Chciałabym na początku się z Wami przywitać, wiem, że dużo jest takich tematów na forum ale wiadomo,że każda sprawa jest inna więc bardzo byłabym wdzięczna za odpowiedzi.
Postaram się tak w skrócie napisać z czym do Was się zgłaszam
Jestem osobą, która by się poczuć z kimś dobrze potrzebuje czasu, muszę kogoś poznać i dopiero po dłuższym przebywaniu z kimś ( i mam tu na myśli miesiące a nie dni czy godziny) otwiera się i potrafi w miarę normalnie rozmawiać w sumie to zależy od osoby, im jakaś osoba, paradoksalnie, jest bardziej wygadana, zagaduje mnie, tym ja bardziej się zamykam. Po pewnym czasie, czyli po tych paru miesiącach w miarę częstego spotykania się otwieram się i jestem wesołą, odważną dziewczyną, z którą można pogadać na każdy temat i bawić się do rana. Niestety, często jest tak, że nie mam takiej możliwości bo po prostu ten początek jest za trudny...
A teraz mam taki problem,podoba mi się pewnien chłopak, nie znam go tak osobiście, mam z nim kontakt poprzez pracę, widujemy parę razy w tygodniu. To zauroczenie trwa już dłuższy czas. Chłopak jest miły, wygadany i ma świetne poczucie humoru. Zawsze gdy się widzimy zagaduje mnie, powie coś zabawnego a ja... no jakaś masakra... albo nic mu nie odpowiadam albo burknę coś pod nosem jak jakaś...
Wiem, że było sporo osób, które zanim mnie poznały ( tzn, zanim ja się przed nimi otworzyłam) uważało mnie za osobę, która się wywyższa, zadziera nosa a nie, że jestem nieśmiała... no kurcze...ja nie potrafię inaczej... Coś mnie zamyka od środka i koniec...pustka w głowie, żadnej sensownej odpowiedzi na jakiś żart czy cokolwiek...
A co do tego chłopaka to już w ogóle jest straszne bo przed nikim chyba się tak nie wstydzę i nie zamykam jak przed nim
I teraz moje główne pytanie... Nie sądzę wcale,że mu się podobam, bo być może on jest miły i zagaduje wszystkich, bo taki jest jego styl bycia ale nawet jeśli tak by było to przecież on może sobie myśleć, że ja go kompletnie zlewam... Chciałabym się Was poradzić, czy mam jakimś cudem wykrzesać z siebie odwagę i zaproponować mu pół żartem pół serio jakieś wyjście ( chociaż nie wyobrażam sobie tego ale bardzo bym chciała tak zrobic) czy lepiej nie... I jeżeli tak to jak mu to zaproponować, albo jak mam dać mu jakiś sygnał,że wcale nie jestem wredna
ja nawet nie potrafię się do niego uśmiechnąć... od paru dni strasznie męczy mnie ta myśl... myślę sobie, że kurczę, do odważnych świat należy, zapytam go, coś zaproponuje, nawet jeśli odmówi to wiem, że zrobi to w kulturalny sposób i ja od tego nie umrę ale... Jak, jak ja mam to zrobić... nie chcę się dłużej męczyć, chcę albo dać sobie z nim spokój albo poznać go bliżej...niestety nie mamy wspólnych znajomych Będę wdzięczna za każdą odpowiedź i pomoc
Jednak wcale mi to w takim skrócie nie wyszło