To bylo rok temu.Poszlam z 2 kolegami na dwór wieczorem , piliśmy.. nastepnie poszlismy do jednego( X ) do domu. oglądalismy filmy. Po chwili X zaczoł sie do mnie przystawiac, calować.. widzialam tylko jak Y wyszedł. X zaczol mnie dotykac, potem czulam ze próbuje odpiąc mi spodnie, zaprotestowalam, powiedzialam ze nei . (kiedys próbował do mnie startowac, pisal esy.. komplemenował powiedzialam mu ze nic do niego nie mam. myslalam ze zrozumiał. odpuscił) Wtedy on położyl sie na mnie, sila zdjoł spodnie i..
Nie krzyczalam, nie wyrywalam sie. Nie mialam siły. Bylam wstawiona. w dodatku potem zakrył mi usta ręką.. potem kazał sie ubrac i jak gdyby nic wyszedl z pokoju do kuchni..Y udawał ze nic nie wiedział.. jak gdyby nic poszedl ze mna, odprowadzil do domu. Nie wiem czemu nie ucieklam, nie wiedzialam co sie stalo.. i do tej pory nie wiem czy to mozna nazwac wykorzystaniem seksualnym ?
Od razu zaznaczam ze znałam ich nie rok, dwa. Pilam z nimi bo byli dla mnie jak bracia. bylam pewna ze jak jak by cos mi sie stalo to oni mi pomogą a okazalo sie ze to oni byli wrogami moimi. Wszystko zaplanowali...
Proszę tylko o odpowiedz .