Witam wszystkich,
jestem nowa, mam nadzieje, ze nie dubluje jakiego tematu, jesli tak przepraszam. Mam problem ze swoim chlopakiem. Po krotce.. Jestesmy ze soba przeszlo 5 lat. Nie mieszkamy blisko siebie, ale to nie bylo nigdy problemem, on przyjezdzal do mnie a ja do niego, czasem na cale weekendy. Wolne zawsze spedzalismy razem. Ten rok byl dla nas ciezki. Sprzeczki zdarzaly sie coraz czesciej po ktorych ZAWSZE ja wyciagalam reke.
On jest bardzo uparty i jezeli nawet on spowodowal sprzeczke, to zawsze ja pierwasza wyciagalam reke, poniewaz wiedzialam, ze on tego nie zrobi. A taka cisza- to dla mnie zmarnowany czas.. I zawsze jak ja poprosilam o spotkanie, zgadzal sie, jak dzwonilam-odbieral i owszem przepraszal pozniej i twierdzil, ze on sam by sie w koncu odezwal. Prawda jest taka, ze przyzwyczail sie do tego, ze ja predzej czy pozniej sama przyjde i tak bylo..-wiem to okropne..
W marcu postanowil, ze chce odejsc, bo musi wszystko przemyslec, ze chyba woli byc sam. Tak poprostu z dnia na dzien.. Dla mnie byl to ogromny szok.. Plakalam, nie moglam sie ogarnac, dzwonilam do niego nie odbieral albo mowil, zebym dala mu spokoj. Ja nie moglam pojac jak mozna przestac kochac z dnia na dzien... A swiadkiem tego rozstania byla moja przyjaciolka. Pisalam smsy, dzwonilam ..cisza. Jakies 2 tygodnie pozniej przyjechal tylko po to zeby mi oddac lancuszek i inne rzeczy co mu dalam... Blagalam zeby sie opanowal, pytalam dlaczego, co ja mu zrobilam..odpowiadal ze nic ze chce byc sam..Myslalam czy nie ma innej, ale raczej nie bylo. W koncu dalam sobie spokoj. Znajomi wyciagali mnie na imprezy, gdyby nie moja paczka cięzko by ze mna bylo. Mijal kwiecien, na swieta Wielkanocne dostalam od niego "suche" oklepane zyczenia. Nie odpisalam odrazu, po paru godzinach zwykle "nawzajem". Przezylam to wszystko strasznie, jestem bardzo wrazliwa osoba i niestety to sie uzewnetrznia.. Przyszedl maj jak gdyby nigdy nic na imprezie na ktorej bylam ze znajomymi, przeprosil a ja go przyjelam spowrotem.. Potem bylo wszystko fajnie. Myslalam, ze juz wszystko sie ulozy wraz z koncem moich studiow, ze bedzie latwiej. Nawet mowil o zareczynach.
Ale z czasem zaczelo sie psuc. Koniec studiow, szukanie pracy... to wszystko mnie zdolowalo, bo on mnie nie wspieral wogole, myslal tylko o sobie, kolegach, kupnie samochodu. Sprzeczki po ktorych zawsze ja musialam dzwonic wyjasniac nawet jak byly z jego winy. Planowalam z grupa znajomych jechac na wakacje, na ktore on nie mial ochoty, wiec pytalam czy mam jechac sama i o dziwo sie zgodzil.. Wyjechalam, prawie nie dzwonil i nie odbieral moich telefonow. Po powrocie mial do mnie pretensje ze wogole pojechalam, a jak wrocilam i zapytalam czy gdzies razem skoczymy to odpowiadal ze nie. Po powrocie z wakacji spedzilam z nim tydzien czasu, pozniej co tydzien na weekendy jezdzilam do niego, zrobilam mu prezent na urodziny. Niby bylo ok, ale tylko jak bylam z nim. Jak wracalam do domu, olewal mnie, nie dzwonil, nie pisal lub jak ja dzwonilam rozmawial olewczo. Wolal spedzac czas z kolegami.
A potrzebowalam wsparcia bardzo.. W miedzy czasie szukanie pracy, o ktora ciezko. zaczynal sie dol.. Nie widzielismy sie 2 tyg, ale dzwonilam do niego codziennie a on czasami.. Postanowilam z nim powaznie porozmawiac, poprosilam o spotkanie, pojechalam do niego na 2 dni. Oczywiscie bylo pieknie. Do tego planowanie sylwestra razem (sam zaczal temat), mowil ze kocha, itp. Na drugi dzien jak wrocilam ostatnia rozmowa przez tel. brzmiala tak, ze jak zapytalam kiedy on do mnie przyjedzie, powiedzial ze nie chce mu sie autobusem (a jak ja tak jezdzilam do tej pory przez oststnie miesiace to mi sie musialo chciec), a nie bedzie pozyczal samochodu -a dzieli nas kilkadziesiat km, potem jeszcze zaczal mi mowic ze ma mnie dosc zebym mu dala spokoj -dodam ze byl wtedy podciety-jak zapytalam gdzie jest? nie chcial odpowiedziec potem krecil cos i w koncu zaczal krzyczec ze ma mnie juz dosc! i mam sie odwalic! itp.-tylko dosadniej.. postanowilam nie byc wiecej ofiara losu, miarka sie przebrala, odpisalam mu ze tym co powiedzial zakonczyl nasz zwiazek i odwale sie, ze bylam dobra tylko wtedy jak ja przyjezdzalam i pare innych slow. Plakalam i zastanawialam sie co ja mu zrobilam, dlaczego mnie tak potraktowal..
Na drugi dzień dzwonil 3 razy, nie odbieralam, bo zawsze to ja do niego pierwsza pisalam, dzwonilam, lub jechalam z wyciagnieta reka i wybaczalam odrazu nawet po 1 smsie. Pomyslalam ze teraz tak nie bedzie... I co.. do tej pory cisza juz, a minelo 15 dni. Myslalam, ze jesli mu zalezy przyjedzie wykona jakis ruch a tu nic..
Moja przyjaciolka -zna nas oboje- twierdzi ze wreszcie sie wzielam w garsc bo do tej pory zachowywalam sie jak kretynka, bo odrazu mu sie narzucalam, wydzwanialam i on traktowal mnie jak "pewniaczke" o ktora juz nie musi sie starac bo i tak czeka, albo wroci predzej czy pozniej, a przez to przestawal mnie szanowac...
Ja sie twardo nie odzywam, boli, zajmuje czyms czas. Nie wiem czy sie odezwie. Zyc trzeba.. tyle lat razem a on ma to gdzies.. Nie wiem co robic dalej..czasem mnie korci zeby sie odezwac.. Tak dlugo jeszcze ciszy nie bylo.. Co on mysli..
Prosze o jakas rade, przepraszam za tak dlugi wywod pewnie haotyczny, musialam sie wygadac, a raczej wypisac..