kasandra88 napisał/a:Ktoś napisał też wyżej ,że niektórzy ludzie mają wyidealizowany obraz miłości - kojarzą ją tylko z przyjemnymi rzeczami.Ale to nie miłość to dopiero zauroczenie.
Lubie kobiety, ktore potrafia sie klocic - to znaczy, ze klocimy sie o cos nam waznego.
Milosc dla mnie kojazy sie raczej ze "zlymi" rzeczami. Jezeli kobieta potrafi nie wypominac mi
ciagle moje bledy, bo wie ze zalety nie tylko przewazaja, ale poniewaz moje bledy dopiero
z zaletami skladajac tworza mnie.
To jest milosc, a nie opowiadanie o "milosci od pierwszego wejzenia" dopiero po miesiacach.
O tym, ze sie wie, ze sie spedzi reszte zycia z ta osoba (za teatralne i nierealne).
kasandra88 napisał/a:w sumie moja definicja miłości ciągle się kształtuje.
Jak dla mnie to bezgraniczne zaufanie , spokój jaki odczuwa się przy tej 2 osobie , przyjemność z spędzonych wspólnie chwil i dzielenie się wszystkim co się ma ... również tymi złymi emocjami.
Miłość to nie fajerwerki to raczej poczucie bezpieczeństwa ...
Mowia ze tylko idioci ucza sie ze swoich bledow - madrzy ludzie z bledow innych.
Wiec ja sie duzo nauczylem o sobie, przez "bledy" ktore kobiety ktore uwielbialem popelnialy.
Mialo to zawsze do czynienia z egoizmem, i pomyleniem milosci z definicjami z Hollywood'u.
Trzeba byc partnerami. Isc obok siebie, a nie mezczyzna ciagnie za raczke lub nosi na rekach. Lub rozklada dywan przed nogami kobiety, aby niepobrudzila sobie nowych szpilek na ulicy.
Partnerzy. To znaczy, podobne perspektywy, podobne cele. I chec je RAZEM osiagnac, a nie
tylko "jazda na gape". Niestety, wiele kobiet na to liczy.
I czesto z przyjazni wychodzi milosc. Nie to sztuczne "kumpelstwo". Tylko sblizanie sie do siebie,
bez zadania czegokolwiek. Przez ustalanie granic. I przez kompromisy.
Partnerzy. Nie para slodzieji, ktorzy sobie nawzajem w portmonetce grzebia, aby cos ukrasc, co
sami chca..........i wiedza o tym, no ale zlodziej zlodzieja najszybciej okradnie, jak szczerego udaje. Dlatego kobiety czesto popelniaja blad, myslac, ze mezczyzna nie ma uczuc i potrzeby
byc wysluchanym. Zamiast partnera, wtedy jest spolka z ograniczona odpowiedzialnosci; On jest
odpowiedzialny za zalatwiania jej problemow emocjonalnych, a Ona za to, by je stwarzac.
Niestety, to czesto niszczy to piekne uczucie. Partnerstwo.
I chcie dla kogos lepiej niz dla siebie, wiedzac, ze ta druga polowka to samo probuje.
Ostatnia kobieta, ktora jako pierwsza zainteresowala mnie naprawde jako partnerka, spodobala mi sie przez to, co w sobie widziala jako bledy; uwielbiam jej (Ona sadzi) za duzy nos, jest dla mnie absolutnie za chuda, jest przepiekna i az za ladna, ale ma "problem" z mowa i wymawia pare slow dziwnie; przez to sie robi niepowtarzalna, uwielbiam jej glos i jak ze mna rozmawia i na szczescie niszczy to to toksyczne uczucie perfekcji, ktore jest tylko iluzja, po ktorej zaakceptowaniu, czlowiek sie do tej "perfekcji" przyzwyczaja; po tym moze juz tylko byc gorzej.
Nikt niejest perfekcyjny, ale niektore kobiety sa idealne.
I przedewszystkim, ze sie niemowi sobie wszystkiego odrazu, tylko poznaje sie tego czlowieka, partnera coraz bardziej; i nieszkoda Ci czasu na to. Bo wychodza coraz nowe rzeczy, a fascynacja tym czlowiekiem nie ginie. To jest milosc. A nie gra na czas.