Witam wszystkich, bardzo proszę o radę i ocenę mojego związku bo nie wiem czy sama zwariowałam czy z nim jest cos nie tak.
Jestem z chłopakiem od 1,5 roku bardzo się kochamy ale ciągle się kłócimy, żyć bez siebie nie możemy ale ze sobą też nie
Kilka razy już się niby rozstawaliśmy, krzyczeliśmy ze to koniec raz mieliśmy przerwę ale po ok 2 miesiącach wróciliśmy.
Mój chłopak jest strasznie zazdrosny, zaborczy, apodyktyczny, czepliwy, wszędzie widzi problemy i powód do poważnej rozmowy ale też bardzo czuły, kochający, romantyczny...
Praktycznie od zawsze walczymy ze sobą i powoli mi się to znudziło. Ja mam dość życia tylko z nim tzw. nie wolno mi niczego, wychodzić z koleżankami, cieszyć się z rzeczy których nie robiłąm z nim,On czas chce spędzać tylko ze mną, ogranicza mnie bardzo, obraża się kiedy idę na siłownie, do biblioteki, na zakupy, obraża się że spędzając z nim popołudnie mogę chcieć wziąć książkę i mieć ochotę ją przeczytać. Ciągle sprawdza mojego facebooka kiedy tylko mam nowego znajomego dzwoni, dopytuje kto to, jak się poznaliśmy... sprawdza mój tel, kiedy wychodzę z pokoju. Jest zazdrosny nawet o mój dobry kontakt z rodzicami bo powinnam kochać tylko jego O.o
Od ok 2 miesięcy jest fatalnie ciągle cię kłócimy, dochodzi do szarpaniny, popycha mnie w kłótni, miesiąc temu kiedy się kłóciliśmy zaczął mnie szarpać za włosy ja go uderzyłam w twarz a on mi oddał. Pogodziliśmy się po tym choć uważam że nie powinien mi oddać, może się mylę ale uderzenie kobiety w twarz chyba jest gorsze przynajmniej dla mnie.
Kilka dni temu zrobił coś przez co z nim "zerwałam" Ten wieczór mieliśmy spędzić osobno, miał zaprowadzić auto do mechanika a ja w domu rodziców nocowałam, kiedy zadzwonił jak leci i powiedziałam mu że mam zamiar podjechać do przyjaciółki bo dawno się nie widziałyśmy zaczął jak zwykle awanturę, pokłóciliśmy się bo jemu sie to nie podobało, bo powinnam siedzieć w domu bo wcześniej mu nie wspominałam żę chce do niech podjechać ja rzuciłam tel i kazałam mu się uspokoić. Kiedy 40 minut później wsiadałam do auta żeby jechać on czekał na mnie na parkingu był wściekły, że zdecydowałam się zaczęłam z nim rozmawiać żę to normalne, że nie robie nic złego, zaczeliśmy się kłócić, dałam spokój wsiadłam do auta i chciałam jechać on najpierw zagroził mi że nie wyjade bo mnie zablokuje, próbował ale nie udało mu się, ale zaczął za mną jechać, na każdych swiatłach wysiadał i walił mi w okno że on musi ze mną porozmawiać, ciągle dzwonił, krzyczał na mnie mówił że go oszukuje, kiedy się zatrzymałam i wsiadł do mnie do auta ciągle sie darł ja równiez, powiedzieliśmy sobie wiele przykrych słów, oddałam mu klucze od jego mieszkania, powiedziałam że jest wariatem i nie wytrzymam z kimś takim dłużej on mi napluł do auta i wyszedł tylko po groźbie za zadzwonie do jego rodziców i opowiem jaki jest ich kochany synek.
JA bardzo go kocham i nie wiem jak bez niego żyć ale nie wyobrażam sobie żyć w związku z tak apodyktyczną i agresywna osobą, on ciągle mówi że się zmieni i często się starał i to robił. Właściwie konflikty pojawiają się tylko kiedy ja chce wyjść poza jego świat a przecież życie nie polega tylko na być ze sobą i patrzeniu sobie w oczy
Teraz mnie przerasza, płacze, mówi że mnie kocha, że jestem całym jego światem i wiem że tak jest ale z 2 strony po tym co ostatnio zrobił boje się go trochę z tej strony nie znałam go i chyba nie wierze żę się zmieni, bo przecież my mieliśmy juz swoja drugą szansę. Dziwne jest dla mnie to że mimo przeprosin on chyba usprawiedliwia swoje zachowanie tym żę to ja go sprowokowałam i on zachował się niby źle ale wnioskując po jego wypowiedzi nie uważa żę to było coś nienormalnego, chorego...
Czy jest sens dawania sobie kolejnych szans ?? Kocham go bardzo i kiedy jest między nami dobrze jest mi wspaniale ale czy faktycznie ktoś może zmienić aż tak swój charakter??