grzechotka napisał/a:Chyba w życiu mi tak cięzko nie było...
Twoje uczucia są świeższe od moich. I mam nadzieje, że im szybciej Ci te wszystkie wspomnienia "ulezą się" i przejdą z co by było, gdyby w pogodzenie się z rzeczywistością niż mi.
Jeszcze kiedyś miałam nadzieję, że jak dam sobie spokój z kontaktowaniem się, może On wyciągnie rękę - ale to też nie dało żadnego skutku.
Zaproponował przyjaźń, że odezwie się za rok - jasne 
Niedawno spotkałam się z koleżanką, która (jak ja miałam sielankę związkową) rozstała się ze swoim chłopakiem, a dziś są znowu razem, z tym, że... Ona myśli intensywnie nad rozstaniem ze względu na to, że on nie chce ślubu, zwodzi ją. Przypomniały mi się czasy, kiedy mój ex snuł plany o oszczędzaniu na "pustaki" i przygotowywaniu się do kolejnego kroku w życiu, dla niego to były zaręczyny a ja myślałam o ślubie w perspektywie 2-3 lat. Niestety On się tego bał, w czasie naszej przerwy zrozumiałam, że rzeczywiście nie dorośliśmy i w żaden sposób, zwłaszcza finansowy nie jesteśmy na to gotowi. Więc i moje myśli poszły w zapomnienie i zrozumiałam, że i bez ślubu tez można żyć. I to wczorajsze spotkanie, koleżanki jęczenie o braku chęci do zaobrączkowania się zepsuły mi cały wieczór, więc... witaj w klubie.
Pierścionek leży odłogiem, schowałam go daleko daleko w ukryte dno szafki i teraz myślę (nie, nie chciał go - oddałam tylko srebrną obrączkę, by mógł się do mnie wrócić i zobaczyć Go jeszcze raz - pewnie ostatni w życiu)....
Niedługo stuknie mi kolejny roczek, a On zawsze (nawet rok temu, jak już było źle) przyjeżdżał do mnie z tortem i robił mi imprezę-niespodziankę. A te urodziny takie, do kitu będą. Pewnie nawet mi życzeń nie przyśle, ale czego się spodziewać.
najśmieszniejsze było jak podczas naszego spotkania finalizującego umowę związkową powiedział, że fajnie byłoby jakbym mu wysłała zaproszenie na swój ślub.
Mnie też korci - by się skontaktować, ale cóż to da ??
Miałam być królową od 2012 
Czasami twierdzę, że lepiej byłoby schować wszystkie uczucia i wspomnienia w kieszonkę, zaszyć i zmienić to wszystko w przyjaźń - wspólne hobby, miliony tematów do rozmów, ten sam gust muzyczny, podobne upodobania filmowe, jakieś życiowe priorytety. Tylko nie umieliśmy się dogadać co do przyszłości i poradzić sobie z problemami bieżącymi - finanse, praca, studia, nasze rodziny.
Nie to miejsce nie ten czas.
Żeby nie myśleć - szukam intensywnie pracy, szlifuję angielski, rozpoczęłam naukę niemieckiego, analizuję co muszę zrobić w najbliższej przyszłości, by nadrobić zaległości, a dziś pocięłam piłą ręczną drzewo i palę w piecu 
Niestety też nie ma dnia, abym nie myślała. Może przyjdzie taki dzień, że się obudzimy i ba...samo zniknie 
Pozdrawiam Cię