Witam .Piszę tutaj ponieważ zwyczajnie nie mam się komu wygadać ,potrzebuję wparcia i rady bo już na prawdę brak mi sił .Mam problem ze swoim chłopakiem.
Ma on teraz pewne spore problemy(powiedzmy po prostu ,że nie bardzo mu się w życiu układa ) w dodatku cały czas pracuje..od rana do późnego wieczoru i nie ma czasu.No i ostatnio strasznie się ode mnie oddalił.
Próbowałam z nim rozmawiać ,początkowo nic to nie dawało...w ogóle nie chciał mówić,milczał.Jednak udało mi się uzyskać odpowiedzi na niektóre pytania (choć musiałam je od niego wyciągać ).Powiedział mi ,że jest zagubiony i potrzebuje czasu .Zapytałam co z nami , jak on to widzi ...powiedział ,że nie wie ..że ma nadzieje ,że o przetrwamy .Zapytałam również czy kiedy wszystko się skończy i poukłada sobie to w głowie to czy może mi obiecać ,że wtedy postaramy się popracować nad naszym związkiem i go odbudować,czy to jest dla niego ważne tak jak dla mnie .Powiedział ,że tak ..że postara się .Ciężko mi wyczuć czy te odpowiedzi były szczere ,ufam mu ale z drugiej strony na prawdę ostatnio dziwnie się zachowuje.Wszystko trwa od jakiś niecałych dwóch tygodni ...praktycznie w ogóle się nie odzywa ,ja się odezwę raz na 2 dni ,żeby chociaż jakoś podtrzymać ten kontakt .Ostatni raz widzieliśmy się trzy tygodnie temu .Kiedy piszę do niego to odpisuję ,ale jest bardzo oschły .Staram się dać mu ten czas ale jest to dla mnie trudne.Czuję się jakby moje uczucia się nie liczyły,kompletny brak zainteresowania mną ,czuję jakbym przestała dla niego istnieć albo była mu obojętna. Żeby chociaż napisał sms'a od czasu do czasu z pytaniem co u mnie czy jak się czuje...ale nic ,kiedy ja się nie odezwę to on po prostu milczy . Powiedziałam mu ,że będę czekać .Zależy mi na tym związku , bardzo go kocham,a on mnie .Jesteśmy razem już sporo czasu i na prawdę było nam ze sobą dobrze .A teraz nawet nie potrafimy rozmawiać ;(. Cały czas walczę ,by nie męczyć go sms'ami i telefonami ...bo mam wrażenie ,że im więcej próbuję od niego wyciągnąć tym jest coraz gorzej więc po prostu odpuściłam sobie .Czasami mam ochotę to zakończyć(bo strasznie się meczę ) ale może faktycznie warto poczekać ...jak myślicie ?może ktoś był w podobnej sytuacji ?ja przetrwać takie załamanie swojego faceta ?
Będę wdzięczna za każdą radę.
Podobne tematy
moim zdaniem powinniscie szczerze porozmawiac..to jest bardzo wazne w zwiazku. a on nie ma prawa trzymac cie w takiej niepewnosci, a szczerosc to podstawa. moze po prostu pojdz do niego, postaraj sie go nie naciskac, ale delikatnie mu dac do zrozumienia ze moze na tobie polegac, bo napewno tak jest. jezeli sie kochacie to warto walczyc. w zwiazku bywaja rozne sytuacje, tzreba umiec sobie radzic z problemami, trzeba umiec sie ze soba klocic i rozmawiac. nie zostawiaj tego tak zeby samo sie wyjasnilo, bo kiedys sytuacja moze sie powtorzyc i co wtedy ?
Według mnie powinnaś czekać ale nie w nieskończoność. I przedewszystkim przestać się do niego odzywać.
Dlaczego tylko Ty masz podtrzymywać kontakt ? Może jak przestaniesz , pisać , dzwonić to chłopak zatęskni i zrozumie co może stracić a jak to nie pomoże to przynajmniej będziesz wiedziała że tylko Tobie zależało na tym żeby to naprawić.
Ja bym napisała poprostu smsa " będę czekać . daj znać jak wszystko przemyślisz " i więcej się już nie odezwała.
Wiem że to trudne ale na swoim przykładzie doszłam do wniosku że to najbardziej pomaga.
nie chce krytykowac Mileny, ale moim zdaniem takie nieodzywanie sie do niczego nie prowadzi.. jestem w zwiazku ponad 3 lata i nauczylam sie ze trzeba rozmawiac, zamykanie sie w sobie nic nie daje, wrecz przeciwnie, pogorsza sytuacje.bylam kiedys z kims kilka miesiecy, widzialam ze cos sie psulo, i on sie nie odzywal, i ja nie..wkoncu zwiazek sie rozpadl. powinniscie sobie pewne rzeczy wyjasnic. nie mozesz wiecznie na niego czekac, nie watpie ze masz ochote czasem to skonczyc. postaw sprawe jasno , powiedz ze cie to juz meczy...jezeli bedzie staral sie cos z tym zrobic to znak ze mu zalezy. jezeli nie to moze nie jest wart twoich uczuc.
troszeczke ta sytuacja ,ktora opisujesz jest nieczytelna.piszesz ,ze sie kochacie,ze jestescie sporo czasu ze soba,ze rozmawialas z nim,stwierdzilas ze bedziesz czekac iitd.wszystko to znamy z twojej strony.jednak pytanie brzmi:czego pragnie twoj partner?twierdzisz ze jest zalamany,przecgodzi kryzys ,duzo pracuje.to znow wyglada jakbys usprawiedliwiala to ,ze on sie nie odzywa do ciebie, ze nie podrztymuje kontaktu.
z perspektywy moge stwierdzic ,ze jest to raczej drugie dno problemu.jest cos co tak zmieniło twojego partnera.ot ppo prostu przestał sie starac.zadna sytuacja zyciowa nie skresla drugiej strony-ludzie potrzebuja wowczas wsparcia tej drugiej strony.a kochajacy sie ludzie nie zamykaja sie przed soba.nie mozesz chodzic na paluszkach.to nie tedy droga.na twoim miejscu powaznie zainteresowalabym sie sprawa i przyjrzała zachowaniu partnera.wybierz sie do niego i wez sprawy w swoje rece.
bo to co on mowi ,ze w momencie problemow musi sobie przemyslec zwiazek z Toba -to brzmi jak zwykly absurd.
jesli na prawde zalezy ci na tej relacji zacznij działac.postaw sprawe jasno i inie okłamuj siebie.
jesli jestes osoba zdeterminowana to znajdziesz odpowiedzi na swoje pytania i zobaczysz czy jemu zalezy na TOBIE!
nie chce krytykowac Mileny, ale moim zdaniem takie nieodzywanie sie do niczego nie prowadzi.. jestem w zwiazku ponad 3 lata i nauczylam sie ze trzeba rozmawiac, zamykanie sie w sobie nic nie daje, wrecz przeciwnie, pogorsza sytuacje.bylam kiedys z kims kilka miesiecy, widzialam ze cos sie psulo, i on sie nie odzywal, i ja nie..wkoncu zwiazek sie rozpadl. powinniscie sobie pewne rzeczy wyjasnic. nie mozesz wiecznie na niego czekac, nie watpie ze masz ochote czasem to skonczyc. postaw sprawe jasno , powiedz ze cie to juz meczy...jezeli bedzie staral sie cos z tym zrobic to znak ze mu zalezy. jezeli nie to moze nie jest wart twoich uczuc.
Jasne że tak ja też uważam że rozmowa jest najważniejsza. Ale skoro chłopak nie chce gadać a wszystki odpowiedzi się na nim wymusza to chyba coś jest nie tak. Dlaczego tylko jedna osoba ma się starać naprawić związek a druga nie ?
Ja osobiście po paru próbach rozmowy poddałabym się bo ile można jeżeli ktoś nie chce rozmawiać.
Może w ten sposób chłopak sobie uświadomi co traci.
ona_239 ale co on własciwie musi przemysleć? On musi przemysleć i uporządkować sprawy, które są powodem jego obecnych problemów: praca, realcje z rodziną itp.?
Czy on musi przemyśleć jakieś kwestie dotyczące Waszego związku?
Jełśi jego niepewności dotyczą Was to nie chcę Cię martwić ale dobrze to nie zapowiada. Meżczyźni raczej wiedzą czego chcą, a jełśi nie wiedzą to tak jakby byli na "NIE".
Jeżeli byś bezpośrednio zapytała się go np.: "czy to już koniec", a on odpowiedział by: "Nie wiem" to znaczy, że albo chce się wycofać ze związku ale jeszcze nie wie jak to zrobić, albo pojawiło się coś albo ktoś na horyzoncie co powoduje, że jeszcze do końca nie zdecydował co wybrać.
Albo faktycznie ma problem, który może być dla niego nie do przeskoczenia i może mu się wydawać, iż w danej sytuacji lepiej będzie dla Was, jak się rozstaniecie. Co jest oczywiscie jego subiektywnym odczuciem.
Piszesz autorko że twój chłopak Cię kocha. Ale czy wiesz to na pewno? Piszesz że się od Ciebie oddalił, że nie odzywa się od dłuższego czasu, czy tak się okazuje miłosc? Nie. I ja sadze, że owszem, ma swoje problemy ale widzę tutaj też to jakby on chciał odpocząc od Ciebie, jakby nie był pewny swoich uczuc do Ciebie.
Może nie wspierałaś go w jego kłopotach? Nie piszę tu że nie ale może on nie czuł tego wsparcia z twojej strony, może coś go uraziło?
Przecież on powinien Cię potrzebowac skoro ma kłopoty a nie jeszcze się od Ciebie oddalac. Ja myślę że powinnaś jeszcze raz z nim szczerze porozmawiac, dlaczego sie od Ciebie oddala? że skoro chcę ratowac wasz związek, skoro mu zależy to nie powinien odwracac się od ciebie. Jeżeli to nie przyniesie skutków to dała bym mu czas na przemyślenia nie odzywając się do niego. Może akurat po takiej ciszy z twojej strony zapragnie znów Ciebie? Bo sądze że jeśli on już nie czuje nic do Ciebie to i tak tego nie uratujesz, chocbyś go błagała na kolanach.
9 2011-09-10 23:33:37 Ostatnio edytowany przez luna89 (2011-09-10 23:36:03)
Ona_239 rozumiem Cię doskonale!Swoją historię opisałam w Twoim poprzednim wątku. Mam bardzo podobną sytuację jak Ty. Mój chłopak też ma ze sobą problemy,one wychodzą od niego, ale dotyczą nas obojga i rzutują na nasz związek...niestety...Oczywiście zanim się dowiedziałam o co dokładnie chodzi minęło sporo czasu, dopadały mnie wtedy jak najgorsze myśli, myślałam ze oszaleje z tej niepewności. Kiedy mi w końcu wszystko powiedział zrozumiałam jego zachowanie, pocieszyłam i powiedzialam ze juz nie musi sie zadręczać, bo ja już wszystko rozumiem, ale on oczywiście dalej ciągnie sprawę. Staram się być wyrozumiała, ale czasem mam wrażenie ze tworzy problemy trochę na siłę. Co prawda odzywa się do mnie, pisze smsy, wieczorem zazwyczaj zadzwoni, ale tak jakby z musu i te rozmowy w niczym nie przypominaja tego co bylo kiedyś. Czasem wzbiera we mnie taka zlość, że mam ochotę na niego nawrzeszczeć, powiedzieć, że to co robi bardzo nam szkodzi, ale oczywiście tego nie zrobię. Chcę mu pomóc i wspierać, bo związek nie polega na tym zeby byc ze soba tylko jak jest dobrze, ale tez gdy jest źle. Nie uda mi się to jednak, gdy on będzie się na mnie zamykał, bronił się. Każda próba rozmowy kończy się fiaskiem, bo on "nie chce o tym rozmawiac, jest mu ciężko, musi to sobie poukładać". Ciągle ucina dyskusję takimi tekstami albo odpowiada półsłowkami lub wzruszaniem ramion. Świetnie rozumiem autorkę postu, wiem jak się teraz czuje. Ona_239 na pewno dusisz wszystko w sobie, bo nie chcesz rozdrażnić swojego faceta, z drugiej strony masz ochotę coś z tym zrobić. I jesteś w szachu...poczucie bezsilności i beznadziejności jest nie do zniesienia. Każde wyjście z sytuacji jest złe, bo rozstanie zaboli bardzo, w końcu nadal kocha się tego człowieka, mimo,iż tak bardzo sie zmienił, z drugiej zaś strony trwanie w takim zawieszeniu, pseudo-związku męczy straszliwie...Nie poradzę Ci niczego konkretnie, bo samej sobie nie umiem doradzić. Chciałam tylko żebyś wiedziała, że gdzieś tam jest ktoś, kto Cię rozumie - może będzie Ci przez to trochę lżej...Trzymaj się:*
Mam problem ze swoim chłopakiem.
Ma on teraz pewne spore problemy(powiedzmy po prostu ,że nie bardzo mu się w życiu układa ) w dodatku cały czas pracuje..od rana do późnego wieczoru i nie ma czasu.No i ostatnio strasznie się ode mnie oddalił.
Próbowałam z nim rozmawiać ,początkowo nic to nie dawało...w ogóle nie chciał mówić,milczał.Jednak udało mi się uzyskać odpowiedzi na niektóre pytania (choć musiałam je od niego wyciągać ).Powiedział mi ,że jest zagubiony i potrzebuje czasu .
Twój chłopak ma spore problemy i dużo pracuje. Zwykle większość mężczyzn w takiej sytuacji ucieka do swojej jaskini i nie ma ochoty na jakiekolwiek kontakty z kimkolwiek. Również z najbliższymi. A ostatnią rzeczą, na którą ma ochotę jest rozmowa o tychże problemach. Udało się Tobie otrzymać kilka informacji - świetnie. Dalej nie naciskaj, choć ciekawość i niepokój - gryzie. Nie zawsze rozmowa jest najlepszym wyjściem z sytuacji. Czasem potrzeba spokoju i milczenia, by samemu to i owo przemyśleć i dojrzeć do decyzji.
Zastanów się, czy postawiona przed takimi problemami życiowymi i pracując po późnego wieczoru, miałabyś ochotę na rozmowę o swych problemach? I na dbanie o swego chłopaka i jego uczucia? Śmiem wątpić.
Cierpliwości.
11 2011-09-12 09:30:19 Ostatnio edytowany przez ona_239 (2011-09-12 09:32:28)
Dziękuje wszystkim za odpowiedzi.Za rady i wsparcie .Bardzo mi to pomaga.
luna89 - Miło jest wiedzieć ,że gdzieś tam istnieje ktoś kto rozumie doskonale jak się czuje bo przeżywa to samo.I masz racje, poczucie tej bezsilności i beznadziejności jest najgorsze ...zarówno jak ten stan "zawieszenia związku"-nie do zniesienia.
Moja sytuacja się nie zmieniła.Nadal się nie widzieliśmy a on nadal nie chce rozmawiać .Ale kiedy do niego dzwonie to słyszę po jakie głosie jaki jest przygnębiony i zrezygnowany ,znudzony.Nie pomogę mu pomóc.
Postanowiłam ,że będę cierpliwa. Były momenty ,że na prawdę chciałam zakończyć ten związek bo czułam się w nim nieszczęśliwa , nie kochana ...ale coś mi mówi ,bym tego nie robiła. Kocham go przecież więc dam mu ten czas o który mnie prosił.Postanowiłam również ,że teraz ja też nie będę się odzywać ,dam mu odpocząć od siebie (ostatnio trochę się narzucałam ,dzwoniłam, pisałam ...pytałam co z nami ,aż mi w końcu powiedział ,że jest zmęczony tym zamieszaniem w okół nas , tym że jestem nieszczęśliwa ).Ja też jestem zmęczona i myślę ,że potrzeba nam trochę spokoju .
Ja też już nie pytam co z nami, bo pewnie i tak mi nie odpowie...zostawiam narazie wszystko tak jak jest. Czasem widzę jakies przebłyski nadziei, innym razem wydaje mi się że jest jeszcze gorzej. Nie chcę popadać w obsesję, łapie dystans i coraz lepiej wychodzi mi to "nienarzucanie się, niemęczenie". Tobie też to się na pewno uda, postaraj się jakoś zagospodorować sobie czas, żeby się niepotrzebnie nie zadręczać. Pomyśl o czymś co mogłabyś zrobić dla siebie, spotkaj się z przyjaciółmi, postaraj się jakoś miło spędzić czas. Jeśli udowodnisz sobie, że potrafisz sobie dać radę poczujesz się lepiej. W każdym razie mi to troche pomogło. Wiem, że nie jest łatwo, ale chyba obie musimy dać im troche czasu, spuścić z tonu - może sami zmądrzeją?:) Czas pokaże.
trzymasz dziewczyny za was kciuki i mam nadzieje ze wszystko sie ulozy ![]()
Dzięki dziewczyny !
U mnie sytuacja wygląda teraz tak ,że on się nie odzywa od dwóch dni więc i ja też milczę.Z tym ,że jest mi teraz o wiele łatwiej bo zajęłam się sobą i nie czekam przy telefonie - tak jak mi poradziła luna89 ; ).Za bardzo zatraciłam siebie w tym związku ,wszystko poświęciłam jemu,za bardzo się starałam...i teraz kiedy jest taka sytuacja ,to ja zostałam z niczym,bardzo destrukcyjne podejście. Więc powoli wróciłam do swoich pasji , odnowiłam kontakty z przyjaciółmi ...wciąż o nim myślę i denerwuje mnie ten stan zawieszenia bo sytuacja nie jest jasna i nie mam pojęcia co dalej z nami będzie ,ale dam mu spokój ..teraz kolej na jego ruch .Ja zrobiłam wiele a nawet i za wiele .
Może się obudzi i zobaczy co traci ,bo prawdę mówiąc to mnie traci..z dnia na dzień coraz bardziej .
super,że podeszłas do prawy konstruktywnie; wlasnie najwiekszym problemem z związkach , gdy zaczyna sie "kryzys"jest to ,że szalejemy z obaw, wylewamy hektolitry lez,zapuszczamy sie i w koncu :zostajemy z niczym.pozbawiamy sie wszystkiego tłumacząc sie:dobrem miłosci.a guzik prawda.nie wiadomo dlaczego , zwiazki tak pochłaniają człowieka ze w wielu przypadkach odpuszczamy : zapominamy o swoim normalnym zyciu sprzed zwiazku, nie ma czasu na swoje pasje , zainteresowania, hobby, spotkania z przyjaciólmi, godziny w galeriach itp.dlaczego?bo chcemy tak bardzo uwiązać sie tej drugiej osoby, bo dusza rwie sie by oddychać tym samym powietrzem?
no własnie!
i tak też słusznie zuwazyłas to u siebie.wspaniale ,że sie ocknęłaś i zaczynasz od nowa.nie pozwol kolejny raz zeby zwiazek wymusił na tobie jakies zmiany.tak żongluj czasem , aby starczyło i na miłość i na "siebie";
3mam kciuki za was i za waszą miłość.czas jest jak zawsze sprzymierzeńcem i pokaże czy warto było to wsztystkich nerw i stresów.
pozdrawiam i zycze wytrwałości!
Nie wytrzymałam dziś,nie mogłam ...na pytanie czy chce ze mną być usłyszałam w odpowiedzi "chce i nie chce zarazem ..." czy ktoś to w ogóle rozumie ? jak można chcieć i nie chcieć ?Nawet mi tego nie wytłumaczył. Milczy .
Napisałam mu ,że jeżeli się jutro u mnie nie pojawi z wyjaśnieniami , ewentualnie nie zadzwoni ...to dla mnie to już nie ma dłużej sensu .Jeżeli nie zrobi nic to będzie to dla mnie jasny sygnał ,że mu nie zależy .Serce boli , ale to było jedyne wyjście ...a sytuacja już zbyt długo się ciągnie a ja się czuję jakbym nic już dla niego nie znaczyła
Jaki jest sens tkwić w czymś takim ? Jutro mija miesiąc odkąd się widzieliśmy ,sam się do mnie nie odzywa..mówi ,że ma problemy...owszem ,ale czy to go usprawiedliwia ,że nie wykazuję mną żadnego zainteresowania ? moim zdaniem nie .
Jest mi ciężko ,bardzo ciężko .
No i stało się ,zostawił mnie . Tzn sytuacja wyglądała tak..po tym co mu napisałam wczoraj ,dostałam dziś rano smsa ...Wyjaśnił mi wszystkie swoje dotychczasowe problemy (były dość poważne przyznam szczerze ) ,napisał że wszystko go przerosło ,że coś w nim pękło i nie potrafi na dzień dzisiejszy być tym samym człowiekiem co dawniej ,że ciężko mu się ogarnąć. Przepraszał mnie ,pisał ,że boli go iż cierpię ...że jestem z nim nieszczęśliwa i to jest tylko i wyłącznie jego wina ale na dzień dzisiejszy nie potrafi być inny . Napisał ,że ma nadzieje ,że szybko się ogarnie i może wtedy nie będzie za późno ,żeby to naprawić. Powiedział ,że na chwile obecna to jest koniec bo nie chce mnie dłużej krzywdzić a nie wie kiedy wszystko wróci do normy u niego .
No i co ja mam sobie myśleć ? nawet nie zawalczył ?po prostu uciekł .
Łudzę się ,że wróci jak sobie uświadomi co stracił...
Napisał, że ma powazne problemy. Sama przyznałaś, że są dość poważne. Nie radził sobie z nimi i tak jak napisała Wielokropek, zaszył się w "swojej jaskini". Męzczyźni inaczej niz kobiety reaguja na kłopoty. Kobiety płaczą, roztrząsają sprawę, dzielą włos na czworo. Mężczyźni borykaja się z problemami w samotności i starają się nie absorbować najbliższych. Ty dołożyłas do jego problemów jeszcze swój niepokój i pretensje. Pokazałas mu, że czujesz się nieszczęśliwa, bo mało czasu Ci poświęcał i nie chciał rozmawiać. To go przerosło, dlatego Cię zostawił. Poczuł sie sprawcą Twojego nieszczęścia.
Nie zrozumiałaś męskiej natury, Ona_239. Masz pretensje, że nie zawalczył? Dołożyłas mu problemów, przytłoczyłaś. Tobie jest ciężko, a wiesz jak ciężko było jemu???? Ukochana zamiast wspierać i rozumieć ma pretensje! To czym on sie miał zajmować? Swoimi problemami i pracą, czy Tobą? Czy nie za wiele żądałaś? Czy nie podchodziłas do związku zbyt egoistycznie? Wielokropek dobrze Ci radziła, ale nie posłuchałaś.
On Cie przeprosił, ale uważam, że Ty tez powinnaś go przeprosić za brak zrozumienia i skupienie na sobie.
Może nie wszystko jeszcze stracone jeśli uznasz, że On ma prawo przeżywać swoje sprawy po swojemu i że nie jest to wymierzone w Ciebie. Że nie każdy potrzebuje w trudnych chwilach tego, czego Ty potrzebujesz. Że można pomóc bliskiemu człowiekowi po prostu swoją nienachalną obecnością i niedomaganiem się w tych chwilach deklaracji i troski o siebie samą.
ale ona wcale nie chciala sie mu narzucac, tylko pomoc, z jakim kolwiek tego skutkiem. gdyby myslala tylko o sobie to juz by go dawno rzucila.. a mysle ze jezeli jest sie w zwiazku to dwoje kochajacych sie ludzi powinni byc ze soba szczerzy, wiec miala prawo wiedziec co sie z nim dzieje, dlaczego jest jak jest.
co czlowiek, to inny charakter, wiec nie jest powiedziane ze kazdy mezczyzna swoje problemy dusi w sobie.. choc niestety w tym przypadku raczej tak jest.
Ona, czas leczy rany, moze jak minie kawalek tego czasu to spojrzysz na to wszystko z innej perspwektywy, moze postarasz sie go zrozumiec, a moze nawet jak to wszystko minie i sie uspokoi bedziecie mogli sie spotkac, porozmawiac, sprobowac jeszcze raz...tego w kazdym badz razie ci zycze ![]()
Marena7...to nie do końca było tak .Kiedy pierwszy raz powiedziałam mu co mnie boli to go bardzo zraniło ,ale tedy przeprosiłam bo zrozumiałam ,że nie powinnam go przytłaczać sobą ,powiedziałam mu ,że go rozumiem ,że będę czekać ,że może na mnie liczyć,że nie chce być jego problemem ale ucieczką od problemów.Minęły 2 tygodnie i on nie wykazywał mną żadnego zainteresowania , ja się odzywałam ,pytałam jak się czuję,starałam się podtrzymać jakikolwiek kontakt...ale był strasznie opryskliwy i taki oschły ...czekałam. Później znów nie wytrzymałam ,zadzwoniłam i powiedziałam mu spokojnie ,że rozumiem go ,że ma problemy ,że musi sobie poukładać wszystko w głowie ale ,że jest mi zwyczajnie przykro kiedy nie wykazuje mną żadnego zainteresowania ,mówiłam spokojnie ...powiedziałam,że go nie obwiniam ,że chce nam pomóc ,żeby relacje między nami były lepsze.Nic to nie dało...niby stwierdził,że mam racje ,że to naprawi ,że nie powinno tak być..ale tak na prawdę nie zrobił nic , nadal się nie odzywał ,zignorował moje uczucia a to był cios.Dlatego ostatnio nie wytrzymałam i zadałam to pytanie czy chce być ze mną...no i dostałam w odpowiedzi to co pisałam w poprzednich postach.
Dodatkowo stwierdził,że nie zasługuję na mnie .Bardzo go kocham ,ciężko mi się z tym pogodzić.
Jak słysze tekst "nie zasługuje na Ciebie, nie chcę Cię więcej krzywdzic" to mi słabo. A niby co robi w tej chwili? To jest takie na zamydlenie oczu i skierowania chyba trochę uwagi na siebie. Niby bierze tak wspaniałomyślnie winę na siebie i zdaje sobie sprawę z tego, że Tobie też było przykro, ale jednak nic z tym nie robi. Każdy może mieć problemy i każdy inaczej na nie reaguje. Ale gdyby ta druga strona usłyszała: "nie jestem sobą, jest mi ciężko, ale chciałbym żebyś to zrozumiała i była przy mnie, mimo ze nie zachowuję się tak jak do tej pory" to byłoby inaczej...Ale nie...łatwiej uciec i rzucić na odchodne, że nie zasługuje i tyle. Ona, wcale Ci się nie dziwie, że w końcu nie wytrzymałaś, nawet najbardziej anielska cierpliwość ma swoje granice. A jak się nie jest w takiej sytuacji to trudno jest zrozumieć jakie uczucia i wątpliwości targają wtedy kobietą. Nie wiem jakie problemy ma Twój chłopak, ale cokolwiek by to nie było powinien zrozumieć, że mu pomożesz przez to przejść, bo w końcu na tym polega miłość, czyż nie? Budowanie muru jeszcze nikomu nie przyniosło nic dobrego. Teraz oboje cierpicie jeszcze bardziej...Miejmy nadzieję, że jakoś się to wszystko wyprostuje i jeszcze się dogadacie. Bardzo Ci kibicuję:*
Dziękuje Ci Luna ;* i Tobie Kamcia też.
Masz rację też nie rozumiem takiego powodu rozstania ,jak mógł wszystko tak przekreślić ;(
Czuję się strasznie...ogromna pustka w sercu .Niby dał mi nadzieje pisząc ,że może się szybko ogarnie i jeszcze nie będzie za późno ,żeby to naprawić.Tak bardzo bym chciała ,żeby wrócił...jak mam go odzyskać ?
Chyba pozostaje mi tylko czekać...
Chyba nie masz teraz innego wyjścia. Pisanie, dzwonienie i nakłanianie go do przemyślenia wszystkiego jeszcze raz i powrotu mogłoby przynieść skutek odwrotny do zamierzonego...pozostaje jeszcze gdzieś jeszcze w tym wszystkim duma, która nie pozwala na to, żeby znów prosić...chociaż z drugiej strony, jak na czymś bardzo człowiekowi zależy, to jest w stanie zrobić wszystko...narazie może spróbuj ochłonąć, może jakoś Ci się to samo ułoży w głowie i wtedy znajdziesz jakieś rozsądne rozwiązanie...ciężkie to wszystko bardzo - wiem po sobie, bo też zaczynam zastanawiać się nad różnymi możliwościami...
chyba teraz powinnas zastosowac sie do rad kolezanek, pomyslec o sobie, zajac sie czyms innym, wiem ze to trudne i latwo tak pisac, ale trzeba zyc dalej. czas w takich przypadkach jest najlepszym sprzymierzencem, i napewno ptzyjdzie moment, kiedy to wszystko sie wyjasni i pouklada ![]()
Ona, jak tam u Ciebie? jak się czujesz?