Przepraszam, ze bez Polskich znakow.. ale mam cos z klawiaturą...
Swoją historie chciałam zacząć od tego, że byłam z X 6 lat. Ja mam 22 lata on 23. Układało się nam różnie.. raz było cudownie, a raz do bani i nasze spotkanie kończyło się łazami i kłótnia. W prawdzie mamy inne zainteresowania, ale zawsze udało nam się pogodzić nasze pasje.
Rozstaliśmy się 2 miesiace temu, poniewaz doszlismy do wniosku, ze nie ma co sie meczyc, że jest zle.. ale moze to nie TO. Smutek i tęsknota nie trzymaly mnie dlugo, poniewaz uswiadomilam sobie, ze to rzeczywiscie byl dobry krok, ze moze dzieki temu bedzie mi latwiej w życiu (X byl bardzo wymagajacy, wymyslil sobie ideal kobiety do ktorego niestety bylo mi daleko i chcial mnie pod niego na sile 'podpasowac'). Mniej wiecej co 2 tyogdnie powtarzal, ze na watpliwosci..ze nie wie czy to to.. i ze nie wie czy to ja bede jego zona. Stad ta decyzja o rozstaniu.
Jak juz mowilam poradzilam sobie z tym calkiem nie zle... mimo, ze nadal tesknie za nim, ale nie bylo tragedii. Niestety on zniosl i znosi to gorzej ode mnie. Po miesiacu odezwal sie do mnie.. by sie spotkac, zgodzilam sie, nie chcialam palic za soba mostow. Bylo ok, spotkalismy sie jako znajomi. Jednak 2 dni pozniej znów przyszedl... ustalilismy, ze utrzymujemy stan taki jaki jest.. ze nie jestesmy razem. Kazalam mu nie odzywac sie do mnie, nie dzwonic, poniewaz to nie ulatwia nam sprawy zapomnienia o sobie. Jednak znow po miesiacu sie odezwal. To bylo 2 dni temu, nie zgodzilam sie na spotkanie, bo wiem, ze to dla niego moze byc zbyt bolesne. Dzwonił..rozkleil sie, mial watpliwosci co do naszego rozstania, prosil bym mu zostawila 'otwarta furtke'. Nie dodalam, ze w trakcie naszego zwiazku mial stany depresyjne.. nalegalam by poszedl do psychologa.. jednak zrobil to dopiero po rozstaniu. Byl juz na kilku spotkaniach, chce sie zmienic, bo wiem ze chce wrocic.
Jednak moj probelm polega na tym, czy mu zaufac i czekac?
Z jednej strony mówi 'zostaw mi otwarta furtke', a potem 'spotykaj sie z kims badz szczesliwa'.
Czekalybyscie? Moze rzeczywiscie warto?
Ja wiem, ze moje uczucie nadal do niego istnieje.. jednak jest uspione.. powiem szczerze, ze takze nie wyobrazam sobie zycia u boku innego faceta...