Byłam z facetem 3 lata, 2 lata mieszkaliśmy razem... Nie układało się nam, oboje byliśmy zazdrośni, były kłótnie i się dusiliśmy... W czerwcu pisał z jakąś dziewczyną, umawiał się na spotkania, pokłocilismy sie i sie wyprowadził, na drugi dzien przyszedł i błagał o przebaczenie-powiedział mi wtedy, że nie potrafi i nigdy nie będzie potrafił się ze mną rozstać... Ale i tak postanowiliśmy, że się wyprowadzi, bo nie zmierza to w dobrym kierunki, że bd się dalej spotykac i może bd jak na początku... W lipcu nie widzieliśmy się dwa tyg-napisał mi sms, że za każdym razem jak wraca do domu po pracy mówi do mnie cześć Imię i odpowiada sobie w myślach moim głosem i że tęskno, napisałam mu wtedy, że dzis patrzyłam w telefon 15min i myslałam zadzwon, napisał, że chyba jest w nas jeszcze część tej miłości, która kiedyś nie pozwalała nam zasnąć z tęsknoty... Na początku sierpnia wyprowadził się... I od tamtej pory mam wrażenie, że rozluźnia kontakt.... Jak a się nie odezwę to on tego nie zrobi, kilka razy się spotkaliśmy, bo zaprosił mnie np na kolację... Teraz postanowiłam że się nie odezwę... Bo ostatnio mnie trochę olał, pisałam w czwartek, ostatnio widzielismy się półtora tyg temu i było ok... teraz niby jest zajęty, ale wcześniej znajdował zawsze czas, żeby zadzwonić... Chcę dać mu spokój, bo wiem, że jak się kogoś nie chce, a on wypisuje, wydzwania to to tylko irytuje i jeszcze bardziej zniechęca. Jak mam to zrobić? Znam jego nr na pamięć, więc nic nie da jak sama go zmienię. Najdłuzej wytrzymałam tydzien, żeby się nie odezwać... Teraz chce juz w ogole sie nie odzywac, bo on sie chyba przyzwyczaił, że co by nie zrobil ja zawsze usmiechnieta zadzwonie predzej czy pozniej... Beczę cały wczorajszy i dzisiejszy dzień, bo przechodzę wewnętrzną katorgę, wcześniej wiedziałąm, że zadzwonie, teraz walczę sama ze sobą, żeby to zakonczyć... jak on się nie odezwie, to ja już tego nie zrobię... Przynajmniej zobaczę ile dla niego znacze, czy się przyzwyczaił, że ja zawsze dzwonie czy sam tez to zrobi, czy poprostu ma mnie juz gdzies... a ze dwa tyg temu jeszcze proponował kino;/ najgorsze jest to, ze ja nie moge go namowic na szczera rozmowe, on mi nie powie ani ze bd razem ani ze jest koniec, poprostu nic, mowi, zebysmy sie spotykali, dali sobie luz i wg niego to jest recepta, bo na szybko sie nic nie wyklaruje... to sa jego słowa... Co ja mam robić? Jak ja mam dać mu spokoj;/ najgorsze jest to, ze jestem atrakcyjna i w sumie prawie codziennie ktos do mnie zagaduje, gdzies zaprasza i wgl, a tego co ja chce nie chce mnie:(
Podobne tematy
nie ma tabletki żadnej na to aby definitywnie dać sobie spokój z uczuciami do kogoś. to musi zrobić twoja psychika. jeśli się zaprzesz to to zrobisz. nikt ani nic za ciebie tego nie zrobi. zajmuj czymś myśli kiedy pomyślisz by napisać do niego.... nie wiem śpiewaj recytuj wypowiadaj modlitwę. what ever ![]()
siła jest w nas samych. ale z tego co piszesz to jemu już raczej na was nie zależy. jeśli facet chcę kobiety to poruszy niebo i ziemie aby z nią być. jeśli tego nie robi .... masz odpowiedź
ja zauważyłam, że jak mi zależy to on odpuszcza, jak ja odpuszczam to on się stara... A już dawno zrobił się wygodny i cały ciężar związku dzwigałam ja, bo wyczuł, że jestem jakoś psychicznie od niego uzależniona i słaba... Dlatego teraz mam zamiar wziąć się w garść, bo być może właśnie tak jest jak piszesz, że jemu już nie zależy wcale... nie przekonam się jak będę ciągle do niego wydzwaniać... Musi poczuć, ze traci, może się obudzi albo mu ulży... Mam ochotę się napić i spalić paczkę fajek, chociaż nie palę;/ nie radzę sama ze sobą... On palił marihuanę jeszcze jak mieszkalismy razem, co wieczor;/ jak się go czepiałam to mówił, że ma problemy i musi odreagować, jak pytałam jakie to problemy,to odpowiedział, że w związku, powiedzialam, ze jest słaby,że sam sobie ze soba nie radzi... teraz mam podobnie;/
z własnego doświadczenia wiem że najgorsze co możesz sobie zafundować to usiąść i rozmyślać co było nie tak w związku który już nie istnieje. to działa destrukcyjnie !! może on zobaczy co traci może on się zmieni może on dojrzeje może może może !!!!!!!! za dużo tego może. nie myśl co mogło by być tylko tym co jest tu i teraz.
wychodź gdzieś nawet na siłę. tylko nie rozmyślaj. serce nie sługa ale czasem trzeba nauczyć się kontrolować je, a przyda się to na potem uwierz
wiem, że takim postępowaniem sobie nie polepsze, ale nie mam siły wziąć się w garść. Przez cały rok nie kupiłam sobie tyle kosmetyków, co przez ten tydzien, kupuje, maluje sie, szykuje, wychodze na miasto, faceci sie odwracają i co? mam ochote powiedziec kazdegmu jednemu:'na ch...się lampisz'... Nie daje mi to szczescia, wiec musze szukac dalej, cale mieszkanie wysprzatalam, nigdy tak nie błyszczało i co? posprzatalam i usiadłam zaczelam płakać, bo normalnie by powiedział 'lusia ale ładnie posprzatałaś, napracowałaś się, zasłuzylas na nagrode zaraz pojde ci kupie cos slodkiego', ateraz tego nie widzi:( kupiłam melisę, piję ją z nadzieją, że mi ulży, nie pomaga...;/ zaraz chyba polece po fajki i piwo;/ jak dzwoni telefon biegne z nadzieja ze on, nie on i tylko jestem niemiła dla wszystkich, że zrobili mi nadzieje... wszyscy mysla, ze sie trzymam bo mowie, ze jest ok, chodze usmiecham sie, a w srodku mam rozp...! Poznałam chłopaka, dzięki któremu tak nie myslałam o moim i o tym co będzie przez ten ostatni miesiąc od wyprowadzki... Pisałam z nim dużo, zabijałam czas, a był miły, prawił komplementy, nie był nachalny i bezczelny jak inni, ze zaraz czegos oczekiwali...tez mysli, ze sie ok trzymam, le zauważyłam, że on zaczyna się angażować, stawia mnie na piedestale, nie chcę go krzywdzić, nie jestem gotowa,zeby wiazac sie z kims innym, a nie chce go uzyc jako pocieszacza i sie bawic jego uczuciami jak mój? bawi się moimi... I wczoraj jak ostatnia głupia małolata jakaś wyszuakałam byle pretekstu żeby zakończyć pisanie z tamtym-dla jego dobra, żeby się nie angażował, mi bd trochę ciężej bez tych wiadomosci, ktore podnosza mi na duchu i nie pozwalają myslec zbyt dlugo, ze jestem beznadziejna i totalnym dnem. Ale ten chłopak...napisałam mu, żeby znalazl sobie inna kolezanke do popisania, bo ja już mam dosyc jego wiecznego uciekania, bo wejdzie na godzine na gg, na godzine idzie, kaze mi czekac i tak w kolko...nie wkurza mnie to, broń Boże, ale szukałam pretekstu ;/ I zablokowałam go na gg, nap mi smsa, ze sie tego nie spodziewał, a ja mu nap, ze chciał iść spac wiec niech idzie i zycze milych snow i milego zycia. To mi napisał, zebym mu nie zyczyła milego zycia, bo bardzo mu zalezy na tej znajomosci, ze przeprasza, ze chciałby spełnić każde moje zyczenie, ze poczeka az minie mi zlosc, ze sie zmieni.... Boże....On jest prawie idealny, nie musi się zmieniać, jest i przystojny i inteligentny, ale ja jestem nieszczesliwie zakochana w kimś innym:(( Inny mnie chce, przeprasza chociaz ja sobie cos celowo wynalaazłam, a tamten, jakbym za nim w ogien wskoczyla ma mnie gdzies. Nieszczęśliwa...
nie jesteś pierwsza z takim problemem. na pewno czytałaś inne wątki. taka jest już przewrotność losu, żaden człowiek nie umie tego zrozumieć czemu się tak dzieje. a ten kto to odkryje dostanie nagrodę Nobla.
potrzeba ci czasu i determinacji aby nie kontaktować się z eksem a zacząć się wyciszać. jak pobędziesz trochę sama nagle zapali ci się światełko "aha no ja takiego czegoś szukam tego chcę i tego chcę" spotkasz potem faceta z którym będziesz gotowa coś nowego zbudować.
teraz masz kotłowisko zamiast myśli. uwierz przejdzie z czasem, korci by napisać do niego uwierz przejdzie z czasem, chce ci się wyć do smutnych piosenek uwierz przejdzie z czasem, nie masz ochoty żyć PRZEJDZIE Z CZASEM !!!
ale kiedys z czasem.... ten czas to wieczność, kazdy dzien jest dla mnie męką... zaraz zaczyna się rok akademicki, chyba zawalę wszystko, co będzie możliwe, bo nie mogę się na niczym skupić;/ Mam ochotę iśc do niego na kolanach i błagać, żeby mnie kochał... Gdzie moja godność? Ale zrobiłabym to...;/ analizuję wszystkie jego smsy... dwa tyg temu powiedziałam, ze koniec, on ze nie chce konczyc, a teraz co... a teraz sie nie odzywa, bo mysli, ze znowu ja sie bede prosic o chwile uwagi... mam dosyc ciaglego blagania go o milosc... Wchodzę na jego poczte co godzine, sprawdzam czy cos dostał, czy sam coś pisał, wchodze na konto patrze czy płacił kartą, jak widze ze pieniedzy jest mniej to dla mnie znak, ze nie siedzi w domu i potem tylko czekam 2 dni az pokaze sie w historii konta co to byla za operacja wpisuje w google numer bankoamtu i patrze gdzie wypłacał pieniądze;/ zobaczyłam na jego poczcie ze zarejstrował się na jakiejś zagranicznym portalu randkowym...i pisze z jakimiś kobietami...chyba po to, zeby się dowartosciować, tez zabic czas, juz sobie dałam tym nadzieję, że jemu może też nie jest łatwo... spytałam tarota w piatek czy sie do niedzieli odezwie karty odpowiedziały, że tak i co 16 w niedziele i g**. głupia naiwna szukam nadziei w kartach;/
ja po mojej tragedii po 5 latach związku chciałam się zabić i to dwa razy miałam próby. a wyszłam z tego więc wiem co czujesz bo przeszłam coś dużo gorszego. i wiem że to przejdzie. tylko ogarnij się i przestań rozpamiętywać sprawdzać katujesz się. zajmij się sobą myślisz że on myśli o tobie ?? analizuje ciebie ?? myśli jak mógłby to naprawić ?? no chyba widzisz że nie !!
błagam zrób coś dla siebie bo marnuje się dobry materiał na kobiete
cześć.
To takie idiotyczne kiedy następuje koniec i strony związku nie potrafią się rozmówić. Mnie szlag trafiał kiedy mój eks swoją dyplomacją mówił podobnie jak ten Twój czyli, że mamy dać sobie luz, że coś nie wychodzi etc. ale pisał, dzwonił, przytulał i tak w nieskonczonośc.... czas pokazał, że ja byłam tylko nie zamkniętą furtką jak inna otworzyła mu wrota do swojego ogródka to bez wachania wyrzucił mnie ze swojego życia....... czułam się podle, między innymi dlatego, że byłam naiwa. Co do tego, że patrzysz na tel i bijesz się z myślami co zrobić to wierz mi im więcej o tym myślisz tym bardziej się pogrążasz..... po prostu wbij sobie do głowy, że nie masz po co dzwonić. Bo niby po co masz dzownić do Niego? co to zmieni? co chcesz usłyszeć? myślisz, że Ci ulży? otóż nie ulży Ci bo nie zmusisz go do uzewntętrznienia się a jak On poczułby taką chęć to sam wykonałby ten telefon!!
Przeżyjesz tą wewnętrzną walkę, przezyjesz ten ból, tęsknotę ...... z czasem nadal się cierpi, ale nasza psychika przyzwyczaja się do tego uczucia smutku i tęsknoty..... jest tutaj wiele takich osób.... możesz liczyć na moje zrozumienie, wygadać się ( nawet o tym samym w kółko jeśli istnieje taka potrzeba) ale nie walcz z wiatrakami.......
własnie... ja sie go pytałm czy traktuje mnie jak taką poczekalnie...nie chce byc sam, a zadnej lepszej narazie nie ma to narazie mnie trzyma, jak sie trafi inna to mi da kopa w d***. On, ze nie, ale chce po woli, bo na szybko po tym co przeszlismy nic dobrego sie nie wyklaruje... Poprostu on wie, że jestem słaba. Sam mi kiedys powiedział, żebym nie liczyła, ze ja czy ktolowiek inny zobaczy, ze on cierpi, ze jak sie rozejdziemy, przezyje to i bedzie tesknił, ale da rade i wie, ze ja to zniose gorzej... Musze mu pokazac, ze jestem silna i potrafie sie z tym zmierzyc. On czuje się górą...
już mu chciałam napisać, że tęsknie:( jakoś się powstrzymałam... ale nie wiem czy jutro tego nie zrobię... Strasznie tęsknie... Kiedyś on mi napisał takiego smsa, dwa miesiace temu, dzisiaj oddałabym za niego wszystko
2 miesiące temu to i ja moja droga słyszałam, że będzie nas wersja 2.0, że fajnie będzie się zrekonstruować etc, a teraz co?
Ja idiotka rozpamiętuję, a on nagle zrobił się stanowczy i zdecydowany z rozdwojonej sierotki.
Cieszę się, że się ustabilizował emocjonalnie, bo mi do tego jeszcze bardzo daleko.
Staraj sobie przypominać swoje marzenia i cele życiowe, czy on mimo prób w nich uczestniczył?
Pozdrawiam i powodzenia.
taki obrót sprawy to najgorsze co może być tu już chyba uczucia nie grają głównej roli to raczej rodzaj zabawy w przeciąganie kto silniejszy albo ktoś znajdzie wsparcie ten wygrywa sytuacja taka trwać może lata rozstanie musi być definitywne bo inaczej się nie obudzimy i wracamy do tego samego punktu
ja też tak mam wyjechałam żeby sobie lepiej poradzić i był koniec no bo nie możemy być razem bla bla i znowu telefony jak ja nie chciałam dzwonić to on dzwonił jak on przestał to ja zaczęłam to chore a nic z tego i tak nie powstanie bo to ani w tą ani w drugą próżnia zawieszenie
esc to co robisz w tej chwili, to katowanie samej siebie. Przeciągasz rozstanie, to granic możliwości, to może trwać jeszcze rok , albo nawet dwa, w tym czasie będziesz się męczyć i tracić czas, zamiast lizać już rany i szukać nowej miłości. Ostatecznie rozmów się ze swoim obecnym/były chłopakiem. Albo wóz, albo przewóz. Dajecie sobie szansę i odbudowujecie relacje, albo to jest KONIEC. Najgorsza jest niepewność i czekanie.
Co do samego rozstania, każde boli i towarzyszą mu niestety tylko przykre emocje, ale po każdej burzy wychodzi słońce. Poczytaj historie na forum, a sama się przekonasz, że kocha się nie raz i nie dwa!
To co piszesz o Waszej "miłości" w mojej ocenie, niestety nią nie jest. To przyzwyczajenie, uczucie prawdopodobnie wypaliło się po roku, dwóch i zaczął się toksyczny związek, oboje nie mieliście na tyle siły, aby się rozstać, przyzwyczajenie zrobiło swoje, nagle on się wyprowadził, jest tęsknota i smutek, coś się skończyło, trzeba żyć od nowa, wszystko poukładać, to nie jest łatwe, ale nic nie dzieje się bez przyczyny i każdy koniec to początek czegoś nowego, dlatego też lepiej zakończ tę znajomość już teraz .. zanim dowiesz się, ze byłaś tylko kołem ratunkowych, na wypadek gdyby on nie spotkał innej dziewczyny.
dziś wytrzymałam i nie napisałam... Ale nie wiem co jutro? Mam do niego sprawę, miał mi pomóc i faktycznie tej pomocy potrzebuję;/ Z drugiej strony myślę sobie, przeciez on o tym wie i gdyby chciał mi pomoc, zadzwonilby i by sie spytał czy moze wpasc i kiedy. Nie chciałąbym jednak, żeby to był definitywny koniec;/ jednak nie mówie, że przerwa, nawet ze 3 miesieczna, bo mi tez cierpienie zzmieniłoby światopogląd.
Taka zmiana w człowieku wiąże się niestety z zamknięciem świeżego jeszcze etapu w życiu ![]()
Codzienność trzeba zamienić we wspomnienie i każdego dnia po przebudzeniu się, uświadamiać sobie, że wczoraj nie wróci i iść na przód. Ciężko czerpać chęć do lepszego jutra, jak wczoraj, które miało być wiecznością podupadło...
Chwilami do głosu dochodzi rozsądek, a za chwilę kłóci się z sercem i wspomnieniami ![]()
myślę, że czas i woda sodowa może pomóc....
Powodzenia!
dostałam dziś od jego znajomego wiadomość na fb 'zwariować można...' i to bylo tyle jak napsialam o co chodzi to wykasował konto... Nigdy nie rozmawialam z tym czlowiekiem, może ta wiadomośc ma cos wspolnego z moim? .
zadzwoniłam dziś do niego, bo potrzebuję tej pomocy, miał mi pomóc zamontować coś w domu, a nie mam kogo poprosić, więc zadzwoniłam... Zajęte... Oddzwonił za chwile, pytam czy ma tą wiertarkę, on, że tak, ale jest zabiegany, mówię ok czy może mi ją pożyczyć (ja studiuję na polibudzie, więc ogarniam takie sprzęty)... Mówi nie, nie poradzisz sobie, przyjadę jutro po pracy, obiecuję... i takie tam... Jednak jest dla mnie pomocny, ale czuję, że wewnętrznie po tych kilku wypłakanych dniach spojrzałam na to inaczej i oddaliłam się od niego. Chyba już nie zadzwonie więcej, jak już mi pomoże...