Witajcie,
Pierwszy raz w zyciu pisze post do Was i w ogóle ? w życiu, choc zawsze sporo czytalam-wypowiedzi roznych osob i komentarze- na różne tematy Zawsze dodawaly mi one sily i nadziei.
Mam 24 lata, jestem po raz drugi w "powaznym" zwiazku z mezczyzna, juz trzeci rok. duzo poswiecilam dla tej milosci: wyjechalam na prawie rok za granice gdyz dostalam b dobra oferte pracy w zawodzie robiąc tu pierwszy swój kierunek studiow; po roku wrocilam do PL ze wzgledu na milosc, choc mialam propozycje dalszej pracy oraz ksztalcenia sie itd. tutaj probuje ulozyc sobie zycie z moim chlopakiem, u ktorego "pomieszkuje" od pol roku,
no wlasnie, od jakiegos czasu wszystko sie zaczelo praktyczne. napisze pare slow o sobie i o nim- ja wrocilam do pl i poszlam na drugie studia-finanse, oraz pracowalam troche w zawodzie-w finansach, trzy miesiace podczas wakacji. Studiuje (dziennie, choc rozwazam dokonczyc studia w innym trybie bo brakuje mi bardzo pracy i zarobkow). on- skonczyl dwa kierunki studiow, z jednego ma magistra, jest informatykiem, ma wlasna firme i b wysokie zarobki.
od jakiegos czasu pomieszkuje u niego- na poczatku bylo fantastycznie, dlugo czekalismy na ten moment, bo wczesniej nigdy nie moglismy byc do konca razem- a to, ze wzgledu na moj wyjazd,a to ze wzgledu na zamieszkanie etc etc, przez dlugi czas widywalismy sie tylko na przyslowiowa kawe czy piwo, w miescie, na kilka godzin..
teraz jest tak,ze jestem u niego praktycznie z piec, cztery dni w tygodniu, potem jade do rodzicow. dostalam od niego klucze do mieszkania i w ogole, bardzo chcial tego zebysmy byli blizej etc.
ja nie pracuje obecnie i nie zarabiam pieniedzy-co mysle,nie przeszkadza jemu,bo on ma bardziej "konswerwatywne" poglady i twierdzi,ze to facet powinien placic, nigdy nie pozwolil mi zaplacic,choc znamy sie od czterech lat. Ja niezbyt dobrze się czuje niepracujac (pracuje od 15 roku zycia), zawsze staralam sie pokazac mu,ze doceniam jego trud i wysiłek (on non stop pracuje), zawsze cos tam w domu zrobilam w czasie wolnym od zajec, jak przyjezdzalam do niego, sprzatalam, wstawialam pranie, nie raz cos ugotowalam, choc czesto wychodzimy cos zjesc. no, ale moge powiedziec smialo,ze zawsze zrobie mu choc herbate (pracuje w domu), cos do jedzenia, moze do sklepu pojde etc?
kiedys jak bylam b glodna i zjadlam co mial w lodowce i wyszlam, spieszylam sie na zajecia, stwierdzil potem,ze zachowuje sie tak,jakbym przychodzila do niego do hotelu, ze wyzarlam mu jego ser i sobie poszlam. bylam w szoku,bo zawsze bardzo namawia mnie zebym do niego przyjechala. potem tlumaczyl,ze nie chodzilo o ten ser (dogryzalam mu z tego powodu nie raz po fakcie), tylko o to,ze ja wiem przeciez ze on ma tyle pracy i nie ma czasu wyjsc sobie cos kupic do jedzenia a ja go zostawiam bez jego sera i szynki! czy cos w tym stylu... ogolnie, jest egoista, patrzy na siebie wylacznie (rozpieszczony przez matke i babcie,nie ma rodzenstwa; ja mam dwojke). zawsze jak "pracuje" to mam byc cichutko jak myszka, jak juz przyjade do niego, natomiast jak ja sie ucze, to on co chwila o cos pyta,czy chce sie przytulac,czy cos puszcza- muzyke etc. ostatnio zaczal mi wypominac,ze nic nie robie (cos mam na tym trzecim roku rzeczywiscie malo zajec i jakos tak luzniej sie zrobilo, no a nie pracuje,bo sie ucze, tzn zle mowie- bo pracuje od 15 roku zycia i teraz tez pracuje-w weekendy,ale to praca dorywcza,za b male pieniądze tyle co na przejazdowke na miesiąc no może jeszcze jedno wyjscie)- wiec zaczal wypominać mi- ze jestem leniwa a on nie znosi nierobow i leni. on jest pracoholikiem,nie robi nic oprocz pracy/studiow-ktore konczy w lutym, trzeci kierunek... do tego b b dobrze zarabia i pomaga swojej biednej rodzine (ja tez jestem z biednej rodziny). haruje jak wol, czesto nie ma dla nas czasu. zaczyna mi sie to bardzo niepodobac,przy nim trace poczucie wlasnej wartosci, czuje sie do niczego. mam spore osiagniecia w swoim zyciu,ale on to "podwaza" i neguje, nie wiem czemu? bo nie zarabiam 25tys miesiecznie? mam wrazenie ze ciagle musze mu cos udowadniac, pokazywac. jestem tym wszystkim zmeczona. potrafi w zlosci powiedziec okropne rzeczy. mam ochote czasem wszystko rzucic i wyjechac za granice, niewracac. nigdy wczesniej nie bylam w zwiazku z polakiem, moze to o to chodzi, ze przekonuje sie, jacy sa tu faceci. on do mnie jeszcze, ze to ja mam jakies wymagania, ze jakbysmy nie wychodzili, nie jezdzili na wycieczki, to bym z kolei na to narzekala, ale ja mu zawsze mowie, ja nie musze chodzic po najdrozszych restauracjach, i wychodzic gdzies caly czas,ja moge posiedziec w domu, isc i zjesc w macdonaldzie. wiem co to znaczy, jak sie zarabia, ale jestem sama z biednej rodziny,choc sporo widzialam i w roznych krajach mieszkalam. brakuje mi,zeby spedzac z nim wspolnie czas w jakis sposob,nawet na wiosne wyjsc pograc w pilke czy co, no nie wiem, nie musi to byc kosztowny sport,czy rozrywka. brakuje mi zrozumienia. on sie ze mnie czesto smieje i mnie wysmiewa, zebym lepiej pokazala "efekty" swojej pracy. sam nigdy w tym mieszkaniu nie posprzatal,nic. ja sprzatam,nawet po nim. dzisiaj chcialam sobie zrobic kanapke w kuchni, powiedzialam,ze ide zrobic sobie kanapke,wchodze do kuchni a tam widac-kroil sobie jakis plesniowy ser-wszystko upackane,deska w tym i noz i tak zostawia,bierze robi cos i zostawia, pod siebie. a ja tak nie moge zyc, w syfie, sprzatam to,czego on nie widzi i nie docenia. nawet poswiecam czas zeby posprzatac tam skoro spie tam kilka dni (zeby nie bylo,ze przyszlam jak do hotelu-jak mi ostatnio wypomnial), ale on tego nie zauwaza,pyta potem,i co ty dzisiaj zrobilas\? znowu nic. chociaz nie zauwaza,ze od rana sprzatalam,pralam,czyscilam,potem sie uczylam. wyszlam dzis i zostawilam klucze,wzielam swoje rzeczy. tydzien temu, jak sie poklocilismy po alkoholu, powiedzial,ze pokazac to ja moge jedynie cycki..
w ogole, to klocimy się od dłuższego czasu, i mowie mu zawsze i powtarzam, ja nie mam niewiadomo jakich ambicji- jak on; może powinien znaleźć sobie kogos takiego jak on sam? Kobiete, która robilaby studia, pracowalaby po nocach i za dnia, do tego jeszcze opiekowala się domem,swietnie zawsze wygladala i w ogole.
co robic, pomozcie. dzis przyjechalam do rodzicow, mam tu sypialnie i moge tu zyc. ale boje sie. mam ochote wszystko rzucic,czuje sie do niczego. zatracilam sie dla tego zwiazku, w ogole nie myslalam o sobie, tylko o nim. a on nie myslal wcale o mnie, tylko o swojej firme, o swoich n-tych studiach i karierze. nie wiem co mam zrobic. staram sie pomyslec moze powinnam zajac sie czyms, wymyslic sobie jakies hobby,zainteresowanie? kiedys sporo robilam,a teraz nie mam sily na nic. Jak znaleźć sile, jak się do czegos zabrać? I jak przestać sprawdzać telefon, czy dzwonil? Widze,ze problem jest. Potrzebuje wsparcia i madrych slow, bardzo Was proszę.