Witam
proszę o pomoc,nie wiem co robić.Mój problem polega na tym,że staram się jak mogę wiązać koniec z końcem i nigdy mi się to nie udaje.Mam męża,dwoje dzieci,oboje mamy pracę-ktoś by powiedział sielanka.Od początku naszego małżeństwa zawsze zakupy robił mąż i zawsze do tych zakupów kupował sobie piwo jedno po drodze wypijał,drugie do domu.Potem było kolejne wyjście i znów piwo.Czasami pływająco wchodził wieczorem do łóżka.Robiłam awanturę to kilka dni było spokojnie a po kilku dniach znów to samo.Jak mówiłam,że nie ma kasy a dzieci potrzebują buty czy soczki to było uhm i na tym się kończyło.On uważa,że jak pracuje to mu się należy.Ja wolę dzieciom kupić i sobie odmówić.Nie mogę powiedzieć,że robi awantury czy nas bije,nasza rodzina należy do spokojnych,ale z tym nie daje sobie rady.Wiele razy mu mówiłam,że serce mi się kraje jak widzę,że ma to piwo a dziecko woła kup loda, a ja mam łzy w oczach bo nie mam za co kupić.Parę razy myślałam żeby ze sobą skończyć,żeby dostali za mnie odszkodowanie i byłoby im lepiej.Ale nie mogę się rozstać z moimi dziećmi,szczególnie z 6-letnim synkiem bo kocham je mocno i przez to tkwię w takim zawirowaniu.Nie wiem co robić dalej,jestem z tym sama bo rodzicom nie mogę o tym powiedzieć bo raz że się wstydzę tego a dwa że już dawno skreślili mojego męża.Proszę pomóżcie co mam robić?
Podobne tematy
Martyna dlaczego pozwoliłaś tak jakby podporządkowac się mężowi?
Dlaczego to on robi zakupy?
Przecież Ty też pracujesz,a twierdzisz ,że nie masz pieniędzy.
Tobie też coś się od życia należy.
Nie naprowadzaj się na jakieś destrukcyjne myśli,masz dla kogo życ.
Dla dzieci jesteś najważniejsza.
Problem "wiązania końca z końcem" znam ze swojego dzieciństwa. Trochę moja matka taka jest - ale teraz, gdy jestem dorosła, wcale nie jestem pewna, czy to jest dobry kierunek. Wiele rzeczy mnie ominęło, co otrzymywali rówieśnicy - jakieś szkolne wyjazdy, fajne ubrania, itp - zmotywowało mnie to, by zrobić w swoim życiu coś więcej. Dzisiaj mam w miarę dobrą pracę, jedno dziecko - mogłoby mieć wszystko, tylko nie ma... ambicji :-(
Jeśli mogę Ci radzić: masz małe dzieci - zainwestuj w siebie, zrób coś co pozwoli Ci dostać lepszą pracę, a może dorobić po godzinach, a może poczuć, że jesteś fajną, silną kobietą!
Jeśli jesteś w stanie ustalić z mężem - to uzgodnijcie sobie, że raz w tygodniu on wydaje X zł na swoje przyjemności, a w następnym tygodniu poświęcacie X zł dla dzieci, a w kolejnym tygodniu X zł przypada dla Ciebie, na Twoje przyjemności.
Przyznam się szczerze, że nie lubie jak mężczyzna myśli, że jego "wkład" w rodzinę jest proporcjonalny do np. zarobków: skoro zarabia, to ma prawo do przyjemności. Rodzina to całość nie da się tak łatwo podzielić ile się należy jednemu, a ile drugiemu. Mam nadzieję, że uda Ci się coś dobrego ustalić z nim.
Skoro ktoś nie może sobie odmówić...to jest uzależnienie moja droga.
Teraz trzeba, by się zastanowić -czy ilość wypijanych piwek ma rujnujący wpływ na budżet, czy Tobie o coś zupełnie innego chodzi a piwek czepiłaś się przy okazji, hmm?
A tak na marginesie- jak ktoś ze sobą" kończy" to odszkodowanie się nie należy chyba, że jest chory psychicznie, więc nie kombinuj Martynko.
Pewnie robiłam żle bo było mi to na rękę te Jego zakupy.Mamy dwa konta z jego konta ida przelewy na opłaty z mojego żyjemy,ale się nie da,bo jak przyjdzie wypłata to po oddaniu pożyczonych pieniędzy zostaje niewiele ok.300zł.A jak tu wyżyć z tego.Moi rodzice już coś podejrzewają bo dzwonią i pytają czy wszystko w porządku a ja znów dziś zastanawiam się jak przeżyć ten dzień.Rano z nerwów wymioty,z sercem na plecach do pracy.Nie wiem jak wróce i czy chcę wrócić do takiego domu.
Co? Jakich pożyczonych pieniędzy? Macie kredyty?!
Proponuję autorce wątku jasno postawić sprawę jak facet ma finansowo angażować się w utrzymanie domu i dzieci. Niestety, jak rozmowa nie pomoże to lekcja dojrzewania - rozdzielność majątkowa i obowiązek alimentacyjny.
7 2011-10-31 17:06:26 Ostatnio edytowany przez młody-stary (2011-10-31 17:07:53)
Albo kredyty, albo on pożycza, przeczytałem bowiem o przelewie z jednego konta na drugie.
Też myślę, że warto się rozglądać za jakas bardziej dochodową pracą.
Codziennie piwko? Nie może raz na tydzień?
I czy piwko dla niego to większa przyjemność niż uśmiech na twarzy dzieci?
8 2011-11-01 00:24:55 Ostatnio edytowany przez Undique (2011-11-01 00:27:20)
Też niestety borykam się z problemami finansowymi. Bardzo mało zarabiam, a mam spore rachunki, w tym większą część pensji pożera czesne za studia, a co za tym idzie podręczniki itp. Staram się o tym nie myśleć. Wiem, mi jest łatwiej, nie mam rodziny. Gdybym jednak ją miała, stanęłabym na uszach, żeby dzieciom niczego nie brakowało. Mi rodzice nigdy nie zapewniali niczego ponad to, co musieli. Wycieczki szkolne, chipsy, zabawki... Takie luksusy nie były dla mnie. Na śniadanie mleko i kromka chleba z masłem :-) Nie pozwól na takie spartańskie warunki. Jednak dzieci wychowywane w surowszych warunkach, niekiedy mają więcej ambicji i planów na życie, niż te opływające w luksusach. Tak gwoli pocieszenia :-) Dodatkowy etat niewiele zmieni droga Koleżanko, wszystko w tym związku nie może się dziać wyłącznie Twoim ,,kosztem''. Nie możesz sama brnąć pod wiatr. Rodzina to bycie razem na dobre i złe. Jedyne wyjście, jakie widzę to szczera rozmowa z mężem. A może nawet terapia szokowa, na zasadzie ,,alimenty musiałbyś płacić bez względu na to, czy piłeś piwo, czy nie''. Czasem takie wiadro zimnej wody pomaga. Przecież On Was kocha. Musi być sposób żeby do Niego dotrzeć. Głowa do góry.
Witam w końcu zdobyłam się na odwagę i zwierzyłam się siostrze i rodzicom.Bałam się tego a wręcz wstydziłam bo ciągle myślałam że to mnie nie dotyczy.Ale już nie jestem sama,mam wsparcie ze strony rodziny a mój mą przewalone chyba do końca życia.To Wy kochani mnie tak naprowadziliście i bardzo Wam za to dziękuje.Teraz wiem że wspólnie powinniśmy dać radę.
Czy dobrze rozumiem, że zamiast uczciwie i szczerze porozmawiać z mężem, naskarżyłaś na niego?
I jesteś z tego dumną?
Brawo!
11 2011-11-02 17:48:06 Ostatnio edytowany przez LadyInBlack (2011-11-02 17:48:54)
Przecież Martynka szuka wsparcia, i pomocy ze strony rodziny... I bardzo dobrze, bo to nie powinno tak być jak jest, i nie zgadzam sie z postem powyżej, że niby to jest jakieś naskarżenie, Koleżanko nie jesteśmy w przedszkolu, i nikt tu na nikogo nie skarży, tylko szuka pomocy, dobrej rady, wsparcia, dobrze, że nie jesteś z tym sama:) 3mam kciuki i doskonale rozumiem Twoją sytuację ponieważ sama miałam w domu to samo, Ojciec wydawał pieniądze na piwka i to codziennie po kilka a na dodatek po 2 paczki papierosów... A jak siostra powiedziała: Mama nie będzie miała jutro na chleb bo wszystko wydałeś to odpowiedział: mogła nie kupić płynu do płukania, to by miała! A Mama też pracowała. Pozdr.
Ja jednak przed poszukaniem wsparcia ze strony rodziny, porozmawiałabym z mężem.
W tej kolejności, nie odwrotnie.
Najpierw rozmowa, później wsparcie.
Inaczej to skarżenie, jak w przedszkolu.
13 2011-11-02 22:01:23 Ostatnio edytowany przez martyna95 (2011-11-02 22:02:39)
Możecie wierzyć mi lub nie ale wiele razy próbowałam z mężem rozmawiać na temat naszych problemów ale u Niego to jak grochem o ścianę.Kilka razy ale jak to nie odnosiło rezultatów,byłam sama z tymi problemami to niestety coś we mnie pękło.Mój organizm też ucierpiał bo jak zrobiłam badania to moja lekarka chwyciła się za głowę.Byłam strzępkiem nerwów.Tak że to nie do końca było skarżenie na Niego.Po prostu już nie wytrzymałam.