Dziewczyny proszę was o radę, bo na prawdę świra mozna dostać.
Moja córcia ma 4 lata, gdy się urodziła partner wychodził z pokoju i palił w pozostałych czesciach mieszkania, w pokoju się nie paliło.
Gdy przeprowadzilismy się do nowego mieszkania czar prysł, nic nie pomaga.
Dzięki Bogu, że większość dnia nie ma nas w domu, ale co z tego jak już w nim siedzimy to bez palenia się nie obchodzi.
Najbardziej wkurza mnie, jak my spimy ( córcia i ja) a partner pali, bo nie chce mu sie za kazdym razem wychodzić.
Fakt przez te dwa pali o wiele więcej niz palił kiedyś.
do tego mieszkamy w jednym pokoju, drugi zajmuje tesiowa która również pali.
Pomijając fakt że ja nigdy nie paliłam i drażni mnie zapach tytoniu, brud jaki robi(,np. firany) i wszystkie ciuchy śmierdzą.
O wdychaniu nie wspominając.
Teściowa również pali jak mały lokomotyw, najgorzej jest zimą w dni kiedy wszysyc są w domu, mnie męczy siedzenie we własnym domu:/
Uwagę zwracałam partnerowi, tesciowej też ale ona stwierdza, że pali we własnym pokoju pomijając fakt, że jest on non stop otwarty i wychodzi na całe mieszkanie i dym wszdzie się roznosi.
Najbardziej żal mi dziecka.
Macie może pomysł na takich chytry plan? albo jakis pomysł, bo mnie juz rece opadają.
Podobne tematy
Wspolczuje ci tego stanu
Naprawde...Przyszlo mi do glowy cos-powiedz z e bylas z dzieckiem u lekarza i lekarz rozpoznal objawy astmy lub zatrucia organizmu nikotyna.Kazal stanowczo zaprzestac palic w jego obecnosci.Powiedz to domownikom.moze poskutkuje.
Swoja droga co to za ojciec i babka ze pala w mieszkaniu i dziecko to wdycha.Mogliby wyjsc na podworko.
Nie rozumiem, po co jakieś podchody? Zwyczajnie mówisz mu, że absolutnie nie wolno mu palić w mieszkaniu, kiedy pali wyjmuj mu papierosa z ust i gaś, jak nie pomaga - chluśnij wiadrem wody na głowę. Bądź przede wszystkim konsekwentna, bez tego się nie obejdzie - jeśli raz będziesz stanowcza, a następnym razem ulegniesz, wszystko na nic.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałabym PROSIĆ, żeby mój partner nie palił przy dziecku czy chociażby przy mnie (a też mam palącego faceta, ja jestem niepaląca i mieszkamy w kawalerce; nie mamy balkonu, więc "wytresowałam" go tak, że pali na klatce, ewentualnie w kuchni, jeśli mu pozwolę).
Ale nie wszystkich facetow sie da wytresowac.Wiem cos o tym bo moj pierwszy maz byl absolutnie oporny na jakiekolwiek tresowanie.U nas w domu sie nie palilo ale jak jechalismy do tesciow to byla masakra! Pierwsze co robilam po takiej wizycie to sciagalam syna i swoje ubrania i robilam pranie-taki byl smrod!Dziadki tez starego bicia i nawet nie bylo mowy o niealeniu przy malym.czasami postawienie na swoim przynosi odwrotny skutek a nawet jest jeszcze gorzej:(I trzeba uzyc podstepu.
Ale nie wszystkich facetow sie da wytresowac.Wiem cos o tym bo moj pierwszy maz byl absolutnie oporny na jakiekolwiek tresowanie.U nas w domu sie nie palilo ale jak jechalismy do tesciow to byla masakra! Pierwsze co robilam po takiej wizycie to sciagalam syna i swoje ubrania i robilam pranie-taki byl smrod!Dziadki tez starego bicia i nawet nie bylo mowy o niealeniu przy malym.czasami postawienie na swoim przynosi odwrotny skutek a nawet jest jeszcze gorzej:(I trzeba uzyc podstepu.
O własnie i u mnie to taki skutek przynosi, mnie jedynie chodzi, żeby nie palił w naszym pokoju. Teściowa stara palaczka i niestety każde zwrócenie uwagi powoduje że ona pali jeszcze więcej.
Kiedyś w odwiedziny przyjechała jej siostra która nie pali, oczywiście nie miała zamiaru siedzieć w dymie i mój partner wychodził na klatkę schodową.
Teściowa gdy o tym usłyszała obraziła się, że nikt nią rządzić nie będzie i ona ma prawo robić co sobie chce.
Więc jeśli mamusia mojego partnera tak zażarcie pali to on też.
Nawet jesli chicałby rzucić to jakim cudem, jesli non stop czuć dym tytoniowy w mieszkaniu.
A o wyprowadzce myslalas....
Ale nie wszystkich facetow sie da wytresowac.Wiem cos o tym bo moj pierwszy maz byl absolutnie oporny na jakiekolwiek tresowanie.
Ja bym zawsze w takiej sytuacji postawiła dobro dziecka ponad dobro mężusia, więc jeśli nie chce się dostosować - niech pakuje walizki i do widzenia. Powiem tak: co to za ojciec, który truje dziecko, ale o matce też nie świadczy najlepiej, że daje truć dziecko i szuka podstępów zamiast zareagować ostro i stanowczo... Napisałam wcześniej - nawet jeśli mąż nie nauczy się palić na balkonie czy klatce, to szerek zawsze może reagować konkretnie w chwili, w której on podpala papierosa.
Do Anemonne-a nie pomyslalas ze dziewczyna napewno mieszka u tesciowej w domu}}Wiec jak moze wywalic tesciowa z jej domu}} A nie pomyslalas o przemocy psychicznej w rodzinie i ofiarach-naprawde nigdy o tym nie slyszalas}Widac malutko przezylas.Bo zastraszona osoba nie jest w stanie zrobic nic-widac ze kobieta niema dokad odejsc-mieszka u tesciowej w domu i jest na lasce PANA I WLADCY.Tobie fajnie sie takie rzeczy pisze .ale rzeczywistosc jest zupelnie inna.
9 2011-10-06 17:04:50 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-10-06 17:06:22)
A nie pomyslalas o przemocy psychicznej w rodzinie i ofiarach-naprawde nigdy o tym nie slyszalas}Widac malutko przezylas.Bo zastraszona osoba nie jest w stanie zrobic nic-widac ze kobieta niema dokad odejsc-mieszka u tesciowej w domu i jest na lasce PANA I WLADCY.Tobie fajnie sie takie rzeczy pisze .ale rzeczywistosc jest zupelnie inna.
Nie pisz tak proszę i nie bądź arogancka oraz atakująca, bo nic o mnie nie wiesz, nie masz pojęcia co przeżyłam i w tym momencie Twoim celem jest tylko wbicie mi szpilki - wyluzuj. Tak, słyszałam o tym i uczę się o tym, więc wiem co masz na myśli - ale każdy człowiek odpowiada sam za siebie, a matka dodatkowo odpowiada za dziecko, którego zdrowia nie powinna w żaden sposób narażać. Zawsze jest wyjście z sytuacji i każdy człowiek sam musi je znaleźć, tymczasem autorka przedstawia samą siebie jako zupełnie bezwolną, przypatrującą się wszystkiemu z boku osobę. A rozwiązanie tej sprawy zależy tylko od niej - od tego, czy i jak się postawi. Jeśli mieszka u teściowej, powinna rozważyć wyprowadzkę - zawsze jest dokąd, powtórzę: nie ma sytuacji bez wyjścia. Dodam, że szerek z całą pewnością kwalifikuje się do psychoterapii.
Szerek, masz bardzo trudną sytuację. Rozumiem, że mieszkanie jest teściowej ?
Powinniście się z mężem wyprowadzić, w przeciwnym razie nie tylko dym nikotynowy będzie Ci zatruwać życie ![]()
Czy jest szansa na samodzielne mieszkanie ?
Jasne ze tak-ale to wszystko wiaze sie z kosztami.A w takim kraju jak Polska nawet niema co myslec ze samotna matka da rade utrzymac dziecko i mieszkanie(nie pracujac zapewne)To ty zaatakowalas autorke watku-ze niby co to za matka.Wyskakujesz z grubej rury . I mylisz sie ze niema sytuacji bez wyjscia.Bo uwierz mi ze sa.
12 2011-10-06 17:24:56 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-10-06 17:30:11)
Namaluje Cie Lzami, bo każda matka bezwzględnie powinna stawiać dobro dziecka ponad wszystko inne. Nie próbuję jej atakować, tylko unaocznić, że swoją biernością szkodzi dziecku. I owszem, wierzę, że nie ma sytuacji bez wyjścia - są tylko trudne sytuacje, w którym bardzo ciężko nam zobaczyć wyjście na pierwszy rzut oka. Nie znam sytuacji autorki dokładnie, nie wiem, czy ma rodzinę (w sensie rodziców, rodzeństwo), którzy przyjmą ją z dzieckiem przynajmniej dopóki nie stanie na nogi finansowo, którzy zaopiekują się dzieckiem kiedy ona będzie chodziła do pracy. Nie wiem, czy ma przyjaciół. Nie wiem, czy zarabia. Nie wiem, czy stać ją na wydanie choćby 300-500 zł miesięcznie na wynajem pokoju. Ale to wszystko są jakieś rozwiązania. Lepsze rozwiązania, niż bycie z dzieckiem na łasce rzeczonego "pana i władcy".
Edit: właśnie przeczytałam wypowiedź szerek z innego tematu:
mieszkanie jest własnościa spółdzielni, ale głównym najemcą jest mój narzeczony, na tamtym mieszkaniu była teściowa, ale z racji tego, że było mówione, że to jest mieszkanie dla nas przyszłościowe itp. to jest najemca partner.
Slabym kobieta trudno jest odejsc i wyrwac sie z matni.Strach jest ponad wszystkim.Ja jestem z grupy kobiet wyzwolonych(wojowniczek) i tez bym sobie teraz nie dala!! Ale jeszcze pare lat temu bylam z panem i wladca i nie moglam zrobic nic bo sie po prostu balam! I wiem ze sa takie kobiety-jest ich duzo.Sa slabe i zastraszone.Szkoda ich oraz dzieci.Dlatego napisalam do autorki watku zeby uzyla podstepu poniewaz widze ze sie boi postawic a to i tak by nic nie dalo.Bo ich jest 2 a ona jedna.
Dlatego bardzo potrzebny tu jest psycholog - który nota bene także nie da autorce gotowego rozwiązania, ale nakieruje, pomoże uporać się z tą właśnie słabością, uległością wobec faceta i jego matki.
A tak swoją drogą - właściwie wcale nie wiemy, czy szerek jest faktycznie zastraszona, czy tylko ma taki charakter, że trudno jej się postawić komukolwiek... Może poczekajmy na jej odpowiedź ![]()
15 2011-10-06 19:04:11 Ostatnio edytowany przez szerek (2011-10-06 19:18:30)
Człowieka chwilkę nie ma na watku, a tu już jestem na terapię wysyłana i mam się z domu wyprowadzić, bo nie jestem w stanie poradzić sobie z osoba palącą.
A czy to czasem oni nie powinni iśc na terapie bo są uzaleznieni?
NamalujeCieLzami chcę się z tym uporac, a nie wyprowadzać z własnego domu, bo ktoś mi pod nosem pali- myślę, że są bardziej konkretniejsze rzeczy dla których mogłabym się wyprowadzić z domu niz palenie w mieszkaniu.
Nie mieszkamy u teściowej, tylko teściowa mieszka z nami, ale jak to ona mówi- mieszkamy na równych warunkach.
Anemonne masz rację że przez mój syndrom DDA mam skłonnośc do tego, żeby nie stawiac na swoim i ulegać innym. Wolę rozwiązywac konflikty polubownie niz zaostrzac sytuację- chociaż zdaję sobię sprawę, że czasami trzeba ostrych decyzji.
Więc posłucham waszych rad i dzisiaj nie będę się patyczkować.
Ale z teściową na prawdę nie mam zamiaru "drzeć kotów"- nie chce robić wojny we własnym domu, a ona i tak zawsze będzie mnie traktowała jak gównierę z racji mojego wieku, to uparty człowiek który nie posłucha.
A tak na marginesie, bo przeczytałam dogłębniej wcześniejszą dyskusję- nie zdaje się wam, że troszkę robicie z igły widły?
Jakieś zastarszanie, Pan i władca...
Po prostu gdy ja zwracam uwagę "nie pal bo nam to przeszkadza" zawszę słyszę, ale to już ostatni, albo że mam nie przesadzać.
Rozumiem, że musze zmienić ton i zrobić się arogancka w tej sprawie w stosunku do partnera, ale żeby od razu wyprowadzić.
Chyba sa jeszcze inne "kary" i metody. Gdyby tak w kazdym małzeństwie stosowali "waszą" metodę to byłyby chyba same samotne matki z dziećmi.
Co nie zmienia faktu, że dziecko jest "podtruwane" i musze gębe rozedrzeć.
Moim zdaniem nie musisz od razu robić wielkiej awantury, nie musisz na nikogo krzyczeć ani "drzeć kotów". Wystarczy, jeśli będziesz konsekwentna: będziesz np. wyjmować mężowi papierosa z ust i gasić, stanowczo zamykać teściowej drzwi do jej pokoju kiedy będzie w nim palić, powtarzać, że dziecku nie wolno wdychać dymu i że nie będziesz na to pozwalać. Najważniejsza rzecz - nie ulegaj, choćby wrzeszczeli, tupali i grozili. To Ty masz tutaj rację, a tylko dzięki konsekwencji możesz osiągnąć sukces.
Kurcze, przypomniało mi się jak byłam mała.
Rodzice palili, raczej nie przy mnie, ale palili.
A ja mimo że taka mała wiedziałam, że sobie szkodzą.
To było naiwne, ale nawet wyrzucałam paczki przez okno, mówiłam o szkodliwości palenia.
Wiadomo, że jak groch o ścianę, bo jak ktoś jest uzależniony to cięzko przemówić do rozumu.
Jednak nie usprawiedliwia to palenia przy dziecku ![]()
Nie jestem matką, ale nie zgodziłabym się na takie zachowanie.
Gdy ktoś mnie wkurzy potrafię pokazać pazurki, na pewno nie siedziałabym cicho, nie należę do bezwolnych, cichych i dających zastraszyć się istotek.
Dziecko Wasze jest małe, to tym bardziej szkodzi dym papierosowy. Ba, dym może Jej szkodzić bardziej niż temu co pali, takie są przerażające fakty...
Na Twoim miejscu starałabym się o wyprowadzkę, bo chyba różowo nie jest mieszkać z teściową, nawet jakby była aniołem, a z taką to już w ogóle.
A jak nie ma możliwości, to na pewno ostra rozmowa i twarde powiedzenie, że ma nie palić przy dziecku. To nie jest wielki wyczyn wyjść i zapalić. Nie rozumiem jak ojciec może palić przy dziecku-chyba ten Twój-nie dojrzał do rodzicielstwa i jest nieodpowiedzialnym gówniarzem, przykro mi, ale na to wygląda.
A jak nadal tak będzie się zachowywał, to gaszenie papierosa itp, po prostu niepozwalanie, by palił przy dziecku.
Dla Ciebie może to drastyczne, ale wybacz, to nienormalne, że godzisz się na to, żeby palił przy dziecku.
Musisz się sprzeciwić, nie masz lepszego wyboru.
On bardzo szkodzi dziecku, przez niego dziecko może zachorować, możesz mu to ode mnie powiedzieć, choć szczerze wątpię, by się tym jakoś szczególnie przejął, tatusiek ![]()
Truskawko i inni zainteresowani zapoznajcie się z moim wątkiem na temat teśiowej i wspólnego mieszkania, wtedy może zrozumiecie o co tu chodzi.
Anemonne Dwa razy próbował zapalić, wyprosiłam- wyszedł.
Wypowiem się jako nałogowa palaczka - nigdy nie zapaliłam i nie umiałabym palić w pomieszczeniu przy dziecku. Nawet kiedy jestem z moją małą na powietrzu to staram się zachować odpowiedni dystans, kiedy palę. Palenie przy osobach niepalących (zmuszając ich do wdychania dymu) to dla mnie totalny brak kultury, szacunku, a w przypadku palenia przy dziecku - skrajna głupota.
Dym tytoniowy w małym pomieszczeniu robi z dziecka biernego palacza. Takie dzieci mają znacznie większą skłonność do chorób: układu oddechowego, alergii, przeziębień. To nie jest mój wymysł, tylko informacje od lekarza. Moje dziecko często choruje (odkąd poszło do przedszkola) i lekarze kilkukrotnie powtarzali, że bezwzględnie nie wolno palić przy dziecku.
Podejrzewam, że z teściową nic nie zrobisz. Przecież ona wie lepiej niż jakaś przemądrzała smarkula. Natomiast dziwię się, że pozwoliłaś partnerowi na palenie w mieszkaniu. Trzeba było od razu po narodzinach dziecka powiedzieć kategorycznie, że od dzisiaj koniec i kropka. Teraz możesz jedynie zamykać teściową w jej pokoju, kiedy pali a z partnerem powalczyć przemawiając mu do rozsądku. Przecież to jego dziecko i chyba chce dla niego dobrze? On jest dorosły, truje się na własne życzenie, ale dziecku niech pozostawi wybór. Z małych podstępów też mogę Ci poradzić, żebyś przy okazji najbliższej wizyty u lekarza (powód obojętny, najlepsze przeziębienie
) po powrocie zakomunikowała trucicielom, że rozmawiałaś z lekarzem o wpływie ich palenia na dziecko i lekarz powiedział, że córeczka może częściej chorować właśnie przez to. Skoro wcześniej nie postawiłaś sprawy jasno - teraz walka będzie trudniejsza. Życzę powodzenia ![]()
vingga tak jak pisałam w pierwszym poście, on przez dwa lata nie palił, po czym po przeprowadzce mu się odmieniło i w nowym mieszkaniu pali w naszym pokoju.
Co do lekarza- uwierz, że rozmawiałam z Pania Doktor i nawet przyniosłam do domu KARTKĘ Z NAPISEM nie palic w domu. Wiem, mój facet to głupek...
córcia ma 4 lata
dziecko jest "podtruwane" i musze gębe rozedrzeć
Cóż za refleks...
I nie, koleżanki wyżej nie robią z igły wideł. Zdajesz sobie sprawę, do jak ciężkich chorób może doprowadzić takie codzienne trucie małego dziecka?! To, że jego ojciec ma to gdzieś (gratuluję wyboru partnera), to nie znaczy, że możesz na to pozwalać. Jesteś MATKĄ i to Ty jesteś odpowiedzialna za swoje dziecko!
BabaOsiadła jakbys przeczytała wczesniej on nie pali przy niej przez 4 lata życia, ale cóż to ma za znaczenie.
No faktycznie jakoś mi umknęła ta informacja. Ale to oznacza tylko tyle, że "dzień x" czyli kategoryczny zakaz palenia miałaś przesunięty o 2 lata. Po prostu przy pierwszym papierosie w mieszkaniu trzeba było zrobić protest. Skuteczny i bezdyskusyjny. A swoją drogą - dlaczego przez 2 lata nie palił a potem "mu się odmieniło"? Dziwne to jakieś. Co z tego, że mamusia pali w mieszkaniu? On jest ojcem i ma obowiązek dbać o zdrowie swojego dziecka, z mamusi niech bierze przykłąd w dobrych kwestiach, nie w głupocie...
vingga wiesz, że nie mam pojecia? Dziecko bylo malutkie- noworodek to jakoś umiał nie palić i takie przyzwyczajenie mu zostało, po czym po przeprowadzce zdarza mu się to notorycznie.
Teraz pali o wiele więcej niż dwa lata temu, może mu się tyłka nie chce ruszyć. ale tak jak mówiłam macie rację, musze postawić na swoim chociazby miało sie palić i walić.
To tez nie są gigantyczne ilości, bo późno wraca z pracy więc góra 3-4 papierosy wypali, ale co to ma za znaczenie - pali i już, a nie powinien. Może jemu się zdaje że to mało.
Sama już na prawdę nie wiem, co jest tego powodem.
jakbys przeczytała wczesniej on nie pali przy niej przez 4 lata życia
...tylko przez 2...
ale cóż to ma za znaczenie.
No właśnie...
A wracając do problemu: ostro! Tak jak napisała Anemonne, wiadrem wody w twarz, jeśli będzie trzeba. I jemu, i jego mamuśce (co z tego, że zamkniesz drzwi do jej pokoju, dym się jakimś cudem zatrzyma za nimi?). Papierosy im powyrzucaj za okno, utop w kiblu, itd. Bądź POTWOREM! MUSISZ się nauczyć walczyć w obronie swojego dziecka, bo jeszcze wiele razy będzie potrzebowało Twojej interwencji w różnych sytuacjach.
kobietki ! naprawdę straszne macie te rady. wyprowadzić się???zostawić? kłócić się ??? osobiście ja mam 21 lat i mój ojciec pali całe moje życie... całe życie byłam bierną palaczką. nie zdawałam sobie sprawy ale przez to miałam tendencje do palenia. mój ojciec non stop mi tłumaczył że to złe itp. ja byłam anty paleniu!! ale poszłam do szkoły średniej i ciekawośc wygrała ...paliłam 3 lata. teraz już nie palę pół roku nie całe. znaczy popalam raz na jakiś czas. tyle w tv się mówi że bierni palacze mają zniszczone płuca. poszłam na badania i byłam pewna że będą straszne!! okazało się ze mam super płuca, wręcz osoby nie palącej !!! i jak to nazwać ??cud???
teraz mamy takie czasy że czy w domu się pali czy nie to i tak duże są możliwości ze nasze dziecko bedzie palić.
zamiast głupich kłótni proponuję narobić mężowi wstydu. przyprowadzić jakąś osobę co będzie miała cięty język... powie kilka słów szczerości.jeśli nie pomożę ja bym specjalnie kaszlała ze mnie niby to dusi, zabierała papierosa z ust lub gdy on pali w twarz mu psikała odświerzaczem do powietrza. moja mama wyganiała ojca na dwór . ja domyśłam się że uparty jest jak osiołek i robi i tak po swojemu ale tu potrzebna jest ostra rozmowa albo ględzenie 24 na dobę aż do skutku
Co za horror! Nie chodzi o papierosy, ale o zasady.
Czy naprawdę nie masz innej możliwości niż mieszkanie z teściową? Ona jest po prostu złośliwa i traktuje Twojego męża jak małe dziecko, które należy chronić przed Twoimi zasadami.
Sama palę, ale nigdy przy niepalących. Przy dzieciach - nie zdarzyło mi się (palę ok. 2 lat).
No i co z tego że sie wyprowadzi od teściowej skoro mąż też pali przy dziecku. Tu chodzi żeby i on zrozumiał że tak nie wypada ,że nie każdemu to się podoba ... teściowa to jeden problem a mąż drugi. przecież nie zostawi męża o takie coś
29 2011-10-19 15:24:53 Ostatnio edytowany przez Kyntia (2011-10-19 15:27:39)
Dziewczyny proszę was o radę, bo na prawdę świra mozna dostać.
Moja córcia ma 4 lata, gdy się urodziła partner wychodził z pokoju i palił w pozostałych czesciach mieszkania, w pokoju się nie paliło.
Gdy przeprowadzilismy się do nowego mieszkania czar prysł, nic nie pomaga.
Dzięki Bogu, że większość dnia nie ma nas w domu, ale co z tego jak już w nim siedzimy to bez palenia się nie obchodzi.
Najbardziej wkurza mnie, jak my spimy ( córcia i ja) a partner pali, bo nie chce mu sie za kazdym razem wychodzić.
Fakt przez te dwa pali o wiele więcej niz palił kiedyś.
do tego mieszkamy w jednym pokoju, drugi zajmuje tesiowa która również pali.
Pomijając fakt że ja nigdy nie paliłam i drażni mnie zapach tytoniu, brud jaki robi(,np. firany) i wszystkie ciuchy śmierdzą.
O wdychaniu nie wspominając.
Teściowa również pali jak mały lokomotyw, najgorzej jest zimą w dni kiedy wszysyc są w domu, mnie męczy siedzenie we własnym domu:/
Uwagę zwracałam partnerowi, tesciowej też ale ona stwierdza, że pali we własnym pokoju pomijając fakt, że jest on non stop otwarty i wychodzi na całe mieszkanie i dym wszdzie się roznosi.
Najbardziej żal mi dziecka.
Macie może pomysł na takich chytry plan? albo jakis pomysł, bo mnie juz rece opadają.
O nie, nie nie....w pozostalych czesciach domu? Na balkon won! Nie wazne czy lato,zima,jesien. Zimno Ci? To rzuć!
Chytry plan? Zapali małżón mów mu że :
- z popielniczką całować się nie będę.
- z popielniczką kochać się nie chcę.
Jak się oburzy to powiedz że smierdzi od niego wszystko nei tylko włosy, skóra, ubranie,palce...ale nawet jego rpzedmioty których dotykał.
Teściowa:
- jak zacznie bawić dzidzię, to rzuć od niechcenia:
Babcia tak cię kocha widzisz? A truje cię papierochami cały czas, rak to dla niej nic, astma tez, kochaj babcie dalej maniuniu mój.
Na moją babcię lat 69 - a dla syna prababcie, gdzie ona palila 53 lata podziałało jak płachta na byka - rzuciła palenie, wyladowala w szpitalu ale nie wrocila do nalogu ![]()
Sama palę, ale nigdy przy niepalących. Przy dzieciach - nie zdarzyło mi się (palę ok. 2 lat).
To bardzo krótko palisz, dla kogoś palącego powiedzmy 20 lat, nie jest łatwo zerwać z nałogiem, chociaż - kobiety dowiadują się że są w ciąży i zrywają z nałogiem nawet gdyby paliły i 40 lat...ale kobieta a mężczyzna to 2 rózne swiaty.