Hej
Postanowiłam tutaj wam się wyżalić, ponieważ mam problem. Związałam się ze wspaniałym człowiekiem, jesteśmy razem dopiero 2 miesiące, ale znamy się już dosyć długo. Zawsze marzyłam o tym by być z kimś takim. Jest między nami bardzo fajne porozumienie, mamy podobne poczucie humoru, zainteresowania, a nawet i podobnie podchodzimy do życia - optymistycznie itd.Czuje się przy nim bezpiecznie, czuje się kochana i szanowana, czuje że mogę na niego liczyć, że jestem dla niego kimś wyjątkowym. Bardzo mi na nim zależy.
Problem w tym że jestem DDA. Dotychczasowe moje związki były nieudane. Zawsze dobierałam sobie partnerów z problemami... byłam już z diagnozowanym schizofrenikiem, alkoholikiem i neurotykiem ( sama postawiłam mu taką diagnozę ; )). Parę miesięcy temu zakończyłam terapię dla DDA. Terapia ta bardzo dużo mi dała, bo m.in. dzięki niej zdecydowałam się na związek z moim obecnym partnerem.
Mój ojciec traktował mnie różnie... często mnie krytykował, nie doceniał, był w stosunku do mnie agresywny nieraz, oczywiście poza tym kupował mi prezenty, zaszczepił we mnie pewne zainteresowania, zabierał mnie na wycieczki w góry itd. Przede wszystkim pił. Pije do tej pory. Nie odzywam się do niego w ogóle. Wiem że relacje jakie miało się z ojcem w dzieciństwie wpływają na wybór partnerów i pewnie dlatego dobierałam sobie takich a nie innych.
Pojawił się mój obecny parter i ja się czuję zakłopotana. Jestem bardzo szczęśliwa z nim, ale cały czas odczuwam jakiś niepokój, nie wiem czy go kocham, ale jednocześnie gdy go nie ma przy mnie cały czas o nim myślę i tęsknie za nim. Nie mogę doczekać się kolejnego spotkania, uwielbiam z nim spędzać czas. Nie umiem określić tej miłości tego uczucia, ponieważ jest ono inne od pozostałych- nie ma w tym wszystkim jakiegoś bólu, niezrozumienia, chorych emocji, kłamstw, braku szacunku itd. Czyli nie ma tego wszystkiego do czego już byłam przyzwyczajona i co dla mnie było "normalne". Trochę mam dosyć tej mojej huśtawki emocjonalnej i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić, przestać analizować itd. Bardzo chętnie poszłabym do mojej pscyholożki,no ale terapia już się skończyła...
Bardzo mi na nim zależy, chciałabym żeby nam się udało stworzyć długi szczęśliwy związek, chciałabym mu dać niemalże wszystko, tylko boję się że jestem wypalona, że nie ma we mnie euforii, że nie potrafię odwzajemnić jego uczuć a bardzo bym chciała.
W łóżku, chociaż jest to mój najlepszy partner seksualny z jakim byłam, nie układa się najlepiej. Nie potrafię się podniecić podczas gry wstępnej albo podniecam się i zaraz te podniecenie znika. Ale tak było z wszystkimi moimi dotychczasowymi parterami. Bardzo rzadko czuję pożądanie. Wcześniej odczuwałam też ból podczas stosunku, z obecnym parterem tego bólu już nie odczuwam : ), ale nadal coś jest nie tak w tym seksie. Boje się że ten brak pożądania jest oznaką tego że nie potrafię go pokochać, chociaż bardzo bym chciała.
Jestem też najprawdopodobniej zablokowana seksualnie przez moje pierwsze doświadczenia, które były bardzo przykre, i też nie wiem jak się odblokować, chociaż częściowo już się udało, bo nie odczuwam tego bólu...
Może ktoś z was miał podobny problem i znalazł na to jakieś rozwiązanie. Będę wdzięczna za porady. Pozdrawiam