Tutaj była opisana historia jednego pewnego siebie gościa, z talentem do zamotania pewnej ciekawej znajomości. usunąłem jednak tamtą treść ze względu na jej nadmierną objętość i uciekam się jedynie do streszczenia jakoże z wiadomych powodów forum nie daje kasować tematów. Problem rozwiąże się poniekąd sam, tylko wymaga cierpliwości.
I ja i ona nie dajemy sobie w kaszę dmuchać. Taka przepychanka. Ja niestety nie zakochiwałem się nigdy i mówiłem jej o tym. Trochę się te sprawy motały bo ona najpierw coś zaczynała czuć a ja ją gasiłem , potem była vice versa. Generalnie choć z biegiem czasu ona wykazała do mnie dużą słabość a ja na koniec do niej, nie dogadywaliśmy, się. Każdy chce być górą. Ostatecznie zaczęła chłodzić kontakt żeby wziąć mnie pod włos. Znam tę metodę i pod but zagnać się nie dałem. Nie skomlę nie proszę o spotkania. Myślałem że się zakochała i nie chce się do tego przyznać, ale nie pytam jej o to. Uzbroiłem się w cierpliwość i czekam. Tak jak w następnym poście Krzys444 radzi, zacząłem sobie szukać lekarstwa na to wszystko, znajdując jakieś zajęcia i nową koleżankę.
Wniosek i morał są takie
wiedząc o niej że jadła długo prozac po rozstaniu ze swoją wielką miłością oraz
wiedzac o sobie że zawsze unikałem zaangażowania z powodów damskiej uczuciowości i możliwych powikłań
mam zamiar poczekać trochę i zobaczyć komu pierwszemu przestanie zależeć, albo kto pierwszy się zdradzi.
Jestem w stanie w tej syt nawet dać jej satysfakcję i dać się wynieść z tej przepychanki na tarczy, byleby tylko jej nie strzeliło do głowy zrobić sobie coś głupiego. Tę odpowiedzialność zawsze czułem i do niej namawiam wszystkich facetów.
Jeśli widzisz jak może rozwinąć się sytuacja, a masz zamiar nie traktować całej sprawy poważnie, to lepiej przytrzaśnij sobie ptaka drzwiami od samochodu, ale kobiecie nie marnuj miesięcy albo lat. Nie jesteś do tego uprawniony nawet jeśli ona zrobiła Ci coś nie tak, to Ty tu jesteś facetem. Dawniej rycerzem...