Cześć kobietki
Postaram się w miarę zwięźle i jasno przekazać Wam o co chodzi.
Mam 21 lat, jestem samotną matką prawie 3 letniej córki, która jest moim całym światem. Mieszkam z rodzicami, uczę się zaocznie oraz aktualnie prężnie szukam pracy. Jestem dojrzałą osobą, konkretną, ale jak widać i mnie przytrafiają się sytuacje bez wyjścia, kiedy potrzebuje się opinii innych.
PROSZĘ O SZCZERE WYPOWIEDZI, BEZ OSZCZERSTW BO KAŻDY MA PRAWO KOCHAĆ I NIE POWINIEN BYĆ ZA TO NEGOWANY!
ETAP 1. PT: "WAKACJE".
Poznałam GO w te wakacje, nad polskim morzem, zupełny przypadek. Poszliśmy na imprezę na której czuliśmy się świetnie w swoim towarzystwie. Zarówno ja jak i on dawno nie bawiliśmy się tak dobrze z nikim. Sporo też rozmawialiśmy tamtej imprezowej nocy. Nawet nie wiem kiedy na zegarku wybiła godz. 05:00. W stosunku do mnie był szczery i w porządku tamtego wieczoru. Czuliśmy się ze sobą jakbyśmy znali się od zawsze
Przyznał się, że jest żonaty. Nie miał obrączki. Gdybym wiedziała wcześniej zapewne nie skorzystałabym z zaproszenia na imprezę. Powiedział, że jego żona nie lubi takich miejsc, nie chciała przyjechać więc przyjechał z najlepszym kolegą oraz że w ich związku od dawna się sypie.
Następnego dnia - wyjeżdżałam do domu. Wymieniliśmy się nr. tel. Chociaż nie ukrywam, że wtedy był w moim oczach tylko: pewną osobą z którą spędziłam fajny wakacyjny czas.. i tyle. Nie pociągał mnie, nie zakochałam się wtedy. Widziałam w nim tylko fajnego kumpla z wakacji.
ETAP 2. PT: "WSPÓLNY WEEKEND".
Rozstałam się z partnerem i powiedziałam sobie: "potrzebny mi jakiś wyjazd, chcę odpocząć od tego wszystkiego".
Powiedziałam MU o tym. Sporo pisaliśmy poprzez pocztę internetową. Stosy wiadomości. No i tak się zaczęło - wspólnie zaczęliśmy planować wspólny wyjazd. Spotkaliśmy się w sob. rano do niedzieli wieczorem - najpiękniejszy czas w moim życiu. Dodam, że ja jestem z woj. kuj-pom, a on z mazowieckiego. Dzieliło nas jakieś 200 km. Przyjechał do mnie i pojechaliśmy nad jezioro w mojej okolicy. Wspólny pokój. Nie sądziłam, że się niedługo w nim zakocham. Chciałam tylko spędzić czas w dobrym towarzystwie. Wiedziałam, że on mnie nie zawiedzie.
No i tak było. Czułam się tak jak nigdy z nikim i jak nigdy w życiu.. Przecudowne chwile.. przecudowny seks.. i przecudowny facet.. takiego faceta - chciałabym mieć pomyślałam. Troskliwy, pracowity, zaangażowany w łóżku (lat. 30 więc trochę ode mnie starszy). Nigdy nie spotkałam się w ten sposób z nikim. On również i wiem, że tak jest, że to prosto z serca wypłynęło, było zupełnie szczere.
ETAP 3. PT: "TO CHYBA SEN?".
Ponieważ miałam pewne spotkanie nazwijmy: "biznesowe" w jego mieście. Pojechałam dzień przed pociągiem. To był pt. wieczór. Odebrał mnie z dworca. (Jego żona wyprowadziła się jakiś czas temu do swoich rodziców. Między nimi było źle, nawet na wspólnym urlopie czas spędzali osobno i wrócili pokłóceni, po czym ona się wyniosła. Ogólnie to kobieta wykształcona, ale leniwa (zarówno w życiu codziennym, w sprawach domowych typu gotowanie, zakupy itd) oraz w życiu łóżkowym. Nie mają dziecka. Ona jest osobą wiecznie narzekającą, mało zwariowaną - on wręcz odwrotnie - chętny do życia, energiczny, lubiący wyzwania).
Odebrał mnie z dworca i zabrał w pewne miejsce w którym spędziliśmy większość czasu. Z dala od miasta, tylko my, cisza, spokój. Przygotował szampana, zapalił świece. Dbał o mnie cały czas, przygotowywał jedzenie, kąpiel. Nigdy nikt o mnie nie dbał chociażby w taki sposób - byłam w siódmym niebie. Wtedy się zakochałam.
Okazało się, że jesteśmy podobni, mamy wiele wspólnych tematów, wiele nas łączy, mamy podobne zdanie na dany temat.
W łóżku - istne spełnienie, nigdy nie czułam z nikim takiego szczęścia. Nigdy nie czułam się tak wyjątkowo jak z nim.
Przeszłam 3 poważne związki więc jakieś tam porównanie mam. Gdy skończyła się ta sielanka (czas mojego wyjazdu) było nam strasznie ciężko się rozstać, wyglądaliśmy i zachowywaliśmy się jak para..
ETAP 4. PT: "ZEJDŹ NA ZIEMIE DZIEWCZYNO".
Wszystko układało się cudownie. Rozmawialiśmy przez skype min, ale nawet i bez tych rozmów - czułam, że żyję jak nigdy! Nie musiałam go słyszeć, widzieć, a czułam się mimo wszystko najszczęśliwsza na świecie. Nie jestem w stanie tego nawet opisać. Nigdy nie przeżyłam takich uczuć.. Czułam, że mogę dla niego zrobić wszystko.. Poświęcić się, zmienić swoje dotychczasowe życiowe całkowicie - dla niego. Nigdy wcześniej dla nikogo nie byłam w stanie zrobić tyle co dla niego bo nigdy nie kochałam z taką siłą. On również czuł się przy mnie spełniony, szczęśliwy i wyjątkowy. Powiedział, że przy mnie odżył, że czuje się jak zakochany nastolatek, że nie sądził, że tak szybko zaiskrzy między nami.
Do czasu było pięknie.. ONA wyprowadziła się na jakieś 2 m-ce, może trochę dłużej.
On w tym czasie doszedł do wniosku, że brakuje mu JEJ. Ze wszystkiego zwierzał się mi na bieżąco. Cierpiałam wtedy strasznie i nadal cierpię bo nadal go kocham. Nie mogłam przyjąć do wiadomości, że to ją ma w głowie. Nie mogłam zrozumieć tego, że nie był z nią szczęśliwy, że żyli od dłuższego czasu obok siebie, a nie razem, zdradził ją ze mną kilkakrotnie - a teraz mu jej brakuje!!! Napisał mi nawet, że nie widzi w tym sensu, logiki i miłości, a mimo to chce żeby wróciła do niego i cały czas coś go ciągnie ku niej. Moim zdaniem przyzwyczajenie.. 10 lat związku.. i nic więcej bo najwyraźniej nie łączyło ich życie na co dzień, szczęście ani łóżko. Wiedział co czuję do niego i doskonale wiedział jak bardzo mnie tym rani.
Wróciła do niego niedawno po rzekomej kłótni w domu.. poprosiła go o nocleg..
Czyli niby wniosek prosty: nie ważne w jaki sposób, ale teraz są razem
![]()
Zwierzył mi się z tego. Napisał, że jestem jedyną osobą której może powiedzieć wszystko i przy której czuje się sobą. Napisał, że wróciła, że wyszedł z domu w tym momencie z kolegą by ochłonąć. Napisałam mu jak bardzo bolą mnie te słowa. On natomiast, że też o mnie myśli, że to tak nie jest, że ma to wszystko gdzieś, że może narazie nie potrafi inaczej, że też tęskni za mną i właśnie, że jestem tą jedyną osobą przy której czuje się naprawdę sobą.
I jak tu Kochane faceta zrozumieć
??
Wrócili do siebie. Ciężko mi chwilami strasznie jak sobie pomyślę, że teraz są razem.
Cały czas tylko mam nadzieję, że ON się przekona co stracił, jak wiele, że z nią nie stworzy nic dobrego.
Moim zdaniem między nimi nie będzie tzw: "miodu" po tym co mi opowiadał, ale może się mylę??
Pewnie zaraz mnie skwitujecie, że tylko się mną zabawił! Mam takie słowa gdzieś! To nieprawda!
Cały czas mamy kontakt chociaż nie widzieliśmy się od października. On czasem odzywa się pierwszy.
Martwi się, że mnie rani cały czas. Pyta się co u mnie i u mojej córki. Chce mieć ze mną kontakt.
Cały czas liczę, że się rozejdą.. Ona nie raz mówiła mu, że ma iść na inne, że ma jej rzucić papiery o rozwód (dziwna ta laska).
Czuję, że gdybym to ja była z nim moje życie nabrałoby koloru i rozpędu, że razem bylibyśmy w stanie stworzyć naprawdę fajny związek pełen miłości i szczerości. Spędzić fajne życie bo czuję, że uzupełniamy się wspólnie, że łączy nas ogromna więź.. On czuje to samo nie raz mi mówił, że gdybyśmy mieszkali bliżej siebie - jego życie wyglądałoby całkiem inaczej. Dla mnie odległość, jego stan personalny (mam na myśli, że jest żonaty), to nie problem, ale czy słusznie?? Skoro on jest z nią.. Skoro wróciła.. Co ja mam teraz zrobić
? Jak mam sobie z tym poradzić? Są lepsze i gorsze chwile, ale wiem jedno - strasznie mi zależy na nim i napewno długo będę go miała w głowie jak i w sercu. Jeśli nie - całe życie. To dla mnie ktoś wyjątkowo wyjątkowy.. mimo wszystko.