Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

Temat: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Mam problem z bliską mi koleżanką, a może już byłą koleżanką, bo nie mamy żadnego kontaktu od kilku miesięcy. Przyznam szczerze, że czasem mi jej brakuje, ale nie wiem czy warto wyciągnąć rękę jako pierwsza.
Z M. znałyśmy się dobre 2lata, jest osobą bardzo bezpośrednią, otwartą i energiczną, więc trochę moje przeciwieństwo, bo ja jestem raczej skryta, nieśmiała i nie lubię wychodzić z inicjatywą. Nie zawsze się zgadzałysmy, ale dobrze spędzało nam się czas, rozmawiało.

Zgrzyt pojawił się kiedy zaczęła być nieco zazdrosna o inne znajome i o to, że poświęcam im czas. Z czasem zaczęła robić mi wyrzuty, że nie wychodzę z inicjatywą, że to ona zwykle proponuje spotkanie. Problem w tym, że ona oczekiwała, że będziemy spotykać się możliwie jak najczęściej, a ja nie zawsze czułam się na siłach, miałam czas. Spotkania z M. to z reguły kilka godzin, bo nie uznawała "szybkiej kawy", fakt, same spotkania były przyjemne, ale zburzaly mi porządek dnia na tyle, że nie wyobrażałam sobie co tydzień poświęcać jej aż tyle czasu.

O co poszło, że przestałyśmy się odzywać do siebie? Po raz kolejny zarzuciła mi, że nie wychodzę z inicjatywą, po raz kolejny wyjaśniłam w czym rzecz, na co ona, że nie angażuję się w znajomość z nią. Przyznam szczerze, że wtedy coś we mnie pękło. Akurat byłyśmy na etapie, kiedy nasza znajomość się rozluźniła, bo ona akurat zmienila pracę i była tym zaabsorbowana, z kolei u mnie mąż złamał nogę, więc doszło mi obowiązków. Dodam, że mam inne koleżanki i każda na swój sposób zaproponowala pomoc: a to zakupy, a to przewieźć coś czy pomóc w domu. Każda tylko nie ona. Trochę mnie to zabolało, bo traktowałam ją jako bliższą koleżankę i będąc w odwrotnej sytuacji na pewno zaproponowalabym jej wsparcie. M. w ogóle nie poruszała tematu, za to naciskała na spotkanie. Kiedy zarzuciła mi brak zaangażowania, wygarnęłam jej, że nie powinna robić mi wyrzutów, kiedy sama nie jest bez skazy. I tu przytoczyłam, że mam teraz trudny okres, każda koleżanka zaproponowala pomoc, tylko nie ona, więc w sumie też mogę zarzucić jej, że nie podchodzi poważnie do naszej relacji, skupiona jest głównie na sobie i że spodziewałam się po niej czegoś więcej. Oczekiwałam, że odniesie się do tego, odeprze zarzuty, usprawiedliwi się, a ona cały mój obszerny wywód skwitowała do słowa "w porządku". Domyślam się, że chciała mnie wkurzyć tym tekstem, więc po prostu nie odpowiedzialam. Od tego czasu nie mamy kontaktu.
Biję się z myślami czy się nie odezwać, ale zabolało mnie, że tak zlekceważyła to, co miałam do powiedzenia i w sumie nie mam ochoty po takim potraktowaniu kontynuować znajomość. Boję się, że jeśli się pogodzimy, to za jakiś czas znowu powrócą pretensje i oczekiwania, a prawdę mówiąc momentami bardzo mnie to męczyło. Z drugiej strony tęsknię za tym jak było, kiedy było dobrze. Wydaje mi się, że M. jest zbyt dumna, żeby wyciągnąć rękę pierwsza, a może po prostu swoim zachowaniem pokazała, że jej nie zależy... Nie chcę wyjść na desperatkę, też mam swoją dumę, ale może źle postępuję, że nie próbowałam wtedy wymusić na niej innej, mniej lakonicznej (lekceważącej?) reakcji.
Co myślicie?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Po co wam na siłę ta przyjaźń? Ona irytuje ciebie, ty irytujesz ją. Chyba sie stało dobrze dla was obu? Czasami pewne relacje sie nie układają jak u was i szkoda dla nich czasu. Nie zamierzam źle pisać, ani o niej, ani o tobie, po prostu wam nie po drodze ze sobą. Tak bywa.

3 Ostatnio edytowany przez nieepewnaa (2021-01-27 08:51:24)

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

To jednak 2lata znajomości. Rzeczywiście się różnimy, ale skoro taki czas wychodzilo... Dobrze się przy niej czułam, zawsze miło wspominam wspólnie spędzony czas. Z drugiej strony kiedy pojawiały się trudności nie była dla mnie oparciem, zbywała żartem albo szybko zmieniała temat. To mnie chyba najbardziej bolało, że z czasem, kiedy się dało, wolałam udawać, że wszystko w porządku zamiast jej się zwierzyć i denerwować jeszcze bardziej. Staram się myśleć racjonalnie, stąd moje wątpliwości.

4

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Racjonalnemu myśleniu przeszkadzają emocje, których u Ciebie mnóstwo. Ty zaś, zamiast dać im ujście, hodujesz je.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

5

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?
Wielokropek napisał/a:

Racjonalnemu myśleniu przeszkadzają emocje, których u Ciebie mnóstwo. Ty zaś, zamiast dać im ujście, hodujesz je.

To w jaki sposób mam się pozbyć tych emocji?

6

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Odpłakać, odsmutkować, odżałować, odzłościć się, przestać udawać, czyli być szczerą i wyjaśnić z nią to, co Cię uwiera, gryzie. Podejmując z nią rozmowę musisz być gotowa do usłyszenia niezbyt wygodnej prawdy o sobie. Kolejnym krokiem jest zakończenie grania ofiary, to trudne, bo rola ta niesie ze sobą sporo korzyści.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

7

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?
Wielokropek napisał/a:

Odpłakać, odsmutkować, odżałować, odzłościć się, przestać udawać, czyli być szczerą i wyjaśnić z nią to, co Cię uwiera, gryzie. Podejmując z nią rozmowę musisz być gotowa do usłyszenia niezbyt wygodnej prawdy o sobie. Kolejnym krokiem jest zakończenie grania ofiary, to trudne, bo rola ta niesie ze sobą sporo korzyści.

Ja jej rozpisałam co mnie gryzie i dlaczego uważam, że sama nie jest bez skazy i zanim zacznie mi robić wyrzuty niech oceni swoje postępowanie. To ją najwidoczniej rozzłościło. Przyznałam, że nie jestem bez winy, ale nie ma prawa mówić o braku zaangażowania skoro sama zachowuje się tak jak się zachowuje.

Czym jest rola ofiary? Czy jak ktoś sprawi mi przykrość to wychodz na to, że gram ofiarę? Jak zachowa się nie-ofiara wobec osoby, która nie jest do końca w porządku?

8

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Pokrętne jest Twe myślenie. Skoro ona nie jest kryształowa, to według Ciebie nie może mówić o tym, co w Twym zachowaniu jej nie odpowiada? Wybacz, ale to myślenie rodem z piaskownicy, tym bardziej, że sama nie będąc bez zmazy i skazy rąbiesz jej w oczy jej "przewiny" wobec Ciebie. Hipokryzja.

Naprawdę nie wiesz na czym polega rola ofiary? Na roztrząsaniu bez końca zachowań innych wobec Ciebie, na ciągłym powracaniu do przeszłości. I o jakim i czyim porządku myślałaś pisząc "(...) nie jest do końca w porządku (...)"?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

9 Ostatnio edytowany przez nieepewnaa (2021-01-27 10:49:16)

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Napiszę tak. Odnośnie tego, że jest wątpliwym wsparciem jej nigdy nie mówiłam, po prostu przestałam jej się zwierzać z problemów. Wiedziałam, że nie jestem idealna, ona nie raz zwracała uwagę, że chciałaby dużo częściej się widywać, że powinnam częściej proponować jej spotkanie itp. Pracowałam naf tym w miarę możliwości. Z kolei kiedy powiedziała, że uważa, że się nie angażuję, to nie wytrzymałam i zapytałam czy ona uważa, że ona sama się angażuję i tu podałam pierwszy z brzegu przykład, że nigdy nie zapytała, a mieszka najbliżej ze wszystkich znajomych, czy nie potrzebuję pomocy w zakupach czy czymkolwiek, a wielokrotnie mówiłam, że jestem zmęczona sytuacją, oczekiwałam chociaż słowa wsparcia, a ona zmieniała temat. Jak ona miała z czymś problem, to od razu proponowałam jej pomoc, poświęcałam jej czas, myślałam, że na tym polega zdrowa relacja i że działa to w obie strony. Nie tylko spotkania przy kawie, wyjścia, żarty, ale wsparcie w gorszych momentach.

Pewnie faktycznie zgrywam ofiarę i naprawdę nie wiedziałam, nie robiłam tego nigdy celowo, myślałam, że taki mam charakter, że długo trawię i emocje mną rządzą. Nawet sobie wygooglałam o co w tym chodzi.

10 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2021-01-27 11:33:01)

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?
nieepewnaa napisał/a:

(...) myślałam, że taki mam charakter, że długo trawię i emocje mną rządzą. (...)

To bardzo wygodne stwierdzenie, że nie masz wplywu na własne zachowanie. To sposób na pozbycie się, w swych oczach, odpowiedzialności. Na to, jakie i kiedy emocje do nas przychodzą nie mamy wpływu, ale na to, co z nimi i pod ich wpływem robimy już tak. Można hodować nieprzyjemne emocje, można udawać, że jesteśmy bezsilni, ale prawda jest inna. Inni poradzą sobie bez osoby, która uważa, że rządzą nią emocje, ale ona... ? Naprawdę będzie to dla niej komfortowa sytuacja?

Brak decyzji też jest decyzją.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

11

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Wychodzi na to, że dobrze wyszło, że nasze drogi się rozeszły. Chociażby dla niej.
Rozumiem, że chcąc "uzdrowić" sytuację i moje spojrzenie na nią powinnam zagadać, spróbować jeszcze raz wyjaśnić sytuację? Czy dać jej spokój i pozbyć się żalu zapominając o tej znajomości?

12

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Jestem wrogiem 'powinno się' w różnych odmianach. Co do 'próbowania' stosunek też mam jednoznaczny.

Chcesz zagadać? Zagadaj.
Chcesz wyjaśnić? Wyjaśnij.
Chcesz dać sobie spokój? Daj sobie spokój.

Wyciągnij jednak wnioski na swój temat. Albo nie.
I... uwierz, że jesteś odpowiedzialną za każdą swą decyzję.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

13 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2021-01-27 14:23:02)

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Czy to naprawdę aż takie dziwne, ze ktoś nie zaproponował dorosłej koleżance pomocy, bo jej mąż akurat złamał nogę? Autorko, może koleżanka zwyczajnie nie pomyślała, ze możesz tej pomocy potrzebować? Bo widzisz, są ludzie, którzy radzą sobie bez pomocy osób trzecich, mimo ze ich mąż czy żona w ogóle nie maja nogi albo nóg. Jakkolwiek zaoferowałabym pomoc koleżance, gdybym widziała/wiedziała, ze jej potrzebuje (w opisanej sytuacji nie jest to dla mnie oczywiste), to nie przyszłoby mi do głowy oczekiwać pomocy niejako z automatu, bo mój mąż złamał nogę. I w druga stronę to samo. Ale gdybym tej pomocy rzeczywiście potrzebowała, zwyczajnie bym o nią poprosiła. A już takie porównywanie, ze Kasia i Ola zaoferowały pomoc, a Basia nie - wydaje mi się w tej sytuacji nieco dziwne. Mam wrażenie, ze reagujesz tak, jakby Twój mąż został inwalida albo bardzo poważnie zachorował, a nie złamał nogę.

14

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?
Wielokropek napisał/a:

Jestem wrogiem 'powinno się' w różnych odmianach. Co do 'próbowania' stosunek też mam jednoznaczny.

Chcesz zagadać? Zagadaj.
Chcesz wyjaśnić? Wyjaśnij.
Chcesz dać sobie spokój? Daj sobie spokój.

Wyciągnij jednak wnioski na swój temat. Albo nie.
I... uwierz, że jesteś odpowiedzialną za każdą swą decyzję.

Jakieś wnioski poza tym, że odgrywam rolę ofiary? Czy to głównie o to chodzi? Pytam, bo nie wiem.
Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tą odpowiedzialnością za każdą decyzję, nie wydaje mi się, że ktokolwiek ucierpi jaka by nie była.

15

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?
Apogeum napisał/a:

Czy to naprawdę aż takie dziwne, ze ktoś nie zaproponował dorosłej koleżance pomocy, bo jej mąż akurat złamał nogę? Autorko, może koleżanka zwyczajnie nie pomyślała, ze możesz tej pomocy potrzebować? Bo widzisz, są ludzie, którzy radzą sobie bez pomocy osób trzecich, mimo ze ich mąż czy żona w ogóle nie maja nogi albo nóg. Jakkolwiek zaoferowałabym pomoc koleżance, gdybym widziała/wiedziała, ze jej potrzebuje (w opisanej sytuacji nie jest to dla mnie oczywiste), to nie przyszłoby mi do głowy oczekiwać pomocy niejako z automatu, bo mój mąż złamał nogę. I w druga stronę to samo. Ale gdybym tej pomocy rzeczywiście potrzebowała, zwyczajnie bym o nią poprosiła. A już takie porównywanie, ze Kasia i Ola zaoferowały pomoc, a Basia nie - wydaje mi się w tej sytuacji nieco dziwne. Mam wrażenie, ze reagujesz tak, jakby Twój mąż został inwalida albo bardzo poważnie zachorował, a nie złamał nogę.

Błędnie założyłam, że sama bym zaproponowała taką pomoc, zwykły ludzki odruch. Nie miałam o to żalu do momentu dopóki nie wyskoczyła do mnie, że mało się angażuję. Jeżeli na pytanie odnośnie tego co słychać, co bym nie mówiła, odpowiadała w stylu "aha, ok, za to ja..." to chyba nijak ma się to do bycia zaangażowaną w sprawy innych. Stąd taka a nie inna reakcja. Poczułam się zaatakowana i chciałam pokazać, że ona też super koleżanką w moim odczuciu nie jest.

16

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Wniosków mam sporo, ale chyba nie o to chodzi, bym to ja je miała. Warto, byś to Ty wyciągnęła je na swój temat.

Wszelkie pytania o to, co masz zrobić są - wybacz - przerzucaniem odpowiedzialności na innych. To samo było w relacji, która stała się źródłem wątku. Wnioski?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

17

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?
Wielokropek napisał/a:

Wniosków mam sporo, ale chyba nie o to chodzi, bym to ja je miała. Warto, byś to Ty wyciągnęła je na swój temat.

Wszelkie pytania o to, co masz zrobić są - wybacz - przerzucaniem odpowiedzialności na innych. To samo było w relacji, która stała się źródłem wątku. Wnioski?

W porządku. Nadal nie wiem o co chodzi, nie mam wniosków, przemyśleń co takiego złego zrobiłam, ale dziękuję za wypowiedzi.

18 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2021-01-27 16:15:20)

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?
nieepewnaa napisał/a:
Apogeum napisał/a:

Czy to naprawdę aż takie dziwne, ze ktoś nie zaproponował dorosłej koleżance pomocy, bo jej mąż akurat złamał nogę? Autorko, może koleżanka zwyczajnie nie pomyślała, ze możesz tej pomocy potrzebować? Bo widzisz, są ludzie, którzy radzą sobie bez pomocy osób trzecich, mimo ze ich mąż czy żona w ogóle nie maja nogi albo nóg. Jakkolwiek zaoferowałabym pomoc koleżance, gdybym widziała/wiedziała, ze jej potrzebuje (w opisanej sytuacji nie jest to dla mnie oczywiste), to nie przyszłoby mi do głowy oczekiwać pomocy niejako z automatu, bo mój mąż złamał nogę. I w druga stronę to samo. Ale gdybym tej pomocy rzeczywiście potrzebowała, zwyczajnie bym o nią poprosiła. A już takie porównywanie, ze Kasia i Ola zaoferowały pomoc, a Basia nie - wydaje mi się w tej sytuacji nieco dziwne. Mam wrażenie, ze reagujesz tak, jakby Twój mąż został inwalida albo bardzo poważnie zachorował, a nie złamał nogę.

Błędnie założyłam, że sama bym zaproponowała taką pomoc, zwykły ludzki odruch. Nie miałam o to żalu do momentu dopóki nie wyskoczyła do mnie, że mało się angażuję. Jeżeli na pytanie odnośnie tego co słychać, co bym nie mówiła, odpowiadała w stylu "aha, ok, za to ja..." to chyba nijak ma się to do bycia zaangażowaną w sprawy innych. Stąd taka a nie inna reakcja. Poczułam się zaatakowana i chciałam pokazać, że ona też super koleżanką w moim odczuciu nie jest.

Jesteś pewna, autorko, ze nie miałaś żalu wcześniej? Zal raczej nie pojawia się w odwecie... Jest albo go nie ma.

Nie mam pojęcia, jak było w tym konkretnym przypadku, ale chciałam Ci pokazać, ze być może z jej perspektywy wyglądało to inaczej. Jestem przekonana, ze mam ludzkie odruchy, ale nie dam głowy, ze na miejscu owej koleżanki, zaproponowałabym pomoc, bo gdybym nie zaobserwowała, ze koleżanka potrzebuje pomocy, mogłabym uznać, ze to tylko złamana noga (gdyby to ona złamała nogę, to co innego) i koleżanka nie tyle podoła obowiązkom, co podoła bez problemu. Nie mam pojęcia, czy możesz liczyć na te koleżankę i czy angażuje się w znajomość z Tobą, chce jedynie powiedzieć, ze w mojej opinii jej zachowanie w odniesieniu do tej konkretniej sytuacji o niczym nie przesądza. Nie uważam tez, by jej reakcja („w porządku”) na Twoja emocjonalna reakcje była dziwna czy nieodpowiednia. Wręcz przeciwnie. Moim zdaniem w tamtym momencie Twoja reakcja była mało dojrzała, a nie jej. Nie zdecydowała się na licytowanie się, kto jest lepszy, a kto gorszy. Punkt dla niej. Poza tym może podobnie jak ja nie uważa, ze zrobiła coś nie tak, nie biegnąc z pomocą dorosłej kobiecie, której mąż jedynie złamał nogę. Ty jej coś mocno nieuzasadnionego (aż) wygarnęłas, a ona (tylko) zachowała spokój. Tez bym nie odpierała nieuzasadnionych zarzutów, szczególnie gdyby mi ktoś coś zarzucał w mało atrakcyjnej formie. A Ty w jej spokojnej reakcji doszukujesz się złych intencji i pielęgnujesz myśl, ze jej zrównoważona reakcja była wymierzona w Ciebie. Sadze, ze w najgorszym wypadku za ta jej reakcja stała obojętność, choć obstawiam, ze po prostu poczuła się zażenowana Twoja reakcja. A jeśli chodzi o to, ze podczas Waszych spotkań nie dopytywała, co u Ciebie, to tez zależy od szczegółów. Może jej to nie interesuje, a może uważa, ze wyczerpałaś temat. wink Ale wydaje mi się dziwne zarzucać komuś brak zaangażowania (napisałaś, ze Ci to zarzuca), jeśli samemu nie jest się zaangażowanym w znajomość. Gdybym nie była zaangażowana w znajomość, czyjś brak zaangażowania byłby mi na rękę. Jak ona widzi Wasza znajomość, wie tylko ona sama. Jeśli chcesz się tego dowiedzieć, zapytaj u źródła.

19

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?
nieepewnaa napisał/a:

(...) Nadal nie wiem o co chodzi, nie mam wniosków, przemyśleń co takiego złego zrobiłam (...)

Hm... .
Jeszcze kilka godzin temu nie wiedziałaś, że grasz rolę ofiary. Dowiedziałaś się o tym, dowiedziałaś się na czym ona polega i zdecydowałaś się grać ją dalej. Widać, że korzyści, które dzięki niej masz są tak duże, że ani myślisz z niej zrezygnować.


Możesz, ale nie musisz, znaleźć te korzyści.
Możesz, ale nie musisz, pomyśleć, w jaki inny sposób te korzyści osiągać i czy one naprawdę, na dłuższą metę, są dla Ciebie dobre.
Możesz, ale nie musisz, odrzucić rolę ofiary.
Możesz, ale nie musisz, zobaczyć, czego chcesz, a czego nie chcesz, także w kontakcie z innymi.


Przeczytaj dwa pierwsze zdania z mej sygnatury i wyciągnij wnioski, na swój temat. Możesz też ich nie wyciągnąć, to przecież Twoje życie, Twoje decyzje, Twe konsekwencje. Chcesz być zagubionym dzieckiem we mgle? Bądź.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

20

Odp: Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?
Apogeum napisał/a:
nieepewnaa napisał/a:
Apogeum napisał/a:

Czy to naprawdę aż takie dziwne, ze ktoś nie zaproponował dorosłej koleżance pomocy, bo jej mąż akurat złamał nogę? Autorko, może koleżanka zwyczajnie nie pomyślała, ze możesz tej pomocy potrzebować? Bo widzisz, są ludzie, którzy radzą sobie bez pomocy osób trzecich, mimo ze ich mąż czy żona w ogóle nie maja nogi albo nóg. Jakkolwiek zaoferowałabym pomoc koleżance, gdybym widziała/wiedziała, ze jej potrzebuje (w opisanej sytuacji nie jest to dla mnie oczywiste), to nie przyszłoby mi do głowy oczekiwać pomocy niejako z automatu, bo mój mąż złamał nogę. I w druga stronę to samo. Ale gdybym tej pomocy rzeczywiście potrzebowała, zwyczajnie bym o nią poprosiła. A już takie porównywanie, ze Kasia i Ola zaoferowały pomoc, a Basia nie - wydaje mi się w tej sytuacji nieco dziwne. Mam wrażenie, ze reagujesz tak, jakby Twój mąż został inwalida albo bardzo poważnie zachorował, a nie złamał nogę.

Błędnie założyłam, że sama bym zaproponowała taką pomoc, zwykły ludzki odruch. Nie miałam o to żalu do momentu dopóki nie wyskoczyła do mnie, że mało się angażuję. Jeżeli na pytanie odnośnie tego co słychać, co bym nie mówiła, odpowiadała w stylu "aha, ok, za to ja..." to chyba nijak ma się to do bycia zaangażowaną w sprawy innych. Stąd taka a nie inna reakcja. Poczułam się zaatakowana i chciałam pokazać, że ona też super koleżanką w moim odczuciu nie jest.

Jesteś pewna, autorko, ze nie miałaś żalu wcześniej? Zal raczej nie pojawia się w odwecie... Jest albo go nie ma.

Nie mam pojęcia, jak było w tym konkretnym przypadku, ale chciałam Ci pokazać, ze być może z jej perspektywy wyglądało to inaczej. Jestem przekonana, ze mam ludzkie odruchy, ale nie dam głowy, ze na miejscu owej koleżanki, zaproponowałabym pomoc, bo gdybym nie zaobserwowała, ze koleżanka potrzebuje pomocy, mogłabym uznać, ze to tylko złamana noga (gdyby to ona złamała nogę, to co innego) i koleżanka nie tyle podoła obowiązkom, co podoła bez problemu. Nie mam pojęcia, czy możesz liczyć na te koleżankę i czy angażuje się w znajomość z Tobą, chce jedynie powiedzieć, ze w mojej opinii jej zachowanie w odniesieniu do tej konkretniej sytuacji o niczym nie przesądza. Nie uważam tez, by jej reakcja („w porządku”) na Twoja emocjonalna reakcje była dziwna czy nieodpowiednia. Wręcz przeciwnie. Moim zdaniem w tamtym momencie Twoja reakcja była mało dojrzała, a nie jej. Nie zdecydowała się na licytowanie się, kto jest lepszy, a kto gorszy. Punkt dla niej. Poza tym może podobnie jak ja nie uważa, ze zrobiła coś nie tak, nie biegnąc z pomocą dorosłej kobiecie, której mąż jedynie złamał nogę. Ty jej coś mocno nieuzasadnionego (aż) wygarnęłas, a ona (tylko) zachowała spokój. Tez bym nie odpierała nieuzasadnionych zarzutów, szczególnie gdyby mi ktoś coś zarzucał w mało atrakcyjnej formie. A Ty w jej spokojnej reakcji doszukujesz się złych intencji i pielęgnujesz myśl, ze jej zrównoważona reakcja była wymierzona w Ciebie. Sadze, ze w najgorszym wypadku za ta jej reakcja stała obojętność, choć obstawiam, ze po prostu poczuła się zażenowana Twoja reakcja. A jeśli chodzi o to, ze podczas Waszych spotkań nie dopytywała, co u Ciebie, to tez zależy od szczegółów. Może jej to nie interesuje, a może uważa, ze wyczerpałaś temat. wink Ale wydaje mi się dziwne zarzucać komuś brak zaangażowania (napisałaś, ze Ci to zarzuca), jeśli samemu nie jest się zaangażowanym w znajomość. Gdybym nie była zaangażowana w znajomość, czyjś brak zaangażowania byłby mi na rękę. Jak ona widzi Wasza znajomość, wie tylko ona sama. Jeśli chcesz się tego dowiedzieć, zapytaj u źródła.

Bardzo, bardzo dziękuję za tą odpowiedź smile
Teraz rozumiem czym mogła się kierować pisząc, że w porządku. Z drugiej strony raczej nie jest ona osobą, która jest oszczędna w słowach i jeśli nawet czuła zażenowanie, to z reguły pisała wprost. Żeby nagle nie wyszło, że napisałam histerycznie, jakiś ckliwy wywód jaka to ona niedobra. Nie, celowo dałam czas na ochłonięcie, napisałam w skupieniu, potem przeczytałam dwa razy i dopiero. M. to osoba dość porywcza, zaskoczona byłam jej reakcją, ale może faktycznie uznała, że nie ma co się licytować. Miałam, mam żal, że wyszło, że ja jestem ta zła, bo nie poświęcałam jej tyle czasu ile oczekiwala, a co gorsza poświęcałam go innym (znajomi wpadali a to z zakupami, a to tak posiedzieć, zapytać co słychać). To była moja wielka wina, o co robiła aferę i stroiła fochy. Więc i ja tupnęłam nogą, bo ile można.

Nie będę dociekać, bo podobnie jak ona nie jestem osobą, która będzie się prosić, minęło za dużo czasu, żadna do tej pory nie wykazała inicjatywy, więc nie ma co drążyć.

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy warto wyciągnąć rękę na zgodę?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018