Witam. Mam 19 lat. Ponad trzy lata temu byłam w związku z facetem o 9 lat starszym. W tym czasie zgwałcił mnie 30-letni facet (jego kolega). Chwile po tym, zerwałam z nim, bo nie widziałam sensu dalszej znajomosci- on miał na boku inne, zdradzał mnie, nie miałam do niego zaufania w tym stopniu ze nawet nie mowiłam mu o swoich problemach. O tamtym wydarzeniu takze.. Kilka miesięcy później związałam sie z moim obecnym chłopakiem (jest 3 lata starszy). Na początku wszystko było ok, jednak juz po roku (a jestesmy ze sobą 3 lata), zaczął mnie obwiniać, że nie jest zadowolony ze mnie w łóżku, ze jego eks była o wiele lepsza ode mnie. A mnie ściskało, bo dobrze wiedział o tamtym gwałcie, a mimo to zarzucał mi takie rzeczy. To prawda, nie interesuje mnie sex po tamtym wydarzeniu, ale on był wg mnie uzalezniony od tego. I zaczęły sie kłotnie, bo nie pasuje mi jak on ciągle oglada sie za innymi, wypomina mi na kazdym kroku jak spotkam kolege ze szkoły i powiem mu zwyczajne "cześć", ten odstawia straszne sceny zazdrości, przy czym sam ma pełno dobrych kolezanek i jakos ja zazdrosna nie jestem. Przypadkiem zorientowałam sie, ze ogląda przez kilka godzin dziennie filmy porno i to od samego początku związku ze mną. Widać nie zrozumiał istoty tego co przezyłam, jak to jest byc zgwałconą. Straciłam całkiem poczucie własnej wartości, nadal uważam ze nie jestem nic warta- ciągle mi o tym przypomina, skoro podnieca sie patrząc godzinami na inne. NIe przyznał sie, oczywiście.. Po okolo roku wszystko sie powtórzyło, wtedy obiecywał ze nigdy więcej, ze był głupi.. No jasne, co miał powiedzieć. Kilka miesięcy temu odkryłam, że nadal to robi, a co gorsza wchodził na strony ze zdradą kontrolowaną, pisał ze jest zainteresowany i Bóg wie, co robił za moimi plecami. Na poczatku oczywiscie sie nie przyznał. Później powiedział, ze to bylo tylko "tak o, z ciekawości". Z ciekawości? dziwne, mnie nie interesuje jakoś jak to jest z innymi, nie ciągnie mnie do zadnej zdrady, nie szukalam nikogo, nie flirtowałam, w przeciwieństwie do niego. Dzień przed moją maturą odkryłam, ze umawia sie z mężatką ktora na dodatek ma dziecko. Jak pytalam nieraz czy przestał to robić, czy jest mi wierny, czy przestał klamać odpowiadał tak. A co sie okazało? Nie powiedziałam mu o tym, bo nie chciałam robic awantur na chwile przed maturą. Jeszcze na minute przed wejsciem do sali płakałam przez niego.. I dopiero ostatnio, jak spotkalismy sie przypadkowo z tą dziewczyną (oczywiscie udali, ze sie nie znają) zapytałam kim jest dla niego ta dziewczyna na która sie tak patrzył ciągle przez połowe imprezy, odpowiedział ze przychodzi na zakupy do jego sklepu i tyle. Do niczego sie nie przyznał.. A jak popatrzyłam ostatnio w jego telefon bo juz nie wytrzymałam (dodam, ze on patrzy w mój bardzo często) smsy byly tylko ode mnie, reszta usunieta, w rejestrze kilkanaście nrów z którymi pisze i dzwoni, archiwum ze stron internetowych tez przez te 3 lata usuwał i pewnie nadal tak robi. Zaciera wszystkie slady, jedynie czasem o czymś zapomni.. Gdybym nie zobaczyła na początku przez przypadek, to bym cały czas myslała, ze wszystko jest super.. Dziś jestem kłebkiem nerwów, bo ciągle jestem okłamywana, możliwe ze mnie zdradził fizycznie, tego nie wiem, ale psychicznie mnie wykończył. Straciłam do niego całe zaufanie, a związek powinies opierać sie przede wszystkim na tym.. dziś w nic mu nie wierze. A karą dla niego jest rok bez sexu. A i tak nie wiem czy po tym czasie będe mogła.. Powiedziałam mu, ze nigdy mu tego nie wybacze.. co o tym wszystkim myslicie? Dlaczego on mnie tak traktuje, wiedząc co kiedys przeszłam? Przecież nigdy o tym nie zapomne ![]()
Podobne tematy
lisa858 - czemu u licha jesteś z takim człowiekiem? Nie wymieniłaś ŻADNEJ jego zalety, a tak wielka lista wad każe powiedzieć jedno: UCIEKAJ OD NIEGO!
dodam, ze codziennie mysle o tym co robi/ł. I nie umiem znaleźć odpowiedzi co było źle, czego mu brakowało? Jego eks była bardzo doswiadczona, więc może dlatego szukał wrażeń. Ale mimo to powinien postawić sie w mojej sytuacji, pomysleć co ja wtedy czuje, czy nie obrzydza mnie to, kiedy on ciągle mysli o innych jak o obiekcie.. Zależy mi na nim, próbowałam sie od niego "odciąc", niestety po kilku dniach dałam sie przekonać, ze może jednak cos zmieni.. Ale tych szans było kilka, zawsze powtarzał, ze sie zmieni, a później znów to samo. Ja od początku jestem mu wierna i ani przez myśl mi nie przeszło, żeby go zdradzać ..Wszyscy faceci jednak myślą o jednym..
lisa858 - OCZYWIŚCIE, że powinien Cię zrozumieć! Dlatego tak mnie dziwi, że wytrzymujesz lata, choć on tak Cię traktuje. Nie pisz proszę w taki sposób o wszystkich, wcale nie wszyscy są tacy, dlatego właśnie uważam, że powinnaś znaleźć takiego, który Cię będzie traktował dobrze. Czy Ty akceptujesz takie znęcanie się nad Tobą dlatego, że masz niską samoocenę? Nie rozumiem, dlaczego na to pozwalasz. Dbaj o siebie!
Lisa858: po pierwsze i najważniejsze powinnaś poszukać fachowej pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej jako ofiara gwałtu. Taki okrutny czyn pozostawia ślad w psychice, to trauma, której "efektem" między innymi jest wybór takich partnerów, jak Twoi.
Zwróć się o pomoc - chodzi o Twoje życie. A tego idiotę spuść po brzytwie.
Poczytaj wątek na naszym forum:
http://www.netkobiety.pl/t1297.html
heathcliff- bo go kocham mimo tego co mi zrobił, chociaz mam ogromny żal do niego. NIe umiem sobie z tym poradzić, a jak chce pogadac o tym to unika tematu.. widujemy sie codziennie, jak nikt o tym nie wspomina- jest normalnie, śmiechy, przytulania.. dopiero później jak idzie, zastanawiam sie czy on w coś gra? skoro nieraz potrafi całkowicie o mnie zapomnieć, a w wyobraźni mieć inne..
lisa858 - ale on najwyraźniej Cię nie kocha. Skazujesz się na dalsze lata cierpienia, potem on Cię zostawi i znów ból. To naprawdę FATALNE wyjście. Miłość jest piękna, szalona i nieracjonalna miłość krzywdzonej kobiety też jest piękna, ale jest samobójcza. Robisz sobie w ten sposób krzywdę. Jest bardzo dużo wątków na temat kobiet, które nie potrafią odejść od mężczyzn, którzy je krzywdzą. Im wcześniej przejrzą na oczy, tym wcześniej dadzą sobie szanse na szczęśliwie życie. Mam nadzieję, że Ty, skoro już widzisz z jakim jesteś człowiekiem, szybko zrozumiesz, że życie z nim nie ma sensu. Będzie gorzej, będziesz żałować tych lat - a na pewno nie będzie lepiej, bo on wciąż czuje przyzwolenie na takie zachowanie.
niekochana72- dziękuje za link
wiesz, nikt z moich bliskich oprócz chłopaka i przyjaciółki o tym nie wie i nie chciałabym, zeby to wyszło. Wydaje mi sie, ze z tym poradziłam sobie bardziej, niż z tym jak zachowuje sie mój chłopak. Chociaz ostatnio nie zauwazyłam niczego niepokojącego. Chociaz wtedy tez wydawalo mi sie, że jest wszystko w porządku. NIe sprawdzam go, bo znowu pewnie okazało by sie jeszcze wiele.. On np wie wszystko, zna kazde moje hasło, wszystko mu mówie. On nie mówi nic... I nie zwracam sie do niego po imieniu, w kazdej sytuacji mówię mu-oszust..
9 2011-09-23 19:59:54 Ostatnio edytowany przez lisa858 (2011-09-23 20:03:30)
heathcliff- a najlepsze jest to, że on uważa, że w przyszłości wyjde za niego. Mówi, że do tego to prowadzi bo wszystko jest ok, dogadujemy sie. No tak, ja jestem grzeczna a on sobie robi co chce. Rzeczywiście dobre rozwiazanie.. Nie umiem sie zdobyc na odejście. Próbowałam raz, no ale jak widać nadal jestesmy razem.
Bardzo ciesze sie, że mogłam to komuś powiedzieć, a jeszcze bardziej, że ktoś sie tym zainteresował
dziękuje Wam
Dłuugo sie na to zbierałam i w końcu sie przezwyciężyłam.
lisa858 - więc będziesz to ciągnąć? Dasz się poniżać i zdradzać?
Aż nie wiem, co Ci napisać.
niekochana72- dziękuje za link
wiesz, nikt z moich bliskich oprócz chłopaka i przyjaciółki o tym nie wie i nie chciałabym, zeby to wyszło. Wydaje mi sie, ze z tym poradziłam sobie bardziej, niż z tym jak zachowuje sie mój chłopak. Chociaz ostatnio nie zauwazyłam niczego niepokojącego. Chociaz wtedy tez wydawalo mi sie, że jest wszystko w porządku. NIe sprawdzam go, bo znowu pewnie okazało by sie jeszcze wiele.. On np wie wszystko, zna kazde moje hasło, wszystko mu mówie. On nie mówi nic... I nie zwracam sie do niego po imieniu, w kazdej sytuacji mówię mu-oszust..
Skarbie, nie masz się czego wstydzić, ale doskonale rozumiem, że możesz krępować się rozmawiać o tym z bliskimi. Pomoc psychologa pozwoli Ci uporać się z przeszłością, która cały czas rzutuje na Twoje decyzje.
Wybór takiego własnie partnera jest typowym dla ofiary gwałtu.
NIE MUSISZ BYĆ OFIARĄ! Proszę Cię - daj sobie pomóc. Otrzymasz pomoc darmową, w tym wątku, do którego link Ci podałam - masz informacje.
heathcliff- jeszcze nie wiem co zrobie. Musze to przemysleć, bo na razie sie układa, chociaz nie wiem z jakim skutkiem.. jak mu powiedzialam o gwałcie, a było to na samym początku, zeby miał szanse sie wycofać jakby co, bo wiadomo, ze nie każdy chce sie związać z taką osobą, to płakał i przezywał strasznie. A teraz pewnie myśli, ze o wszystkim zapomniałam, że to juz mnie nie dotyczy.. I dziwi mnie, ze po tylu razach co go przyłapałam, ten dalej robi tak samo. To w takim razie po co jest ze mną? On uważał jeszcze niedawno, ze kazdy facet robi tak jak on i nie ma w tym nic złego..Dopiero ostatnio zaczął zauwazać w tym błędy. Ciekawe jak on by sie zachował, gdybym ja cos takiego mu zrobiła, a jest zazdrosny masakrycznie.
lisa858 - ofiara gwałtu nie jest żadną "taką osobą". Jeśli sobie nie radzi, to jej trzeba pomóc (dostaniesz tu wsparcie), a nie jeszcze wybrzydzać. Moje zdanie się nie zmieni - zostaw go! Już chyba tego nie powtórzę, ale będę trzymał kciuki za Twoje przyszłe szczęśliwe życie.
niekochana72- czesto zastanawiałam sie nad pomocą psychologa. Na razie zdecydowałam sie poszukać jej na tym forum. Zobaczymy do jakich wniosków dojde. Ale męczy mnie to bardzo, co noc o tym mysle. A on zdaje sie, ze o wszystkim od razu zapomniał, jakby nic nie zrobił. Często powtarza, jaki on jest dla mnie dobry i ile robi. No tak, a ile zrobił złego? tego nie rozumie.. bałam sie, że nie znalazłabym nikogo kto zechciałby ze mną być, może dlatego tak sie trzymam tego związku.. zawsze czekam, co sie okaże, a potem odkładam myśl o zerwaniu, bo znów sie boje, co bede robic sama i jak długo bede samotna. A moze nie trafiłam najgorzej?
Nigdy wczesniej nie miałam problemów z nerwami. Odkąd zaczęły sie te wszystkie jego akcje, nie moge poradzic sobie z nerwami, krzycze nieraz z byle powodu, bo przez dzień kilka razy przejdzie mi mysl o tym co robił i wszystko sie we mnie gotuje. On tego nie rozumie, bo o tym nie mysli. Dla niego to przeszłość
heathcliff- bardzo dziekuje
rzeczywiście moja samoocena jest bardzo niska, zreszta nie ma sie co dziwić. Skoro inne są lepsze dla niego, bo mają wieksze cycki, bo są odważne pod względem bliskości z innymi.. a ja chyba tak naprawde nigdy nie będe zadowolona z tego. Zresztą co z takiego jest, jak ja nie mam ochoty a on i tak nalega? i ciagle mi powtarza, że jestem oschła i nienormalna pod tym wzgledem, że powinnam iśc do psychiatry bo zadna nie jest taka jak ja, ze nie ma na to ochoty.. a jaka mam być? on by chciał, zebym sie zachowywała jak te panienki na jego filmach ;/
Nie pisz posta pod postem, użyj opcji edytuj.
Moderatorka-apoteoza
niekochana72- czesto zastanawiałam sie nad pomocą psychologa. Na razie zdecydowałam sie poszukać jej na tym forum. Zobaczymy do jakich wniosków dojde. Ale męczy mnie to bardzo, co noc o tym mysle. A on zdaje sie, ze o wszystkim od razu zapomniał, jakby nic nie zrobił. Często powtarza, jaki on jest dla mnie dobry i ile robi. No tak, a ile zrobił złego? tego nie rozumie.. bałam sie, że nie znalazłabym nikogo kto zechciałby ze mną być, może dlatego tak sie trzymam tego związku.. zawsze czekam, co sie okaże, a potem odkładam myśl o zerwaniu, bo znów sie boje, co bede robic sama i jak długo bede samotna. A moze nie trafiłam najgorzej?
Nigdy wczesniej nie miałam problemów z nerwami. Odkąd zaczęły sie te wszystkie jego akcje, nie moge poradzic sobie z nerwami, krzycze nieraz z byle powodu, bo przez dzień kilka razy przejdzie mi mysl o tym co robił i wszystko sie we mnie gotuje. On tego nie rozumie, bo o tym nie mysli. Dla niego to przeszłość
Lisa - bardzo chciałabym Ci pomóc, pewnie jak większość z tych, którzy przeczytają Twoją historię. Ale my nie jesteśmy fachowcami. A Tobie jest potrzebna pomoc fachowca.
Żebyś mogła z kimś być - musisz najpierw nauczyć się być sama z sobą. Terapia Ci w tym pomoże.
niekochana72- myślisz, że to dobry powód by tam iść? nie mam podstaw do czystej zdrady, więc ktoś pomysli, że przyszła dziewczyna, nie zna zycia, oskarża kogoś..
Psychoterapeuta nie jest prokuratorem, nie jest od ustalania prawdy. Jego zadaniem jest pomoc w przezwyciężeniu trudnych przeżyć. I żadne forum nie pomoże tak, jak uczyni to profesjonalista.
niekochana72- myślisz, że to dobry powód by tam iść? nie mam podstaw do czystej zdrady, więc ktoś pomysli, że przyszła dziewczyna, nie zna zycia, oskarża kogoś..
Skarbie - idź, porozmawiaj, daj sobie pomóc.
Za pare dni zaczynam studia, boje sie ze jak zaczne rozdrapywać wszystko to sobie nie poradze w nauce. Do tego jeszcze wyjezdzam i będę mieszkała w miejscu gdzie będę studiować, a skoro do niego nie mam zaufania to ciagle sie bede zadręcząć czy mnie nie oszukuje na nowo, skoro mnie tam nie ma przy nim.
Orientuje sie ktoś moze ile taka terapia kosztuje? zalezy to od ilości wizyt pewnie tak? Nadal jestem na utrzymaniu rodziców, dlatego pytam. Mysle, ze kiedyś sie na nią zdecyduje.
Koszt zależy od miasta. Zwykle płaci się za każdorazowe spotkanie.
Pierwsze dwa-trzy spotkania są konsultacjami potrzebnymi psychoterapeucie na zorientowanie się w problemie, a klientowi - na decyzję co do podjęcia terapii. To wszystko ustalane jest wspólnie między klientem a terapeutą.
Poszukaj w internecie informacji na temat kosztów terapii w mieście, w którym będziesz studiowała.
Powodzenia.
Co do psychoterapeuty to ja chciałam tylko zaznaczyć, że można też dostać się na terapię BEZPŁATNIE, w ramach NFZ, trzeba mieć skierowanie od lekarza rodzinnego i znaleźć terapeutę, który nas zechce wcisnąć w grafik. Ja już tak od ponad pół roku chodzę co tydzień, specjalnie nie wydzwaniałam po wszystkich lekarzach słysząc odmowę. I to naprawdę pomaga.
23 2011-09-24 10:41:21 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-24 10:41:58)
Co do psychoterapeuty to ja chciałam tylko zaznaczyć, że można też dostać się na terapię BEZPŁATNIE, w ramach NFZ, trzeba mieć skierowanie od lekarza rodzinnego i znaleźć terapeutę, który nas zechce wcisnąć w grafik. Ja już tak od ponad pół roku chodzę co tydzień, specjalnie nie wydzwaniałam po wszystkich lekarzach słysząc odmowę. I to naprawdę pomaga.
Nie chcę Cię kochana "popychać", ale... może skrobnęłabyś coś więcej lisie na prive'a? Nie ma to jak pogadać z kimś, kto sam coś od siebie może dodać.
A dziewczyna zdecydowanie zgubiła siebie...
Ja chodzę na terapię z innych powodów niż gwałt, więc nie wiem czy mogłabym coś pomóc. U mnie jest kwestia patologicznej rodziny, ojca, który się nad nami znęcał i wielu tego konsekwencji. Chcę tylko zaapelować do wszystkich, żeby nie zwlekali z podjęciem decyzji o rozpoczęciu psychoterapii, ja się wzbraniałam wiele lat twierdząc, że przecież taka jestem i tyle, przecież nikt mi klapek w głowie nie przestawi, przecież sama sobie poradzę. Gdybym skorzystała z takiej pomocy kilka lat temu, może nie cierpiałabym teraz tak bardzo... Oczywiście należy pamiętać, że proces "naprawy" jest długotrwały i jeżeli jakieś zmiany w nas zachodzą, to często pozornie niezauważalnie. Wiele razy wychodziłam od mojej Pani psycholog załamana, zapłakana, zrezygnowana. I na to też trzeba byc przygotowanym, ale to jest najwyraźniej jeden z etapów terapii, w końcu podobno trzeba sięgnąć dna, żeby mieć się od czego odbić w górę... I sprawa najważniejsza, trzeba CHCIEĆ tych zmian, nie da się człowieka zmusić do terapii.
Wracając do lisy. Twoje słowa
"bałam sie, że nie znalazłabym nikogo kto zechciałby ze mną być, może dlatego tak sie trzymam tego związku.. zawsze czekam, co sie okaże, a potem odkładam myśl o zerwaniu, bo znów sie boje, co bede robic sama i jak długo bede samotna. A moze nie trafiłam najgorzej?"
są mi bardzo dobrze znane. Byłam kiedyś w bardzo podobnej sytuacji. Chłopak był, jaki był, ale BYŁ. Nie byłam samotna i to było najważniejsze. Jakiś mężczyzna się mną interesował, opiekował, tak bardzo nie krzywdził, a było to dla mnie coś nowego, w końcu nigdy tego nie miałam od mojego ojca. Do tego niska samoocena, z którą walczę cały czas. Ale to jest ślepa uliczka, z której bardzo ciężko się wydostać. A przyczyną tego są Twoje przeżycia z przeszłości i dlatego tylko Ci się tak wydaje, że sobie sama jakoś z tym poradziłaś. Gdyby tak było, to nie trzymałabyś się kurczowo faceta, który Cię nie szanuje. Przełam się i szukaj fachowej pomocy.
infinity- widze, że także jesteś w ciężkiej sytuacji. Jak sobie z tym radzisz? w domu jest jakaś poprawa czy terapia wpływa kojąco ale tylko na Ciebie?
co powiedziałaś lekarzowi rodzinnemu, że Cie skierował? opisałaś mu swój problem rodzinny czy poprosiłaś od razu o skierowanie? Dobra rada z Twojej strony, dziękuje
chociaż troche bałabym sie, ze to wyjdzie na jaw a wtedy rodzice będą wypytywać po co mi to, skoro nic mi sie nie dzieje.. a nie moge im przecież powiedzieć o tym. Ile Twoja terapia będzie jeszcze trwać? Ty to ustalasz, czy czujesz sie już na siłach czy to zalezy od terapeuty? a co to chłopaka, o którym pisałaś- jesteście ze sobą?
Wielokropek- także dziękuje za informacje
początek jest zawsze najtrudniejszy, dlatego dobrze ze o tym wspomniałaś.
infinity- widze, że także jesteś w ciężkiej sytuacji. Jak sobie z tym radzisz? w domu jest jakaś poprawa czy terapia wpływa kojąco ale tylko na Ciebie?
co powiedziałaś lekarzowi rodzinnemu, że Cie skierował? opisałaś mu swój problem rodzinny czy poprosiłaś od razu o skierowanie? Dobra rada z Twojej strony, dziękujechociaż troche bałabym sie, ze to wyjdzie na jaw a wtedy rodzice będą wypytywać po co mi to, skoro nic mi sie nie dzieje.. a nie moge im przecież powiedzieć o tym. Ile Twoja terapia będzie jeszcze trwać? Ty to ustalasz, czy czujesz sie już na siłach czy to zalezy od terapeuty? a co to chłopaka, o którym pisałaś- jesteście ze sobą?
Jeśli chodzi o mojego ojca, to po 25 latach "małżeństwa" po namowie dzieci i psychologa moja mama wniosła o rozwód. Od ok. 10 lat ojciec z nami dzięki Bogu nie mieszka (dostał eksmisję) i nie mamy kontaktu. Wtedy będąc nastolatką zostałam z mamą sama w domu ( moje starsze rodzeństwo wyjechało na studia) i przeżywałam kilka lat jej ciężkiej depresji, pełniąc niejako rolę terapeuty i obiektu, na którym można sie wyładować...
Cała ta sytuacja w domu skrzywiła, mamę, rodzeństwo i mnie. Trafiłam do tej Pani psycholog trochę przypadkowo, mianowicie wysłałam do niej mojego byłego narzeczonego, poszłam z nim, żeby naświetlić sytuację (bo obawiałam się, że on siądzie i się nie odezwie), jakoś tak wyszło, że kilka razy byliśmy na wspólnej terapii, po czym w toku rozmów mój były narzeczony stwierdził, że on nie ma po co chodzić (a ma!), a że wyszła moja cała moja rodzinna sytuacja to zadecydowaliśmy w trójkę, że ja na tej terapii zostanę. Przez większość czasu rozmawiałam o "sprawach bieżących", to znaczy o moim związku i o bardzo trudnej relacji ja- moja mama. A że wszystko ma swoje pierwociny w moim ojcu, to ten temat się ciągle przewija. Tak samo jak u Ciebie- ten gwałt odbija się teraz echem na Twojej postawie w związku.
Nie wiem ile ona będzie trwać (mam nadzieję, że będę mogła chodzić jak najdłużej), niedługo z bólem serca prawdopodobnie będę musiała zmienić terapeutkę, kolejne jakieś rozstanie w moim życiu
Napewno możesz w każdej chwili zrezygnować, parę razy Pani mnie straszyła, że jesli nie chcę przyjąc czy zrobić pewnych rzeczy podczas terapii, to znaczy, że nie chcę nic zmienić czyli terapia nie ma sensu, bo ona na siłę nic robić nie będzie;]
Odnośnie rodzinnego to ja akurat poszłam do niego z objawami somatycznymi silnej nerwicy, jaka tworzyła się we mnie od lat, więc bardzo ogólnie mu sprawę musiałam naświetlić. Nie wdawałam się w przyczyny (tym bardziej, że on zna moją mamę), bardziej opowiadałam o moim samopoczuciu fizycznym, żeby wykluczyć tło chorobowe. Sam stwierdził, że da mi leki, ale one nie usuną przyczyny i że z tym to do psychologa warto iść (u psychiatry już byłam). Przy którejś wizycie poprosiłam o skierowanie. Nie wiem jaki jest Twój lekarz, ale myślę, że nie powinien za bardzo wnikać w sprawy psyche, powiedz mu, że masz potrzebę pójścia i porozmawiania o pewnych gnębiących Cię sprawach i tyle, powinien zrozumieć. Tak czy inaczej obowiązuje go tajemnica lekarska. To samo tyczy psychologa.
Co do chłopaka, o którym pisałam wyżej że " był, jaki był, ale BYŁ" to wreszcie po kilku nieudanych próbach zerwałam, po czym prędko zaczęłam szukać kogoś innego, bo wiedziałam, że to jedyna metoda, żebym miała siłę odciąć pępowinę. Mimo, że jego zachowanie sukcesywnie zabijało moje do niego uczucie, bałam się strasznie samotności, że nikt mnie nie będzie chciał i tak dalej i że kolejny raz po jego płomiennych obietnicach zmiany wrócę. A to tak jak już pisałam ślepa uliczka.
Udało mi się bardzo szybko poznać faceta i choć na początku (no, dobre 2 miesiące spotykania się prawie codziennie) nie potrafiłam "zaskoczyć" z nowym uczuciem i było mi ciężko jak nie wiem (tym bardziej że były ciągle pisał, dzwonił, błagał) to dzięki cierpliwości i zrozumieniu "nowego" faceta udało mi się raz na zawsze uciąć tamten związek. I powiem Ci, że zmiana na lepsze była OGROMNA i nigdy tej decyzji nie żałowałam! Niiestety mój "wybawiciel" po 2 latach cudownego związku, półtora miesiąca po zaręczynach ze mną zerwał z idiotycznego powodu, o czym pisałam już na tym forum. I od ponad miesiąca jestem sama. Po 6 latach bycia z kimś. I jest ciężko, ale żyję, muszę. I Ty też dasz radę, a naprawdę tkwienie w chorym układzie, w którym Cię ktoś ciągle rani nie ma sensu, im szybciej odejdziesz, tym lepiej dla Ciebie. Psycholog uświadomi Ci wiele spraw, pokaże pewne mechanizmy, nakieruje myślenie na zdrowszy tor. To pomoże Ci przejść przez samotność i wejść w nowy, zdrowszy związek.
Aha, absolutnie nie polecam Ci mojego systemu szukania odrazu kogoś nowego, wtedy tak zrobiłam i mi to bardzo pomogło, ale to jest chore podejście, wynikające z panicznego strachu przed samotnością.
Ale się rozpisałam ![]()
rzeczywiście, spisalaś sie. Milo mi, ze ktos poswięca mi czas i zwierza sie
pisałaś, ze pewnie będziesz musiała zmienic terapeutkę- czemu tak?
chcialabym przeczytać tego posta, w którym piszesz o narzeczonym. Gdzie go moge znaleźć?
Ja jestem tego zdania, ze powinno sie jak najdłuzej poznawać drugą osobe (kilka lat) zanim zdecyduje sie na kolejny krok. Nie ma po co sie spieszyć, skoro ludzie dogadują sie w zwiazku, to naczyczeństwo czy małżeństwo niczego nie zmienia. Trzeba miec pewność, ze to własnia ta osoba, bo później szkoda samej siebie, swoich uczuć.
Tu sie wszystko zaczęło
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=17533&p=6
Możesz także kliknąc na mój nick i tam są wszystkie moje posty
Co do terapeutki to chyba właśnie muszę zmienić miasto... ![]()
A odnośnie zaręczyn to ja miałam pewność. On też taką pewność deklarował... Zresztą jeśli chce Ci się czytać moje nędzne wywody to zapraszam do linka