Niedawno dowiedziałem się, ze dziewczyna z którą byłem ponad 3lata zdradziła mnie. Zaznaczę że przez ten czas prawie nie kłóciliśmy się, dopiero kłótnie zaczęły się kilka miesięcy temu, co dzisiaj wyjaśnia to, że prowokowała, abym miał poczucie winy że to przeze mnie rozpadło się. Niestety nie udało jej się, bo wpadła jej zdrada. Kłamała nawet mi gdy wiedziałem. Nie wiem co robić, bo ja układałem całe życie pod nią, a tak mnie potraktowała. Zgodziłbym się, gdyby zamieniła mnie na kogoś lepszego, ale obecnie jej miłość to osoba po rozwodzie, z dzieckiem, alimentami.
Przyznaję nie byłem idealny, ale starałem się jak tylko mogłem. I to nie od święta, a na co dzień.
Jak Wy to widzicie? Co radzicie? Co robić, bo naprawdę przez to czuję się jakiś nieobecny.
Na koniec powiedziała mi że nienawidzi mnie, tylko dziewczyny powiedzcie mi dlaczego? Ja tego nie pojmuje, bo chyba dlatego, że wyszło jej kłamstwo na jaw? I co zrozumiałe zrobiłem awanturę.
Nic jej nie brakowało, miała co chciała, ja dbałem o nią, troszczyłem się, byłem czuły. Podobno kochała, ale teraz widzę że byłem zabawką. Wprowadziłem ją w dorosłość, od liceum, po studia, staralem sie aby unikała błędów.
Od jakiegoś czasu spędzała więcej czasu z koleżankami, może one coś jej namieszały w głowie? Jak Wy to widzicie
P.S Ciężko mi z tym, jakieś miłe słowo przydałoby się