netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

39 odpowiedzi7 440 wyświetleńzałożony przez staram_sie, 01.01.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 40 ]

1

Temat: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Moim i zapewne wielu z nas, którzy w jakiś sposób pogodzili się z rozstaniem problemem jest:
- nie potrafię zapomnieć o tym, ile błędów popełniłam, wybaczyć sobie, że w wielkim stopniu przyczyniłam się do naszego rozstania (nie, nie było osób trzecich, zdrad). Stałam się świadoma tego i chcę przejść do życia codziennego, ale ciągle obwiniam siebie samą. Oboje jesteśmy tak samo winni. Jestem bardzo naiwna i zawsze byłam, chyba nadal w głębi duszy łudzę się, że może jak minie czas, uświadomi coś sobie?? Ta naiwność i rzeczywistość mnie wyniszczają, jestem bardzo rozdarta w środku. Chcę zrobić krok na przód i zacząć żyć samotnie - bo wiem, że on mnie już nie pokocha i nie wróci do mnie, nie umiem się wygrzebać z tej przeszłości, uważam, że ciągle we wszystkim popełniam błędy.

Wiem wiem powinnam dać czasowi czas, ale w tym czasie powinnam się oduzależniać, a tkwię w martwym punkcie.
Pragnę zrobić kurs, certyfikat z języka, zaakceptować pracę poniżej moich kwalifikacji i współpracowników, odłożyć pieniądze i spróbować na poważnie , konsekwentnie szukać pracy w Polsce. Chcę tego, ale nie umiem się do tego zabrać. Chcę przestać się użalać nad sobą i żyć za karę.
Może ma ktoś receptę na wyjście z własnej beznadziejności?

2

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Jeżeli wiesz, jakie błędy popełniłaś, czemu dalej przy nich trwasz i popełniasz je w dalszym ciągu?

To, że pamiętasz o tym, jakie błędy popełniłaś, powinno być dobrym prognostykiem. Powinno, gdybyś z tych błędów wyciągnęła wnioski i nie powtarzała ich już. Znam już odpowiedź na pytanie, które sama na początku postu zadałam. Oszukujesz samą siebie, bo nieprawdą jest, że wg Ciebie popełniłaś błędy. Twierdzisz tak, bo tak wypada, bo wiesz, że nigdy "wina" nie leży po jednej stronie. Natomiast Ty, tak naprawdę, tych swoich błędów nie zauważasz, w dalszym ciągu wg Ciebie ich nie ma. Jesteś przecież myślącą osobą. Gdybyś uznała swoje błędy, więcej w ten sam sposób byś ich nie robiła, bo po co występować przeciwko sobie.

Dużo napisałaś o swoich "chceniach". Tak postępują dzieci. One też dużo chcą. Dorośli podejmują decyzje.

Czego Ci życzyć? Byś w tym nowym roku zaprzestała oszukiwania się. Będzie Ci lżej.

3

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność
Wielokropek napisał/a:

Jeżeli wiesz, jakie błędy popełniłaś, czemu dalej przy nich trwasz i popełniasz je w dalszym ciągu?

To, że pamiętasz o tym, jakie błędy popełniłaś, powinno być dobrym prognostykiem. Powinno, gdybyś z tych błędów wyciągnęła wnioski i nie powtarzała ich już. Znam już odpowiedź na pytanie, które sama na początku postu zadałam. Oszukujesz samą siebie, bo nieprawdą jest, że wg Ciebie popełniłaś błędy.

Jestem świadoma swoich błędów bardzo mocno, tak głęboko, że nie potrafię przestać ich analizować. Piszę sobie wszystko na kartce, na mailu, by przypomnieć sobie wszystko, gdy mnie skusi, by myśleć o nim, lub co gorsza spróbować się z nim kontaktować.
Teraz tylko muszę dać sobie szansę na sprawdzenie swoich postanowień w rzeczywistości co może nie być łatwe -> i zrobić coś dla siebie: przyjąć to na swoje barki i zacząć żyć samotnie. Gdzieś w podświadomości, momentami (które wszystko burzą) prowadzi mnie moja naiwność i wracam o 2 kroki do tyłu. To jest mój problem

4

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

recepty nie znam. ale jeśli Cie to w jakiś sposób pocieszy to nie jesteś sama. Ja przeżywam coś podobnego. Ciągle myślę o tym, że mogłam zrobić wszystko inaczej. Rozstanie co prawda nie bylo moją winą, ale ciągle mam wrażenie, że gdybym od początku wszystko robiła inaczej to i on by był inny. Błędne koło. I CODZIENNIE się budzę i o tym myślę, jak mogłoby być, chociaz wiem ze to bez sensu i beznadziejne zupełnie. Ale takie myślenie to siła wyższa niestety, i choćbyśmy chciały nie mamy na to większego wpływu, można starać się czymś zająć, żeby tak nie myśleć, ale to i tak będzie wracać, i tak dopóki nie pojawi się ktoś nowy kto totalnie przejmie inicjatywę w byciu nr 1 w naszych myślach. Ja też tak wiele bym chciała zrobić, obiecuję sobie codziennie, że 'od jutra' zrobię to i to i to, a kiedyś jak go spotkam zobaczy we mnie kobietę niezależną, zdecydowaną, kobietę sukcesu, która wie czego chce, zna swoją wartość i nie traktuje związku z nim, jako jakąś porażkę życiową, tylko cenne doświadczenie. Marzę o tym. Tylko narazie jest tak ciężko...zero motywacji...za sukces w tej chwili uwazam to, że pójdę sama na imprezę i dobrze się bawię:/ Marzę żeby się obudzić i o tym nie myśleć. Żeby przestało mi się to śnić nocami! Nie sądziłam, że zawładnie to mną do tego stopnia, bo przecież ten człowiek wyrządził mi tyle krzywdy!(jeśli jesteś ciekawa, poczytaj moje posty). Ja myślę, że nie ma na to jednej prostej recepty. Czas czas czas, NIE siedziec w domu, wychodzic ze znajomymi chocby na siłę, nawet jak Ci się nie chce. Znajdować sobie nowe zainteresowania - chocby na siłę. Dbaj o siebie - fryzjer, kosmetyczka, makijaz, dobry strój, w którym poczujesz się pewna siebie. I nie RAZ, tylko codziennie. Tak, że gdy go kiedys przypadkiem spotkasz, pomysli "kurde, fajna laska z niej, na pewno stado facetów na nią leci!" I niech obejdzie się smakiem. A ty widząc jego minę, poczujesz, że uniosłas się 10cm nad ziemią, zapytasz co słychać, nie dając mu dokonczyc, oznajmisz, ze niestety musisz leciec bo się spieszysz i zarzucając włosami zyczysz mu powodzenia w zyciu. Odejdziesz nie odwracając się. BEZCENNE. Wiem, że może to stuknięte, ale ja wielokrotnie sobie układam scenariusze co bym zrobila w takiej sytuacji, bo kiedys w takiej bylam i zachowałam się ŹLE! Wpadlismy na siebie w pociągu po 2 miesiacach nie odzywania sie w ogóle. I gadka gadka gadka całą drogę co u kogo, miał samochód przy stacji, pozwoliłam się odwieźc do domu, a najpierw podwieźć do sklepu, w ktorym musialam kupic cos koniecznego. I to NIE bylo dobre zachowanie, chociaz wtedy tak straaasznie tego chciałam, POBYĆ z nim, dać się sobą zaopiekować chociaż na chwilę. On tak cudownie potrafił się troszczyć a tak mi tego brakowało. I dałam się ponieść:/ do niczego niby nie doszło, ale powinnambyła conajmniej zakonczyc rozmowę po wyjsciu z pociągu, odmówić podwózki i dać mu do zrozumienia, że nie potrzebuję tego i świetnie radzę sobie sama. Także warto przemyśleć ewentualny scenariusz takiej sytuacji, zamiast potem sobie wyrzucać. Ja po tym spotkaniu nie od razu, ale po nastepnych dwoch miesiacach do niego wrocilam. I BARDZO żałuje ze nie rozegrałam wszystkiego inaczej. Może dziś wszystko wyglądałoby inaczej. Ale nie ma co wracać wstecz. Lepiej pomyśleć na zaś:]

5

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

grzechotka, wydaje mi TERAZ, że jeśli człowiek nie nauczy się sam ze sobą współegzystować, to nici z następnego związku - który przecież nie może być lekarstwem na poprzedni. Nie można oszukiwać kogoś i pasożytować na jego uczuciach, przecież to nie jest wierność własnemu sumieniu (z którym ostatnio długi czas walczę). Ja np. nie potrafię się łatwo przed kimś otworzyć i przede wszystkim zakochać, ale nie o tym mowa.
Uważam również (z autopsji), że takie układanie sobie w głowie planu "jak się zachowam jak go zobaczę" wpływa na nas destrukcyjnie, bo i po co?

Ja się zastanawiam jak zaakceptować w końcu tą beznadziejną przeszłość i przejść do życia codziennego?

P.S. W moim przypadku wina leży po obu stronach - oboje nie potrafiliśmy walczyć, dopóki któreś nie położyło noża na gardle, aż w końcu się znudziło

6

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

nie miałam na myśli, żebys szukała sobie na siłę nowego faceta na zaleczenie starych ran. Tylko, że kiedy znowu się naprawde zakochasz, to to minie. Może rzeczywiscie układanie sobie jakichkolwiek planów nie do konca jest dobre, ale ja np z doswiadczenia wiem, ze czasem dobrze miec taka sytuacje przemyślaną wczesniej, niz potem żałować - jak ja. Ale każdy ma swoje sposoby. Tak czy sik, życzę powodzenia. A recepty na zaakceptowanie tego co było nie ma. tylko CZAS.

7

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Wydaje mi się, że można sobie układać plany, a jak podczas spotkania może niestety wyniknąć całkiem odwrotnie hmm

8

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność
grzechotka napisał/a:

recepty nie znam. ale jeśli Cie to w jakiś sposób pocieszy to nie jesteś sama. Ja przeżywam coś podobnego. Ciągle myślę o tym, że mogłam zrobić wszystko inaczej. Rozstanie co prawda nie bylo moją winą, ale ciągle mam wrażenie, że gdybym od początku wszystko robiła inaczej to i on by był inny. Błędne koło. I CODZIENNIE się budzę i o tym myślę, jak mogłoby być, chociaz wiem ze to bez sensu i beznadziejne zupełnie. Ale takie myślenie to siła wyższa niestety, i choćbyśmy chciały nie mamy na to większego wpływu, można starać się czymś zająć, żeby tak nie myśleć, ale to i tak będzie wracać, i tak dopóki nie pojawi się ktoś nowy kto totalnie przejmie inicjatywę w byciu nr 1 w naszych myślach. Ja też tak wiele bym chciała zrobić, obiecuję sobie codziennie, że 'od jutra' zrobię to i to i to, a kiedyś jak go spotkam zobaczy we mnie kobietę niezależną, zdecydowaną, kobietę sukcesu, która wie czego chce, zna swoją wartość i nie traktuje związku z nim, jako jakąś porażkę życiową, tylko cenne doświadczenie. Marzę o tym. Tylko narazie jest tak ciężko...zero motywacji...za sukces w tej chwili uwazam to, że pójdę sama na imprezę i dobrze się bawię:/ Marzę żeby się obudzić i o tym nie myśleć. Żeby przestało mi się to śnić nocami! Nie sądziłam, że zawładnie to mną do tego stopnia, bo przecież ten człowiek wyrządził mi tyle krzywdy!(jeśli jesteś ciekawa, poczytaj moje posty). Ja myślę, że nie ma na to jednej prostej recepty. Czas czas czas, NIE siedziec w domu, wychodzic ze znajomymi chocby na siłę, nawet jak Ci się nie chce. Znajdować sobie nowe zainteresowania - chocby na siłę. Dbaj o siebie - fryzjer, kosmetyczka, makijaz, dobry strój, w którym poczujesz się pewna siebie. I nie RAZ, tylko codziennie. Tak, że gdy go kiedys przypadkiem spotkasz, pomysli "kurde, fajna laska z niej, na pewno stado facetów na nią leci!" I niech obejdzie się smakiem. A ty widząc jego minę, poczujesz, że uniosłas się 10cm nad ziemią, zapytasz co słychać, nie dając mu dokonczyc, oznajmisz, ze niestety musisz leciec bo się spieszysz i zarzucając włosami zyczysz mu powodzenia w zyciu. Odejdziesz nie odwracając się. BEZCENNE. Wiem, że może to stuknięte, ale ja wielokrotnie sobie układam scenariusze co bym zrobila w takiej sytuacji, bo kiedys w takiej bylam i zachowałam się ŹLE! Wpadlismy na siebie w pociągu po 2 miesiacach nie odzywania sie w ogóle. I gadka gadka gadka całą drogę co u kogo, miał samochód przy stacji, pozwoliłam się odwieźc do domu, a najpierw podwieźć do sklepu, w ktorym musialam kupic cos koniecznego. I to NIE bylo dobre zachowanie, chociaz wtedy tak straaasznie tego chciałam, POBYĆ z nim, dać się sobą zaopiekować chociaż na chwilę. On tak cudownie potrafił się troszczyć a tak mi tego brakowało. I dałam się ponieść:/ do niczego niby nie doszło, ale powinnambyła conajmniej zakonczyc rozmowę po wyjsciu z pociągu, odmówić podwózki i dać mu do zrozumienia, że nie potrzebuję tego i świetnie radzę sobie sama. Także warto przemyśleć ewentualny scenariusz takiej sytuacji, zamiast potem sobie wyrzucać. Ja po tym spotkaniu nie od razu, ale po nastepnych dwoch miesiacach do niego wrocilam. I BARDZO żałuje ze nie rozegrałam wszystkiego inaczej. Może dziś wszystko wyglądałoby inaczej. Ale nie ma co wracać wstecz. Lepiej pomyśleć na zaś:]

Rozumiem Cie doskonale... to samo przezywalam w marcu i kwietniu po rozstaniu. facet odszedl bez slowa, wtedy myslalam ze nie dam rady. dzis juz jest troche lepiej... czesto wracam do jego osoby myslami, jaki byl czuly, kochany itp przypominam sobie swieta z nim, sylwestra a tu teraz powtorka z rozrywki tylko w samotnosci... jak czytalam tego posta to poplakam sie, bo widzialam siebie ehhh teraz juz nie chce go widziec, bo wiem ze by to bolalo. Minal prawie rok i nadal zdarza mi sie o nim myslec ale w tym momencie jestem w stanie spojrzec na faceta jako potencjalnego partnera, bo wczesniej nie wchodzilo  to w gre. w tym momencie w jakim ja jestem lekarstwem jest nowy zwiazek na ktory sie nie zanosi...

pozdrawiam :*

9

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

no i właśnie się obudziłam...z bólem brzucha. Śniło mi się, tak zajebiście wyraźnie - on z nią...spotkali mnie przypadkiem. Masakra. Ja pier**** nie wytrzymam tego dłużej, kiedy to się skończy?!

10 Ostatnio edytowany przez staram_sie (2012-01-02 11:51:23)

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność
grzechotka napisał/a:

no i właśnie się obudziłam...z bólem brzucha. Śniło mi się, tak zajebiście wyraźnie - on z nią...spotkali mnie przypadkiem. Masakra. Ja pier**** nie wytrzymam tego dłużej, kiedy to się skończy?!

Skończy się jak przestaniemy o tym myśleć i zajmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu !
Niby to rozumiem - a dalej sama w tym tkwię

Też miałam dziwny sen, ale stwierdziłam, że jak dalej tak będzie to człowiek zwariuje od ciągłego przewijania taśmy ze wspomnieniami w tył. Trzeba się wziąć w garść,wyciągnąć wnioski, ew. poradzić się jakiegoś speca od ludzkich problemów, dać im i sobie spokój, bo inaczej nie udowodnimy nikomu - przede wszystkim, że nastąpiła w nas zmiana i gnać przez życie, by dojść do jakiejś równowagi emocjonalnej i zgody z samym sobą, ot co smile

11

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

no tak - ja o tym wiem, co nalezy robić i naprawdę bardzo się staram! w ogóle się do niego nie odzywam nic a nic. I znajduję sobie różne zajęcia, w weekendy imprezuję...ale jak widać - to niewiele daje! Albo daje tylko na chwilę:[ Ja mam wrażenie że zwyczajnie nie panuję nad swoimi emocjami wewnętrznymi. Nie mam pojecia co u niego, z kim on jest i na jak powaznie. Nie pytam o niego nikogo. Nie chcę wiedzieć. Ale tak jak mówię - to wszystko niewiele daje. Czasem bym chciała po prostu POGADAĆ! Był przeciez moim przyjacielem oprocz tego, że facetem! Takich rozmów brakuje, poczucia ze nie bylam dla niego jak puste pudło, tylko że mimo, że nam nie wyszło to martwi go w jakis sposob co ze mna, co u mnie, jak sobie radzę i czy czegos nie potrzebuję. To czasem więcej niż popieprzony związek:| W tamtym tygodniu miałam poważne problemy w pracy, o ktorych on zawsze wiedzial pierwszy na biezaco, radził mi, i naprawde widzialam ze go to interesuje, i miałam straszny dzien w pracy, powazna klotnia z szefową, popłakałam się i czułam się tak bezsilna! Naprawde z trudem sie powstrzymałam, żeby nie zadzwonic i nie powiedziec "wiesz co ta kretynka znowu zrobiła?!". Ale nie mogłabym! Przecież nie mogę, jak mogłabym zadzwonic z problemem do czlowieka ktory mnie z dnia na dzien kompletnie olał, bo nie tylko zostawil, on mnie kompletnie olał i wszystko co ze mna związane, nawet mi życzeń na święta ani nowy rok nie wysłał. Ja nie mam prawa mu dac znaku życia nawet, nawet zapytac go co słychać, nie mogę. To jest okrutne uczucie, naprawdę. Strasznie okrutne. Nic nie mogę zrobić.Jak się rozstaliśmy on mnie nawet na fb zablokował i do tej pory nie odblokował. I nie zablokował dlatego, ze cos zrobiłam, bo przez niego sie rozstalismy, tylko dlatego zebym nie widziala co on komu pisze ani co u niego. jak go o to pytalam, powiedzial, ze zablokował mnie bo on nie chce wiedziec co u mnie i sie wkurzac moimi kolegami i komentarzami w profilu. A wiem, że to nieprawda, bo w ogole go to nie obchodzi. Jezu, czasem nie wierzę po prostu, że to się dzieje naprawdę:|

12

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Grzechotka... proszę nie odzywaj się do niego...wiem, że to trudne ale nie rób nic w jego kierunku. Zdecydowanie ci to pomoże...wiem coś o tym.

13

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność
grzechotka napisał/a:

no tak - ja o tym wiem, co nalezy robić i naprawdę bardzo się staram! w ogóle się do niego nie odzywam nic a nic. I znajduję sobie różne zajęcia, w weekendy imprezuję...ale jak widać - to niewiele daje! Albo daje tylko na chwilę:[ Ja mam wrażenie że zwyczajnie nie panuję nad swoimi emocjami wewnętrznymi. Nie mam pojecia co u niego, z kim on jest i na jak powaznie. Nie pytam o niego nikogo. Nie chcę wiedzieć. Ale tak jak mówię - to wszystko niewiele daje. Czasem bym chciała po prostu POGADAĆ! Był przeciez moim przyjacielem oprocz tego, że facetem! Takich rozmów brakuje, poczucia ze nie bylam dla niego jak puste pudło, tylko że mimo, że nam nie wyszło to martwi go w jakis sposob co ze mna, co u mnie, jak sobie radzę i czy czegos nie potrzebuję. To czasem więcej niż popieprzony związek:| W tamtym tygodniu miałam poważne problemy w pracy, o ktorych on zawsze wiedzial pierwszy na biezaco, radził mi, i naprawde widzialam ze go to interesuje, i miałam straszny dzien w pracy, powazna klotnia z szefową, popłakałam się i czułam się tak bezsilna! Naprawde z trudem sie powstrzymałam, żeby nie zadzwonic i nie powiedziec "wiesz co ta kretynka znowu zrobiła?!". Ale nie mogłabym! Przecież nie mogę, jak mogłabym zadzwonic z problemem do czlowieka ktory mnie z dnia na dzien kompletnie olał, bo nie tylko zostawil, on mnie kompletnie olał i wszystko co ze mna związane, nawet mi życzeń na święta ani nowy rok nie wysłał. Ja nie mam prawa mu dac znaku życia nawet, nawet zapytac go co słychać, nie mogę. To jest okrutne uczucie, naprawdę. Strasznie okrutne. Nic nie mogę zrobić.Jak się rozstaliśmy on mnie nawet na fb zablokował i do tej pory nie odblokował. I nie zablokował dlatego, ze cos zrobiłam, bo przez niego sie rozstalismy, tylko dlatego zebym nie widziala co on komu pisze ani co u niego. jak go o to pytalam, powiedzial, ze zablokował mnie bo on nie chce wiedziec co u mnie i sie wkurzac moimi kolegami i komentarzami w profilu. A wiem, że to nieprawda, bo w ogole go to nie obchodzi. Jezu, czasem nie wierzę po prostu, że to się dzieje naprawdę:|

też mam takie gorsze dni, które wolałabym przespać. Akurat człowieka zbiera na pisanie jak ma sie gorszy dzień, prawda?

i stwierdziłam dziś, że jak Wielokropek powiedziała, nie wyrosłam jeszcze ze swojej dziecinady.
Czas to zmienić. Chcę w czyny.

14

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Kochana to ja Ci powiem cos szczerze na prawde, masz teraz wiedze i doswiadczenie, wszystko co mowisz na temat tego jak powinno byc jest sluszne, aż mnie zadziwiasz. Widac, że mocno analizujesz, probujesz sama siebie poznać jeszcze bardziej. Caly czas sie rozwijasz- wyciagajac tak logiczne wnioski- nie dostrzegasz tego? Poznawanie samej siebie- to jest rozwoj
Wszystko jest z Toba w porzadku. W mojej opinii brakuje tylko jednego

NIE UFASZ SAMA SOBIE, NIE UFASZ TEMU CO ZROZUMIALAS I CZEGO JUZ SIE NAUCZYLAS

Ja sądze, że to jedyny problem. Stad moze nastepowac rozdarcie. Masz w sobie jakas blokade. Gdy skupiasz sie na logice- realiach- jestes rozsadna, silna, czujesz harmonie, ale masz momenty w ktorych Twoje zaufanie do samej siebie- zostaje zachwiane. Jakbys nie do konca wierzyla w to co mowisz.

Uwazam, że potrzebujesz teraz wsparcia, ktore jest rowniez naturalną potrzebą człowieka. Ja Ci mowie na bazie moich wnioskow, tego co piszesz- jesteś rozsądna, mądra, jestes inteligentna. Zaufaj temu, nie boj sie wierzyć w to co myslisz, nie boj sie zaufac swojemu rozsadkowi. Musisz byc swiadoma tego jaka jestes, musisz byc swiadoma swoich atutow, swojej wyjątkowości. Świadoma i odważna.

15

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność
invisible napisał/a:

Kochana to ja Ci powiem cos szczerze na prawde, masz teraz wiedze i doswiadczenie, wszystko co mowisz na temat tego jak powinno byc jest sluszne, aż mnie zadziwiasz. Widac, że mocno analizujesz, probujesz sama siebie poznać jeszcze bardziej. Caly czas sie rozwijasz- wyciagajac tak logiczne wnioski- nie dostrzegasz tego? Poznawanie samej siebie- to jest rozwoj
Wszystko jest z Toba w porzadku. W mojej opinii brakuje tylko jednego

NIE UFASZ SAMA SOBIE, NIE UFASZ TEMU CO ZROZUMIALAS I CZEGO JUZ SIE NAUCZYLAS

Ja sądze, że to jedyny problem. Stad moze nastepowac rozdarcie. Masz w sobie jakas blokade. Gdy skupiasz sie na logice- realiach- jestes rozsadna, silna, czujesz harmonie, ale masz momenty w ktorych Twoje zaufanie do samej siebie- zostaje zachwiane. Jakbys nie do konca wierzyla w to co mowisz.

Uwazam, że potrzebujesz teraz wsparcia, ktore jest rowniez naturalną potrzebą człowieka. Ja Ci mowie na bazie moich wnioskow, tego co piszesz- jesteś rozsądna, mądra, jestes inteligentna. Zaufaj temu, nie boj sie wierzyć w to co myslisz, nie boj sie zaufac swojemu rozsadkowi. Musisz byc swiadoma tego jaka jestes, musisz byc swiadoma swoich atutow, swojej wyjątkowości. Świadoma i odważna.

mam to po mamie chyba wink skłonność do pamiętania, zamiast skupienia się na tym co będzie. Z jednej strony dobrze, ale muszę jeszcze nauczyć się wyciągać wnioski i ponosić konsekwencje.

Mam nadzieję, że z pomocą moją i własną i siłą napędową tego forum wszczepią mi się mądre słowa i Twoje i innych do tego głupiego łba!

Oby każdy z nas mógł uczyć się na własnych, forumowiczów i otoczenia błędach, by ich nie popełniał więcej, a co najważniejsze unikał -> dobrze byłoby, gdyby nam wszystkim się to przytrafiło w 2012 i w innych 201 +?

16

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

ja mam chyba to samo...Wiem niby doskonale co robic, co powinnam, analizuję, ale chyba sama do końca nie wierzę w to co mówię. Bo nie wierzę... Ciągle nie wierzę też do końca jemu:[ Nie wierzę, że to co zrobił było do końca zgodne z jego uczuciami. On po prostu zwątpił, że nasz związek kiedykolwiek będzie normalny. Że normalnie usiądziemy jak ludzie z moimi rodzicami przy stole, że będzie jak kiedyś... Półtora roku ukrywałam przed wszystkimi, że do niego wróciłam. Ale nie była moja wina, ukrywałam, bo cały czas cos odwalał i miałam świadomość, że nie jest wobec mnie czysty i że po prostu nie mogę im powiedziec, dopóki nie będę pewna, że to jest warte nerw moich rodziców itd... Poza tym, kiedy wróciliśmy pierwszy raz do siebie, obiecal, że rozmowe z moimi rodzicami weźmie na siebie. Nie wziął nigdy, nawet zapomniał, że mi tak obiecał i potem juz były pretensje do mnie "bo ty im nigdy nie powiesz". To był tez jego głowny argument, kiedy mnie z dnia na dzien zostawił (ale czy nie był to po prostu pretekst, skoro z dnia na dzien stał sie obcy?). Juz po zaledwie 2 czy 3 tygodniach sam mi powiedzial, ze z kims pisze, cos o zauroczeniu sie przewinęło. Myslałam, że padnę:| Najgorsze ze po tym wszystkim jak juz mnie zostawił, moja mama powiedziała mi, że ona i tak wie ze ja się z nim spotykam i spotykałam i ze to moja sprawa z kim się chcę spotykac tylko zebym nie kłamała... pierwszy raz od poltora roku, wiedzialam, ze nigdy wiecej bym ich nie oklamala co do tego ze jade do niego, wychodze z nim, mysle ze nawet zaprosilabym go do siebie, gdy oni by byli. Ironia losu? Powiedziałam mu to, ze moja mama wie i powiedzialam mu, co mi na to powiedziala. Ale spłynęło to po nim i zapytal w pierwszej kolejnosci, czy powiedzialam tez ze juz sie nie spotykamy:/ Ręce mi opadły...tego samego wlasnie dnia iznajmil mi ze z kims pisze i ze ktos jest. Potem za tydzien zabrał ją na koncert naszej ulubionej plyty, koncert na ktory mielismy isc razem:| To bylo juz dla mnie ponizej czegokolwiek. Od tamtej pory nie odezwałam się ani słowem. Mija miesiąc za chwilę. On też milczy. Nie muszę mówić, jak się czuję... Ale tak jak wspomniałam na początku tego postu, nie wierzę mu w to co on robi. Wzbraniał się przed tym rękami i nogami, wmawiał, ze to sie nie zmieni nigdy i zwątpił totalnie. Ale czy to jest to, czego by chciał? Wielokrotnie mi powtarzał, jak bardzo chciałby moc zrobic cokolwiek, zeby było jak kiedys, ale ze nie da się. Że moi rodzice nigdy tego nie zaakceptują. Kurrr, my się chyba naprawdę kochaliśmy, mieliśmy plany... Wszystko robilismy razem. Gdybyscie widzieli, jak on potrafił się przy mnie zachowywać...czułam że się troszczy. To takie trudne! Wczoraj tak źle się czułam...chyba grypa żołądkowa, gorączka...tak chciałam do niego napisać! Nie wiem juz sama, czy moze mam to w nerwów, ciągły ból brzucha. Nie wierzę, że to było dla niego takie nic to wszystko, nie wierzę, chociażby z tego powodu, że 2 razy chciał żebym do niego wracała, a wiem, że nigdy wczesniej nic podobnego mu się nie zdarzyło, żadne powroty. Ale komentarz do tego, jak mu powiedzialam ze moja mama wie...mocno zabolał i dał do myślenia...

17

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Chyba w życiu mi tak cięzko nie było... Wczesniej miałam chłopaka prawie 5 lat, ale był tak nieodpowiedzialny, tak niedojrzały emocjonalnie, że nie miałam z nim jakiś wielkich planów na przyszłość. Bylismy bo bylismy. Jakos chyba się nastawiałam, że to nie jest facet w ktorym widze swojego przyszłego męża. W tem z którym rozstałam się teraz nie widziałam nawet możliwosci, ze mogłoby byc inaczej... że mógłby nim nie byc:| Miałam wrażenie, że pasujemy do siebie pod praktycznie kazdym względem, wyglądu, zainteresowań, formy spędzania wolnego czasu...i przede wszystkim obcowania ze sobą. Byłam go tak pewna (dopoki pozniej nie okazalo sie ze odwalał), że traktowałam go jak swoj azyl, ostoję. Sama też byłam dla niego ZAWSZE. Bez wyjątku, nie zawiodłam. Potem się zmieniło nieco po drugim powrocie...Ale i tak mimo, ze juz mniej swietlnie widziałam naszą przyszłosc i bylo bardzo ciezko, to i tak, nie mogłam sie pogodzic z tym, ze mogłoby byc inaczej. Ciagle miałam nadzieje, ze w koncu powiem w domu i będzie jak dawniej. Teraz nawet tych weekendow mi sie nie chce. Naprawdę... Jak bylismy razem, juz w srode sie cieszyłam, ze zaraz piatek i w koncu sie do niego przytule, zasnę...tak samo sobota. Moje zycie chyba glownie sie toczylo w mysl - aby do piątku, bo ON. Wiem, że to nie było dobre, ale po ciezkim tygodniu pracy nie marzylam o niczym innym, jak tylko sie do niego przytulic i zasnąć. Nie mogę naprawdę w ogóle sobie wyobrazic jego z inną laską, że to do niej pisze milion smsow dziennie, wydzwania co pol godziny i interesuje sie wszystkim i troszczy o najdrobniejsze szczegoly... Nie wiem jak mam się ogarnąć. Kompletnie nie mam żadnego pomysłu... z jednej strony modlę sie zeby go nigdy nie spotkac, a z drugiej wiem, jak chcialabym zeby tak sie stało. On ma ciągle moje rzeczy. Ale nie mam odwagi ich odebrać. Nie zniosłabym chyba kolejnego ciosu z jego strony, nawet gdyby mi powiedział "dzis nie mam czasu wieczorem bo jestem zajety, jutro tez, moze odbierzesz w przyszłym tygodniu?" - juz bym się załamała, bo wiem, ze przyczyna takiego stanu byłaby jedna - ONA. Dlatego nie mam odwagi, nie wiem, moze za pol roku, rok, jak poczuję siłę...a może w ogóle tego nie odbiorę. Znów zaczyna mnie bolec brzuch jak o tym piszę...

18 Ostatnio edytowany przez staram_sie (2012-01-04 16:20:22)

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność
grzechotka napisał/a:

Chyba w życiu mi tak cięzko nie było...

Twoje uczucia są świeższe od moich. I mam nadzieje, że im szybciej Ci te wszystkie wspomnienia "ulezą się" i  przejdą z co by było, gdyby w pogodzenie się z rzeczywistością  niż mi.

Jeszcze kiedyś miałam nadzieję, że jak dam sobie spokój z kontaktowaniem się, może On wyciągnie rękę - ale to też nie dało żadnego skutku.

Zaproponował przyjaźń, że odezwie się za rok - jasne smile

Niedawno spotkałam się z koleżanką, która (jak ja miałam sielankę związkową) rozstała się ze swoim chłopakiem, a dziś są znowu razem, z tym, że... Ona myśli intensywnie nad rozstaniem ze względu na to, że on nie chce ślubu, zwodzi ją. Przypomniały mi się czasy, kiedy mój ex snuł plany o oszczędzaniu na "pustaki" i przygotowywaniu się do kolejnego kroku w życiu, dla niego to były zaręczyny a ja myślałam o ślubie w perspektywie 2-3 lat. Niestety On się tego bał, w czasie naszej przerwy zrozumiałam, że rzeczywiście nie dorośliśmy i w żaden sposób, zwłaszcza finansowy nie jesteśmy na to gotowi. Więc i moje myśli poszły w zapomnienie i zrozumiałam, że i bez ślubu tez można żyć. I to wczorajsze spotkanie, koleżanki jęczenie o braku chęci do zaobrączkowania się zepsuły mi cały wieczór, więc... witaj w klubie.
Pierścionek leży odłogiem, schowałam go daleko daleko w ukryte dno szafki i teraz myślę (nie, nie chciał go - oddałam tylko srebrną obrączkę, by mógł się do mnie wrócić i zobaczyć  Go jeszcze raz - pewnie ostatni w życiu)....
Niedługo stuknie mi kolejny roczek, a On zawsze (nawet rok temu, jak już było źle) przyjeżdżał do mnie z tortem i robił mi imprezę-niespodziankę. A te urodziny takie, do kitu będą. Pewnie nawet mi życzeń nie przyśle, ale czego się spodziewać.
najśmieszniejsze było jak podczas naszego spotkania finalizującego umowę związkową powiedział, że fajnie byłoby jakbym mu wysłała zaproszenie na swój ślub.
Mnie też korci - by się skontaktować, ale cóż to da ??
Miałam być królową od 2012 wink

Czasami twierdzę, że lepiej byłoby schować wszystkie uczucia i wspomnienia w kieszonkę, zaszyć i zmienić to wszystko w przyjaźń - wspólne hobby, miliony tematów do rozmów, ten sam gust muzyczny, podobne upodobania filmowe, jakieś życiowe priorytety. Tylko nie umieliśmy się dogadać co do przyszłości i poradzić sobie z problemami bieżącymi - finanse, praca, studia, nasze rodziny.

Nie to miejsce nie ten czas.

Żeby nie myśleć - szukam intensywnie pracy, szlifuję angielski, rozpoczęłam naukę niemieckiego, analizuję co muszę zrobić w najbliższej przyszłości, by nadrobić zaległości, a dziś pocięłam piłą ręczną drzewo i palę w piecu wink

Niestety też nie ma dnia, abym nie myślała. Może przyjdzie taki dzień, że się obudzimy i ba...samo zniknie smile


Pozdrawiam Cię

19

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

CZTERY LATA już po.Ile jeszcze trzeba znieść?!(bezosobowo). Dlaczego?Nie chcę być oceniane stronniczo.Plany ,przyszłość,mieszkanie,dom, WIELKIE UCZUCIE-(DZIECKO!!!),miłość(celowo z małej)do Ostatniej Chwili.Święta,Wigilia...Żartujemy...życzenia.A może ktoś jest w twoim życiu:)?.Tak.Pół roku!.Płacz.ONO MI WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO.Co ja mam życzyć?!.Mój Cudowny syn,moja Pierwsza miłość.Jestem samo.Naprawdę boli.Czas nie leczy ran.Płacz.

20

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

dzieki 'staram_sie' za odpowiedź. Czuję się jakaś przytwierdzona. Nie mogę się ruszyć z miejsca. Jakbym czekała...tylko sama nie wiem na co!

21

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność
grzechotka napisał/a:

dzieki 'staram_sie' za odpowiedź. Czuję się jakaś przytwierdzona. Nie mogę się ruszyć z miejsca. Jakbym czekała...tylko sama nie wiem na co!

najlepiej jest pozwolić rozumkowi rządzić, tylko jak wink

22

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

no i się popisałam...w piątek zabalowałam baaardzo mocno i wisząc nad kiblem zadzwoniłam do niego czy by po mnie nie przyjechał:/ Porażka. A juz tak było dobrze. Miesiąc sie nie odzywałam. MASAKRA. Przyjechał. Ale miło nie było. Szkoda gadać nawet. Traktował mnie z góry bo byłam pijana. Następnego dnia co prawda zadzwonił i wyjaśnilismy sobie wszystko i porozmawialismy nawet normalnie z pol godziny. Ale czuję się OKROPNIE! Na trzezwo w zyciu bym tak nie zrobiła. Nie ufam już sobie, nie wierzę w swoją siłę. Nie mam jej:/ Jestem jak widac tak słaba psychicznie, że to porażka. Wstyd na całego. Jedyne co mogę sama sobie polecic - nie pić więcej tyle. I znowu będę odmierzac od początku kazdy dzien sukcesu, gdy się do niego nie odezwę. No totalna porażkaaaaaaaaaaaaaaaaa:(

23

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Grzechotka moim zdaniem usuń jego numer, będzie Cię ciągle korciło, żeby do niego napisac.. Wiem coś o tym, też jeszcze jakiś czas temu napisałam głupia co słychac... niby odpisał, ale sam nigdy się nie odezwał, nigdy!  Ale po tym jak mi nie wysłał życzeń na Święta ani na Nowy Rok nie chcę go znac... Człowiek, który tydzien przed rozstaniem napisał smsa KOCHAM CIE, za tydzień nie interesuje się czy w ogóle jeszcze żyję.... Żadna dziewczyna nie powinna mu uwierzyc - powinien na czole miec to napisane. Jednak rozumię Cię też że nie jest to takie łatwe, bo jeszcze teraz płaczę przez niego:( ale nie pisz, ja już nie pisze i nie napisze.

24

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Co z tego, że wykasuję nr, to nic nie da. Znam na pamięć, poza tym jest jeszcze fb, gg, wspolni znajomi i generalnie jak bede chciala to i tak forma kontaktu się znajdzie. Ja muszę cos w sobie zmienic. Codziennie sobie powtarzam - rany, przeciez nie chce byc z kims tak zaklamanym, bez emocji, i ze na pewno kazda kolejna dziewczyne bedzie traktowal tak samo. Jestem o tym przekonana. Ale te jego kłamstwa były tak cudowne, tak ciepłe, tak mi było z nimi cudownie...dopóki myślałam, że to prawda, czulam każde słowo, każdy dotyk przyprawiał mnie o dreszcze... Niczego mi tak nie brakuje jak tej nieświadomości, jaką wtedy miałam, życia w błogości, spokoju-niewiedzy...
Czy to jest chore?

25

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Czy to jest chore hmm też właśnie za tym tęsknie, za tamtym człowiekiem, za wspomnieniami, brakuje mi "tamtego życia" z nim... Ale kurcze skoro tak postąpili to jak my możemy tęsknic za nimi:(

26

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

jak tam grzechotka?

27

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

a dziękuję, jakoś daję radę, ale jest cięzko, bo jestem chora i na zwolnieniu jeszcze tydzień, więc mam stanowczo za dużo czasu na myślenie, wspomnienia same sie nasuwają gdy leże w łóżku które mam wrażenie dopiero co on mi składał! Ale jestem twarda, od tamtej akcji jak po niego zadzwoniłam, nie odzywam się w ogóle, chociaż mnie korci. Wiem, że ma b.nieciekawą sytuacje rodzinną, ojciec w ciężkim stanie w szpitalu, mama zmarła 2 lata temu nagle. Więc kiepsko:/ No ale nie mogę się narzucać. Pytałam go wtedy czy coś pomóc, nie chciał, z resztą zdaje się, że ma juz kogos do "pomocy". Więc nie odzywam się:/ Ale czuje sie paskudnie, że nie mogę po prostu zapytac jak ojciec. Nie mogę, bo nie chcę zeby pomyślał, ze wynalazłam sobie pretekst do kontaktu:/

28

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność
grzechotka napisał/a:

a dziękuję, jakoś daję radę, ale jest cięzko, bo jestem chora i na zwolnieniu jeszcze tydzień, więc mam stanowczo za dużo czasu na myślenie, wspomnienia same sie nasuwają gdy leże w łóżku które mam wrażenie dopiero co on mi składał! Ale jestem twarda, od tamtej akcji jak po niego zadzwoniłam, nie odzywam się w ogóle, chociaż mnie korci. Wiem, że ma b.nieciekawą sytuacje rodzinną, ojciec w ciężkim stanie w szpitalu, mama zmarła 2 lata temu nagle. Więc kiepsko:/ No ale nie mogę się narzucać. Pytałam go wtedy czy coś pomóc, nie chciał, z resztą zdaje się, że ma juz kogos do "pomocy". Więc nie odzywam się:/ Ale czuje sie paskudnie, że nie mogę po prostu zapytac jak ojciec. Nie mogę, bo nie chcę zeby pomyślał, ze wynalazłam sobie pretekst do kontaktu:/

Życzę Ci, aby przyszedł Ci taki moment jak mi , tak o znikąd, że odpuścisz.
Sama napisałam sms z propozycją spotkania, nie odpisał, i olałam....całkiem, odpuściłam temu człowiekowi. Zrozumiałam w końcu problem i przyczyne
Pozdrawiam

29

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

dziękuję...'staram_się'. Są niestety takie dni/noce, jak ta dziś, kiedy nie wierzę w ironię losu, jaka mi się przytrafia:| Naprawdę aż ciężko w to uwierzyć. I wtedy myślę, że jeszcze raz i nie wytrzymam. Czasami nie daję rady. Udawać przed wszystkimi. Nie mam siły. Czuję się tak beznadziejna, poniżona, do niczego, bezsilna, brzydka, głupia, a przecież czułam się o 180 stopni odwrotnie. Wiecie co to znaczy być szczęśliwym na 10000%? Ja byłam. NAPRAWDĘ. A potem się okazało, że to kłamstwo, potem dałam się juz tylko wplątać w każde następne...wracam do tego mimo wszystko bo to było dokładnie rok temu. Dokładnie rok. Kiedy po raz 2 dałam się nakłonić do powrotu, uwierzyłam... Dzisiaj jak na to patrzę...nie wierzę, że to się stało...

30

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Przejdzie Ci, miałam to samo...jeszcze niedawno smile Uszy do góry
A co do ukrywania... moja cała rodzina i znajomi myśleli, że już dawno się wyleczyłam. W końcu pękłam i opowiedziałam wszystko siostrze... ulżyło.

31

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

nie wiem. każdy kolejny koleś mnie załamuje. może to za duze słowo, ale działa na niekorzyść mojego poczucia własnej wartości. Nagle piszą do mnie...wszyscy zajęci. Jakbym robiła za jakąś odskocznię! poznaje kolesia, jest fajny, jest magnetyzm, mimo ze on ma dziewczyne 3 lata...ale cos miedzy nami zaszlo(nie TO). Potem zdobywa moj nr(nie ode mnie), pisze, chce sie spotkac, nagle przestaje sie na caly dzien odzywac w ogole:/ i generalnie mam wrazenie ze juz mu wisi. pewnie sie z dziewczyną pogodził a ze mna fajnie bylo popisac jak ona sie nie odzywala! i tak już ktorys raz z kolei! Mam tego dosyc naprawdę!:( mam wrazenie, ze kazdy kogos ma, chociaz kogos na kim mu naprawde zalezy, a ze ja jestem dobra na odskocznię(ale co ze mna nie tak, nie mam pojecia!), okazalo sie, ze nawet dla swojego faceta z ktorym JA bylam 3 lata gowno znaczę...i moze tez bylam odskocznią...tylko ze taką na 3 lata:/ Załamka naprawdę... tym bardziej, ze zawsze naprawde myślałam o sobie dobrze, że jestem warta fajnego faceta, ze jestem wykształcona...na swoj wygląd i powodzenie raczej tez narzekać nigdy nie narzekałam...a w tym momencie swojego życia czuje sie jak ściera... I każda nowa jakakolwiek relacja nawiązana z facetem, która początkowo budzi we mnie jakieś fajne emocje, odczucia, kończy się po prostu kolejnym zaniżeniem poczucia własnej wartości, bo nic nie wychodzi:/ A ja naprawdę nie jestem jakaś...nachalna, natarczywa, nie chce od razu żadnych związków... i nie wymagam zadnych deklaracji na początku znajomości. Preferuje całkowicie neutralne normalne rozmowy na, nie jestem tez sztywniarą, wydaje mi sie ze naprawde jestem normalna, mam wielu znajomych i nie mialam nigdy problemu ani w relacjach miedzyludzkich ani w relacjach damsko meskich też. Nie wiem co sie dzieje. Moze jestem juz po prostu stara(25) i jak kogos poznaje i jest to fajny gość, to albo jest z kims kilka lat albo był:/ I dalej o niej myśli. Nie wiem, widocznie nie mam siły przebicia. Nie wiem. Ale to tak masakrycznie demotywuje...:[ Tak mi brakuje, zeby poczuc sie tylko dla 1 faceta wyjatkowa, nr 1, bez konkurencji, bez zastanowienia w jego głowie. Czuje sie okropnie:[ Nie mam chyba ochoty juz nawet nikogo poznawać:[

32

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

a może poprostu nie jesteś jeszcze gotowa na chociażby poznawanie facetów albo za bardzo chcesz?
a sama wiesz, że jak się chce prezent od losu to się nie ma smile

33

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

podjęłam decyzję. koniec z facetami. Od tej chwili zajmuję się tylko skończeniem studiów, pracą, karierą etc. I SOBĄ! Wykasowałam się z fb, mam dosyć oglądania co u kogo 25 razy dziennie. Mam dosyć wszystkiego. koniec. Zaczynam inne życie, w ktorym to JA mam władzę nad swoim życiem, a nie wszyscy i wszystko dookoła! o!

34

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

i prawidłowo! Tylko wytrwaj smile

35

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Grzechotko i jak Ci idzie?
U mnie już dokonało się smile
Od znajomych dowiedziałam się, że prowadził podwójną grę, a ja tak ufałam. Jakoś mnie to zbytnio już nie wzrusza, wiadomo, blizna pozostała.
A jak u Ciebie?

36

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Staram_sie jakbym czytala swoje wypowiedzi. Mam tak samo, niby faceci sie interesuja ale jak przyjdzie co do czego to albo juz maja dziewczyny albo nie chca nic powaznego.....to po co sie odzywaja???

37

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Nie wiem, mnie to już nie interesuje smile
Trzeba przemyśleć, przeanalizować, odrobić lekcję, przyjąć na klatę i zacząć znowu oddychać pełną SWOJĄ WŁASNĄ piersią i OLAĆ.
Czas zająć się sobą.

38

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Super!Tez tak robie!Pozdrowienia!

39

Odp: moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Grzechotka ja mam zupełnie odwrotnie niż Ty, dlatego postanowiłam napisać. Ja mam kontakt z moim Byłym, ale ma to miejsce głównie z jego inicjatywy, ja sama z siebie nie potrafię się przełamać. Czuję niestety tak samo, jak większość osób po rozpadzie związku, smutek, pustkę, przerażenie, że to był ten jedyny, najlepszy. Do tego świadomość, że on zaczął się z kimś spotykać rani mnie niezmiernie, choć powinnam cieszyć się jego szczęściem. Wracając jednak do kwestii podtrzymywania kontaktu. On chce wiedzieć, czy u mnie wszytko w porządku, jak w pracy (bo też bywa różnie), chce wiedzieć, czy niczego mi nie brakuje, bo mam trudną sytuację finansową itp. Niestety to zainteresowanie moją osobą i sytuacją utrudnia mi tylko pogodzenie się z faktem, że już nie tworzymy jedności. Nie mogę się otrząsnąć i pozbierać. Oszukuje sama siebie, bo wciąż mam małą nadzieję, że wybierze jednak mnie. A on przecież tylko z poczucia troski i obowiązku się ze mną kontaktuje. Choć powinnam, nie potrafię tego zakończyć, choć próbowałam i mówiłam, że nie możemy utrzymywać ze sobą kontaktu to, kiedy dzwoni i tak odbieram. Co chciałam przez swoje słowa przekazać? Właśnie to, że lepiej urwać kontakt, dorosnąć i samemu radzić sobie z problemami w pracy i w życiu. Nie uzależniać się od drugiej osoby, bo zawsze będziemy cierpieć i zawsze będziemy kogoś potrzebować a w związkach nie o to chodzi. Mężczyzna ma być partnerem a nie opiekunem. A ja przez to, że godzę się na podtrzymywanie kontaktu wciąż stoję w miejscu zamiast zamknąć ten etap życia i iść dalej. Tylko skąd wziąć na to siłę?

Posty [ 40 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » moje rozdarcie - chcę umieć żyć sama, ale prześladuje mnie naiwność

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026