Wszystko zaczęło się w okolicach jesieni 2008 roku. Nie mogłam znieść życia ze swoim towarzyszem, który tak bardzo mnie oszukał. Nie od razu się na nim poznałam. Potrzebowałam czasu i kilku prób odejścia, aby zobaczyć jego prawdziwą twarz i przekonać się w co ?wdeptam?. Jestem uzależniona i nie mogę przestać palić z tego właśnie powodu- od tego się zaczęło. Wcześniej skrupulatnie temu zaprzeczałam. Uważałam, że mogę przestać w każdej chwili. Oszukiwałam samą siebie. Był to duży krok do przodu. Zaczęłam czuć się źle paląc, ale potrzebowałam tego. Od tego momentu było tak, że gdy paliłam było mi źle i gdy nie paliła, również. Zastanawiałam się jak mogłam się w to wplątać. Wtedy tylko jedno było pewne, póki coś z tym nie zrobię, nic się nie zmieni.
Potrafiłam swoje życie wywrócić do góry nogami w imię wyznaczonych celów. W każdym innym aspekcie życia potrafiłam dokonać zmian, zgodnie z wyznaczonymi sobie datami. Z paleniem tak nie było. Wiedziała, że gdy wyznaczę sobie cel i datę jego realizacji, mogę się bardzo rozczarować. Postanowiłam tego nie robić. Założyłam sobie, że się przygotuje i przestanę nagle, gdy poczuje, że jestem gotowa. Musiałam popracować nad zdobycie wiedzy na temat uzależnienia. To pojęcie było mi obce. Następnie nad motywacją i najważniejszym aspektem, czy ja naprawdę tego chcę. Musiałam być tego pewna.
Na przełomie 2008/2009 bardzo dużo czytałam o uzależnieniach. Przeglądałam strony internetowe poświęcone zdrowiu, uzależnieniu i rzuceniu palenia. Kupiłam kilka książek poświęconych w/w zagadnieniom. Czytałam również fora, gdzie mogłam zapoznać się z opiniami osób będących w podobnej sytuacji. Na koniec najważniejsze źródło informacji, moja rodzina i znajomi. Mój wujek po 20 latach palenia, wypalając po 40 papierosów na dobę, rzucił z dnia na dzień bez wspomagaczy. Kulminacyjnym momentem było poznanie bardzo chorego dziecka i dziewczyny na studiach, która była po przeszczepie serca. Oni chcieli żyć i o to życie walczyli, a ja byłam zdrowa i to życie systematycznie sobie odbierałam i jeszcze za to płaciłam. Czułam się z tym podle.
Doprowadziłam się do takie stanu, że gdy odpalałam papierosa, myślałam ?czy to ten, który mnie zabije?. Nie mogłam już palić dłużej. 28 kwietnia 2009 r. o 8:40 wypaliłam ostatniego papierosa. Pozostałe paczki papierosów zalałam wodą i wyrzuciłam do kosza na śmieci. Poczułam ulgę, że już nie muszę palić. Wyrzuty sumienia ucichły, ale to nie był koniec, a nowy początek. Fizycznie nic wielkiego mi nie było, prócz napadów kaszlu, których wcześniej nie miałam. Psychicznie, musiałam nadal nad sobą pracować.
Od 29 kwietnia 2009 roku zaczęłam prowadzić dziennik/pamiętnik, który bardzo mi pomógł. Pisałam w nim często do siebie, abym mogła w odpowiedniej chwili (trudnej chwili) sobie to odczytać. Na pierwszej stronie umieściłam w punktach moją motywację i dlaczego to robię. Na kolejnych stronach były wpisy (przepisane z kartek), które pisałam jeszcze gdy paliłam. Prócz tego w zeszycie znajdują się również informacje na temat palenia, uzależnienia itd. zaczerpnięte ze stron internetowych. Zamieszczałam tam wszystko, co uznałam za potrzebne i ważne dla mnie.
Oto kilka wpisów:
?Niewolnictwo się już dawno skończyło, więc dlaczego mam być niewolnikiem. Ja taka duża, dlaczego ma mną rządzić, ktoś tak mały. Skończyło się, zerwałam tę pępowinę! Powiedziałam nie, odmawiając sobie jednej fajki. Jestem bez tej jednej jedynej, która stanowi tak kruchą granicę na tę gorszą połowę! Gorszą połowę, która powoli zabija. Tak wolno, że nawet nie zdajemy sobie z tego spraw??. (Dziennik, 21 czerwca 2009 r.)
?(?)Ostatnio udało mi się pozbierać, po poważnych problemach, zrobiłam to bez papierosa, i czuje się silna i nie poddam się póki mi tej siły nie zabraknie, a mam nadzieje, że nie zabraknie?. (Dziennik, 21 lipca 2009 r.)
?(?) Życie toczy się dalej z papierosem czy bez niego. Tylko są czasem takie sytuacje, teraz już coraz rzadziej, ale są, że inni mi o tym przypominają... np. najpierw mnie ktoś wkurzy, a potem słyszę stwierdzenie, wkurzyła się bo nie pali, bo rzuciła... Jest takie przeświadczenie, ktoś rzuca to lepiej mu zejść z drogi, ktoś nie pali to też... przecież to już prawie pół roku. Wszystko wróciło do normy i się toczy do przodu...?. (Dziennik, 10 października 2009 r.)
?Jest mi w tym stanie dobrze (chociaż mam gorsze chwile), a póki jest mi dobrze, to myślę, że dam rade... jednak pewności nie mam 100%? (Dziennik, 11 listopada 2009 r.)
?Z jednej strony czuje wolność bo nie muszę się ubierać i iść do sklepu, pamiętać żeby je zabrać, pamiętać o ogniu... To z drugiej strony, wiem, że nie jestem całkowicie bezpieczna, bo w każdej chwili, jeśli tylko sobie na to pozwolę, mogę zapalić... Wszystko zależy ode mnie, a mogę mieć chwilę słabości... Gorszy dzień, gorszy moment, coś się wydarzy nieoczekiwanego. Co prawda do tej pory sobie radziłam, ale nie mam 100% pewności, że nie wydarzy się nic nowego ani że sobie poradzę...?. (Dziennik, 11 grudnia 2009 r.)
?Co mam zrobić jutro zrobię dziś, bo dziś jest trudniejsze, a ja lubię pod górkę;))) Tak też jest z rzucaniem. Wiadomo, że jutro jest łatwiej, wiele spraw wcześniej odkładałam na jutro nie tylko rzucanie, ale i codzienne nieporozumienia- jutro, jutro wyjaśnię, ale teraz wiem, że nie ma na co czekać. Kujmy żelazo póki gorące. Jaki z tego wniosek, a taki, że nie tylko nie pale, ale i się zmieniłam. Pewne ważne rzeczy przysłaniał mi dym, chowałam się za nim(?).Zrozumiałam wiele rzeczy, chyba teraz nawet bardziej znam siebie. Bez papierosa widzę dokładnie swoje reakcje, chyba dopiero teraz jestem prawdziwa ja. Wcześniej niekiedy zamiast powiedzieć nie, zezłościć się, wykrzyczeć, że nie podoba mi się- unikałam tego czasem, bo po co się kłócić, gdy ma się 5 min. przerwy, trzeba zrobić coś ważniejszego- zachłysnąć się, po kaszleć, poczekać aż zakręci się w głowie, a na koniec wziąć gumę. (?)Tak było. Wstrętnie się wtedy czułam, czułam się okropnie, jak wyrzutek, ale nadszedł ten czas, by coś zmienić. (?)Zmieniam w sumie do dziś, jeszcze wiele przede mną (mam taką nadzieje) tym bardziej, że już nie skracam sobie sama tego życia. (?)Wypełniłam lukę, która została po fajkach bardziej przyjemnymi rzeczami. Bo nie będę sobie wmawiać, że tej luki nie było, była, była luka po fajkach, w końcu to zajęcie troszkę czasu dziennie mi zajmowało. Teraz w ramach tej luki, preferuje wyjście na powietrze- pooddychać lub zrelaksować się. Znowu jest jak dawniej. Kładę się zamykam oczy, a wyobraźnia sama tworzy obrazy, w zależności od mojego nastroju?. (Dziennik, 29 kwietnia 2010 r.)
Ot moja historia w wielkim skrócie. Mogłabym na koniec napisać kilka rad i wskazówek, ale nie ma tu uniwersalnych reguł. Każdy musi dojść do pewnych rzeczy sam i znaleźć swój indywidualny sposób. Jedno jest pewne, że póki naprawdę czegoś nie chcemy to nam się to nie uda. Od szczerej, prawdziwej chęci wszystko się zaczyna.
NIE PALĘ= CHĘĆ+ MOTYWACJA+ UPARTOŚĆ W STĄPANIU PO OBRANEJ ŚCIEŻCE