Witam
Probowalem moj problem podlaczyc do jakiegos innego temetu ale to chyba byl zly dzial i dlatego tak slabo cieszyl sie popularnoscia:(
Jestem z zona 3.5 roku po slubie... Poczatki jak w bajce... Niechce sie rozpisywac bo podobny schemat jak wszedzie( po dwoch tygodniach sie zareczylismy ale do slubu bylo jeszcze troche czasu bo pobralismy sie po roku znajomosci)... W pewny momencie zaczelo sie psuc w naszym zwiazku... Slowo kocham bylo zastepowane " ja ciebie tez" itp... Bolalo mnie to, ale szlismy dalej... Jakies 5 miesiecy temu poznala nowa kolezanke (mlodsza 22lata)(zona 27). Na poczateczku fajnie ma kolezanke ale zaczely sie samotne wypady we dwie... Im bardziej sie poznawalismy tym bardziej sie uswiecalem ze kolezanki zwiazek to jakies nie porozumienie zreszta ona smam sie z tym nie kryla mowila ze to nie bawem koniec itp... i ze chce czegos innego... centralnie przy swoim chlopaku a on co usmiech i niewierze pewnie mnie wciaz kochasz a ona smiech... ale wracajac do mojego zwiazku, zaczelo sie psuc zona stala sie bardzo oschla az wkoncu okolo 14.01.2012 postanowilem rozpoczac kakretna rozmowe.
Co sie dziej??
no nic
Czemu tak jest miedzy nami??
Wszytko ok
A nie uwazasz ze sie oddalamy??
no moze
A co domnie czujesz??
Cos tam czuje
Kochasz mnie??
Niewiem
Powiedziala ze jest nawet spoko ale brakuje chemii tego co kiedys nas do siebie przyciagalo:(
Az wkoncu od slowa do slowa powiedziala ze ze chyba jestesmy na innych etapach zycia, ze ja bardziej dzieci(ktorych niemamy) dom.. a ze ona chcial by jeszcze poszalec pobawic sie... i ze ja troche ograniczam... A ja ze tez chce sie bawic ale wspolnie i niechcial bym zamulac w domu... Nagle sie okazalo ze juz niemamy planow na zycie tylko na dzien jutrzejkszy itp... Ale podsumowanie bylo obiecujace: Sprobujemy odbudowac zwiazek...
No i bylo milo ale wciaz czegos brakowalo!!! Chemi!!
Usmiechy i radostki to nie wszytko...
Przyszly walentynki wino kwiaty i moje wyznanie milosci a ona zmieszna smiech...
Polozylem sie spac ona cos jeszcze klikala na kompie i jakos nie spieszylo jej sie do lozeczka... Az nie wytrzymalem i przebudzilem sie w nocy i przeswietlilem jej rozmowe:(Jedne wiadomosci to do kolezanki, ze ja wyznalem jej milosc a jej jakos to nie przeszlo przez gardlo:/ A w innej rozmowie okazalo sie ze wyznawala sobie milosc z moim kolesiem:(tesknie za twoim przytuleniem twoim zapachem, kocham cie...
Ja niestety nie dostalem nawet glupiego sma-a "milego dnia"
Zaczelem rozmowe na nastepny dzionek...
Tlumaczyla sie ze to tylko rozmowa ze musiala sobie z kims pogadac itp... ze to nic nie znaczy:(
Zapytalem sie czemu nie pogadala z kolezanka albo bratem!!!(wiem wiem glupie pytanie) no i czemu wyznaje milosc innemu facetowi a nie mi!!
Bol jakich malo... Nawciskalem kolesiowi( tlumaczyl sie ze to tylko rozmowa, ale fakty nie kleily sie(on tez ma kryzys w zwiazku))...
Zona mi mowila ze rozmawiala z nim tylko dlatego bo wiedziala ze on ma udany zwiazek i ze nic z tego niebadzie... tzn. byla pewna ze do niczego nie dojdzie...
I kolejne ustalenia co do naprawy zwiazku... Napisala mi sms-a ze bardzo zaluje i sie sie pogubila w tym wszytkim... Obiecala zerwac katakt z tym gosciem.... A wiec ok z bolem serca odbudowujemy zwiazek...
Ja zaczelem szykac przyczyn tej calej sytuacj, i doszedlem do wniosku ze chyba faktycznie troche zaniechalem nasze ognisko rodzinne, ale sory z drugiej strony pracowalem po 12 godzin dziennie abysmy tylko miali fajne zycie... Poczulem sie poczesci winny dlatego zaczelem sie starac rowniez o odbudowe naszego zwiazku...
Staram sie, kwiatki, mile slowo, smski itp... niby fakjnie ale wciaz czegos brakuje...
Po jakos dwuch tygodniach rozpoczelem rozmowe... W jakim punkcie jest nasz zwiazek... czy zmierzamy w dobrym kierunku... co domnie czuje ... (wszytko wygladalo ok wiec liczylem na jakies mile slowo)
I zero odpowiedzi tzn. zbywanki typu: niewiem co czuje... Gdybym czegos nie czula to bym ztoba niebyla:/ a ja do niej to powiedz ze cos czujesz dlatego jestes zemna.
a ona: to to samo
a ja: nie to samo bo tu mowiasz kakretnie ze cos czujesz...
I na koncu zdenerwowana ze wogule zaczolem rozmowe...
I znowu sie odalilismy od siebie:/
Wydaje mi sie ze ona naprawde cos czula do tego kolesia, moze i nawet zauroczenie ale to juz wystarczylo aby odstawic mnie na boczny tor...
Czemu niechce rozmawiac hm... Pewnie sama ma balagan w glowie i niewie co do kogo czuje... i ciezko jej sie odpowiada na takie pytania...
Jakis czas temu spostrzeglem sie ze wciaz ma niby kontakt z tym kolesiem
niewiem co sobie pisza czy wyznania milosci czy moze moze o pogodzie ale pierwszy punkt to bylo zerwanie wiezi z nim a tu hm... zonk:(
Chce odbudowac nasz zwiazek czasem mam mega pozytywne nastawienie a czasem wszytko tak mnie dobija ze masakra... Niby teraz jest ok, ktos z boku by popatrzal ''ale mila para''... a w srodku cos mnie wciaz gniecie, i to nie jest ta zdrada ale brak za angazowania mojej zony na 100%, jest fajnie i tyle wydaje jej sie ze nic nie musi robic wiecej...
Mam wrazenie ze jest zemna wlasnie ze wzgledu ze jestem dla niej dobry i ze zwalczylem moje wszytkie wady ktore kiedy ja zrazaly domnie... Ale niewiem czy ona cos jeszcze czuje domnie:( Staram sie kazdego dnia liczac ze wkoncu zauwazy ze nieptrzebuje nikogo innego niz ja. Ze ja jestem praktycznie idealem... ale to jest chyba moje zludzenie... Niwiem jak rozpalic znowu nasze ognisko:(
Prosze o pomoc wydaje mi sie ze mam mega szanse na odbudowe zwiazku... wciaz mieszkamy razem i sie cieszymy niby zyciem ale serce mojej zony juz chyba az tak mocno nie tyka domnie:(Czuje mega bezsilnosc...
Ps. przepraszam za ortografie...