURT.....zastanawiałam się skąd u ciebie tyle "życiowej goryczy".
Ale jak się zagłębiłam w twoją historię to wiele zrozumiałam.....26 lat,utracona miłość po 6 latach,kłopoty finansowe i zdrowotne a do tego to znamienne "nie ma pracy, nie ma seksu".....
To było okrutne,ale nie możesz każdej kobiety "wkładać do jednego worka"....nie wszystkie sa takie same i zostawiają faceta samego z jego problemami.
Z takim poszukiwaniem i udowadnianiem własnej krzywdy u innych kobiet nie znajdziesz "swojego oczyszczenia"...no chyba,że twoim celem jest totalna wojna męsko-żeńska.Czy to ci pomoże?......śmiem wątpić.

46

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

taka1985 chęć posiadania z kimś dziecka chyba jednak jest wyrazem miłości, nie uważasz? Przecież to nie jest hobby jakieś, czy widzimisię, prawda? Że mu wygodnie? Zmień to. Ale nie bądź jędzą - po prostu idź do pracy, ale niech tą zmianę i on odczuje. Jak będziesz wtedy robić pranie - rób tylko swojego. Jak będziesz robić obiad - dla siebie i dziecka. Jak będziesz wychodzić - idź z koleżankami. Niech mu przestanie być wygodnie, niech poczuje odrobinę zagrożenia. Może to go pozytywnie zmotywuje do odpowiedniego działania. Ale pamiętaj - na potrzeba kilku miesięcy....

dor57 nie wiem czemu mówisz o jakiejś wojnie. Czy byłem jedyny, który stwierdził, że problem tkwi również w niej? Czy jedyny pisałem, aby poszła do pracy i odzyskała poczucie własnej wartości? Nie. Ba - sama jej pisałaś, aby znalazła pracę i poczekała jak rozwinie się sytuacja....

47

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
yoghurt007 napisał/a:

taka1985 chęć posiadania z kimś dziecka chyba jednak jest wyrazem miłości, nie uważasz? Przecież to nie jest hobby jakieś, czy widzimisię, prawda? Że mu wygodnie? Zmień to. Ale nie bądź jędzą - po prostu idź do pracy, ale niech tą zmianę i on odczuje. Jak będziesz wtedy robić pranie - rób tylko swojego. Jak będziesz robić obiad - dla siebie i dziecka. Jak będziesz wychodzić - idź z koleżankami. Niech mu przestanie być wygodnie, niech poczuje odrobinę zagrożenia. Może to go pozytywnie zmotywuje do odpowiedniego działania. Ale pamiętaj - na potrzeba kilku miesięcy....

dor57 nie wiem czemu mówisz o jakiejś wojnie. Czy byłem jedyny, który stwierdził, że problem tkwi również w niej? Czy jedyny pisałem, aby poszła do pracy i odzyskała poczucie własnej wartości? Nie. Ba - sama jej pisałaś, aby znalazła pracę i poczekała jak rozwinie się sytuacja....

piszesz juz troche madrzej, szukam pracy szukam, ale nie zgodze sie z Toba ze chec posiadania dziecka jest w tym wypadku dowodem milosci, moze on i kocha mnie i corke ale strasznie dziwnie to okazuje, wychowania dziecka nie mozna pozostawic tylko matce, bo mimo ze niektorym wydaje sie to bardzo proste(szczegolnie tym ktorzy dzieci nie maja) to wcale nie takie latwe zadanie tym bardziej ze trzeba polegac tylko na sobie, gdzie nie wyjde gdzie sie nie rusze wszedzie z mala, co nie chce zrobic tam mala kocham ja ale tez bym troche chcialam odpoczac od niej, bo nerwy robia swoje a co dopiero drugie dziecko...raz chcialam wyjsc do kolezanki bez malej to mi powiedzial ze chyba oszalam jak to bez malej?? tak jakbym mu nie jego dziecko chciala zostawic...a na osiedlu wiekszosc mysli ze samotna matka jestem....

48

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

Tym bardziej powinnaś iść do pracy. Jak się nie zmieni, to przynajmniej będziesz miała jakieś podstawy i możliwości dalszego działania.

49

Odp: nie wiem gdzie odejsc...

A ja... jestem w całości ze zdaniem i uczuciami taka1985. Mój mąż nigdy nie był super wobec mnie i nigdy nie współdziałał ze mną, ale kiedyś faktycznie potrafił coś ze mną zrobić, coś sam od siebie zrobił i porozmawiał, a teraz.... jest taki sam jak mąż taka1985. Olewa mnie, nic nie robi, najlepiej by spał po pracy, pieniędzy nie daje tylko najwyżej sam zrobi jakieś zakupy. A dziecka ja nie mam z kim zostawić jeszcze przez pół roku, a niania (no dla mnie pracowanie tylko na wypłate dla niani to głupota), wole sama ją wychowywać. NO ale ... odrobina szacunku i jakieś lekkie zainteresowanie sprawami domu, mną i córką by się przydało, ale po co.. BO ON PRACUJE. I co... Tzn że ja mam w domu wszystko robić, wszystko naprawiać, być dla dziecka mamą i tatą bo on pracuje?
Znam wielu i wiem że i mój będzie taki, że jak za pół roku wróce do pracy to nic się nie zmieni w mojej sytuacji. Dalej będe musiała robić wszystko i do tego pracować, a i tak nie zaznam szacunku bo przecież jestem BABĄ i taki mój zasrany obowiązek - praca, dom, dziecko a i on. BO przecież mam być zadbana, piękna i uśmiechnięta zawsze.... FACECI a czy my wygrałyśmy tony dopalaczy na loterii i się nigdy nie męczymy, a poza tym jak tu znaleźć czas na dbanie o siebie jak tyle rzeczy w ciągu dnia trzeba zrobić a o większej ilości jeszcze pamiętać. BŁAGAM!!!! No to chyba należy się tej biednej kobiecie też czasami coś?? Czy nie?? BO wiem, że jeśli z przyczyn życiowych jakiś facet musi się sam dzieckiem zajmować to i tak znajdą się inni którzy mu w tym pomagają, wyręczą... i taki facet ma niejednokrotnie chwile na wyjście z kumplami, na piwko, na mecz .... a my kobiety?? No po co... przecież my sobie poradzimy, wytrzymamy. Jasne. Tylko jak długo? Żaden mężczyzna nie pomyśli.... może jest zmęczona, może chciałaby zrobić coś innego może dobrze byłoby się wieczorem przytulić tak poprostu bez oczekiwan.
Trzymaj sie taka1985, bo wiem co czujesz.

50

Odp: nie wiem gdzie odejsc...
josephine2100 napisał/a:

A ja... jestem w całości ze zdaniem i uczuciami taka1985. Mój mąż nigdy nie był super wobec mnie i nigdy nie współdziałał ze mną, ale kiedyś faktycznie potrafił coś ze mną zrobić, coś sam od siebie zrobił i porozmawiał, a teraz.... jest taki sam jak mąż taka1985. Olewa mnie, nic nie robi, najlepiej by spał po pracy, pieniędzy nie daje tylko najwyżej sam zrobi jakieś zakupy. A dziecka ja nie mam z kim zostawić jeszcze przez pół roku, a niania (no dla mnie pracowanie tylko na wypłate dla niani to głupota), wole sama ją wychowywać. NO ale ... odrobina szacunku i jakieś lekkie zainteresowanie sprawami domu, mną i córką by się przydało, ale po co.. BO ON PRACUJE. I co... Tzn że ja mam w domu wszystko robić, wszystko naprawiać, być dla dziecka mamą i tatą bo on pracuje?
Znam wielu i wiem że i mój będzie taki, że jak za pół roku wróce do pracy to nic się nie zmieni w mojej sytuacji. Dalej będe musiała robić wszystko i do tego pracować, a i tak nie zaznam szacunku bo przecież jestem BABĄ i taki mój zasrany obowiązek - praca, dom, dziecko a i on. BO przecież mam być zadbana, piękna i uśmiechnięta zawsze.... FACECI a czy my wygrałyśmy tony dopalaczy na loterii i się nigdy nie męczymy, a poza tym jak tu znaleźć czas na dbanie o siebie jak tyle rzeczy w ciągu dnia trzeba zrobić a o większej ilości jeszcze pamiętać. BŁAGAM!!!! No to chyba należy się tej biednej kobiecie też czasami coś?? Czy nie?? BO wiem, że jeśli z przyczyn życiowych jakiś facet musi się sam dzieckiem zajmować to i tak znajdą się inni którzy mu w tym pomagają, wyręczą... i taki facet ma niejednokrotnie chwile na wyjście z kumplami, na piwko, na mecz .... a my kobiety?? No po co... przecież my sobie poradzimy, wytrzymamy. Jasne. Tylko jak długo? Żaden mężczyzna nie pomyśli.... może jest zmęczona, może chciałaby zrobić coś innego może dobrze byłoby się wieczorem przytulić tak poprostu bez oczekiwan.
Trzymaj sie taka1985, bo wiem co czujesz.

takich facetow niewarto trzymac sie do konca zycia np. ze wzgledu na dziecko, bo innego powodu nie widze, dzieci wszystko widza i jaki maja przyklad podstawy rodziny? zaden. wczas ja tez w domu musze robic nie tylko ''kobiece obowiazki'' ale malowanie czy remoncik, cos zreperowac nawet zarowke wymienic, nie mowie ze to jaks sztuka ale ja piernicze bez przesady wychodzi na to ze jak zaczniemy pracowac to juz do niczego ci faceci nam sie nie przydadza...

Posty [ 51 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie wiem gdzie odejsc...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026