Zalożenie tego tematu będzie z mojej strony malą prowokacja-nie ukrywam.Jednoczesnie tez pozwoli na bliższe przyjrzenie się naszym związkom,przyczyną zdrad i zycia pod jednym dachem mimo wszystko....
Znam od lat pewne małżeństwo.Ona starsza o 7lat i mysle że to ma znaczenie.Ona seksu nie potrzebuje(tak twierdzi)On tak bo jeszcze krew nie woda
Rodzina zamożna z duzym pieknym domem,dzieci dorosle...I czego brakuję?Przyslowiowego ptasiego mleka.Zgody i milości.Zyja ze sobą ponad 20lat.Zyją ,a raczej walczą! jak Paweł i Gaweł.Doslownie!Ona na górze a On na dole a jeszcze wyżej dorosla córka.Nie sypiaja od lat.Nie wchodzi w grę zdrada.Oni się zwyczajnie nienawidzą!!!Jednak jego zona powiedziala ze nigdy się z nim nie rozwiedzie bo jest osoba wierzącą i nie uznaje rozwodow.Prędzej by go otrula jak się z nim rozwiodla.Totalna hipokrytka!Ale raczki do Bozi i przed ołtarzyk!Sama bym z nią nie wytrzymala!On może by się i rozwiódł ale po co?Trzeba by dzielić dom a są dorosłe dzieci...co powie rodzina...Kombinuje jak kon pod gore jak by tu jeszcze jej dokuczyc za to że ona z nim nie sypia,nie gotuje,nie dba...On zaczyna zatracać się w alkoholu.Małżeństwo na papierze,tylko i wylącznie.Na dobre i na złe!A co!
Myslę że takie przyklady "idealnych"malżeństw można mnożyc.A pożniej żale i pretensje że zdradzają(ona,on-nieważne)
Idealny grunt zeby zacząć skakać na bok i żeby pojawił się ten drugi/druga.
Co o tym sądzicie?Czy Ktoś z Was trwa w takim związku?