Ten wątek raczej nadaje się na Forum Humorum ze względu na moją naiwność i głupotę chyba albo nadmierną chęć ratowania rodziny. Nie zabijcie mnie śmiechem bo porady potrzebuję ewentualnie potwierdzenia czy mam rację, postaram się opisać sytuacje obiektywnie.
Otóż mój mąż niepijący już przepił taką kasę, że można było postawić ogromną willę pod Warszawą albo mieszkać 2 lata w Meksyku w hotelu pięciogwiazdkowym. Nie miałam absolutnie dostępu do jego kont, dokumentów, firmy, szlajał się po świecie. Przeszłości mu nie wypominam. Mieszkam w mieszkaniu jego rodziców, którzy już nie żyją. Czyli przepił wszystko i wrócił a ja głupia piiii przyjęłam go w imię ratowania rodziny bo jest dziecko. We wrześniu otworzyłam swoją działalność, zarabiam średnio 5 tysięcy miesięcznie, on nie pracuje od dwóch lat wogóle bo urodził się prezesem(czyli rabotajcie barany za 2 koła ja po takie nawet się nie schylam). Ogólnie czas spędza na grach w internecie, herbatkach z kumplami i przeglądaniu wycieczek zagranicznych w necie. Pod koniec lutego ma rozprawę w sądzie w sprawie odwieszenia kary pierdla za jazdę pod wpływem i dwukrotne złamanie zakazu sądowego.
Mój dochód to dla niego grosze, wiele razy to odczułam ale po kasę na fajki, zakupy rękę wyciąga.Albo grosze albo mi zazdrości, nie wiem sama. Mamy kilkumiesięczne zadłużenie w opłatach czynszu, w styczniu wpłaciłam 2 czynsze, teraz tez chciałam wpłacić dwa. W sobotę rano sortowałam ubrania do prania, w jego spodniach znalazłam kwit; dostał zwrot z sądu 900zł, nic mi nie powiedział, po prostu pominął to milczeniem. Poczułam się jakby mi ktoś w mordę strzelił, znów oszukana, poniżona. Kasę z sądu dostał 9 lutego, po tej dacie brał ode mnie pieniądze na zakupy, miałam zapłaciĆ za dres, który kupił sobie na allegro, okazji do powiedzenia mi, że dostał zwrot było wiele. Zarządałam wyjaśnień dlaczego mi nie powiedział, że dostał tę cholerną kasę, pomruczał coŚ pod nosem, zbagatelizował wpierając mi, że mi wspominał. Stwierdziłam krótko, że oczekuję szczerości, uczciwości, że czynsz za dwa miesiące uważam za zapłacony i ja nie czuję się teraz zobligowania do opłacania zaległości. To się wkur...ił, z pokoju pokrzyczał, że pokaże mi jeszcze uczciwość i szczerość i od soboty niemcy w domu, nie odzywamy się do siebie. Ja nie mam ochoty zaczynać z nim rozmowy bo wiem, że to nic nie da, zawsze ja dążyłam do zgody, on nie odzywa się bo czeka pewnie na mój ruch, nie ma zamiaru się tłumaczyć dlaczego tak postąpił. Przecież nie zabrałabym mu tej kasy ale sugerowałabym żeby zapłacił czynsz. On myślał, że te pieniądze zagarnie, ja się nie dowiem a ja ze swoich znów opłacę, ostatni przypominał mi o czynszu właśnie po 9 lutego, wczoraj wróciłam z pracy a na stole powiadomienie o podwyżce czynszu;-/
Muszę coś z tym zrobić ale nie wiem co, wiele razy mnie okłamywał, zdradzał. Przez dwa lata był grzeczny bo nie miał kasy, nie miał okazji i kasy do melanżu. Jeżeli teraz podaruję mu to kłamstwo to znów zacznie się kręcenie, oszukiwanie a po pewnym czasie pewnie i gorsze przygody. Intercyza jest. Jemu jest wygodnie ze mną mieszkać, jest uczynny, miły(jak nic od niego nie wyciskam), ale ja już go nie kocham, to kwestia przyzwyczajenia i też wygodnictwa bo jest ktoś kto z psem wychodzi i rano bułki kupuje.
On dostępu do mojego konta nie ma i mu nie udostępnię bo przez jego zarządzanie budżetem plajtowaliśmy kilka razy dosłownie.
Wyprowadzić się nie chcę bo to ja urządziłam ten dom od podstaw, tu jest dom mojej córki, on pewnie też nie odejdzie do teraz nie ma możliwości finansowych chociaż pięty pewnie go swędzą. Mam wrażenie, że jak się odkuje to po prostu wyfrunie znów w domu w poszukiwaniu przygody i pięknych panien.
Jak pokazać mu, że tego nie podaruję bo tu naprawdę nie chodzi o kasę ale o fakt ewidentnego kłamstwa, mataczenia. Chcę mu po prostu dokopać żeby popamiętał, że drugi raz nie dam się zrobić w balona i jego ciemnych sprawek nie będę tolerowała.
Podpowiedzcie coś, może macie mądre pomysły.
Na dodatek zaczynam popijać w tajemnicy, to raczej wynik stresu, nudy, każdy wieczór taki sam, a on niepijący alkoholik nie zauważa, że ja średnio raz, dwa razy w tygodniu pałętam się po domu wstawiona.
I jeszcze przed minutą listonosz przyniósł dres, który mężuś zamówił na allegro a ja miałam zapłacić 170 zł. Szczyt wszystkiego, odesłałam listonosza do domu, niech mężulo zapłaci.
Macie jakies pomysły jak mu dosr...? Tak dosłownie bo wyprowadzki nie wchodzą w grę?
1 2012-02-21 10:58:47 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-02-21 11:12:39)
Podobne tematy
moim zdaniem powinniście razem ustalic szczegółowo kto za co i ile płaci, podzielcie czynsz po połowie i inne wszystkie rachunki, jeżeli on chce sobie zamówic cos z allegro niech sobie zamawia ile chce ale niech też za to sobie sam płaci... TY żadnej kasy mu nie dawaj! bo on sie nauczy że od Ciebie może wyciagać. Niech znajdzie sobie prace.
A z drugiej strony dlaczego wyprowadzka niewchodzi w gre? zarabiasz naprawde sporo pieniędzy i na tyle aby utrzymać samą siebie i dziecko w innym mieszkaniu bez niego... a on jak jest taki mądry niech sobie sam zacznie dom prowadzić, opłacac wszystko itp. Dowie sie wtedy, że pieniadze nie lecą z nieba i zobaczy ile wszystko kosztuje... albo niech sobie leci na inne panienki...
nie kochasz go to po co z takim człowiekiem żyć? ja bym nie zniosła jego obecności w domu... za dużo nerówo to kosztuje...
zastanów sie czy fajnie Ci sie teraz z nim zyje? czy nie lepiej by było jak bys sobie sama mieszkała?
aha i jeszcze jedna kwestia masz córeczke to nie zaczynaj pic bo to potem skutkuje alkoholizmem... a po co sobie niszczyć zycie... zamaist na alkohol odkładaj sobie na jakies swoje marzenie... albo na studia córeczki
bez sensu przez faceta niszczyc sobie życie...
przemyśl to...
Jaka inna opcja jest procz wyprowadzki?
No tak, jego mieszkanie, a Ty musialabys sobie czegos poczukac i zaczynac od nowa....
Ale sie nie chce, za dobrze.
A przeciez on sie nie zmieni, dodatkowo Ty mu ulatwiasz beztroskie zycie.
Na papierosy mu dajesz? Bez tego mozna zyc.
Jak chce palic i nosic nowe ciuszki niech sobie zarobi.
Nie moglabym z kims takim zyc.
A alkohol w niczym nie pomoze....jeszcze zaszkodzi.
4 2012-02-21 12:23:19 Ostatnio edytowany przez Napoleon (2012-02-21 12:24:22)
Ogólnie czas spędza na grach w internecie
W co on tak gra w tym Internecie? Gość wiecznie kasy nie ma, a gardzi pracą za 2 000 - 5 000 PLN. Jakbym widział typowego.....hazardzistę. Hazardziści tak mają - gardzą miernymi wypłatami na etacie, bo sądzą ze są w stanie sami ugrać o wiele więcej. Mam nieodparte wrażenie, że kręci kasę na grach w necie i stąd ten ciągły brak kasy. Tu coś śmierdzi. Wóda + hazard niszczy wszystko.
Pytam z ciekawości - mam bliską znajomą, która zachodziła w głowę czemu jej mąż całe życie jest bez grosza, pomimo tego że dobrze zarabiał. Po latach wyszło, że pompował kasę w pokera i na zakładach przez Internet.
Co do całej opowieści - facet się nie zmieni. A Ty masz jedno życie i walcz o nie sama.
Życzę wielu słonecznych dni w Twoim życiu.
Jaka inna opcja jest procz wyprowadzki?
No tak, jego mieszkanie, a Ty musialabys sobie czegos poczukac i zaczynac od nowa....
Ale sie nie chce, za dobrze.A przeciez on sie nie zmieni, dodatkowo Ty mu ulatwiasz beztroskie zycie.
Na papierosy mu dajesz? Bez tego mozna zyc.
Jak chce palic i nosic nowe ciuszki niech sobie zarobi.Nie moglabym z kims takim zyc.
A alkohol w niczym nie pomoze....jeszcze zaszkodzi.
Jasne, że nie chce mi się zmieniać mieszkania, co w tym dziwnego? To ja kładłam każdą kaflę w kuchni, ja wybierałam meble, ja malowałam sama nocami ściany, kiedy on zabawiał się w wielkim świecie. W tym domu córka się wychowała, tu ma swój kąt.
Ja mam bardzo silne poczucie własności, nie lubiłam nigdy zmieniać miejsca zamieszkania, ba, nawet telefon komórkowy na nowszy ciężko było mi zmienić.
To nie ja jestem trutniem i krętaczem i nie ja spowodowałam ten cały bigos abym musiała się aportować z tego domu.
Mieszkanie jest po jego rodzicach ale w akcie notarialnym jest jego siostra, nie wyrzuci mnie z domu, wie jakim gagatkiem jest jej brat.
Tego jestem pewna.
twardogłowa napisał/a:Ogólnie czas spędza na grach w internecie
W co on tak gra w tym Internecie? Gość wiecznie kasy nie ma, a gardzi pracą za 2 000 - 5 000 PLN. Jakbym widział typowego.....hazardzistę. Hazardziści tak mają - gardzą miernymi wypłatami na etacie, bo sądzą ze są w stanie sami ugrać o wiele więcej. Mam nieodparte wrażenie, że kręci kasę na grach w necie i stąd ten ciągły brak kasy. Tu coś śmierdzi. Wóda + hazard niszczy wszystko.
Pytam z ciekawości - mam bliską znajomą, która zachodziła w głowę czemu jej mąż całe życie jest bez grosza, pomimo tego że dobrze zarabiał. Po latach wyszło, że pompował kasę w pokera i na zakładach przez Internet.
Co do całej opowieści - facet się nie zmieni. A Ty masz jedno życie i walcz o nie sama.
Życzę wielu słonecznych dni w Twoim życiu.
Napoleonie on gra w jakieś 3-5-8 i brydża na kurniku. To tak dla zabicia czasu.
Wychodzę z domu do pracy-gra, wracam po 16-gra, wieczorem gra do 23, w przerwach spacer z psem, zakupy, czasem herbatka z kolegami. I tak mu mija dzień z życia prezesa.
Leila01 napisał/a:Jaka inna opcja jest procz wyprowadzki?
No tak, jego mieszkanie, a Ty musialabys sobie czegos poczukac i zaczynac od nowa....
Ale sie nie chce, za dobrze.A przeciez on sie nie zmieni, dodatkowo Ty mu ulatwiasz beztroskie zycie.
Na papierosy mu dajesz? Bez tego mozna zyc.
Jak chce palic i nosic nowe ciuszki niech sobie zarobi.Nie moglabym z kims takim zyc.
A alkohol w niczym nie pomoze....jeszcze zaszkodzi.
Jasne, że nie chce mi się zmieniać mieszkania, co w tym dziwnego? To ja kładłam każdą kaflę w kuchni, ja wybierałam meble, ja malowałam sama nocami ściany, kiedy on zabawiał się w wielkim świecie. W tym domu córka się wychowała, tu ma swój kąt.
Ja mam bardzo silne poczucie własności, nie lubiłam nigdy zmieniać miejsca zamieszkania, ba, nawet telefon komórkowy na nowszy ciężko było mi zmienić.
To nie ja jestem trutniem i krętaczem i nie ja spowodowałam ten cały bigos abym musiała się aportować z tego domu.
Mieszkanie jest po jego rodzicach ale w akcie notarialnym jest jego siostra, nie wyrzuci mnie z domu, wie jakim gagatkiem jest jej brat.
Tego jestem pewna.
No to co innego.
Ale trzeba Panu ukrocic radosne zycie.
Niech tylek ruszy bo inaczej na przyjemnosci pieniazkow nie bedzie.
Dorosly jest.
Zdrowe ma rece.
Jutro składam papiery do funduszu alimentacyjnego, wyrok sądowy mam z zeszłego roku , sprawa u komornika, oczywiście niewypłacalny.
Nie powiem mu, z tej kasy będę opłacać czynsz. Jak się kapnie to powiem mu że przecież coś mu tam przecież wspominałam.
codziennie kopię siebie w doopę.
Minęły wczoraj dwa tygodnie jak niemcy w domu i nic. Pan Prezes był w szpitalu kilka dni, nie dzwoniłam, on też nie, taks?wka go przywiozła, 35 kilometr?w, widzę- prezes rz?dzi.
A ja nadal nie odzywam sie, nie daję kasy, nie opłaciłam czynszu, robię zakupy bo przecież dziecko jeść musi. Widzę u niego chęć rozmowy, pogodzenia ale nie padło PRZEPRASZAM, nie padła propozycja rozmowy. Zresztą w dupie mam jego przeprosiny. On uważa, że to m?j kolejny foch, że mnie przetrzyma. A 9 st?wek szybko się kończy, podejrzewam że im szybciej tym bardziej będzie miły. Zaczęłam sama organizować sobie czas, wypady do lasu, rower itp,
zamierzam sprzedać auto, nie pytać go o zdanie, kupię małe, oszczędne bo ta landara tylko stoi pod blokiem i żre paliwo. Kupię wykrywacz metalu i będę z c?r? jeździła na poszukiwania skarb?w. A prezes od rana do wieczora na komputerku tylko gra. Kiedyś głupia miałam poczucie winy, że nie potrafię zorganizować mu czasu tak aby się nie nudził, teraz mam to w dooopie, uważam, że inteligentny człowiek nigdy się nie nudzi. Przez 2 lata wszystko było na mojej głowie a tylko wyrzuty słyszałam. I jakby tego wszystkiego było mało znajomi powiedzieli mi, że pan prezes obrabia mi dupę na mieście. To zupełnie przeważyło szalę. On taki biedny a ja zła wredna małpa, przez moją osobę dotknęły go wszystkie nieszczęścia.
Wiosna idzie, chcę zrzucić z siebie tę skorupę, czuję się jakbym miała na sobie pancerz zrobiony z jego kłamstw, zdrad, oszustw.
Czas to zrzucić z siebie i zacz?ć żyć.
Tracę już pewność, co powinnam zrobić...
Może jednak ugiąć się znów i zacząć tę trudną rozmowę? Z drugiej strony wiem, że on zamknie się w sobie i wyjdzie w trakcie mojego monologu, znów ja będę próbowała wyrzucić z siebie to co mnie boli a on skwituje krótko: "jesteś nienormalna, lecz się, czego ty chcesz?" A potem zobaczę jego plecy...
Jasne, że nie chce mi się zmieniać mieszkania, co w tym dziwnego? To ja kładłam każdą kaflę w kuchni, ja wybierałam meble, ja malowałam sama nocami ściany, kiedy on zabawiał się w wielkim świecie. W tym domu córka się wychowała, tu ma swój kąt.
Ja mam bardzo silne poczucie własności, nie lubiłam nigdy zmieniać miejsca zamieszkania, ba, nawet telefon komórkowy na nowszy ciężko było mi zmienić.
To nie ja jestem trutniem i krętaczem i nie ja spowodowałam ten cały bigos abym musiała się aportować z tego domu.
Mieszkanie jest po jego rodzicach ale w akcie notarialnym jest jego siostra, nie wyrzuci mnie z domu, wie jakim gagatkiem jest jej brat.
Tego jestem pewna.
A jak w całej tej sytuacji odnajduje się Twoja córka - dla której dobra przecież (ironia) - zdecydowałaś się przyjąć męża do domu?
Wiesz co, moim zdaniem zapominasz o niej, skupiasz się na, jak to określiłaś, Twoim silnym poczuciu własności. Co to w ogóle jest?? Jeśli tak przedstawiasz sprawę i takie masz priorytety to najwidoczniej mąż truteń nieszczególnie Ci przeszkadza. Oczywiście gość ewidentnie załuguje na kopnięcie go w tyłek, ale skoro kafelki sercu droższe niż swój własny i córki spokój i szczęście - no to ta dyskusja w ogóle śmieszna jest.
Szanuję Twoją opinię, lecz jej nie podzielam.
Córka. Córka jest szczęśliwa, że jest tata. Wbrew pozorom nie ma u nas kłótni, awantur, nerwów, po prostu każde z nas żyje swoim życiem. Chodziłam z nią do psychologa, rozmawiałam z pedagogiem szkolnym, nic złego się nie dzieje odkąd tata jest w domu, wcześniej różnie bywało.
Oczywiście, że jestem wygodnicka, kto nie lubi wygody?
Ja mam odejść? Nie zrobiłam nic złego więc nie widzę powodu aby te "kafelki" porzucić. Tak, unieść się dumą, honorem i pieprznąć wszystko, raz już tak zrobiłam zabierając dziecko, ciuchy i swoje auto. Wróciłam bo córa nie radziła sobie na obczyźnie, teściowa chorowała i ja nie mogłam się zaaklimatyzować, czułyśmy się jakbyśmy mieszkały przez 4 miechy w hotelu, nie w domu.
On nie ma zamiaru zmienić nic bo jest mu dobrze, mi jest źle więc ja muszę coś zmienić ale absolutnie nie biorę pod uwagę zmiany miejsca zamieszkania.
Arszenik i stare koronki w takim razie jedynym wyjściem ;-)
A poważnie - jeśli przywiązanie do miejsca jest tak silne, a córka czuje się dobrze, Wy za to nie kłócicie się, nie awanturujecie - to zaczynaj od nowa rundkę z przemawianiem mężowi do rozsądku .... powodzenia.
Czynsz zaplać bo zaraz sama nie bedziesz miala gdzie mieszkać.
Facetowi nie dawaj na nic pieniędzy, na nic zupełnie. "kto nie pracuje ten nie je" ![]()
Pomyśl jak odłączyć internet na czas kiedy Ciebie i dziecka nie ma w domu. Można na kablach zamontować taki prosty przełącznik i schować go lub zalożyć na niego kłódkę, bo dlaczego ma korzystac z czegos za co nie placi??
Pomyśl nad takimi drobiazgami, ktore utrudnia mu zycie, to bardzo skuteczna metoda.