Moje ostatnie obserwacje podsuwają dosyć smutne wnioski, że zdecydowana większość ludzi mówi wyłącznie o sobie, jakby zapominając, że rozmówcy również należy się uwaga. Coraz mniej w tym wszystkim prawdziwego dialogu, zauważenia problemów drugiego człowieka, coraz więcej natomiast egocentryzmu i podejścia typu ,,mi to się po prostu należy". Czy naprawdę umiejętność słuchania jest dziś towarem deficytowym, wynikającym z faktu, że jest ogromnie trudną sztuką czy może występuje tu wyłącznie brak dobrej woli i chęci zauważenia, że po drugiej stronie siedzi ktoś, kto być może również ma jakieś problemy, z którymi dokładnie w tym samym czasie musi jakoś sobie poradzić? Podzielcie się, proszę, własnymi spostrzeżeniami.
Podobne tematy
Moje ostatnie obserwacje podsuwają dosyć smutne wnioski, że zdecydowana większość ludzi mówi wyłącznie o sobie, jakby zapominając, że rozmówcy również należy się uwaga. Coraz mniej w tym wszystkim prawdziwego dialogu, zauważenia problemów drugiego człowieka, coraz więcej natomiast egocentryzmu i podejścia typu ,,mi to się po prostu należy". Czy naprawdę umiejętność słuchania jest dziś towarem deficytowym, wynikającym z faktu, że jest ogromnie trudną sztuką czy może występuje tu wyłącznie brak dobrej woli i chęci zauważenia, że po drugiej stronie siedzi ktoś, kto być może również ma jakieś problemy, z którymi dokładnie w tym samym czasie musi jakoś sobie poradzić? Podzielcie się, proszę, własnymi spostrzeżeniami.
Zaobserwowalam to samo i mam dziwna rzecz na mysli...W wielu sytuacjach nie mamy wiele do powiedzenia (w pracy, w biurze, w autobusie czasem w rodzinie) wiec jak juz dorwiemy jakas lokalna dobra dusze to gadamy, gadamy i gadamy tylko o sobie. Wychodzimy z zalozenia ze ten biedak (przyjaciel/znajomy) po to jest zeby nas wysluchac. Nic bardziej blednego i niewlasciwego.
Ale z drugiej strony ja na przyklad wole sluchac, ale mowie o swoich problemach rzadko. I mimo tego ze sluchalam kogos przez ostatnie 3 lata to z chwila kiedy probuje mowic o swoim problemie, co nie przychodzi mi latwo, to i tak nie moge uzyskac chwili od nikogo. Bardzo to depresujace. Sprawia ze nie chce ci sie miec przyjaciol.
Wiesz, Sadie, czasem zastanawiam się czy ta niechęć do mówienia o sobie nie wynika właśnie z braku - szczerze zainteresowanego problemem - słuchacza. Zauważ, że jeśli znajdzie się ktoś, kto rzeczywiście potrafi słuchać i robi to ze zrozumieniem, zdecydowanie łatwiej przychodzi nam się otworzyć. Ja w każdym razie napotykając na mur obojętności nie mówię dla samego wygadania się, wychodząc z założenia, że jest to kompletnie niekonstruktywne i mi osobiście nic nie daje. Są jednak na szczęście gdzieś obok mnie osoby, w stosunku do których nie mam oporów przed mówieniem o sobie i własnych problemach. I wyłącznie takich ludzi nazywam swoimi przyjaciółmi, ogromnie ich cenię i dbam o jakość tych znajomości.
I mimo tego ze sluchalam kogos przez ostatnie 3 lata to z chwila kiedy probuje mowic o swoim problemie, co nie przychodzi mi latwo, to i tak nie moge uzyskac chwili od nikogo. Bardzo to depresujace. Sprawia ze nie chce ci sie miec przyjaciol.
I masz rację - to wypala i sprawia, że nie chce się mieć takich (!) przyjaciół. Przyjaźń nie może być bowiem jednostronna, a jeśli jest - w moim odczuciu nie zasługuje na to, by ją w ten sposób nazywać, może być najwyżej miernej jakości znajomością.
Ja na szczęście mam wśród znajomych ludzi, którzy potrafią słuchać i ja sama do takich ludzi należę. Ale to co piszecie to niestety prawda, co raz więcej jest ludzi, którzy nastawieni są na mówienie i myślenie tylko o sobie. Rzadko kto w dzisiejszych czasach potrafi wysłuchać drugiego człowieka. Smutne to...