Przegladajac forum i czytajac wasze historie postanowilam napisac cos o sobie.. a konkretnie o sytuacji ktora meczy mnie od jakiegos czasu...
Nigdy nie wierzylam ze mozna pokochac obcą osobe i ze te uczucia moga byc tak silne ze całkowicie zakłucą dotychczasowe życie.. Jestem w zwiazku od 2,5 roku po Nowym roku planowalismy razem zamieszkac ale teraz boje sie tej decyzji a moze raczej nie chce tego.. Chyba zrozumialam ze kocham mojego partnera jak przyjaciela a nie jak mezczyzne mojego zycia..w naszym zwiazku brakowalo ciepła o ktore ja zawsze musialam walczyc, czasem czulam sie jak jego rywalka a nie partnerka no ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic.. Pewnie pomyslicie sobie to dlaczego z nim jestem skoro nie jestem szczesliwa.. bo jest dobrym człowiekiem, potrafi naprawde kochac ale niestety nie umie okazac tego, jest zamkniety w sobie ale juz powoli to sie zmienia oczywiscie na lepsze... No tak, ale problem jest calkiem inny poniewaz poznalam meżczyzne który przewrocil mi swiat do gory nogami, nie jestesmy razem i nie mamy romansu ale towarzyszy mi w myslach kazdego dnia... Jest moim stomatologiem, trafilam do niego przypadkiem i nawet nie wiem kiedy zakochalam sie w nim..Mialam czeste wizyty ze wzgledu na kanalowe leczenie i takie tam.. Z niecierpliwoscia czekalam na kolejna wizyte, za kazdym razem przed mialam stres w co sie ubrać i tzw"motylki" w brzuchu nawet gdy czytam maila od niego..Ja nigdy tak sie nie zachowywalam, znam dużo przystojniejszych lekarzy i atrakcyjnych meżczyzn poniewaz wspólpracowali z moja firma ale oni mnie nie interesowali byli kolegami z pracy i to wszystko.. A tu nie potrafie sie skupic, zasypiam mysle o nim i gdy sie budze to samo, nawet nie mam ochoty na sex z moim partnerem i on zauwazyl ze zrobilam sie jakas obojetna.. Pewnie gdybyśmy przechodzili obok siebie na ulicy nie zwrocilabym na niego uwagi... Nigdy nie myslalam ze pomiedzy ludzmi moze byc tak silna "chemia", nawet nie rozmawiajac ze soba i tak naprawde nie znajac sie potrafia wywrzec na sobie takie emocje..
Byc moze to jest tylko jednostronne ale wydaje mi sie ze nie jestem mu obojetna, widze ze sie denerwuje przy wizytach, poswieca mi bardzo duzo czasu... Juz sama sie pogubilam i myslalam ze to tylko jest zauroczenie ale wystarczy ze na mnie spojrzy i zapominam jak sie nazywam.. To trwa juz pól roku, zaczelam odmawiac wizyt bo myslalam ze to minie ale tesknilam jeszcze bardziej .. Tydzien temu mialam ostatnia wizyte- powiedzialam ze nie bede na razie przychodzic bo nie mam czasu i ze w sumie zakonczylam leczenie.. napisal mi ze ma nadzieje ze sie zamelduje po Nowym Roku..
Mam metlki w Glowie, wiem ze krzywdze mojego partnera i ze go zaniedbalam i wiem ze musze podjac decyzje zeby nie ranic go.. Dlatego postanowilam spedzic świeta sama zeby sie pozbierac i podjac decyzje ale tak strasznie sie tego boje... Mam 31 lat, to nie sa jakies mlodziencze milostki a on jest 10 lat starszy.. Przyjaciólka kazala porozmawiac mi szczeze z tym moim lekarzem i powiedzieć mu co sie dzieje albo calkowicie odizolowac sie od niego ale co ja mam mu powiedziec ze go kocham.... Dlaczego gdy czlowiek mysli ze wszystko mu zaczyna sie ukladac pojawiaja sie takie historie...??
Wiem ze macie ważniejsze rzeczy i problemy.. Przepraszam ale czuje sie jak oblakana.. Potrafilam radzic sobie w bardzo trudnych sytuacjach a tu nie potrafie zapanowac nad soba.. Oby czas mi w tym pomógl..
Podobne tematy
Trochę dla zamydlenia oczu...
Przegladajac forum i czytajac wasze historie postanowilam napisac cos o sobie.. a konkretnie o sytuacji ktora meczy mnie od jakiegos czasu...
Nigdy nie wierzylam ze mozna pokochac obcą osobe i ze te uczucia moga byc tak silne ze całkowicie zakłucą dotychczasowe życie.. Jestem w zwiazku od 2,5 roku po Nowym roku planowalismy razem zamieszkac ale teraz boje sie tej decyzji a moze raczej nie chce tego.. Chyba zrozumialam ze kocham mojego partnera jak przyjaciela a nie jak mezczyzne mojego zycia..w naszym zwiazku brakowalo ciepła o ktore ja zawsze musialam walczyc, czasem czulam sie jak jego rywalka a nie partnerka no ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic.. Pewnie pomyslicie sobie to dlaczego z nim jestem skoro nie jestem szczesliwa.. bo jest dobrym człowiekiem, potrafi naprawde kochac ale niestety nie umie okazac tego, jest zamkniety w sobie ale juz powoli to sie zmienia oczywiscie na lepsze...
żeby przejść do prawdziwej przyczyny...
No tak, ale problem jest calkiem inny poniewaz poznalam meżczyzne który przewrocil mi swiat do gory nogami, nie jestesmy razem i nie mamy romansu ale towarzyszy mi w myslach kazdego dnia...
i opowiedzieć historię, w którą ciężko jest uwierzyć...
Jest moim stomatologiem, trafilam do niego przypadkiem i nawet nie wiem kiedy zakochalam sie w nim..Mialam czeste wizyty ze wzgledu na kanalowe leczenie i takie tam.. Z niecierpliwoscia czekalam na kolejna wizyte, za kazdym razem przed mialam stres w co sie ubrać i tzw"motylki" w brzuchu nawet gdy czytam maila od niego..Ja nigdy tak sie nie zachowywalam, znam dużo przystojniejszych lekarzy i atrakcyjnych meżczyzn poniewaz wspólpracowali z moja firma ale oni mnie nie interesowali byli kolegami z pracy i to wszystko.. A tu nie potrafie sie skupic, zasypiam mysle o nim i gdy sie budze to samo, nawet nie mam ochoty na sex z moim partnerem i on zauwazyl ze zrobilam sie jakas obojetna.. Pewnie gdybyśmy przechodzili obok siebie na ulicy nie zwrocilabym na niego uwagi... Nigdy nie myslalam ze pomiedzy ludzmi moze byc tak silna "chemia", nawet nie rozmawiajac ze soba i tak naprawde nie znajac sie potrafia wywrzec na sobie takie emocje..
Byc moze to jest tylko jednostronne ale wydaje mi sie ze nie jestem mu obojetna, widze ze sie denerwuje przy wizytach, poswieca mi bardzo duzo czasu... Juz sama sie pogubilam i myslalam ze to tylko jest zauroczenie ale wystarczy ze na mnie spojrzy i zapominam jak sie nazywam.. To trwa juz pól roku, zaczelam odmawiac wizyt bo myslalam ze to minie ale tesknilam jeszcze bardziej .. Tydzien temu mialam ostatnia wizyte- powiedzialam ze nie bede na razie przychodzic bo nie mam czasu i ze w sumie zakonczylam leczenie.. napisal mi ze ma nadzieje ze sie zamelduje po Nowym Roku..
ale nawet jeśli to prawda, to uważam, że słusznie chcesz zrobić
Mam metlki w Glowie, wiem ze krzywdze mojego partnera i ze go zaniedbalam i wiem ze musze podjac decyzje zeby nie ranic go.. Dlatego postanowilam spedzic świeta sama zeby sie pozbierac i podjac decyzje ale tak strasznie sie tego boje... Mam 31 lat, to nie sa jakies mlodziencze milostki a on jest 10 lat starszy.. Przyjaciólka kazala porozmawiac mi szczeze z tym moim lekarzem i powiedzieć mu co sie dzieje albo calkowicie odizolowac sie od niego ale co ja mam mu powiedziec ze go kocham.... Dlaczego gdy czlowiek mysli ze wszystko mu zaczyna sie ukladac pojawiaja sie takie historie...??
Wiem ze macie ważniejsze rzeczy i problemy.. Przepraszam ale czuje sie jak oblakana.. Potrafilam radzic sobie w bardzo trudnych sytuacjach a tu nie potrafie zapanowac nad soba.. Oby czas mi w tym pomógl..
Przepraszam,ale czy Ty sie informowalas ,czy on nie jest zonaty,czy nie ma dzieci.Moim zdaniem przede wszystkiem powinnas wziac to pod uwage,a dopiero potem myslec o nim jako ewentualnym partnerze.
I jeszcze jedno,jesli tak kochasz detyste,to co jeszcze robisz z narzeczonym,jestes z nim z litosci,czy z wyrachowania?
Niestety historia jest prawdziwa, jestem realistka a poza tym nie mam za duzo czasu na fantazje.. To co napisalam to tylko mała część tej histori..
Do Tima.. jasne ze sie informowałam a zreszta nie musialam bo samo wyszło w rozmowie.. nie ma żony i nie ma dzieci .. ale byl w zwiazku pare lat.. ale nie zaglebialam sie w ten temat..
Poza tym mam jedna zasade w życiu "nie rozbijam małzenstw" bo zawsze stawialam sie na miejscu tej skrzywdzonej..
Nie widze sie w roli kochanki, juz taka jestem .. ale i nie potepiam kobiet ktore nimi sa bo to nie zawsze jest tylko ich wina..
A czy jestem wyrachowana..nie wiem czy mialas na mysli korzysci finansowe-bo jestem niezalezna kobieta, mam prace i nie narzekam na zarobki.. Hmm mieszkanie kupil moj partner bo od jakiegos czasu to planował ale ja dokladalam sie do remontu i umeblowania go... skoro plany byly by zamieszkac razem.. teraz coraz bardziej na to naciska.. Nie wiem tak naprawde dlaczego jestesmy razem, zaczelo sie od wspolnych wyjsc, wyjazdów,potem urlopy i tak minelo 2,5 roku.. ale przez ten czas ani razu nie wzbudzil we mnie takich emocji i uczuc jak on..
k
5 2011-12-22 13:50:33 Ostatnio edytowany przez anna8301 (2011-12-22 13:54:31)
Oh jej, mnie tez kiedys spotkala taka chemia, wzajemne przyciaganie, niestety nic z tego nie wyszlo, bo to bylo jak uzaleznienie. Cos jak pragnienie, nagle porzadanie. Przestraszylam sie tego. Niesamowite, chcialabym jeszcze kiedys tego doswiadczyc.
Umow sie z nim, upewnij sie, ze on czuje to samo. Poznaj go, bo mozliwe, ze czar prysnie, ale jesli nie, nie przegap takiej szansy. Ja jeszcze pamietam ta namietnosc co mnie spotkala.
Koniecznie sie z nim umow, wyslij pikantnego emaila. Lepsza jedna namietna noc niz cale "nudne i stabilne" zycie. Bo to moze on jest twoja druga polowka...
to ja ostatnio "poznałam" bardzo fajnego (wiem to głupie trywialne słowo) chirurga szczękowego.Facet jest naprawdę....mhm... ma coś w sobie, samoistnie pojawia mi się uśmiech na twarzy, jemu też ![]()
Jeżeli nie jesteś szczęśliwa w swoim "starym" związku to przerwij go.Jeżeli coś czujesz do tego stomatologa i on coś czuje do Ciebie....TO WHY NOT???
:)
Pozdrawiam !
ehh to takie romantyczne:)
ale się zrobiło ...romantycznie=)