Witam!
Sytuacja jest napieta i juz nie wytrzymuje takze chce sie zwrocic do Was o porade. Jestem z moja dziewczyna 5 miesiecy. Pare dni temu przyznala sie ze w 1szym miesacu naszego zwiazku pocalowala mojego kolege ale powiedziala ze pocalunek nic dla niej nie znaczyl i ze mnie kocha i tylko mnie. Nie wiedzialem co zrobic wiec napisalem tez post tutaj i dzieki waszej pomocy jestesmy dalej razem
ale... pozostaje we mnie niepokoj. Zdrada wygladala tak. Ja siedzialem w domu chory kiedy moja ukochana poszla na lyzwy gdzie troszke wypila. Bylem spokojny bo byla tam z moim znajomym wiec wiedzialem ze nic sie nie stanie ale pozniej dziewczyna mojego kumpla i jej kolezanka powiedzialy ze moj kumpel jak ja odprowadzil to chyba cos bylo. Wiec zapytalem kumpla tak: ''Sluchaj stary jestem chory i leze w lozku. Jezeli pocalowales moja dziewczyne to nic Ci nie zrobie bo to oznacza ze ona ma mnie gdzies i mnie nie kocha a nie ze Ty cos zrobiles. Jezeli przyznasz sie teraz nie tkne Cie a relacje pozostana miedzy nami te same". Po tych slowach moj znajomy wypieral sie ze ma dziewczyne i ze by jej nie zdradzil. Zaufalem mu i uwierzylem w to. No teraz po 4 miesiacach dowiaduje sie ze mnie sklamal. Moja dziewczyna prosi mnie zebym go nie ruszal i nic mu nie robil. Ale ja zapytalem go wczoraj jeszcze raz i nadal sie nie przyznal mimo to ze znam juz prawde (on o tym chyba nie wie). Mam ochote my przy****c ale nie wiem czy warto. Co robic?